![]() |
|
Mithril to prywatna militarna organizacja, która posiada technologię o dekady przewyższającą współczesną broń. Jest swoistą międzynarodową policją, której główny cel to walka z terroryzmem. Młody pilot jednego z mechów, Sousuke Sagara, wraz z Melissą Mao i Kurtzem Weberem, otrzymują misję pilnowania szesnastoletniej Chidori Kaname w jednej z japońskich szkół. Aby jak najlepiej zabezpieczyć dziewczynę, młody wojskowy zmuszony jest podszywać się pod nowego ucznia w klasie Kaname. Problem polega na tym, że nasz bohater nie ma zielonego pojęcia o niczym prócz militariów, co prowadzi do całej serii niecodziennych zdarzeń... Klimat zaczyna się zagęszczać z chwilą, gdy Chidori zostaje uprowadzona.
"Full Metal Panic!" jest połączeniem szkolnej komedii z widowiskiem science-fiction. Proporcje pomiędzy jednym a drugim są idealnie zbalansowane, dzięki czemu czekają nas zarówno niezwykle zabawne momenty, jak i chwile pełne dramaturgii. Przeskoki między jedną konwencją a drugą odbywają się bardzo płynnie, często jeden motyw wiąże się zgrabnie z drugim w jednej scenie. Humor potrafi momentalnie położyć na obie łopatki, bawi także komiczny sposób wprowadzania fanserwisu w postaci "spotkań" Sagary z piersiami Kaname czy tendencji co niektórych licealistów do podkradania damskiej bielizny. Wątek "poważny" także posiada dobry poziom i niezłe tempo, jednak to nie on gra tutaj główną rolę. Siłą tej pozycji jest humor, a ten bywa doprawdy rozbrajający. Postaci są zabawne i bardzo sympatyczne. Sagara to całkowity outsider w szkolnej rzeczywistości, interpretujący dosłownie wszystko jak zawodowy żołnierz. Chidori, pomimo anielskiej powierzchowności, jest charakterną chłopczycą z duuużą siłą przebicia. Kapitanem łodzi podwodnej Mithrilu jest także nastoletnia niewiasta, wybitnie uzdolniona Tessa - postać oczywiście diablo komiczna. Drugi plan także daje radę, na wzmiankę zasługuje czarny charakter, który mimo że jest złożony z wielu znanych klisz, ma swój urok i charyzmę, stanowiąc solidną przeciwwagę dla głównego bohatera.
Technicznie "FMP!" wykonane jest bardzo poprawnie. Typowo japoński design postaci, bohaterowie występujący w ujęciu super deformed, różnorodne i bogate w szczegóły tła, wreszcie całkiem niezłe efekty komputerowe w scenach walki mechów. Bardzo spodobał mi się dynamiczny Opening z piosenką "Tomorrow". Ścieżka dźwiękowa to nic specjalnego, aczkolwiek należycie ilustruje przebieg akcji na ekranie. Seiyuu wypadają bardzo przekonująco, zwłaszcza kultowa "zadziora" Satsuka Yukino jako Chidori. Ocena pierwszego sezonu: 8/10
"Fumoffu!" bazuje na na serii krótkich komediowych opowiadań, które na początku ukazywały się w prasie, a z czasem zostały zamknięte w dziesięciu tomach pobocznych historyjek. Fabuły jako takiej tutaj nie uświadczymy, a szereg niezależnych od siebie epizodów, które dzieją się w większości na terenie szkoły Chidori i Sagary. Konwencja tego spin-offu to szalona komedia, w której aż błyszczy się od wspaniałych perełek.
Część odcinków posiada w sobie nawet dwa odrębne epizody, co jeszcze bardziej podkreśla lekki i niezobowiązujący klimat tego sezonu. Większość z zawartych w "Fumoffu!" odcinków, to absurdalne komedie, które bez mrugnięcia okiem zasługują na najwyższe noty. Czegoż tutaj nie ma? Perypetie pewnego klubu karate, szkolne zawody w uwodzeniu płci przeciwnej, przypadkowa obecność na terenie placówki bomby chemicznej, szalony woźny zakochany w pewnym leciwym karpiu, podupadająca yakuza szkolona przez faceta przebranego za futrzanego misia (Bonta-kun), młody socjopatyczny panicz z zabijakami w roli służby domowej, czy choćby mój absolutny faworyt - odcinek o klubie rugby, będący kapitalną parodią "Full Metal Jacket" Stanley'a Kubricka. Jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej, dlatego możecie się przygotować na dokuczliwy ból przepony, będący efektem nieustannego śmiechu. O ile oczywiście komuś odpowiada ten typ humoru. Biorąc jednak pod uwagę fakt, jak subtelnie to przyrządzono, powinno smakować chyba każdemu. Przy takiej konwencji, postaci znane z pierwszego sezonu nie mają szans na żadną wewnętrzną ewolucję, ale już z założenia tak miało to wyglądać. Co wcale nie oznacza, że w tej kwestii jest statycznie. Pojawia się przesympatyczny mistrz karate Issei, na pierwszy rzut oka przystojny japoński bishonen, który posiada "małą" wadę wzorku i musi posiłkować się okularami grubości szkła od zakrętek do słoika. Świetnie wypadają także przewodniczący rady uczniowskiej wraz ze swoją współpracowniczką oraz pewna nieśmiała piękność, mająca chrapkę na Sagarę. Triumfalny come back zaliczają starzy znajomi z pierwszego sezonu, jak Kurtz, Melissa i sama kapitan Tessa. Ślicznych kobiecych bohaterek jest tu od groma, a twórcy nie żałują widzom fanserwisu (jeden z epizodów traktuje tylko o tym - dotyczy pewnej wycieczki do ciepłych źródeł ;). Komizm sytuacyjny i poziom gagów oceniam w przypadku "Fumoffu!" najwyżej jak tylko można. Wprawdzie zmieniło się studio, ale większych różnic w oprawie nie odnotowałem. Prawie wcale nie uświadczymy scen batalistycznych, toteż komputery mogły na chwilę pójść w odstawkę. Cały design pozostał niezmieniony, poprawiono nieznacznie i tak już bardzo dobrą animację, stworzono też wiele nowych, szczegółowych lokacji. Graficznie mamy więć mały postęp. Muzyka jest skoczna i radosna, w końcu jakieś dramaturgii także tutaj nie znajdziemy. Opening i Ending wypadają bardzo pozytywnie, nawet na tle świetnych początków i zakończeń z poprzedniego sezonu. Seiyuu są standardowo dobrzy, doszedł charakterystyczny Toshiyuki Morikawa, który zwykle kreuje czarne charaktery, tym razem bawi nas postacią przewodniczącego.
