Poszedłem na to coś do kina tylko dlatego, że wygrałem zaproszenie, bo w przeciwnym razie przy dość skromnym studenckim budżecie z pewnością nie zdecydowałbym się na wydanie kilkunastu złotych na produkcję tego typu. Pamiętam, że oglądałem któreś z poprzednich części tego cyklu, ale nic więcej ponadto. Film tradycyjnie opowiada pewnego rodzaju "problemach" pewnej grupy ludzi, którzy spotkali Michaela Myersa, tym razem w jego rodzinnym domu, w którym w halloween pewien producent urządza nietypowe, transmitowane na żywo internetowe widowisko.
Do domu przybywa grupa wyselekcjonowanych studentów z kamerami, którzy rzekomo mają zbadać przyczyny morderczych występków Michaela, który dla nich jest już tylko praktycznie legendą, bo szczyt jego nietypowej aktywności przeminął już parę lat temu. Co niewiarygodne okazuje się jednak, że ta legenda wciąż żyje i wcale nie ma ochoty odłożyć na bok noża, za sprawą którego życie straciło już wielu ludzi. Wkrótce w mrocznym domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a poszczególni uczestnicy tego medialnego widowiska spotykają słynnego mordercę i nikogo chyba nie zadziwię, jeśli napiszę, że nie wychodzi im to na dobre. Zastosowanie w filmie kamer, które uczestnicy tego projektu mają zainstalowane na głowie, ma w zamierzeniu spowodować poczucie większego realizmu i atmosfery rzeczywistego zagrożenia (jak np. w Blair Witch Project), ale środek ten używany jest w sposób tak nieudolny, że nie przystaje to całkowicie do koncepcji spójnego i udanego filmu.
Niestety film jest tak przewidywalny, że zamiast straszyć wywołuje tylko śmiech, kiedy siedząc w kinowym fotelu można spokojnie "rozplanować" poszczególne morderstwa, twórcy filmu niczym nas nie zaskakują, a same sceny morderstw są banalne i pozbawione napięcia, jeżeli w ogóle można mówić o ich "atrakcyjności". :-) Recepta na ten była prosta: kolejny film z cyklu o nieśmiertelnym mordercy, zaprzęgnięcie w to wszystko internetu i elementów reality show, uczynienie bohaterów studentami, którzy w halloween chętnie "uderzą" do kin i zapłacą za to nędzne filmidło, a także zatrudnienie paru znanych nazwisk takich jak Jamie Lee Curtis, Busta Rhymes czy Tyra Banks. To wszystko pozwala producentom na raczej spokojne oczekiwanie na spływające dolary, których część z pewnością zostanie wykorzystana na kolejną tego typu produkcję, która też na siebie zarobi i tak w kółko. A żaden z tych filmów ani niczego nie zmieni w świadomości ani nie stworzy dobrego, efektownego widowiska, więc jest całkowicie zbędny i nie powinien powstać. Jedynym pozytywnym elementem w tym filmie jest znany motyw przewodni całej morderczej serii. Dlatego polecam ten film tylko tym, którzy mają dużo pieniędzy i wolnego czasu do stracenia oraz tym, którzy chcą "zaliczyć" wszystkie cześci cyklu "Halloween", którego chyba tylko początkowe części zaciekawiały klimatem zagrożenia i tworzyły nowy gatunek zwany "slasher movie". Pozostałym odradzam zdecydowanie tego typu "rozrywkę". :-)
 |
Tytuł: Halloween: Resurrection
Produkcja: 2002, USA
Czas trwania: 94'
Reżyseria: Rick Rosenthal
Scenariusz: Larry Brand, Sean Hood
Zdjęcia: Davis Geddes
Muzyka: Danny Lux
Obsada: Bianca Kajlich (Sara Moyer), Busta Rhymes (Freddie Harris), Thomas Ian Nicholas (Bill Woodlake), Ryan Merriman (Myles Berman), Daisy McCrackin (Donna Chang), Katee Sackhoff (Jenna Danzig), Luke Kirby (Jim Morgan), Tyra Banks (Nora Winston), Sean Patrick Thomas (Rudy Grimes), Jamie Lee Curtis (Laurie Strode)
|
AUTOR RECENZJI:
Mariusz Bielecki - shOOmir
Klub Miłośników Filmu, 30.10.2002 r.