Strona główna KMF

KIEPSKA FANTAZJA

    Ech... Co za dziwny film. Niewiadomo w gruncie rzeczy jak go traktować - jako bajeczkę animowaną czy jako "pełnoprawny" film. I w tym jest kłopot. Jako dźwięko-obraz jest perfekcyjny, ale fabuła... Oj, cieniutko. Myśląc nad skojarzeniami moje myśli zaplątały się w dość haniebna pułapkę i zaczęły porównywać FF do sagi o "Alien", ale prosze niech fani miłego kosmity mi wybaczą. Oczywiście "Final Fantasy" to dziełko miałkie i gdzież mu tam do klaustrofobiczno-gotyckiego klimatu "Alien(s)". Nawet abstrahując od wszelkich porównań to sie ten filmik w ogóle nie broni.

    Podobno producenci wydali na produkcję 100 milionów dolarów... Dużo. Bardzo dużo. Jednakże chyba widać te pieniądze (co nie znaczy, że je sensownie wydano). Jakieś pół roku temu w jednym z magazynów filmowych ujrzałem zdjęcie bardzo ładnej kobiety. Wówczas pomyślałem, że to nowa twarz w kinie amerykańskim i jakiez było moje zdziwienie gdy za chwilę dowiedziałem się, że owa atrakcyjna szatynka to... postać wirtualna! Nie istnieje naprawdę, wygenerowana jedynie w maszynach cyfrowych. Ale przyznam - dałem się nabrać. I z taką nadzieją szedłem na film - że dam sie nabrać po raz wtóry. Udało się.

    Już pierwsze sceny zapowiadają coś niesamowitego wizualnie. Widzimy planetę, olbrzymi księżyc. Na ziemi stoi kobieta. Bardzo kolorowo, ale nie kiczowato, nie "disneyowato". Jest ponuro, apokaliptycznie, ale i gama kolorów zróżnicowana.
    Następne ujęcie to Aki przechodząca się po Nowym Jorku który... został zniszczony przez obce formy życia zwane Fantomami. W tymże momencie na sali padały jedynie słowa "o rrrany...", znaczące chrząknięcia itp... Znowu Nowy Jork jest efektem jakiegoś destrukcyjnego działania, z tymże obecnie, jak wszystkim wiadomo, rzeczywistość dogoniła fikcję i teraz ta fikcja jest śmiesznie żenująca. Taki znaczący zgrzyt acz oczywiście niezamierzony przez twórców (ale publiczność reaguje na taką fabułę znacząco).

   

    Powróćmy jednak do samej akcji. Aki szuka ośmiu dusz, które pozwolą wyzwolić się od Fantomów (te "alieny" efektownie zabierają ludziom energię... bardzo efektownie). Nie wiem jak dla pozostałych widzów ale całe te bajdurzenie o jakichś duszach, które trzeba odnaleźć wydawało mi się bezsensowne i głupie. Do tego dochodzi wątek ciut nie new-age'owy... Podobno Ziemia żyje (dosłownie), co poniektórzy nazywają Gają. Z Fantomami trza walczyć, ale Gai uszkodzić nie można. Albo więc użyjemy broni tradycyjnej (za tą opcją demoniczny Generał Hein) czy też podejdziemy do sprawy naukowo (praktycznie pozostali bohaterowie).
    W to wplątane jakieś idiotyczne wątki miłosne, senne, filozoficzne, ale to wszystko jest tak banalne... Bardzo "Final Fantasy" jest schematyczne - w dobrej drużynie jest i miejsce dla mądrego profesora, dla przystojniaka, wesołka, wojowniczki i wielkiego wojownika. Ja nie wymagam za wiele od filmu, ale panie i panowie twórcy - więcej ambicji! Zdecydowanie najsłabszą stroną FF jest fabuła - nijaka, schematyczna, wtórna. Nie można chyba traktować tego filmu jak zwykłej animacji, która się schematom nie opiera. Ogląda się to to jak zwykły film SF, który okazuje się kiepski w treści. Cała otoczka wizualna zwala oczywiście z nóg, o tym nie będę się rozpisywał bo i po co? Popatrzcie na zdjęcia - takiej dbałości o szczegóły w animacji komputerowej jeszcze nie było! Nowa era efektów komputerowych. Ale...
    Jest pewien znaczący zgrzyt w tym wszystkim. Mianowicie "gra aktorska". Złote Maliny dostanie każdy z bohaterów jesliby potraktować ich na równi z innymi adeptami szół teatralnych. Same poruszanie się postaci jest OK (ruchy jak najbardziej ludzkie, zero sztucznej płynności), ale wystarczy popatrzeć na pocałunek Aki z Grayem - diabelnie sztuczny. Albo emocje bohaterów, których nie ma. W obliczu zagrożenia, w chwili strachu, smutku, radości twarze pozostaja takie same (brak mimiki). Nic jednak nie zastąpi najzwyklejszej gdy aktorskiej z jej wadami i zaletami. Lepiej dla filmu byłoby gdyby aktorów wirtualnych zastąpić żywymi, choć sceneria pozostałaby ta sama. Co nie zmienia faktu, że animacja jest i tak doskonała, a niektóre postaci na czele z Profesorem są niesamowicie realistyczne!
    Ogólnie rzekłbym - jest średnio. Równoważą się plusy (grafika komputerowa) i minusy (fabuła). Można się przejść do kina, choć myślę, że większa radochą będzie DVD, dla którego "Final Fantasy" jest stworzone.(5.5/10)

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      

CO SĄDZISZ O TEJ RECENZJI? OCEŃ NA FORUM DYSKUSYJNYM!

SZYBKA OCENA +/-
- animacja komputerowa
- efekty specjalne
- realizm
- kieeepska fabuła
- kiepskie "aktorstwo"
- wtórność, schematy...

FINAL FANTASY: THE SPIRITS WITHIN
www.finalfantasy.com
kino w USA: 13.07.2001
premiera w Polsce 28.09.2001
kraj, rok: USA/Japonia 2001
czas: 99 min.
reżyseria: Hironobu Sakaguchi
scenariusz: Al Reinert, Hironobu Sakaguchi, Jeff Vintar
muzyka: Elliot Goldenthal
głos: Alec Baldwin jako Gray Edwards
Steve Buscemi jako Neil
Donald Sutherland jako Doktor Sid
James Woods jako Generał Hein
Ving Rhames jako Ryan
Ming - Na Wen jako Aki Ross
Peri Gilpin jako Jane
Matt McKenzie jako Major Elliot
producent: Ju Aida, Akio Sakai
montaż: Christopher S. Capp