|
||||||||||||
Zarówno seria "Koszmarów z Ulicy Wiązów" jak i seria "Piątków 13-tego" to pozycje kultowe w kinie gatunku slasher movies i gore. Śmiem wątpić, czy znajdzie się jakaś osoba - tudzież zagorzały miłośnik filmów - która nie widziała lub choćby nie słyszała o jakiejkolwiek części z dwóch wyżej wymienionych serii. Także tyczy się to postaci. Może zanim zacznę właściwą recenzję filmu - zróbmy krok w przeszłość i przypomnijmy sobie kilka faktów a propo postaci Freddy'ego ("Nightmare On Elm Street") i Jasona ("Friday The 13th")...
Już w dziewiątej części "Piątku 13-tego" ("Jason Goes To Hell - The Final Friday") mamy zapowiedź spotkania się tych dwóch postaci na jednym ekranie. Ci, co oglądali zapewne pamiętają końcową scenę, w której na ziemi leży maska Jasona, a za chwilę z piachu wynurzają się słynne ostrza i wciągają maskę pod ziemię. "Freddy vs. Jason" jest właściwie ósmą częścią "Koszmarów..." i jedenastą częścią "Piątków". Przyznam szczerze, że lubię zarówno jedną jak i drugą serię, chociaż jakoś bardziej darzę sympatią zarówno cykl "Friday The 13th" jak i rewelacyjną postać Jasona. Lubię też filmy typu slasher movie i gore (np. jeszcze seria "Halloween" czy "Hellraiser"), więc z tym większą niecierpliwością czekałem na starcie Jasona z Freddym. Do tego doszedł niesamowity wynik w amerykańskim box-office (ponad 80 mln dolarów!) i moje oczekiwanie w podnieceniu osiągnęło apogeum. Dwie legendy na jednym ekranie. Dwie tak dobrze znane i kojarzone legendy. Dwóch wielkich morderców, dwóch psychopatów spotyka się w jednym filmie aby walczyć. Nie po jednej stronie, ale przeciwko sobie. Zło kontra zło - to dość niebezpieczna walka. Właściwą recenzję czas zacząć...
Fabuła przedstawia się mniej więcej tak, jak napisałem w tzw. "wstępniaku". Już sam filmowy prolog jest iście genialny! W miasteczku Springwood zupełnie zapomniano o Freddym, zatem nie ma on możności powrotu z piekła. Jednak znajduje sposób, by się stamtąd wyrwać. Do swoich morderczych planów wykorzystuje innego, wielkiego mordercę - Jasona - który w imieniu Freddy'ego ma siać postrach w Springwood. Krueger podstępem zwabia Voorheesa na ulicę Wiązów i zaczyna się masakra. Mieszkańcy zaczynają powoli przypominać sobie postać mordercy w kapeluszu i z rękawicą z nożami. Straszliwe koszmary powracają, Freddy znów wkracza do akcji. Jednak problem polega na tym, że Jasonowi najwyraźniej spodobała się "zabawa" w miasteczku Springwood i raczej nie ma ochoty dobrowolnie wycofać się i zakończyć całej masakry. A sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy zabójca z Crystal Lake odkrywa, że jest tylko marionetką w rękach Kruegera. I tak zaczyna się wielka batalia. Kto wygra? Tego oczywiście Wam nie zdradzę. Fabuła wbrew pozorom jest dobra i trzyma się przysłowiowej kupy. Bardzo dobrze, że nie wymyślono byle jakiej, skleconej na szybko historii tylko po to, by ukazać walkę dwóch legendarnych morderców na ekranie. Chwała za to scenarzystom, chwała za to reżyserowi. "Freddy vs. Jason" właściwie bardziej osadzony jest w realiach "A Nightmare On Elm Street", bo jakby nie patrzeć - historia przedstawiona jest z perspektywy Freddy'ego. Jednak producenci umiejętnie wszystko "wyśrodkowali" i nie ma sytuacji, że któraś z tytułowych postaci gości na ekranie mniej czy więcej. To samo tyczy się miejsca akcji i zdarzeń - jest miasteczko Springwood, jest i obóz Crystal Lake. Jest masakra w wykonaniu Jasona, są koszmary z Freddym w roli głównej. Malkontenci nie powinni narzekać na brak wrażeń :)
