Ze Śmiercią Jej Do Twarzy
Po rewelacyjnej, zaskakująco mrocznej baśni "Charlie i fabryka
czekolady" Tim Burton postanowił uraczyć nas kolejną oryginalną wizją.
Wraz z Mike'em Johnsonem, współautorem kultowego "Miasteczka Halloween",
wspaniałym kompozytorem Dannym Elfmanem, wyjątkowo utalentowaną Heleną
Bonham Carter (prywatnie żoną reżysera i bohaterką jego trzech
wcześniejszych filmów) oraz niezastąpionym Johnnym Deppem stworzył
dzieło niepowtarzalne. Wśród ponurych, wiktoriańskich budowli, spowitych
mgłą lasów i innych równie przerażających miejsc snuje opowieść o
miłości trwającej aż po grób. I jeszcze dalej…
Państwo Everglot, będąc na skraju bankructwa chwytają się ostatniej
deski ratunku – małżeństwa. Oczywiście swojej córki Victorii, która nie
miała nawet okazji poznać swojego przyszłego męża. A jest nim nieśmiały
Victor, syn bogatego sprzedawcy ryb Williama Van Dorta. Dla niego i jego
bufoniastej żony ślub jedynego potomka to szansa na wkroczenie do świata
wyższych sfer. Żadne z nich nie zastanawia się czy ich dzieci zakochają
się w sobie, bo w końcu "jakby miłość miała coś wspólnego z
małżeństwem!". Na szczęście jednak (ale tylko dla młodej pary, bo dla
ich rodzin to wszystko jedno) między Victorem i Victorią rodzi się
uczucie. Po nieudanej próbie ceremonii dochodzi do mrożącego krew w
żyłach incydentu. Victor, próbujący nauczyć się ślubnej formułki,
przypadkowo "budzi" zmarłą przed laty Pannę Młodą. Podgniła denatka
przyjmuje, że to właśnie do niej skierowane zostały słowa przysięgi i
zabiera swojego świeżo (czytaj: jeszcze świeżego) upieczonego męża do
świata zmarłych. Bohater szybko musi znaleźć sposób na powrót do żywych,
a dokładniej – do swojej jedynej prawdziwej miłości.
Świat jaki stworzyła ekipa Burtona pełen
jest groteski, grozy i przeuroczej makabry, przemieszanej z błyskotliwym
humorem. Są to w końcu rozpoznawalne cechy stylu tego niezwykłego
reżysera, o czym świadczą takie tytuły jak "Edward Nożycoręki", "Sok z żuka",
"Jeździec bez głowy", czy choćby "Charlie…", z pozoru adaptacja
książeczki dla dzieci, będąca przecież zupełnym przeciwieństwem tego,
co dotychczas nazywaliśmy "kinem familijnym". Reżyser nie boi się
eksperymentować i nie przejmuje się "polityczną niepoprawnością" swoich
filmów. I to działa, bo jego dzieła zawsze przyciągają zainteresowanie,
nigdy nie wywołując oburzenia czy niezadowolenia widowni ("Planetę
Małp" zasadniczo przemilczam, traktując jako jednorazową pomyłkę).
Gdy do tego dodamy atrakcyjną stronę wizualną oraz piękną muzykę
Danny'ego Elfmana, otrzymujemy dzieła magiczne i bardzo niehollywódzkie.
A czego możemy oczekiwać po "Gnijącej Pannie Młodej"? Na pewno, tak jak
w przypadku "Miasteczka Halloween" (którego Burton był producentem) –
świetnego klimatu, nieszablonowych postaci oraz musicalowego zacięcia.
Świat umarłych nie jest tu bowiem miejscem posępnym i nudnym, a wprost
przeciwnie – wszyscy tu bawią się znakomicie i (mimo odpadających
kończyn) tańczą i śpiewają. Przewrotnie, w królestwie żywych panuje
mrok, szarość, beznadzieja i egoizm. Widz szybko zaczyna więc rozumieć
zagubienie Victora, który – zawieszony między tymi światami – nie
potrafi znaleźć swojego miejsca. Warto tu wspomnieć o dwóch ciekawych
plakatach, jakie promowały film. Na pierwszym główny bohater otoczony
jest przez bandę trupów ze Gnijącą Panną Młodą na czele. Jest kompletnie
przerażony i z grozą w oczach przygląda się postaciom dookoła. Na drugim
plakacie natomiast, miejsce umarlaków zajmują Everglotowie i Van Dortowie,
a mimo to Victor ma ten sam wyraz twarzy ;).
