Niespodziewanie bohaterskie

Ekhm... czyli właściwie jakie? Ano już wyjaśniam, bo tu miałem mały problem z nazewnictwem. Najpierw miało być samo 'niespodziewane' - ale do tego można podpiąć praktycznie każdy twist w dzisiejszym kinie, kiedy ktoś odwala kitę ku naszemu zdziwieniu (bo zrobił to za wcześnie, za późno, bo w ogóle zginął). Czasem jednak nie dość, że taka śmierć jest niespodziewana, to cechuje ją jeszcze pewna bohaterskość (choćby i nieświadoma), tudzież coś, czego w danym momencie nie spodziewamy się po danej postaci. Nie tylko więc sama śmierć jest tu atrakcją, ale też i jej wydźwięk. Mówiąc krótko: tak na pewno wolałbym umrzeć, niż kipnąć na zawał w wynajętym 20 lat temu (i dotąd niespłaconym) M-3...

James James Cole (12 Monkeys) - Trudno jest dokładnie zanalizować przypadek Cole'a. Raz, że nie miał on wielkiego wyboru - został wysłany na misję, którą musiał wykonać. Dwa, że tak naprawdę nie zginął, no... przynajmniej niezupełnie. Trzy, że był świadkiem swojej własnej śmierci, nawet się tego nie domyślając (a myśleliście, że to Wy macie problemy). Na pewno jednak zginął niespodziewanie, bo film jest na tyle zawiły, że trudno to przewidzieć. Zginął też w sposób bohaterski - próbując ratować świat trochę wbrew własnej woli. James marzył o normalnym życiu - świeżym powietrzu, czystej wodzie... Chciał zobaczyć ocean i nacieszyć się panią doktor, ale w ułamku sekundy postanowił poświęcić to wszystko dla sprawy. Jednocześnie wciąż żył, tuż obok - idealny przypadek syzyfowej pracy... czy też raczej syzyfowego umierania.

12 małp 12 małp

Szer. Hudson (Aliens) - Hudson ma w tym filmie takie zachwiania nastroju, jakby miał okres. Normalnie sinusoida. I tak z początku jest 'ultimate badass', który gotów jest zabić wszystko co się wokół rusza. Następnie jojczy gorzej niż 8-letnia dziewczynka, bo wszystko wokół się rusza - i w końcu wraca do stanu 'badass', tym razem de facto strzelając do wszystkiego co się rusza wokół. Właśnie wtedy niespodziewanie ginie, bo tych co się ruszali było więcej. I to jak ginie! Z fuckami na ustach, walczy do końca, jak na 'badassa' przystało. Na szczęście Hicks dopilnował, żeby usidlony kolega nie cierpiał długo, toteż powrotu do stanu dziewczynki już nie było. Fuck, yeah!
Patrz też: Głupie (śmiertelnie)Piękne (inaczej)

Aliens Aliens

Rocky Sullivan (Angels with Dirty Faces) - Mimo, iż film ten ma już na karku 70 lat i został nieco zapomniany, to każdy kto go widział z pewnością wciąż ma w pamięci jego końcówkę. W niej to Rocky poświęca swoją reputację w drodze na egzekucję - robi to, aby ochronić od pójścia w jego ślady zapatrzone weń dzieciaki. Nieważne, że właśnie kończył swoje życie i że zostało to podyktowane okolicznościami w jakich przyszło mu się znaleźć. Decyzja, którą podjął nie była samolubna, nie miała na celu żadnego odkupienia win czy zrobienia z siebie ofiary. Stanowiła prosty odruch dobroci, ostatnią próbę zrobienia czegoś dobrego przez zagubionego w brutalnym świecie człowieka - na dodatek człowieka świadomego tajemnicy swego najpiękniejszego czynu. Ile trzeba mieć odwagi, by zdobyć się na taki gest! Ile wewnętrznej siły, aby w chwili, która narzuca człowiekowi maksymalną obojętność, odrzucić własne ego i strach przed zostaniem zmieszanym z błotem przez opinię publiczną! Rocky udając przerażenie traci swą reputację, na którą pracował całe życie - traci w zasadzie wszystko, co osiągnął, nie otrzymując nic w zamian. Cichy bohater, o którego czynie nie wie nikt poza jego kolegą ze szkolnej ławy. Ale czy na pewno? Dzięki Rocky'emu aniołowie o brudnych twarzach być może dostaną okazję, aby zasłużyć na swoje skrzydła. A to już coś. Jeżeli jakąś śmierć można nazwać bohaterską, to Rocky Sullivan - gangster z Nowego Jorku - tak właśnie odszedł z tego świata.
[BEOWULF]