Akcji w filmie nie brakuje. Wszystko dzieje się szybko - może czasami zbyt szybko, ale trudno się dziwić, skoro w jednym filmie (trwającym nawiasem mówiąc tylko ponad półtorej godziny) upchnięto połączenie dwóch dość mocno rozbudowanych historii. Z jednej strony to dobrze, że nie ma absolutnie żadnych zbędnych dłużyzn, niepotrzebnego gadania itp. itd., z drugiej strony - osoby nie zaznajomione z tymi dwiema seriami poczują się nieco dziwnie rzucone w wir wydarzeń znanych z "Koszmarów..." i "Piątków". Jednak nie zrozumcie mnie źle - to nie jest tak, że nie zaznajomiony z seriami widz nie będzie wiedział co, jak, gdzie i kiedy. Dla takich osób są pewne uproszczone wyjaśnienia, które w zupełności wystarczają aby zrozumieć fabułę i zdarzenia rozgrywające się na ekranie, a także historię tytułowych postaci. Filmowa akcja stoi na najwyższym poziomie. Wystarczy, że przytoczę kilka przykładów, a po obejrzeniu sami się przekonacie, że miałem rację :) Pomijam już genialny prolog (aż do czołówki z tytułem filmu), o którym pisałem już gdzieś powyżej. Ale wystarczy wspomnieć wszelkie akcje z udziałem Jasona - scena na polu kukurydzy, gdzie płonący morderca robi "sieczkę" - wygląda niesamowicie efektownie, do tego dochodzi rewelacyjna realizacja. Akcja w szpitalu psychiatrycznym z pewnością należy do najlepszych w swojej klasie, scena, gdy Jason zmierza wolnym krokiem w stronę jednego z bohaterów opanowanego przez Freddy'ego to mistrzostwo. Nie mówiąc już o kapitalnym, końcowym pojedynku Freda z Voorheesem na wybrzeżu jeziora Crystal Lake. Do tego dochodzą oczywiście sny. A to Fred męczący w snach główną bohaterkę (scena na komisariacie niesamowicie mroczna i klimatyczna), czy... Jasona! Wyobraźcie sobie scenę, gdy dwie tytułowe postacie stają na przeciwko siebie, ale... we śnie. Tu przewagę ma z pewnością Krueger, ale przypomnę tylko, że walka toczy się też w rzeczywistym świecie. Warto wspomnieć jeszcze o takich scenach jak wyskok Kruegera z wody (gdzie zmienia się barwa całego otoczenia - wygląda to świetnie!) czy retrospekcje i ukazanie obozu Crytsal Lake kilkadziesiąt lat wcześniej. Niby są to szczegóły, ale szczegóły, które znakomicie podnoszą jakość całości. Mówię Wam - większość z tych akcji i scen przejdzie do klasyki kina slaher movies i gore. To samo tyczy się tekstów i kwestii "rzucanych" przez Freddy'ego ("Come to Freddy!", "Welcome to my nightmare", "Let me handle this bitch", "Welcome to my world, bitch!" - kilka przykładów).
Realizacja całości jak i efekty są zadziwiająco dobre - czego zazwyczaj nie należy spodziewać się po filmach z tego gatunku. Przy slasher movies i gore na ekranie zazwyczaj gości tandeta i kicz. Nie w przypadku "Freddy vs. Jason". Przede wszystkim charakteryzacja i kostiumy - Kena Kirzingera jako Jasona i Roberta Englunda, który w roli Kruegera w ogóle się nie starzeje! Sceny poszczególnych akcji zrealizowane są na najwyższym poziome - chodzi mi tu o wszelkie właściwe - że tak powiem - ujęcia, odpowiednie najazdy kamery - wszystko bez zarzutu, wszystko przedstawione tak, jak chciałby widz. Wielkie brawa! Aby przekonać się o tak znakomitej realizacji wystarczy obejrzeć sobie końcową batalię - nie uświadczymy tam sztuczności czy komputerowych efektów specjalnych. Nie ma też przejawów tandety i kiczu - a jeżeli już są, to zamierzone, by nawiązać co nieco do filmów klasy B. Tyczy się to przede wszystkim tryskającej na prawo i lewo krwi (naprawdę sporo tu tego :), jednak krew tu tryska z gracją, i nie jest tylko elementem wypełniającym niedociągnięcia akcji. Dobrą akcję poznaje się po tym, że można ją scena po scenie odtworzyć w pamięci. Tak jest ze wszystkimi z "Freddy vs. Jason" - dlatego tak wysoko je cenię. O wspaniałej muzyce Graeme Revella nie będę tutaj wspominał, gdyż napisałem osobną, dość obszerną recenzję - więc zapraszam do zapoznania się z tekstem. Odnośnik do opisu ścieżki dźwiękowej jak zwykle na końcu recenzji.
