| ||||
Nicolas Van Orton (Michael Douglas) wiedzie bardzo wygodne życie. Jest niesamowicie bogaty, żyje w wielkiej posiadłości, uważa się za człowieka, który osiągnął wszystko. Dość chłodno traktuje ludzi ze swojego otoczenia; rozwiodła się z nim żona, jego samego ścigają wspomnienia z dzieciństwa - wizja jego ojca popełniającego samobójstwo. Potęguje to także fakt, iż ojciec zabił się mając tyle lat, co aktualnie Van Orton, 48. W międzyczasie do miasta przyjeżdża brat Nicolasa, Conrad (Sean Penn). Spotykają się razem w restauracji, Conrad daje prezent bratu, mówiąc przy tym, co można dać człowiekowi, który ma wszystko ? Owym prezentem jest zaproszenie do GRY, którą organizuje tajemnicza organizacja CRS, Nicolas usiłuje dowiedzieć się od brata, o co chodzi w tej Grze, Conrad mówi mu tylko, żeby się do nich zgłosił. Nicolas jest sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, jednak będąc przypadkowo w budynku, w którym mieści się biuro CRS, wstępuje do niego, nieświadomie podejmując Grę, która niebawem postawi jego świat do góry nogami. W życiu Van Ortona zaczynają dziać się najróżniejsze rzeczy; wypadki i kłopoty. Nasz bohater ma wrażenie, że jest obserwowany i prześladowany. Sam nie wie, czy to tylko część Gry, czy po prostu pojawia się w nieodpowiednich miejscach w nieodpowiednim czasie… ![]() David Fincher po raz kolejny stworzył film, o niesamowitym klimacie, dość przytłaczającym, świetnie pokazując narastające przerażenie głównego bohatera, którego poukładane i wspaniałe do tej pory życie nagle legnie w gruzach. Stara się znaleźć odpowiedzi na wszystko co się wokół niego dzieje. Czym bardziej i głębiej stara się dotrzeć, tym bardziej jest zagubiony. Jego umysł przestaje rozpoznawać, co jest fikcją, a co prawdą, Niesamowite, czasami wręcz niewytłumaczalne wydarzenia wypełniają jego życie. Jak wygrać w Grze, której zasad się nie zna ? Ba, nie wiedząc nawet, czy tę Grę się prowadzi. W jaki sposób poradzić sobie z własnym przerażeniem i niemocą ? "Gra", to kolejny film Finchera po 3 odsłonie Obcego i rewelacyjnym Siedem, wiele osób uważa, że to jeden ze słabszych filmów reżysera, wielu fanów czuło rozczarowanie po Sie7em, spodziewając się, że Fincher po raz kolejny podniesie poprzeczkę. Dla mnie osobiście ten film jest świetny, stawiam go na tym samym poziomie co "Siedem" i późniejszy Fight Club. Oczywiście tych trzech obrazów nawet nie ma co próbować porównywać pod względem przesłania i treści, ale wszystkie one mają specyficzny "Fincherowski" klimat, który utrzymuje nas w napięciu i niepewności od początku aż do samego końca. Zaczynamy zastanawiać się, co byśmy zrobili na miejscu bohatera, czy poradzilibyśmy sobie z otaczającym nas szaleństwem oraz wewnętrznymi demonami, które pogłębiają lęk jeszcze bardziej. ![]() Podsumowując: "The Game" to także świetna zabawa, i co jest domeną i wizytówką Finchera (do czasu Azylu) to rewelacyjne i całkowicie zaskakujące zakończenie. Jak dla mnie to jedno z najlepszych zakończeń, jakie dane mi było oglądać. Dla tegoż zakończenia warto obejrzeć cały ten film. Oczywiście końcówka to tylko nagroda za wspaniale spędzony przy "Grze" czas. Osoby, którym klimat Finchera nie odpowiada, a niektóre nawet przytłacza, mogą nie odebrać tego filmu pozytywnie. Nie jest on co prawda tak ponury i mroczny jak "Siedem", czy destruktywny i anarchiczny jak "Fight Club", ale ma ten specyficzny nastrój, który ja po prostu uwielbiam. Mam nadzieję, że po mniej udanym Azylu, Fincher powróci do swoich wcześniejszych, sprawdzonych patentów, znów będzie nas "dusił" klimatem i przerażał szaleństwem, od którego każdego człowieka dzieli bardzo cienka ściana, i zaskakiwał jak to miało miejsce do tej pory w jego niezapomnianych filmach. Serdecznie polecam ten film, jest to jeden z moich ulubionych obrazów, ale ja ogólnie mam manie na punkcie pana Finchera. Mam nadzieję, że Was także ona zarazi… ![]() Ocena: 9/10
| ||||