Angels Angels Angels Angels

Płk. Nicholson (The Bridge on the River Kwai) - Któż z nas nie zna tego filmu? Któż nie pamięta tej sceny? Śmierć pułkownika Nicholsona to jedna z ikon kina i scena, która się po prostu nie zestarzeje (nie, to nie jest reklama wydania dvd ;). Film widziałem już wielokrotnie i za każdym razem podoba mi się równie mocno, co poprzednio. Zaś jeśli idzie o finał, to zawsze trzyma mnie w napięciu i niepewności, mimo iż znam go na pamięć - i za każdym razem "wyczyn" pułkownika zaskakuje. Bo tego finału nie da się przewidzieć. No dobra, most musiał zostać wysadzony, to było jasne - ale sam fakt nagłego zgonu Nicholsona, który pociągnął za sobą wiadomą reakcję zapłonową to już coś, co pamięta się latami. Zapomnijcie o stetryczałym Obi-Wanie - to Nicholson jest naszym niespodziewanym bohaterem (aczkolwiek oba te zgony miały miejsce dawno, dawno temu...;)!

The Bridge on the River Kwai The Bridge on the River Kwai The Bridge on the River Kwai The Bridge on the River Kwai

Butch Sundance Kid Butch Cassidy i Sundance Kid (Butch Cassidy & Sundance Kid) - Butch i Sundance nie marzyli o żadnej nieśmiertelności - chcieli tylko żyć swobodnie, zbierając fundusze na przyszłą emeryturę. Ale stali się legendami Dzikiego Zachodu. I to właśnie ich ostatnie chwile takimi ich uczyniły. Można sobie wmawiać, że tak naprawdę nie wiedzieli ile wojska na nich czeka i ciągle mieli nadzieję, że uda im się wyjść zwycięsko z kolejnej opresji. Ale tak naprawdę obaj czuli, że to już jest to. Dobrze zdawali sobie sprawę, że na tym boliwijskim zadupiu ich wspólna droga dobiegnie końca. Świadczy o tym m.in. ich ostatnia rozmowa, pełna przekomarzań i obaw o nic nie znaczące głupotki - takie jak zdecydowany sprzeciw Kida wobec nauki pływania. Obaj przyjmują swój los z godnością i razem wychodzą mu na przeciw. Zmieniają się czasy, zmienia nastawienie - złota era kowbojów odchodzi w zapomnienie na rzecz progresywizmu. Oni się jednak nie zmienią - podchodzą do własnej śmierci z humorem i optymizmem. Miast w kajdanach, umierają będąc wolnymi ludźmi. Ginąc wygrywają, tym samym utrwalając to, w co wierzyli. A wydźwięk tego wydarzenia - choć smutny - unieśmiertelnia tę postawę kolejnym pokoleniom. Ich ostateczny gest buntu - ukazany w stopklatce - staje się symboliczny i niesamowicie wymowny. I za to właśnie ten film i te (nie takie przecież pozytywne) postaci kochają miliony.
[BEOWULF]

Butch Butch Butch Butch Butch

Wilson Wilson (Cast Away) - No dobra...żartowałem :)

