Strona główna KMF
        

Treści spisane ku czci "Frakcji Wampirycznej"


Muszę przyznać iż pierwsze "amerykańskie" przedsięwzięcie Polańskiego (A.D. 1967) miało co najmniej niekonwencjonalną i odważną koncepcję fabularną (co w efekcie odbiło się na późniejszym odbiorze filmu). Postarał się o parodię horroru, ściślej rzecz ujmując, konserwatywnego horroru wampirycznego. Za punkt wyjścia obrał zamierzchłe legendy, które wnet ożyły w dość nietypowych okolicznościach pastiszu. Swój projekt przyprawił wiadrami świeżej krwi, niespotykanie ostrymi kłami, ich właścicielami, mającymi nieodparty pociąg do szyj oraz kilogramami lekkostrawnego komizmu, absurdu i ironii, skonfrontowanych z surowym kinem grozy. Nie zabrakło także bulwersującego krew w żyłach napięcia, nagłych zwrotów akcji i dramatycznych sytuacji, samo zaś zakończenie ma wydźwięk wręcz katastroficzny - warto więc się zastanowić nad czystością gatunkową tej komedii. Wszak Wampiry to nie jest temat do żartów ;)


  


W filmie doświadczamy tego, co wampirycznemu filmowi przystaje, mianowicie pełna ortodoksja w dziedzinie legend, bajań i innych protoplastów (głównie Stokera) tegoż zjawiska, kreujących nienaganny wizerunek wampira i gamę "obrzędów" z nim związanych. To nie żadne niesmaczne abstrakcjonizmy a'la "Blade" , czy "Dracula 2000" . Polański naprawdę się postarał, aby oddać całą "rekwizytornię" i ikonografię gatunku, dając tym samym wyraz doń przynależności. Zestaw miejsc, postaci, zależności i innych motywów został więc zachowany, jednakże nieco zmodyfikowany. Akcja filmu wędruje wraz z parą głównych bohaterów do zapomnianej i mrocznej Transylwanii, tak dobrze znanej z poprzednich osiągnięć w tym temacie. Nie jest to jednak Transylwania z krwi i kości, czyli sceneria przerażająca i odludna, skąpana we mgle i permanentnej ciemności, której oblicze rysują pasma czarnych szczytów, cmentarze nagich drzew i niesamowite gotyckie zamczyska górujące nad krainą, zatopioną w poświacie złowrogiej tarczy księżyca... Przedstawiony świat jest niezwykle malowniczy, iście bajkowy. Sielanki dopełnia pogodna zimowa sceneria i beztroskie słoneczne promienie. W takich okolicznościach przyrody przyjdzie się zmierzyć łowcom, nie z jednym, ale wręcz zgrają wampirów. Przypominając zakończenie, nie wyjdzie im to zdrowie. Na szczęście ich i całego ludzkiego istnienia, zagrożonego działalnością krwiopijnych kreatur, łowcy posiadają sporą wiedzę o przeciwniku, a także specjalistyczny arsenał, skuteczny w eksterminacji wampirzego pomiotu.


Stosując się do kanonu wiedzy o wampirach, w filmie zachowane zostały praktyczne akcesoria, niezbędne do unicestwienia nachalnej bestii: najstraszliwsza broń, czyli efektywne osinowe kołki, krucyfiks, czy czosnek, ten ostatni w filmie używany w nadmiarze i zbyt dosłownie. Także wampir zachował swoje podstawowe cechy: siejące popłoch uzębienie, z łatwością przegryzające pulsujące aorty w szyjach pięknych niewiast, wrodzone uzależnienie od krzepkiej krwi, nieśmiertelność i wiekowość, brak własnego odbicia oraz zapadanie w letarg za dnia. Obserwujemy także swoistą hierarchię społeczną: senior - wiekowy hrabia, jego uprzywilejowany potomek, podporządkowane wampiry mniejsze oraz słudzy (kreowany na Igora Garbus - bardzo nieprzyjemny, wulgarny i obleśny typ odwalający czarną robotę). Nie da się ukryć iż film "Nieustraszeni Zabójcy Wampirów" stylizowany jest na modłę mrożących krew w żyłach treści zawartych w "Draculi" Bram'a Stoker'a, swoistego kanonu wampiryzmu i żródła nieskończonej inspiracji. Z klasycznego schematu ów powieści korzystano już u trzewi gatunku. Pierwsze dziecko horroru wampirycznego - "Nosferatu - Symfonia grozy" pochodziło z ogarniętych brutalnym i frywolnym ekspresjonizmem Niemiec i nosiło widoczne znamię dzieła Stoker'a. Późniejsze filmy nie odbiegały zbytnio od tej tendencji, powielając i rozwijając jedynie znakomite wzorce. To zaś pozwoliło na swoistą emancypację tegoż gatunku grozy, tworząc utarty i niepowtarzalny w innych odłamach świat, postacie i klimat. Film Polańskiego możemy więc uznać za spadkobiercę i propagatora chlubnych tradycji i niezatartych motywów filmu wampirycznego. Już sama konstrukcja fabuły pozwala nam zaobserwować nieodparte artystyczne powinowactwo i analogię.


