![]() |
|
Jak to pachnie! A jak smakuje!
New Port City, rok 2030. Sekcja 9 Bezpieczeństwa Publicznego to grupa przeciwdziałająca sieciowemu terroryzmowi, w skład której wchodzą: przewodząca grupie agentów Major Motoko Kusanagi, ekspert od siłowych rozwiązań - Batou, były policjant Togusa, wybitny penentrator Sieci - Ishikawa, wyborowy snajper Saito, dwaj eksperci od brudnej roboty: Paz i Borma, zespół Tachikomów oraz szef całej sekcji - Daisuke Aramaki. Nowym zagrożeniem, z jakim muszą się zmierzyć bohaterowie, są działania super hakera o kryptonimie Człowiek Śmiechu (Laughing Man), który wydaje się być korporacyjnym terrorystą. Borykając się po drodze ze sprawami niezwiązanymi lub pozornie niezwiązanymi z przestępcą, agenci Sekcji 9 krok po kroku zbliżają się do prawdy, która jeśli w ogóle istnieje, może sięgać nawet samej góry, będąc zjawiskiem na skalę znacznie większą niż mogło się wcześniej wydawać. Zadanie przed nimi stojące jest tym trudniejsze, że ograniczeni są przez zapisy prawne, które z czasem zdają się być im wyjątkowo nieprzychylne. W drugim sezonie głównym problemem będzie skomplikowana kwestia uchodźców, która to rozpocznie ciąg wydarzeń, doniosłych na pozomie mikro i makro, o ogromnym znaczeniu nie tylko dla Japonii, ale i większości świata.
Historię, którą opowiada telewizyjny "Ghost in the Shell", chłonie się z pasją. Choć bardziej stosowne byłoby użycie przeze mnie liczby mnogiej. Podtytuł serii odnosi się bowiem do samej historii w sposób dwojaki. Na poziomie konstrukcji opowieści Stand Alone to epizody, które z główną osią fabuły są praktycznie niezwiązane, nie licząc oczywiście samych relacji między postaciami i ich następstw, ale to jest akurat oczywiste. Wśród tych odcinków znajdziemy takie, które poświęcone są każdej z postaci, nadając każdemu z protagonistów głęboki rys psychologiczny, a także swoisty punkt wyjścia do dalszej ewolucji. Nie zabraknie autonomicznych, jedno-odcinkowych historii kryminalnych, często gorzkich w swojej wymowie, jak przykładowy epizod "Jungle Cruise", w którym nie brakuje ultra brutalnych scen, w tym obdzierania żywcem dzieci ze skóry (osobiście byłem tym odcinkiem zszokowany). Genialnym posunięciem twórców było wprowadzenie w każdym z sezonów po jednym epizodzie w całości poświęconym sympatycznym pająkoczołgom Tachikomom. Roboty te, posiadające ogromną inteligencję i rozbrajające poczucie humoru, wzięły na swoje metalowe barki rozważania autora mangi, Masamune Shirowa, na temat poczucia indywidualności czy roli ducha, dzięki czemu w sprytny sposób uniknięto wkładania Ważnych Słów w usta agentów - świetna robota!
"Complex" to jednocześnie nieoficjalna nazwa ciągu epizodów dotyczących głównego wątku, jak również główny temat, jakiego podejmuje się serial - zjawiska emergencji. Samoczynne wytworzenie się pewnego zjawiska/bytu na skutek niepowiązanych ze sobą działań, które ostatecznie sprawiają wrażenie kompleksowych, to intrygujący i złożony temat, w starciu z którym serial wychodzi obronną ręką. W pierwszym sezonie jest to enigmatyczny Człowiek Śmiechu, który z czasem zostaje wykorzystany w każdej dziedzinie życia, od medialnej zabawy po układy polityczne. "1st GiG" daje nam sporo powodów do rozmyślań na temat mechanizmów, według których funkcjonuje władza, a co za tym idzie - kształtowane przez nią społeczeństwo. Oczywiście rola i wartość pieniądza jest w tym wszystkim nieoceniona. W "2nd GiG" twórcy zestawiają zjawisko emergencji z czynnikiem, który ją determinuje. O ile poprzednio była to chwilowa moda napędzana przez polityczną i komercyją machinę, tak tym razem na scenę wchodzi "11 Indywidualności", którzy domagają się wolności dla uchodźców na terenie Japonii oraz autonomii. Wnioski, jakie z tego płyną, są dla nas ponownie mało budujące, ale więcej zdradzić nie mogę, odsyłając w tym miejscu do serialu.
