Wianki w Krakowie
...czyli KMF na trawie ;)
Ciężko w to uwierzyć, ale mimo 6-ciu lat istnienia Klubu Miłośników Filmu, 16-tu większych zjazdów i wielu mniejszych, nieoficjalnych spotkań (z których relacji na stronę nie robiliśmy) wciąż potrafimy się zaskakiwać. Tym razem zaskoczyliśmy się tym, że 17-te spotkanie okazało się najśmieszniejszym i zdecydowanie najzabawniejszym w długoletniej historii KMF; do Krakowa dotarli: Adi (+ kolega), Alieen, Arrakin, Dejna, Dobermann, Dux, Dziadek, Grail, Hunter, Jimi, Kaha, Ofirka, Vera i Karina (+ obstawa w postaci dwóch koleżanek ;). W klubie OKO spotkaliśmy też ludzi z którymi zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić na poprzednich spotkaniach; Tony i Koxu - któremu w sobotę nadaliśmy nowe ksywki: Kwasu i Kopcu (na cześć ostatniej wyprawy Adiego na kopiec). Miło nam było ponownie zobaczyć Pana mieszkającego nad Klubem OKO, który wyglądając przez okno, przywitał nas o 1:30 w nocy tradycyjnym, staropolskim "Mam tam do Was zejść?!". Ostatnio Dziadek odpowiedział miłemu Panu: "Zapraszamy", ale tym razem odpowiedziała mu cisza, którą przerwał Grail nieśmiałym: "Weekend mamy" ;).
|  |
|
|
Zdjęcie grupowe, ale z brakami :) Od lewej: Kaha, Dux, Alieen, Arrakin,
Hunter, Adi + kolega, mały Adaś, Ofirka i Jimi tyłem :)
|
Przez trzy dni wspomnianego przez Graila weekendu, zdołaliśmy jakieś 700 razy śmiać się do łez, czego sprawcą przeważnie był Jimi (i np. jego ulubiona piosenka "Baby, baby, bo za mąż nie wyjdziesz" zespołu Leśmiany). Wieczorem obejrzeliśmy połowę nowego filmu Johna Watersa "Dirty shame" (scena tańca w domu starców - rulez!) i koncert Queen - Live at Wembley, którego nikt poza Arrakin i mną nie chciał oglądać ;). Godzina 21:00 to początek wiekopomnej i rekordowej prelekcji F/X Adiego na temat "Aliens", podczas której pomagał mu Alieen, przygotowany z dziedziny muzyki i komiksów - w temacie świata Obcych oczywiście. Gdy na przykład Adi poprosił w jednym momencie Alieena o komentarz, ten powiedział: "Ten sam fragment muzyki był w "Alien" - doprawdy wiele można się było dowiedzieć z informacji przygotowanych przez wyżej wspomnianego Klubowicza ;) Dopiero jak doszło do tematu komiksów, to coś ciekawego... czytał z kartki ;). Prelekcja Adiego trwała do 2:00 w nocy i zostanie przez wszystkich zapamiętana jako najbardziej pocieszna i najczęściej zagłuszana przez Jimiego i Dobermanna - którzy wciąż się wkurzali, że wszystko zganiamy na nich. W jednej jednak chwili Jimi wykazał się trzeźwością umysłu i zaczął coś mówić o efekcie, z jakiego korzystano żeby zrobić niebo w jednej ze scen. Niestety, ktoś zbił Jimiego z tropu mówiąc: "Jimi, to było wiadro... wiadro tam stało" ;). Gdy na ekranie pokazał się Michael Biehn Kaha zabłysnęła wiedzą, krzycząc: "To ten co grał w Terminatorze!", a swoje obeznanie w temacie potwierdziła słowami: "To ten co grał w Terminatorze!" , gdy Michael Biehn ponownie zjawił się po 5-ciu minutach. Adi opowiedział nam o miniaturach, tylnej projekcji, wymuszonej perspektywie i innych sznurkach które trzymały dekoracje w "Aliens" ;). Dziękujemy Ci Adi za 5-godzinny, niezapomniany