Theo Theo Faron (Children of Men) - Ciężko jest być bohaterem w dzisiejszych czasach, a jeszcze ciężej w dystopijnym świecie przyszłości. Theo Faron typem bohatera na pewno nie był. Kiedyś, w innym czasie, miał na takiego zadatki - był idealistą, aktywistą walczącym z pełnym przekonaniem o to, w co wierzy. Jednakże stało się coś, co go złamało - przestał wierzyć w puste idee i zamknął się w swoim cierpieniu. Stał się cyniczny (zgodnie z zasadą, że cynik to idealista o złamanym sercu ;) - zobojętniał wobec świata i jego problemów, wypalonym wzrokiem patrząc jak tenże świat samoczynnie zmierza ku zagładzie. Jednak gdy nadchodzi odpowiedni moment, oddaje zań swoje życie. Przeprowadza młodą kobietę w ciąży przez strefę wojenną, ratując ją przed wykorzystaniem w celach politycznych - chroni przed wszystkim, co może stanowić zagrożenie dla jej dziecka. Robi to, ponieważ znowu wierzy w dawno utracone ideały. Odnajduje w sobie głęboko zagrzebane pokłady aktywizmu i pragnie być częścią nowego porządku, którego symbolem jest brzuch dziewczyny. Nie chce ginąć - co to, to nie - lecz jego niezłomna postawa świadczy o tym, że gotów jest oddać to nijakie życie dla konkretnej sprawy. I oddaje. Oczywiście liczy się również sposób w jaki to robi. Theo zostaje ciężko ranny, ale nie wyjawia tego Kee - prowadzi ją dalej, ponieważ jej dobro i bezpieczeństwo jest jego celem. To przez nią dokonuje tego, czego nie zdołał zrobić wcześniej i odkupuje lata bezczynności i obojętności względem świata.

Children of Men Children of Men

A później jest łódka, samotna na środku pochłoniętego przez mgłę oceanu. Theo umiera, ale mając świadomość własnego zwycięstwa. Nawet jeśli nie wie, czy Human Project rzeczywiście przybędzie po dziecko, to bezgranicznie w to wierzy. Pociesza przerażoną Kee i ostatnim wysiłkiem udziela jej porad macierzyńskich, a jego ostatnim tchnieniem jest prosty uśmiech do niej i do dziecka... Aktywista przerodził się kiedyś w cynika, ale nadal pozostał aktywistą - człowiekiem zdolnym do zmiany świata, nawet za cenę własnego życia. Jego poświęcenie jest dodatkowo poparte formą w jaką Cuaron oprawił swój film - bo Cuaron, tak jak Theo, wierzy w ideały. I choć to tylko gdybanie, bez większego pokrycia w filmie, to może Theo umarł wiedząc o swoim sukcesie - może jeszcze resztkami sił zdobył kilka dodatkowych sekund świadomości i usłyszał syrenę nadpływającego statku. Taki koniec zdecydowanie by mu się należał.
[BEOWULF]

Children of Men Children of Men

Ppłk. Austin Travis (Executive Decision) - Po Willisie i Schwarzennegerze przyszedł czas na (długo zapowiadanego) Stevena Seagala. Kult tego aktora przypada na przełom lat 80 i 90, a więc czasy boomu video. Ale to znacznie później, bo już na początku schyłku tego boomu, Stevek zdecydował się na przełom w swojej karierze. Otóż postanowił <WERBLE WOJSKOWE> zginąć (notabene zdacydował się na to, jako pierwszy z tej trójki aktorów, mimo iż umieszczamy go na końcu). I to zginąć nie byle jak, bo honorowo (a spróbowałby dziad inaczej ;). To jednak nie zaspokajało jego potrzeb, więc postanowił, że zginie także niespodziewanie. A to już coś, co trzeba zobaczyć. I rzeczywiście - tłumy tłumnie waliły do kin, a motyw z jego odejściem szybko stał się znany, nawet wśród osób, które filmu na oczy nie widziały. A te co widziały, to wspominają, jak po pół godzinie projekcji nasz dzielny ppłk. Travis zamknął się w rurze, aby ratować życie Kurta Russella i spółki (którzy z kolei muszą dopełnić ważnej misji). Ponieważ rura znajdowała się wiele tysięcy stóp nad ziemią, toteż po chwili widać było fruwającą kukłę Seagala, mającą nas przekonać o poświęceniu Austina, w stanie Tex... eee Austina Travisa. I cóż z tego, że scena została wgniecona w ziemię przez finał filmu, a niespodziankę szlag trafił, bo zanim zdołaliśmy go obejrzeć, to znajomi opowiedzieli nam to już co najmniej sześć razy - nie szczędząc przy tym wszelkich detali. To nic, bo i tak dziś wszyscy pamiętają ten film właśnie dzięki tej scenie. Kurt Russell? Halle Berry? Eee... ale wiesz, że tam ginie Seagal? Tak właśnie rodzą się legendy.
Patrz też: Głupie (śmiertelnie)

