Strona główna KMF
        

Wariaci, więźniowie i wrażliwcy - 5 Objazd Filmostrady

   

24 września ruszy piąta już edycja bodaj jedynego w Polsce objazdowego festiwalu filmowego. "Filmostrada" to przedsięwzięcie niezwykle cenne, umożliwia bowiem zobaczenie na ekranie wartościowych filmów, zaś widzowie nie muszą w tym celu jeździć do studyjnych kin, które mieszczą się zazwyczaj w większych miastach, lecz to filmy przyjeżdżają do nich. Poniżej recenzje trzech spośród siedmiu propozycji, które można będzie zobaczyć podczas tegorocznego "objazdu".
 


"Dom wariatów" - reż. Andriej Konczałowski
 

 

Filmografia Konczałowskiego to zestawienie co najmniej osobliwe. Jest w nim miejsce zarówno na hollywoodzkie kino gatunków ("Tango & Cash"), jak i na autorską wypowiedź (niemal wszystkie filmy reżysera powstałe w ZSRR), przy czym świat Konczłowskiego jest w dużej mierze uniwersum zbudowanym na dziełach rosyjskich klasyków - Turgieniewa czy Czechowa. Nie chodzi tu tylko o filmowe adaptacje dokonane przez twrócę - epicka "Syberiada" nakręcona w oparciu o oryginalny scenariusz cała przesiąknięta jest duchem klasycznej literatury naszych wschodnich sąsiadów. Jak na tym tle wypada "Dom wariatów"? Wygląda na to, że reżyser otwiera tym filmem nowy rozdział w swojej twórczości. Owszem, wciąż trzyma pod pachą dzieła Czechowa, ale uzbrojony w nie podejmuje dialog z rosyjską współczesnością. Podobnie było już w "Syberiadzie", gdzie losy mieszkańców położonej wśród śniegów osady posłużyły do krytyki partyjnego centralizmu. Jednakże współczesne problemy stanowiły tam osnowę jednego z licznych wątków, w "Domu wariatów" wysuwają się na plan pierwszy.

Rzecz dzieje się w szpitalu psychiatrycznym w Inguszetii. Wśród malowniczej gromadki zamieszkujących go pacjentów wyróżnia się Janna, zakochana na zabój w Bryanie Adamsie młoda dziewczyna, która pragnie tylko, aby wszyscy wokół byli szczęśliwi. Gdy tylko coś idzie nie tak, sięga po akordeon i wygrywa na nim polki wyobrażając sobie, że otaczający ją świat jest zupełnie inny. Akordeon wypadnie jej jednak z rąk, gdy do szpitala zawitają czeczeńscy bojownicy, szukający schronienia przed rosyjskimi oddziałami...

 

Konczałowski zrobił bardzo dobry film, pełen interesująych postaci, wystrzegający się jednoznaczności wrysunku bohaterów. Zarzucano reżyserowi, że niepotrzebnie gloryfikuje Czeczenów. Faktycznie, pokazani w "Domu wariatów" bojownicy budzą pewną symaptię, ale nie są odmalowani w zupełnie jasnych barwach. Dobrze, że ten film powstał 2 lata temu - po tragedii w Osetii opowiedzenie tej historii nie byłoby zapewne możliwe. Wątpię, czy Rosjanie zaakceptowaliby taki obraz konfliktu w Czeczenii, który nie potępia żadnej ze stron, czy też raczej potępia obydwie. Tytułowy "Dom wariatów" to nie miejsce, w którym życiową przystań znaleźli ludzie tacy jak Janna, lecz raczej świat, w którym walczą ze sobą na śmierć i życie niedawni towarzysze broni z Afganistanu.
 


"Zerwany" - reż. Jacek Filipiak
 

 

"Zerwany" to pełnometrażowy debiut fabularny dwóch obiecujących twórców, reżysera Jacka Filipiaka i operatora Bogumiła Godfrejowa, autora zdjęć do "Męskiej sprawy". Główny bohater, mały Mateusz, grany fenomenlnie przez debiutująceo na ekranie Krzysztofa Ciupę, nie znajduje ciepła w rodzinie zastępczej. Trafia do domu dziecka, skąd ucieka zraniony po raz kolejny przez niewrażliwość dorosłych. Wycieńczony i głodny wkrada się do sklepu spożywczego. Zostaje złapany i umieszczony w zakładzie poprawczym, gdzie zaczyna się jego inicjacja w przedwczesną dorosłość...

Ten film mógł być nieznośnym, moralizującym obrazkiem. Źli dorośli i jeszcze gorsze wyrostki z poprawczaka, a w tym wszystkim mały, zagubiony chłopiec, dostający razy z prawa i lewa. Ot, taki Andersen dla dorosłych. "Zerwany" jest wprawdzie czymś na kształt ponurej baśni, ale wiarygodności przydają mu bohaterowie wzięci nie z żadnej bajki, lecz z naszej rzeczywistości. Ogromna ilość rozmów z wychowankami placówek opiekuńczo-wychowawczych, doświadczenia nabyte w pracy nad dokumentem "Bidul" (o ludziach, którzy weszli w dorosłość z bagażem narosłym w ciągu lat pobytu w domu dziecka) - wszystko to w połączeniu z wyczuciem filmowej materii sprawiło, że "Zerwany" wymyka się wszelkim uproszczeniom, jakie stosujemy mówiąc o "trudnym dzieciństwie". To film mocny, ale jednocześnie poetycki.