Główni bohaterowie reprezentujący stronę dobra podejmują ryzykowną misję zgładzenia sił ciemności, nastających na życie niewinnych ludzi. Oprócz powódek altruistycznych, pogromcami kierują także osobiste ambicje. Dr Ambrosius, stylizowany z wielkim przymrużeniem oka na dr Van Helsing'a, jest zafascynowany wampirzą naturą i zjawiskiem wampiryzmu. Możemy się o tym przekonać, kiedy wygłasza hrabiemu "fascynujący" wykład na temat lunatykujących nietoperzy. Z kolei jego uczeń Alfred (w tej roli znakomity Polański) zakochuje się w córce karczmarza (w tej roli przepiękna rudowłosa Shanon Tate), która wraz z pierwszym przejawem wampirzej aktywności zostaje porwana przez krwiopijnego księcia. Postacie te możemy śmiało przyrównać do pary głównych bohaterów "Draculi" , Miny i Johnatan'a, tyle tylko ,że u Polańskiego Alfred nie jest romantycznym nieustraszonym i zdeterminowanym kochankiem, lecz bojaźliwym wymoczkiem mdlejącym na sam widok kołka. Inaczej także przedstawia się związek uczuciowy na płaszczyźnie człowiek-wampir. Ukochana Alfreda nie okazuje się być obiektem fascynacji i pożądania hrabiego, jest nim zaś sam... Alfred. Syn księcia (i tu pierwszy wampiryczny zgrzyt, bo wątpliwą kwestią jest posiadanie przez wampiry potomstwa) czuje nieodparty pociąg do młodego pogromcy, co burzy niejako samą ideę romantycznej i tragicznej miłości (choć w kwestiach czysto estetycznych jest ona zaprawdę tragiczna). Same postacie zostają więc ukazane w krzywym zwierciadle, cóż, to może niezbyt trafne określenie dla postaci filmu wampirycznego, w końcu wampiry ciężko ukazać w jakimkolwiek zwierciadle, ale tak właśnie jest. Zapomnijmy o złudnym ironicznym tytule i walecznych pogromcach, mających zgładzić potwora. Los świata zostaje złożony w ręce największych nieudaczników i fajtłapów, przekomicznego Ambrosiusa i tchórzliwego Alfreda. Również wampiry tracą na swojej grozie i dekadenckiej wyniosłości (motyw homoseksualizmu). Dla scementowania wątków i podbudowania zaplecza komizmu, Polański wplata w fabułę postać Yorgi, prostego karczmarza, z czasem zasilającego zastępy nietypowych wampirów, co zdeterminuje wiele zabawnych sytuacji.


  


Komedia to pełną gębą, w jednej chwili subtelna, w następnej rubaszna i prześmiewcza. Reżyser bawi się konwencją, zmurszała legenda nabiera w jego rękach rumieńców i nowego komediowego oblicza, nie zostaje jednak zdeformowana. Film podparty zostaje przede wszystkim niezwykle klimatyczną, zróżnicowaną muzyką wysnutą spod batuty Komedy oraz wyjątkowym warsztatem Polańskiego, pełnym precyzji, kunsztowności i klimatu. Sam spełnia się w roli aktora, wymarzonej przez niego profesji, która zaniechana została na rzecz reżyserii. Trzeba przyznać, iż z nałożonych na siebie funkcji (reżysera, aktora i współautora scenariusza) wywiązuje się koncertowo, sam film natomiast (wersja europejska - reżyserska) w przeciągu niespełna trzydziestu lat dorobił się epitetu "kultowy" (w kręgach gotów, jak mniemam), stał się swoistą filmową perełką i poniósł komercyjne fiasko (nic nie szkodzi). Szkoda, iż zabrakło zacięcia grozy i koncepcji horroru, że mimo wszystko to prędzej komedia niż horror. Mówię tak, gdyż jestem pewien, że Polański w dziedzinie czystego horroru wampirycznego, mógłby stworzyć coś na miarę swoich dokonań w materii horroru satanistycznego lub dzieła Coppoli. Tym czasem uraczył nas brawurowym pastiszem, i za to cześć mu i chwała. Podpisano: D.



NIEUSTRASZENI ZABÓJCY WAMPIRÓW
(albo Pan Wybaczy, Ale Pańskie Zęby Tkwią w Mojej Szyi...)

Tytuł oryginalny: The Fearless Vampire Killers
                     or: Pardon Me, But Your Teeth Are In My Neck

Rok produkcji: 1967, USA
Czas trwania: 124 min.
Reżyseria: Roman Polański
Scenariusz: Gerard Brach, Roman Polański
Muzyka: Krzysztof Komeda
Zdjęcia: Douglas Slocombe

Występują:

Sharon Tate (jako Sarah Shagal)
Roman Polański (jako Alfred)
Jack MacGowran (jako prof. Abronsius)
Alfie Bass (jako karczmarz Shagal)
Terry Downes (jako służący Koukol)


e-mail
 Autor recenzji: Rafał Grynasz - Vincent VEGA