"Ghost in the Shell: Stand Alone Complex" jest cyberpunkowym thrillerem politycznym, z odrobiną sensacyjnej polewy. Polewa ta jest słodka, nie ma jej jednak przesadnie dużo. Akcentuję to wyraźnie, aby osoby, które oczekują od gatunku cyberpunk nieustającej akcji w futurystycznej scenerii, nie rozczarowały się. Z drugiej strony takie podejście do tematu "Ducha w Pancerzu" to trochę tak, jakby seksualność kobiety mierzyć tym, jak gotuje. Nie tędy bowiem droga. Akcja obecna jest w "SAC" non-stop, jednakże rozgrywa się przez trzy czwarte podczas dialogów przez Sieć, odpraw przed misją czy w czasie szukania kolejnych tropów. Jest to w końcu thriller, w którym ogromną rolę odgrywa polityka cyberpunkowego świata, zatem takie proporcje nie powinny nikogo dziwić. Nieco dłuższe wymiany ognia/ciosów pojawiają się średnio w co drugim odcinku, tak więc czystej rozpierduchy także jest niemało. Końcówka każdego z sezonów gwarantuje mnóstwo akcji, w przypadku "2nd GiG" jest to już batalistyka pełną gębą. Wszystkie te sekwencje wyreżyserowane i zrealizowane są w kapitalny sposób (defensywa Sekcji 9, retrospekcja z udziałem Saito, akcja na Dejimie - to tylko pierwsze z wierzchu przykłady doskonałej pracy reżysera i animatorów w tym aspekcie). W tym miejscu biję się w cyce i przyznaję, że niektóre polityczne gierki, podczas których postacie przerzucają się kolejnymi nazwami rządowych resortów, potrafią zdezorientować widza. Oglądać należy zatem w skupieniu, choć im dalej w las, tym bardziej wszystko staje się przejrzyste i bardziej klarowne. Ot, taki szczegół, ale wspominam o nim, gdyż dobrze obrazuje charakter fabuły i klimat serialu.
Bohaterowie przykuwają do ekranu z taką samą siłą, jak świetna fabuła. Scenarzysta (i reżyser w jednym) Kenji Kamiyama postawił na kilka postaci, z którch każda otrzymała konkretną głębię, nie zaniedbując przy tym drugiego planu i postaci epizodycznych - każdy z tych bohaterów, jeśli nawet nie pojawia się zbyt często, to z pewnością jest charakterystyczny, a jego osobowość mocno nakreślona. Motoko Kusanagi to babka, na której polegać można jak na Zawiszy. Bardzo sprawna fizycznie (częsty fanserwis, ale w znośnych ilościach), doskonała strateg, przywódczyni, która wymaga posłuchu i rzetelnej pracy, potrafi także poklepać po ramieniu, kiedy zajdzie potrzeba. Charyzmatyczna kobieta o dość oryginalnych upodobaniach seksualnych, z czasem nabiera wątpliwości, kiedy zostaje skonfrontowana z postacią ze swojego dzieciństwa. Batou, pozornie narwany osiłek do rozwałkowej roboty, w rzeczywistości pragnący świata, jaki sam by chciał, musi się zmierzyć ze swoją niechlubną przeszłością. Togusa, były glina o silnym poczuciu sprawiedliwości, to najbardziej "ludzki" członek Sekcji 9 i postać, z którą najłatwiej będzie się nam utożsamić. Dyrektor Aramaki to stary wyjadacz, który zarówno dla kraju, jak i dla swoich ludzi, oddałby prawie wszystko. Ishikawa, Paz i Borma to sympatyczni pracoholicy, nieco skrzywieni przez zawód, jaki wykonują. Są i Tachikomy, przesympatyczne roboty służące do infiltracji, walki i penetrowania Sieci, które nabywają z czasem własną indywidualność, a także zadają sobie egzystencjalne pytania w czasie przerw między misją a technicznym przeglądem. Antagoniści to także doskonały element obsady, jednak szczegółów wolałbym nie zdradzać, gdyż ich tożsamość wcale nie jest taka oczywista. Powiem tylko, że ich motywacje bywają różne, mniej lub bardziej szlachetne, ale w każdym przypadku wiarygodne. Pana Złego z manierą potwora tutaj nie uświadczymy - zbyt dojrzała to produkcja na tego typu popaprańców (których rzecz jasna nie brakuje, tyle że są oni wiarygodni).