 

Dzięki znakomitym zdjęciom udało się pokazać tę historię tak, aby nawet sceny przemocy były w nim jednocześnie boleśnie realistyczne i hipnotyzujące. Jak ta, w której rozwścieczeni chłopcy z poprawczaka każą jednego ze swego grona, okręcając go papierem toaletowym i podpalając. Płonąca figura biegnie mrocznym korytarzem i znika z rogiem, zostawiając za sobą gasnące ogniki... Sceny takie jak ta przekonują mnie ostatecznie, że "Zerwany" nie jest jedynie opowieścią o Mateuszu, lecz zapisem rytuału przejścia, jakiego doświadczają w naszym świecie wszycy inteligentni wrażliwcy.

 


"Carandiru" - reż. Hector Babenco
 

 

Kino z Ameryki Południowej przyciąga coraz większą uwagę widzów na całym świecie. Wystarczy przypomnieć znakomite "Miasto boga" Meirellesa, żeby stało się jasne, iż to zainteresowanie nie jest bezpodstawne. Kolejny powód, aby bacznie przyglądać się nowym produkcjom z Argentyny, Brazylii i innych krajów kontynentu, to "Carandiru" Hectora Babenco.

Tytułowe Carandiru to nieistniejący już dziś zakład karny, mieszczący się na przedmieściach Sao Paulo. Nie jest to zwykłe więzienie, lecz "miejsce czasowego zatrzymania", rodzaj aresztu, w którym osadzeni oczekują na rozprawę. Czasem bezskutecznie. To potwornie przepełnione miejsce jest swoistą przechowalnią dla społecznych wyrzutków, mikroświatem rządzącym się własnymi, tworzonymi przez więźniów prawami. Straże interweniują bardzo rzadko, wkraczając w ekstremalnych sytuacjach i pilnując, aby nikt niepowołany nie wchodził w obręb murów i nikt nieupoważniony ich nie opuszczał. W tej scenerii osadził Babenco jeden z najlepszych filmów więziennych, jaki oglądałem w ciągu ostatnich kilku lat.

Reżyser niesłychanie sprawnie prowadzi wielowątkową narrację, pokazując losy kilku spośród ponad 8000 więźniów. Jest tu Książę, handlarz narkotyków i bigamista, zakochany na zabój w obu swych partnerkach. Są Zico i Deusdete, w dzieciństwie nierozłączni przyjaciele, którzy poszli odmiennymi życiowymi drogami, aby ostatecznie spotkać się w Carandiru. Swojego miejsca w więziennej społeczności szuka narkoman i surfer Ezequiel, gotowy spłacić dług zaciągnięty u handlrzy wdziękami własnej siostry. Są wreszcie postacie jak z filmów Pedro Almodovara - niepozorny No Way, zakochany z wzajemnością w transseksualiście Lady Di. Ta barwna mozaika charakterów układana jest na tle ponurych murów. Obserwujemy ją oczami więziennego lekarza, którego wspomnieniowa książka posłużyła za podstawę scenariusza.

 

Na IMDB przeczytałem komentarz, w którym jeden z widzów protestował przeciwko porównywaniu "Carandiru" z "Miastem boga". Moim zdaniem zupełnie niesłusznie. Oba filmy łączy wielowątkowość narracji oraz jej ton, w którym groteska miesza się z grozą. Cóż z tego, że film Meirellesa rozgrywa się na ulicach, zaś Babenco opowiada o zakładzie karnym? W końcu favele są dla swoich mieszkańców niczym więzienia, gdzie wprawdzie nie ma straży, ale brak perspektyw trzyma na miejscu równie bezlitośnie.
 



Pozostałe filmy, które pokazane zostaną w ramach 5 edycji "Filmostrady" oraz powody, dla których mam ochotę je zobaczyć:
 

  • "Bodysong" - reż. Simon Pummel
    (muzykę skomponował Jonny Greenwood z Radiohead)
     

  • "Lilja 4-ever" - reż. Lukas Moodysson
    (autor świetnych "Fucking Amal" i "Tylko razem")
     

  • "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna" - reż. Kim Ki-Duk
    (trailer jest co najmniej intrygujący; nie mogłem być na pokazie prasowym tego filmu, ale będzie to pierwszy z "filmostradowych" braków, który nadrobię)
     

  • "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" - reż. Francois Dupeyron
    (Omar Sharif przerwał tym filmem kilkuletnie aktorskie milczenie)


e-mail
 Autor relacji: Paweł Marczewski - SHANDOR