Strona główna KMF



Gdzie jesteś, Clint?


Po seansie w głowę uwiera jedna głównie myśl: szkoda, że za ekranizację tej historii nie zabrał się Clint Eastwood. Zwłaszcza patrząc przez pryzmat znakomitego "Mystic River", który posiada kilka punktów zbieżnych z "Gone Baby Gone", w tym przede wszystkim osobę autora powieści, na podstawie których powstały obydwa wspomniane filmy. Twór debiutującego na stołku reżyserskim Bena Afflecka jest całkiem poprawnie skrojonym dramatem, kuleje jednak przy jednym z fundamentalnych elementów tego gatunku, jeśli nie filmu w ogóle - brakuje mu mianowicie emocjonalnego ciężaru. Poważny jest tutaj problem: porwanie dziecka. O poważnych rzeczach się słyszy, poważne zdarzenia widzi. Ale się tej powagi nie czuje. Dlatego też niektóre z zachowań bohaterki kreowanej przez Michelle Monaghan mogą wydać się nie do końca zrozumiałe. Reprezentuje tu ona swego rodzaju impulsywny kobiecy pierwiastek, katalizowany matczynym instynktem, postawiony przez twórców w pewnej opozycji do raczej chłodnego, roztropnego podejścia jej mężczyzny, kierującego się głównie rozsądkiem (aczkolwiek chwilami także zaskakująco porywczą rycerskością). Stąd też jej łzy ronione w samotności, stąd skok w odmęty jeziora, stąd finałowa decyzja. Szkoda tylko, że o tych rzeczach się wie, ale się ich nie przeżywa. I nie jest to chyba tylko kwestia tego, ze jeden widz podchodzi do filmu bardziej emocjonalnie, inny mniej. To raczej wina nienajlepszego warsztatu reżyserskiego. Wspomniany Eastwood najprawdopodobniej oprócz tego, że ubrałby tę opowieść w szaty antycznej tragedii, przede wszystkim idealnie by ją wyporcjował pod względem dramaturgicznym. Ambicje Afflecka również wykraczają poza prawidłowe opowiedzenie historii, podcina im jednak skrzydła brak odpowiednio ubitego emocjonalnego gruntu. Chociaż trzeba mu oddać, że poszczególne sceny zrealizował z wyjątkową sprawnością i wyczuciem. Mimo wszystko opinie o rewelacyjnym reżyserskim odkryciu należy uznać za lekko przesadzone. Ktoś może wszakże rzucić repliką, że w porównaniu z twórcami formatu Eastwooda zawsze wypadnie się bladziej, tym bardziej podczas debiutu. Cóż, niełatwo temu zaprzeczyć, aczkolwiek wydaje mi się, że surowsze podejście zawsze wpływa na artystę korzystniej, tym bardziej podczas debiutu.




Żeby recenzja nie brzmiała tylko jak jęk zawodu, warto podkreślić, że "Gone Baby Gone", pomimo wspomnianych uchybień, to twór naprawdę przyzwoity. Interesująco przy tym wygląda jego konstrukcja. Film sprawia bowiem wrażenie przenicowanego kryminału. Jakby wziąć garść standardowych dla kina noir prawideł, odwrócić je niemalże do góry nogami i obedrzeć jednocześnie z typowej dla tego kina poetyki. Mamy zatem detektywa jako głównego bohatera, który z wyglądu przypomina jednak bardziej przechodzącego mutację wyrostka niż cynicznego twardziela z szorstkim głosem. Sama detektywistyczna działalność bliższa jest z kolei raczej sprawom komorniczym niż kryminalnym. Mamy również narrację z offu, choć może pozbawioną przesiąkniętych cynizmem komentarzy w chandlerowskim stylu. Mamy podejrzanie zachowujących się i w coś najwyraźniej uwikłanych gliniarzy, których intencje, jak się okazuje, odbiegają od tych zazwyczaj spotykanych w kryminałach. Jest i kobieta, ale nie blondwłosa femme fatale, tylko oddana i nie odstępująca swojego mężczyzny na krok partnerka. Całość zaś obejmuje niestandardowa intryga, której finał jest dość zaskakujący. Zaskakujący w sposób niestety nienajlepszy, z typowym dla współczesnego amerykańskiego filmu "z twistem", ciągiem szybko zmontowanych, łopatologicznych retrospekcji.




Affleckowi udało się skompletować wyśmienitą ekipę aktorów. Z jednej strony starsi i uznani Morgan Freeman i Ed Harris, z drugiej młody, choć niewątpliwie utalentowany Casey Affleck. Mnie jednak najbardziej spodobała się Amy Ryan w przekonującej kreacji kobiety ze społecznego marginesu, matki tytułowej Amandy.


Ocena: 6.5/10



GDZIE JESTEŚ AMANDO?


Tytuł oryginalny: Gone Baby Gone
Rok produkcji: 2007
Kraj: USA
Czas trwania: 114 minut

Reżyseria: Ben Affleck
Scenariusz: Ben Affleck, Aaron Stockard
Zdjęcia: John Toll
Muzyka: Harry Gregson-Williams

Obsada:
Casey Affleck   .....Patrick Kenzie
Michelle Monaghan   .....Angie Gennaro
Morgan Freeman   .....Capt. Jack Doyle
Ed Harris   .....Det. Remy Bressant
John Ashton   .....Det. Nick Poole
Amy Ryan   .....Helene McCready


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Michał Jakubowski - JAKUZZI
Klub Miłośników Filmu
27.02.2008