Executive Decision Executive Decision

Ben Ben Randall (The Guardian) - Ktoś może powiedzieć, że Ben Randall zupełnie tu nie pasuje, gdyż w historii kina było o wiele więcej bardziej bohaterskich zgonów. I pewnie ten ktoś będzie miał rację, ale że zestaw to wyjątkowo subiektywny, toteż Ben się w nim pojawi - i to z dwóch powodów. Po pierwsze: Ben widząc, że lina nie utrzyma obciążenia, bez wahania poświęca się dla ratowania młodszego kolegi, który ma przed sobą jeszcze całe życie. Po drugie: umiera on w środowisku, które pokochał i które stanowiło dlań całe jego życie - ginie na morzu. Wpada we wzburzone fale i pogrąża się w ukochanej wodzie w spokoju - bez żadnej paniki czy rozpaczliwych gestów tonącego człowieka - godząc się ze sobą i swoim losem. Może nie jest to śmierć bohaterska do bólu, lecz sposób w jaki Ben odchodzi można określić tylko jedną frazą: z godnością. Przy okazji udaje mu się uratować inne istnienie oraz spełnić swoje marzenie - odchodzi tak, jak naprawdę chciałby zginąć. Pozostała po nim legenda - kolejna, jedna z wielu, ale pozostała. I można ją ino dobrze wspominać.
[BEOWULF]

The Guardian The Guardian The Guardian The Guardian

Płk. William McNamara (Hart's War) - Zaskakujące ile na tej liście jest wojskowych postaci. W końcu po kim, jak po kim, ale właśnie po żołnierzach spodziewamy się, aby ginęli honorowo i po bohatersku. Jednak nie wszyscy są ku temu chętni. Na nasze (nie)szczęście McNamara pokazał każdemu, jak należy umierać (wcześniej pokazując im, gdzie raki zimują*). I niech nie przesłania tego fakt, że to znowu Bruce Willis i że znowu ma być patetycznie. Bo nawet jeśli jest, to mnie ta śmierć zaskoczyła i przejęła. McNamara pojawia się nagle, już w niemieckim mundurze i z twarzą człowieka gotowego na wszystko. I właśnie wszystko poświęca - oddaje życie za pozostałych więźniów, z ciamajdowatym Hartem na czele. Robi to bez mrugnięcia okiem, bez spuszczania głowy czy jakiegokolwiek żalu - zupełnie jakby nie chodziło o życie i śmierć, tylko o zakupy w supersamie. Dokładnie tak powinien umierać prawdziwy bohater (honorowo znaczy, a nie jakby robił zakupy w supersamie). Baczność! Czyń honory!

Hart's War Hart's War Hart's War Hart's War

Nanami (Jin-Roh: The Wolf Brigade) - Nanami zostaje jedynie raz czy dwa wspomniana z imienia, dlatego nawet jeśli ktoś widział film, to pewnie jej nie kojarzy - mimo, iż to właśnie ta postać jest pamiętana na dłuuuugo po seansie. Tak, to ta dziewczynka, która ginie w tunelu. To ta mała, przestraszona istotka uciekająca kanałami przed policją. To właśnie to niewinne dziecko, które na widok opancerzonego policjanta podejmuje niespodziewaną decyzję - odpala materiały wybuchowe, które cały czas dzielnie trzymało w torbie. Wcześniejsze pytanie mężczyzny - "dlaczego?" - niknie wraz z nią w nagłym morzu płomieni, pozostając bez odpowiedzi. Ale przecież nie o odpowiedź tu chodzi...

Jin-Roh: The Wolf Brigade Jin-Roh: The Wolf Brigade Jin-Roh: The Wolf Brigade Jin-Roh: The Wolf Brigade

Vitaly Orlov (Lord of War) - Wiecznie zapijaczony, jeszcze częściej naćpany i nie stroniący od dziwek młodszy brat Jurija, w całym filmie wykazał się tylko jednym - stworzył z dragów Ukrainę (czytaj: zdolności artystyczne). Trudno się więc po kimś takim spodziewać zgonu z innych przyczyn, niż przedawkowanie czy AIDS. A już na pewno trudno posądzać go o bohaterskość. Jednak ten jeden raz, na jakimś zadupiu w Afryce, coś się w Vitalym obudziło (czytaj: był wyjątkowo trzeźwy). Wziął więc granat i zaczął niszczyć to, co uważał za (i co było) złe. I to ostatnia rzecz, jaką zrobił, bo w chwilę potem go zastrzelili. Odkupienie za grzechy? Z pewnością. Czy to coś dało? Poza zmniejszeniem zarobku Jurija zupełnie nic, przez co śmierć Vitaly'ego zahacza o bezsensowność. Ale bohaterskości, do tego niespodziewanej, odmówić chłopakowi nie można.