Spin-off "Full Metal Panic" o podtytule "Fumoffu!" to kawał doskonałej komedii, w której praktycznie każdy z epizodów potrafi rozbawić do łez. Technicznie wykonuje w dodatku mały krok naprzód. Bez wątpienia jest to jedna z najlepszych komedii anime, jaką miałem przyjemność obejrzeć. Ocena "Fumoffu!": 9/10
We właściwym drugim sezonie, będącym bezpośrednią kontynuacją pierwszego, organizacja Mithril wpada w kłopoty. Na ich drodze staje inna, nie mniej uzbrojona zbieranina popaprańców, posiadająca w dodatku Venomy - mechy napędzane rewolucyjnym napędem lambda. Już na samym początku grupa żołnierzy Mithrilu, którą dowodzi Melissa, zostaje zdradzona i w brutalny sposób wybita przez wroga. Dalej nie jest dla "naszych" ciekawiej - widmo ataków terrorystycznych, tajemniczny blondyn w towarzystwie cyborgów, dwie piekielnie niebezpieczne piękności oraz załamanie Sagary. A to i tak nie koniec kłopotów, które będzie trzeba rozwiązać.
Z humoru znanego choćby z pierwszego sezonu nie pozostało prawie nic. Tym razem twórcy postawili na ducha najpoważniejszych odcinków poprzednika. Jak im to wyszło? Według mnie średnio. Wprawdzie sam pomysł na podniesienie dramaturgii nie był zły, ale niemal całkowita rezygnacja z najlepszego elementu serii, czyli humoru, musiała przynieść negatywne skutki. Wzrósł też znacznie poziom brutalności - podżynanie gardeł, wykorzystywanie ciała przeciwnika w roli tarczy czy soczyste headshoty ukazano w mocny i dosadny sposób. Więcej jest oczywiście samej akcji, i przyznać muszę, że sekwencje walki wypadają bardzo efektownie. Osoby, którym ten aspekt spodobał się w serii najbardziej, będą więcej niż usatysfakcjonowane. Ja akurat wolałem warstwę humorystyczną, przez co nieco się na "Second Raid" zawiodłem, niemniej całość trzyma dobry, a miejscami bardzo dobry poziom. Między bohaterami zaczęły dojrzewać uczucia. Sporo tutaj problemów natury emocjonalnej, postaci nabierają z czasem nieco szerszego wymiaru, niż dotychczas. Może w pewnym momencie irytować postawa Sagary, ale szybko mu to wybaczycie. Pojawia się szereg nowych przeciwników i jest to zdecydowany plus sezonu drugiego. Mamy niebezpiecznych antagonistów w mechach, w walce wręcz, intrygantów, dwulicowców, szalonych morderców czy prawdziwy cios w twarz w postaci jeszcze jednego przciwnika, o którym powiedzieć niestety nie mogę. W poważniejszej tonacji, w jakiej utrzymane jest "The Second Raid", dobrze nam znani oraz całkiem nowi bohaterowie odnajdują się bardzo dobrze.
Technicznie dokonano kolejnego postępu, tym razem łatwiejszego do wyłapania na skutek wiodącej roli batalistyki. Dopracowana animacja, podkręcona kreska i efektownie się z nimi zazębiające efekty komputerowe, dostarczyły nam najlepiej wyglądające odcinki w serii. Opening tym razem wyjątkowo mi nie podszedł, do Endingu zaś mam stosunek neutralny, zreszą i tak nigdy go do końca nie przeczekałem. Głosów bohaterom użyczyli oczywiście ci sami aktorzy, co wcześniej. Bardzo efektownie wypada strona dźwiękowa. Liczne wybuchy, wymiany ognia i starcia mechów robią za sprawą doskonałej warstwy audio duże wrażenie. Ocena drugiego sezonu: 7/10 P.S. W ramach dokrętki do drugiego sezonu powstała jeszcze jedno-odcinkowa OVA o podtytule... "The Second Raid OVA". Jest to humorystyczny zapis z jednego zakręconego dnia kapitan Tessy. Miły dodatek, zwłaszcza, że pani kapitan przez większość czasu paraduje w samej bieliźnie ;).
|
|
|