Warto wspomnieć co nieco o aktorstwie. Cóż, można narzekać, że aktorki są tu rozkrzyczane i że mogą drażnić, ale zaraz, zaraz - przecież to główna cecha filmów tego gatunku! Dlatego reżyser Ronny Yu po raz kolejny zastosował umiejętne nawiązanie. Chociaż przyznam szczerze, że film nie zawiera w sumie tak dużo banalnych, głupich czy wręcz drażniących dialogów. Chociaż raz nie drażniło mnie ani trochę aktorstwo (co zazwyczaj się zdarza w slasher movies). Swój debiut na ekranie (większa rola filmowa) ma tutaj Kelly Rowland z grupy Destiny's Child. O dziwo - w przeciwieństwie do innych, podobnych "gwiazdeczek" (Queen Latifah czy Brandy - choć ta druga nieźle zagrała w "I Still Know What You Did Last Summer") - Kelly zagrała nad wyraz udanie. Oczywiście mając na myśli "aktorstwo" w "Freddy vs. Jason" nie chodzi mi o żadne głębie postaci - gatunek horroru posiada nieco odmienne kategorie, którymi konsekwentnie się rządzi. W tym miejscu chciałbym złożyć hołd panu Kenowi Kirzingerowi, który w rolę Jasona wcielił się fenomenalnie (o Freddym nawet nie wspominam, gdyż Robert Englund jak zwykle rewelacyjnie odegrał swoją rolę). Dotychczas najlepszym Jasonem był Kane Hodder (części "Piątków" - 7, 8, 9, 10), jednak teraz - moim zdaniem - podium przejmuje pan Kirzinger. Jeżeli ktoś zdecyduje się na nakręcenie kolejnej części "Piątku 13-tego" (mało prawdopodobne, chociaż kto wie...) - tylko tego aktora widzę w roli Jasona. Jako ciekawostkę można dodać, że Ken Kirzinger jest kaskaderem filmowym, i raz pojawił się na ekranie w ósmej części "Piątku" ("Jason Takes Manhattan") - w miejskim barze, jako kucharz, którym Jason rzucił o lustro :)
Wypadałoby napomnieć chociaż trochę o wadach... Konretnie o dwóch. Pierwsza to fakt, że osoby, które wcześniej nie widziały lub nie słyszały o żadnej części serii (a są tacy?) będą miały wrażenie chaosu, wiele rzeczy będzie dla nich wyjaśnionych zbyt pobieżnie, wiele wątków będzie niezrozumiałych. Te osoby nie "złapią" legendy tych filmów i postaci oraz całego specyficznego klimatu. Nie jest żadną tajemnicą, że "Freddy vs. Jason" skierowany jest przede wszystkim do fanów i miłośników "Koszmarów..." i "Piątków". Druga wada - miejscami wszystko dzieje się trochę zbyt szybko, zauważalne są zbyt chaotyczne przeskoki z jednej akcji do drugiej, z jednego wątku do kolejnego. Mnie akurat to wszystko nie razi, gdyż bardzo lubię obydwie serie i ciężko mi tutaj cokolwiek zarzucić. Może nie jestem jakimś wielkim i zagorzałym miłośnikiem tych serii, ale szczególnie upodobałem sobie "Piątki 13-tego", a szczególnie postać Jasona (jedna z moich ulubionych postaci filmowych - brzmi nieco dziwnie, mając na uwadze fakt, że to największy morderca w historii kina :) Trochę szkoda, że te filmy - szczególnie seria "Friday The 13th" - są uznawane za totalne "gnioty" i tandety - wystarczy chociażby zerknąć na oceny internautów na np. IMDb...
Czas na podsumowanie. "Freddy vs. Jason" to połączenie najlepszych cech, jakie posiadała zarówno jedna jak i druga seria. Mnóstwo smaczków, dwie legendy - kapitalna sprawa. Wiele tracą osoby, które nie zapoznały się z tymi cyklami - one nie "złapią" (jak już wyżej napisałem) tego klimatu, tych smaczków i całej legendy dwóch jakże kultowych w świecie horroru postaci. Moja końcowa ocena jest bardzo subiektywna. Niestety nie udało mi się ocenić filmu obiektywnie, z początku - kierując się chociaż małą dawką obiektywizmu - chciałem wystawić "siódemkę", nawet z kawałkiem, uznając "Freddy vs. Jason" za pozycję zwyczajnie dobrą. Jednak im więcej razy oglądałem film - tym bardziej mi się podobał. A obejrzałem go już kilkanaście - a może nawet i więcej - razy. I mam ochotę obejrzeć raz jeszcze, chociaż te wybrane, najlepsze akcje i sceny, które mogę "wałkować" w nieskończoność i bez cienia najmniejszego znużenia. I to jest dla mnie wyznacznikiem jakości. Dlatego ostatecznie nota bardzo wysoka - "ósemka" - za pomysł, za wykonanie, za całokształt. Większość osób i tak uzna ten film za pozycję zupełnie średnią lub nawet za zwyczajny "badziew". Szczerze mówiąc nie dbam o to, ja uważam, że film jest rewelacyjny, szczególnie jak się ma w pamięci te dwie kultowe serie. I w tym przypadku "Freddy vs. Jason" to powrót gatunku slasher movies w pełni chwały. Film ambitny? Nieeee. Czysta rozrywka pełna smaczków i elementów kultowych serii? Zdecydowanie tak. Fani tej odmiany horroru i tych postaci - pozycja obowiązkowa.
Na koniec wspomnę tylko, iż szykowana jest kontynuacja. Po sukcesie filmu wytwórnia New Line Cinema już się zgodziła na sequel, a Ronny Yu już przygotowuje projekt. Mówi się także o kolejnym podobnym projekcie (cross-overy teraz w modzie - w połowie 2004 roku na ekrany kin wchodzi przecież wielce oczekiwany "Alien vs. Predator"), gdzie naprzeciwko siebie staną Pinhead (seria "Hellraiser") oraz Michael Myers (morderca z serii "Halloween"). Jeżeli realizacja będzie taka, jak w przypadku "Freddy vs. Jason" - nie mam nic przeciwko. Ba, nawet czekam z utęsknieniem.
|