Lord of War Lord of War Lord of War Lord of War

Sierż. Keck (The Thin Red Line) - Sporo w tym filmie bohaterów, tak więc łatwo się pogubić. Jednak tego znacie na pewno - musicie znać, bo to Woody Harrelson, który na moment przed zgonem wygląda tak:

Keck Keck

Wygląda tak, gdyż właśnie wyciągnął zawleczkę własnego granatu, podnosząc się nagle z ziemi. Prosty, ale wyjątkowo głupi błąd, którym charakteryzują się raczej żółtodzioby, a nie wprawieni wojskowi pokroju Kecka. I zapewne do sekcji 'głupich' dać by go wypadało, jednakże Keck zrobił coś, co uchroniło go przed taką oceną. Popełnił błąd, owszem - ale sekundę później naprawił go, uskakując w bok i własnym ciałem zasłaniając wybuch. Sam zginął w dość nieciekawych okolicznościach (i sporych bólach), lecz uratował życie kolegów wokół. Niby proste, ale nobliwe - w dodatku nie wszyscy wpadliby na taki pomysł...

Noah Noah Percy (The Village) - Noah jest kolejnym przykładem bohaterskiej śmierci z przypadku. Nie do końca zdrowy na umyśle (acz potrafiący go używać na swój sposób) i nie w pełni świadom swych czynów, Noah chciał się tylko bawić. Jednakże jego entuzjazmu nie podzielała przestraszona Ivy, która błąkała się po lesie, zdana tylko na siebie. Tym samym ślepa dziewczyna wyprowadziła w pole (czy też raczej w dziurę) wioskowego idiotę - radosny Noah popędził szybko ku swemu przeznaczeniu. Jednakże czynem swym sprawił, iż legenda nabrała życia, a pewien... "projekt" mógł dalej istnieć w swej nieskazitelnej formie. Sam zgon nie byłby wart złamanego grosza, gdyby nie następstwa jakie spowodował - i dla nich właśnie należy go tu wymienić.

The Village The Village

Ojciec (Vozvrashcheniye) - Pojawił się znikąd, niczym jeździec. Od razu zabrał chłopaków na ryby, gdzie wpajał im podstawowe zasady przetrwania i inne wartości, które uważał za ważne. Przy okazji załatwiał też swoje sprawy. To zaprowadziło ich na opustoszałą wyspę, na której doszło do kulminacji wcześniejszego buntu młodszego syna. I kiedy malec uciekł na wieżę, to ojciec po raz pierwszy okazał względem niego uczucia i robił wszystko aby go ratować. Nie doszło jednak do zjednoczenia rodziny. Wieża była stara, a jej deski spróchniałe i ojciec odszedł równie szybko, jak przybył - tym razem w wersji "na spadochroniarza". Czyn światły i niespodziewany, choć owiany nieprzenikłą tajemnicą.

Vozvrashcheniye Vozvrashcheniye

Valentin Żukovsky (The World Is Not Enough) - To chyba najlepsza scena w tym odcinku Bonda. Ońgiś odwieczny wróg 007 - przez którego dorobił się kuśtyka i zapewne paru wrzodów - a od "Goldeneye" przyjaciel (ale bez przesady), który ryzykuje życiem, aby go uwolnić. I kiedy właśnie życie traci, to ostatnimi resztkami sił strzela jeszcze wprost w kajdany agenta Jej Królewskiej Mości. Robi tym wrażenie na Jamesie, widzach i na Elektrze, która jednak błędnie zinterpretowała jego czyn - tym samym także ginąc. All for England of course.
Patrz też: Głupie (śmiertelnie),Głupie (śmiertelnie)Piękna, honorowa wzmianka

The World Is Not Enough The World Is Not Enough


Przeczytaj również: Niespodziewanie honorowa wzmianka


* - raki zimują w Niemczech, nazywają się wtedy krebs;

Powrót do wyboru | Artykuły | Strona główna