Strona główna KMF
        

„Harley mój to jest to, kocham go, kocham go...”

Od lat twórcy amerykańskich komedii raczą nas obrazkami z życia nastolatków i problemami z ich egzystencją związanymi. Zapewne dlatego, konwencja rozpowszechniona głównie poprzez serię „amerykańskiej szarlotki” wydaje się tracić na sile. Schematyczność tego typu produkcji wręcz razi oczy, nudzą nas one kolejnymi obrazami próbującymi w zabawny sposób przedstawić perypetie prowadzące do jakże wymarzonego momentu, osiągającego status niemalże doznania mistycznego. Faktycznie, inicjacja seksualna, bo o niej tu mowa, często odbiega od wpajanego nam przez lata stereotypu. Właściwie, rzadko odbywa się ona przy blasku świec, na aksamitnej pościeli usłanej płatkami róż, często przybiera formę nieoczekiwaną, z perspektywy czasu wręcz zabawną, ba - godną przedstawienia w komedii. Pamiętajmy jednak o tym, iż życie nie dobiega do mety w momencie ukończenia trzydziestego, czterdziestego, czy pięćdziesiątego roku życia. Trwając nadal przysparza nam nie mniej problemów niż to, które znaliśmy jeszcze kilka lat temu. Jednym z nich jest niewątpliwie kryzys wieku średniego, doskwierający ogromnej ilości mężczyzn zbliżających się do półmetka swojej podróży. Czemu więc nie nakręcić o nim filmu?

Tak, tak, zadane powyżej pytanie jest bezapelacyjnie retoryczne, choćby ze względu na fakt, iż Walt Becker, twórca „Wiecznego studenta”, sztandarowej produkcji obrazującej w mniej lub bardziej udany sposób żywot amerykańskich nastolatków, obdarował nas w tym roku filmem o facetach po czterdziestce, facetach postanawiających przerwać dręczący ich od lat „dzień świstaka”. Narzędziem mającym posłużyć im do ucieczki przed rutyną dnia codziennego ma być stary, dobry i niezawodny Harley-Davidson. Przyodziewając skórzane spodnie i kamizelki opatrzone znakiem przedstawiającym tytułowego „dzikiego wieprza” - symbol ich motocyklowego gangu, wyruszają w podróż do słonecznej Kalifornii...
Do tej pory wszystko brzmi niemalże śmiertelnie poważnie – niemalże, bowiem pierwszy z motocyklistów, Woody jest totalnym bankrutem porzuconym przez przepiękną żonę, Doug to dentysta toczący nierówną walkę z cholesterolem, walczący o akceptację syna i próbujący nieudolnie manifestować swoje luzackie nastawienie, Bobby - dorywczo czyściciel toalet, na co dzień przysłowiowa „kura domowa”, boi się małżonki jak diabeł święconej wody, a ten czwarty, Dudley to programista komputerowy nie potrafiący utrzymać się na własnych nogach, a co tu dopiero mówić o kilkusetkilogramowym motocyklu. Ta swoista mieszanka wybuchowa stanowi zagrożenie sama dla siebie, więc nic dziwnego, iż owo zagrożenie wzrasta proporcjonalnie do ilości przeciwników, którym zdążą zajść za skórę podczas swojej wyprawy. Jak duże będzie, gdy podpadną pięćdziesięcioosobowej bandzie agresywnych i raczej słabo rozgarniętych miłośników Harleya?

„Gang dzikich wieprzy” to kolejna, niezaprzeczalnie lekka, nie wymagająca myślenia komedyjka made in America. Humor w niej przedstawiony nie jest tym z najwyższej półki, jednakże nie oscyluje on wokół silnie wyeksploatowanego tematu szeroko pojętej seksualności. Walt Becker zaskakuje, promując swym nazwiskiem film diametralnie odbiegający od konwencji prezentowanej w „Wiecznym studencie”. Brak tu masowej ejakulacji, wszechobecnego seksu, półnagich studentek i napalonych nastolatków. „Dzikie wieprze” to opowieść o ludziach, którzy zamknęli za sobą już niejedne drzwi, o ludziach, którzy nie mają zamiaru pogodzić się ze stereotypami, chcących zmienić swoje życie na lepsze, nadać mu chociaż trochę kolorytu i szaleństwa, które zapamiętali z lat młodzieńczych. Może właśnie ze względu na znaczącą różnicę wieku, jaka dzieli bohaterów komedii o nastolatkach i postacie z „Wieprzy”, poziom gagów plasuje się tu na nieco wyższym poziomie. Wcześniej wspominane sceny uniesień erotycznych, zastąpione zostają przez te ilustrujące rozterki, jakimi targani są faceci w średnim wieku. Film pokazuje, w jak momentami żałosny sposób, próbują zyskać status „twardych motocyklistów”, mający imponować czy to rodzinie, czy też płci pięknej.

Nie popadajmy jednak w zbytni zachwyt, ponieważ owej produkcji wad nie brakuje. Pierwszą, a zarazem najważniejszą wadą tego filmu jest to, iż po piętnastu minutach projekcji znamy jego zakończenie. Całkowita przewidywalność z całą pewnością nie ułatwi nam jego odbioru, a idąca z nią w parze kiepska gra aktorska powoduje, iż zadanie to urasta do rangi niezwykle ciężkiego. Nieciekawe zdjęcia, slaby montaż – powodują, że trudno wyrazić się o nim inaczej niż „pospolity”. „Gang dzikich wieprzy” nie jest filmem ambitnym - wielbiciele filmów, które swoją zawiłością, czy też niekonwencjonalnością doprowadzają szare komórki do szaleństwa mogą ten tytuł spokojnie ominąć. Niemniej jednak, czy film zawsze musi pozostawać w naszej pamięci na długo po jego projekcji? Czy nie możemy usiąść, wziąć do ręki miski prażonej kukurydzy i na jakiś czas zapomnieć o wszystkim, co dzieje się wokół nas? Nikt nam tego nie zabroni, dlatego też „Gang dzikich wieprzy” polecam, polecam wszystkim tym, którzy w ślad za jego głównymi bohaterami pragną ucieczki od bezlitosnego „dnia świstaka”.
 

 „On zmienił moje życie odkąd
Poskładałem go
On wyleczył mnie z kompleksów
Dał mi swoją moc
Nigdy mnie nie zdradził
Nie zawiódł ani raz
To wspaniała jest maszyna
Choć ma już ze czterdzieści lat”

Ryszard Riedel
 

 

GANG DZIKICH WIEPRZY


Czas trwania: 99 minut
Rok produkcji: 2007, USA
Reżyseria: Walt Becker
Scenariusz: Brad Copeland
Zdjęcia: Robbie Greenberg
Montaż: Christopher Greenbury


Wystąpili:

John Travolta (jako Woody)
Tim Allen (jako Doug)
Martin Lawrence (jako Bobby)
William H. Macy (jako Dudley)
Ray Liotta (jako Jack)
Marisa Tomei (jako Maggie)
 

Klub Miłośników Filmu | 15 VII 2007


e-mail

Autor recenzji: Filip Jalowski - FIDEL