wykład! Później, przy barze, na podstawie wskazówek Adiego, Alieen zrobił sobie zdjęcie z wymuszoną perspektywą ;). Nad ranem Jimi uraczył nas wykładem na temat jogurtów Zott, a Dobermann o 5:40 rano szukał w drodze do mieszkania Ofirki, sklepu nocnego ;). W sobotę dwie ekipy KMF wybrały się do kina. Adi (+ kolega), Hunter, Ofirka i jej mały podopieczny Adam (który na Jimiego mówił 'Pan Bydlak' - oczywiście po naszej podpowiedzi ;) poszli na "Madagaskar", a Alieen, Arrakin i Ja poleźliśmy na "Sin City". Oczywiście wątek Marva wciąż rządził! ;). Gdy siedzieliśmy w kinie, synchronicznie zadzwonili do nas Dobermann i Jimi, wyzywając od najgorszych i tłumacząc, że telefony się w kinie wyłącza ;). Druga ekipa po wyjściu z "Madagaskaru" śpiewała w kółko "Wyginam śmiało ciało", na co odpowiedzieliśmy im: "Stary człowiek umiera, młoda dziewczynka żyje; uczciwa wymiana" ;). Po powrocie z kina, siedzieliśmy w mieszkaniu i na tarasie u Ofirki, a Jimi bujał małego Adama na huśtawce. Było świetnie. Wieczorem 20-osobową grupą poszliśmy na Wianki, gdzie te miały być puszczane na rzece (był plan, że Alieen rzuci się do Wisły jako imitacja wianka, ale ostatecznie zaplanowaliśmy wrzucić tylko samą głowę Alieena do wody, podczas gdy reszta jego ciała miałaby obserwować całe zjawisko z brzegu ;), teatry na wodzie, koncerty i pokaz fajerwerków. Tłumy były takie, że ludzi to chyba było ze 100 tysięcy - utrudniało to oddychanie ;). Obstawione były obydwa brzegi Wisły, a ludzie stojący ramię w ramię na moście, przypominali scenę z niejakiej "Wojny Światów", gdzie tysiące ludzi stłoczonych na moście próbuje się wydostać z miasta itp. ;). Jednogłośnie stwierdziliśmy, że horda zgromadzona na przeciwległym brzegu to tylna projekcja - wykłady Adiego nie idą na marne. Jako że nie było już miejsca w piekle... to znaczy w tłumie, wyszliśmy na ziemię, to znaczy poszliśmy na trawę ;), I tak sobie leżeliśmy, czekając na fajerwerki. I właśnie podczas fajerwerków zdarzył się cud. Huk wybuchów sztucznych ogni został... zagłuszony przez Jimiego, który przez cały czas robił podkład dźwiękowy do tego, co działo się na niebie. Ogólnie pokaz był fantastyczny i zapierający dech w piersiach, a ryki Jimiego dodały mu niemal metafizycznego wydźwięku i ponadczasowego znaczenia. Po pokazie fajerwerków porozmawialiśmy jeszcze na trawie o TojToju za naszymi plecami (w krzakach) który po chwili przerodził się w Tołstoja, a ten w Tojpless (TojToj ubrany do połowy :). Po chwili stwierdziliśmy, że powinniśmy wracać do OKA, bo zaraz przyjdzie Puszkin zbierać... puszki :). Wtedy to chyba Koxu pobił swój rekord śmiechu, wynoszący 7 razy w jednej serii. Po 10-tym razie przerwał, powiedział: "Skurcz mnie złapał" i z powrotem zaczął się śmiać, dobijając do 20-tu ;). Po drodze złapał nas skromny deszcz, ale udało się dotrzeć do OKA, gdzie przesiedzieliśmy do rana, jedząc pizze wielkości kół od Jelcza (na szczęście w innym smaku). Z soboty na niedzielę rano, powracający z OKA Alieen, Dobermann, Jimi i Kaha, zabiegali drogę czarnemu kotu, żeby on nie zrobił tego pierwszy - dezorientacja kota w najgłupszym wydaniu ;).