Grafice wystawiłbym możliwie najwyższą ocenę, gdyby nie mała rysa, która mi to skutecznie uniemożliwia. O niej za chwilę, zacznę od pochwał. Kolorystyka jest bardzo przyjemna, zdecydowanie najbliższa mangowej koncepcji pana Shirowa. W świecie "GitS" nie jest aż tak posępnie jak przyzwyczaiły nas do tego filmy kinowe, ale nie jest też pstrokato - ubiór żadnej z postaci nigdy nie gryzie się z otoczeniem, wszystko jest idealnie dopasowane. Grafika, jak na standardy telewizyjne, wykonana jest z obsesyjną dokładnością. Design, szczegółowość w projektach postaci i obłędnie dokładne tła, zwłaszcza na terenach zamkniętych, z chwilą premiery robiły ogromne wrażenie, a dziś wciąż zachwycają. Animatorzy dotrzymują kroku grafikom i projektantom, dając nam bogate w mimikę i ruchy postacie, niezwykle dynamiczne sceny akcji oraz "ruchliwy" drugi i trzeci plan. Chciałbym zwrócić także uwagę na kapitalnie zrobioną wodę, zwłaszcza podczas deszczu w odcinku "Poker Face". Wisienką na torcie są wykonane metodą cell-shading Tachikomy, helikoptery i inne pojazdy kroczące/latające/pływające - zwłaszcza niebiescy urwipołcie zachwycają bogatą gamą ruchów i atrakcyjnym wyglądem. W tym miejscu dochodzimy do rysy na tej pięknej powierzchni, o której wspomniałem na początku akapitu. Samochody. Może i wyglądały one atrakcyjnie prawie dekadę temu, ale dziś rażą sztucznością i słabym CGI. Wprawdzie w drugim sezonie wyglądają znacznie lepiej, ale niesmak pozostaje. Tak czy inaczej, oprawa wizualna "Stand Alone Complex" to absolutna czołówka produkcji telewizyjnych. Gdyby nie te nieszczęsne auta, byłoby podium. A biorąc pod uwagę rok produkcji serialu, tym większy należy się podziw technikom z Production I.G. (które stało także za filmami kinowymi).
Yoko Kanno to kompozytorka nietuzinkowa, wystarczy wspomnieć, że właśnie ta pani jest autorką kapitalnych ścieżek dźwiękowych do "Cowboy Bebop", "Jin-Roh" czy "Wolf's Rain". Score do "Ghost in the Shell: SAC" dołącza do największych osiągnięć Japonki, gdyż Kanno serwuje nam dynamiczny, szybki, miejscami ujmujący swoim pięknem zestaw kilkudziesięciu utworów, które fantastycznie współgrają z obrazem kolejnych odcinków. Elektronika, odrobina funku, psychodeliczne i minimalistyczne kawałki, orkiestra symfoniczna, miejscami utwory o tematyce sakralnej (konkretnie dwa, w tym genialny "Torukia") czy szeroka paleta doskonałych wokali - tyle daje nam jeden z najsmaczniejszych owoców pracy japońskiej kompozytorki. Udźwiękowienie stoi na najwyższym poziomie, od szelestu podczas zapinania skórzanej kurtki, przez podmuchy wiatru, po sugestywne odgłosy podczas scen akcji i sekwencji batalistycznych. Japońscy seiyuu, jak na standardy czołowych anime przystało, dorzucają ostro do pieca z napisem "audio", tworząc postaci tak wiarygodne i mięsiste, niczym drobiowe wyroby z polskiej wsi (także te idące za bezcen na eksport). Silna i przenikliwa Atsuko Tanaka jako Motoko, kipiący od emocji Akio Otsuka w roli Batou, wyrazisty Osamu Saka, kreujący wszędobylskiego dyrektora Aramaki czy intrygujący Ken Nishida jako zagadkowy Gouda, to tylko kilka przykładów doskonałej pracy aktorów głosowych przy "SAC". Openingi i Endingi do obu sezonów to pierwszorzędne doświadczenia, zwłaszcza otwarcie "1st GiG" pt. "Inner Universe".
Wypadałoby jakoś zakończyć ten potok słów, myślę jednak, że to, co miałem Wam powiedzieć, już napisałem. "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex" i jego bezpośrednia kontynuacja o podtytule "2nd GiG", to doskonały serial z gatunku cyberpunk - głęboki, wciągający i diablo efektowny, mimo faktu, że sceny akcji stanowią tu tylko niezbędne uzupełnienie całości, będąc naturalną konsekwencją rozwoju fabuły. Finały obu sezonów potrafią zaś autentycznie wzruszyć. Serial Kenji Kamiyamy zdążył już wejść do klasyki anime, mimo niecałej dekady od emisji pierwszego odcinka. Nie jest w żadnym wypadku ubogim krewnym dwóch wybitnych filmów w reżyserii Mamoru Oshii, a alternatywną, nie mniej pasjonującą adaptacją mangi Masamune Shirowa. Nie licząc maleńkiego uszczerbku w postaci samochodów w CGI, który i tak chyba aż nadto rozdmuchałem, "Stand Alone Complex" w swoim gatunku i klasie jawi się jako serial doskonały. I taki w istocie jest, dlatego "dychy" w prawym dolnym rogu się nie wstydzę. Wymyśliłem sobie na to sposób: będę udawał głuchoniemego." Człowiek Śmiechu za J. Salingerem ("Buszujący w zbożu") P.S. Bezpośrednią kontynuacją serialu jest film kinowy pt. "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex - Solid State Society", który trzyma poziom serii telewizyjnej. P.S. 2. Można się spotkać z prawie trzygodzinnymi filmami o podtytułach: "The Laughing Man" oraz "Individual Eleven". Są to jedynie streszczenia głównych wątków z obu sezonów, więc spokojnie można je sobie darować.
|
|
|