Pierwszą rzeczą, która przykuwa oko
widza zaraz po rozpoczęciu seansu, jest przepiękna kukiełkowa animacja.
Staranna, wykonana z największą dokładnością i wyobraźnią. Szczegółowa
scenografia, bardzo stylowa i klimatyczna, oraz wygląd poszczególnych
postaci od razu pozwala nam poczuć niesamowitą atmosferę filmu. Kolejną
zaletą tej niepokojącej baśni jest znakomity dubbing. Depp jako Victor
wykonał kawał świetnej roboty, choć jego głos jest praktycznie
nierozpoznawalny - mówi cicho, spokojnie i bardzo delikatnie. Bardzo
spodobała mi się również "rola" Emmy Watson (dla której występ w "Corpse
Bride" jest animowanym debiutem) jako rezolutnej Victorii. Gwoździem
programu jest Helena Bonham Carter, która w roli tytułowej wypadła
wspaniale: jest słodka, nieco naiwna, ale przy tym tajemnicza i (z racji
swojej roli w historii) odpowiednio złowieszcza. Warto też wspomnieć o
świetnym Albercie Fienneyu, który wcześniej zagrał w "Dużej Rybie", a
tym razem wcielił się w zrzędliwego pana Everglota. Elementem
nieodłącznym u Burtona jest też, jak już wspominałem wcześniej, muzyka
Elfmana. I tutaj muszę przyznać, że trochę się zawiodłem. O ile sama
partytura wypada wspaniale, rozczarowują… piosenki. Nie jest to poziom
"Miasteczka Halloween", którego nie można sobie wyobrazić bez np. "This
is Halloween" śpiewanego przez potwory w początkowej scenie, "Sally's
Song" albo "What's This?". W "Gnijącej Pannie Młodej" właściwie tylko
wyśpiewaną przez truposze historię tytułowej bohaterki można uznać za
znakomitą, pozostałe nie robią już takiego wrażenia. Piosenki pełnią tu
jedynie rolę tła, podczas gdy w "Nightmare before Christmas" były
jednym z najważniejszych elementów. Brak wpadających w ucho utworów nie
jest jednak w tym przypadku aż tak bardzo dotkliwy. Gorzej rzecz ma się z
czasem projekcji – 80 minut mija bardzo szybko, a widz przecież chciałby
pozostać w świecie zachwycającej wyobraźni reżysera trochę dłużej.
Rekompensuje to jednak piękne, chociaż smutne zakończenie.
To dobry rok nie tylko dla Tima Burtona
ale i tradycyjnej animacji, która pokazała, że wciąż potrafi zauroczyć.
Do "Ruchomego Zamku Hauru" i "Wallace i Gromit: Zemsta Królika" (które
to oba odniosły spory sukces finansowy i artystyczny) dołączy teraz
"Gnijąca Panna Młoda". Czyżby Oscarowa trójka? Miejmy nadzieję…
Gnijąca Panna Młoda
Corpse Bride
Wielka Brytania
| 2005
| Animowany / Komedia
|
czas: 76 min.
|
 |
Reżyseria: .... Tim Burton
Scenariusz: .... Pamela Pettler, Caroline Thompson, John August
Zdjęcia: .... Pete Kozachik
Muzyka: .... Danny Elfman
Montaż: .... Jonathan Lucas
Obsada:
Victor : .... Johnny Depp
Gnijąca panna młoda : .... Helena Bonham Carter
Victoria Everglot : .... Emily Watson
Nell Van Dort/Hildegarde : .... Tracey Ullman
William Van Dort/Mayhew/Paul kelner : .... Paul Whitehouse
Maudeline Everglot : .... Joanna Lumley
Finnis Everglot : .... Albert Finney
Barkis Bittern : .... Richard E. Grant
Pastor Galswells : .... Christopher Lee |
 |
| Autor recenzji
: Karol Baluta - KAROL |
|
Klub Miłośników Filmu |
28.X.2005
|
|