STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Pomiędzy młotem a taśmą filmową - krótko o Hammer Films

Praktycznie każdy szanujący się fan filmów grozy chociażby słyszał tę nazwę; co któryś widział film; co kilkunasty jest entuzjastą obrazów pochodzących ze "studia, które przelało krew". Działające od lat trzydziestych do połowy osiemdziesiątych ubiegłego wieku, Hammer Film Productions stało się w pewnych kręgach przedmiotem kultu, który kazał filmowcom sięgać po kamerę, a widzom stać w kolejkach po bilety do kin. Autor poniższego tekstu postara się choć w niewielkim stopniu przybliżyć wizerunek wytwórni, która przez pół wieku gromadziła tłumy przed ekranami. Dziś, gdy chwała Hammer Films już dawno przebrzmiała, nadal warto sięgnąć po ich bogatą ofertę klasyków horroru.


Narodziny i śmierć wytwórni

Początki założonej w Londynie w listopadzie 1934 roku przez Williama Hindsa małej firmy produkcyjnej nie zwiastowały sukcesu, który miał nadejść w przyszłości. Przy współpracy byłego właściciela kina, Enrique Carerrasa, stworzono wspólnie firmę Exclusive Films, mającą za cel dystrybucję obrazów wyprodukowanych przez Williama "Hammera" Hindsa. Niestety, po zaledwie czterech filmach, w tym "Tajemnicy Marie Celeste" z Belą Lugosim, studio ogłosiło bankructwo w roku 1937 z powodu krachu brytyjskiego przemysłu filmowego.



Droga na szczyt

Synowie założycieli, James Carerras oraz Anthony Hinds, reanimowali Hammer Films dopiero w roku 1946. Mając za bazę Exclusive Films, działającą nieprzerwanie przez wszystkie lata od jej założenia, dwaj przedsiębiorcy ustalili, jak można wykorzystać ideę ich ojców. Pomysł był następujący: Hammer Films miało stać się komórką wewnątrz Exclusive, zajmującą się produkcją tanich filmów, tak zwanych "zapchajdziur", które kręcone szybko i tanio, zajmą wolne miejsca na kinowych afiszach. Koszty cięto jak tylko się dało - zamiast profesjonalnych atelier, wynajmowano wiejskie domy na miejsca filmowej akcji. Taktyka przyniosła jednak niespodziewane efekty. Hammer stał się spółką nadrzędną w stosunku do Exclusive, a siedziba firmy wędrowała do coraz to większych biur, by osiąść wreszcie w Down Place nad brzegiem Tamizy aż do 1966 roku. Budynek przemianowano na Bray Studios i tam kręcono większość materiału. Wcześniej jednak, w roku 1955 zatrudniono postać, która już wkrótce stanie się kluczową dla wytwórni. Był to reżyser Terence Fisher.


Hammer Horror - powołanie odnalezione

W pierwszym okresie lat 50. w Hammer zrealizowano kilka filmów science-fiction, co okazało się preludium do pierwszego wielkiego hitu studia, czyli "The Curse of Frankenstein". Mimo, iż scenariusz okazał się więcej niż niedoskonały, film dopuszczono do produkcji. W trakcie realizacji konieczne poprawki naniósł Jimmy Sangster, a reżyserią zajął się Terence Fisher, nie zmieniając praktycznie skryptu, do którego poważne zastrzeżenia mieli angielscy cenzorzy. Film oprócz niesamowitego sukcesu finansowego, wylansował dwie gwiazdy utożsamiane wręcz z gatunkiem w latach późniejszych - Petera Cushinga jako barona Frankensteina i Christophera Lee w roli potwora. Nakręcony w Technicolorze "The Curse..." oprócz, będącej znakiem rozpoznawczym wytwórni, palety kolorów, zaprezentował niespotykany dotąd poziom gore - posoka stała się wyraziście czerwona, a kamera nie uciekała od scen przemocy, jak działo się to wielokrotnie wcześniej w filmach grozy.

Postać barona Frankensteina stała się odtąd jedną z flagowych w stajni Hammera, pojawiając się jeszcze sześciokrotnie w rozmaitych sequelach. Na uwagę zasługuje z pewnością "Frankenstein Must Be Destroyed" datowany na 1969 rok. W tym oto filmie szalony naukowiec, tak bardzo odmienny charakterem od literackiego pierwowzoru, w scenografii wiktoriańskiej Anglii, dla dobra eksperymentu zabija, kradnie i dopuszcza się szantażu. Nie mamy już do czynienia ze studentem pragnącym wyrwać bogom sekret życia, brak tu romantycznej historii z pogranicza tragedii. Hammerowski Frankenstein jest pozbawionym skrupułów, zepsutym do szpiku kości i zgorzkniałym naukowcem. Motywy nim kierujące zmieniły się diametralnie od dnia publikacji powieści Mary Shelley. To egoizm stał się motorem jego działań, nie dobro nauki. We "Frankenstein Must Be Destroyed" jesteśmy świadkami sceny, która przekona tych, nadal obstających przy poglądach Frankensteina. Peter Cushing, znów bezbłędny w tej roli, dopuszcza się brutalnego gwałtu. Scena ta przyprawiła cenzorów o zawrót głowy, a fanów skłoniła do braku wyrozumiałości dla naukowca. Brak wszelkich skrupułów w dążeniu do celu prezentuje także "Frankenstein and the Monster from Hell" z roku 1974, ostatnia odsłona serii. Tu Frankenstein ukrywa się jako kierownik zakładu psychiatrycznego, by wraz z oddanym mu pomocnikiem (w postaci Simona Heldera słychać echo Victora z powieści) bez przeszkód oddać się zbrodniczej działalności. Eksperyment wymyka się jednak spod kontroli i David Prowse (późniejszy Darth Vader w "Gwiezdnych Wojnach") jako tytułowy potwór szuka zemsty na swoim twórcy. Jednak zakończenie nie przynosi ulgi. Cushing zwycięża monstrum, a targany moralnymi wątpliwościami Simon wreszcie na dobre przystaje do jego boku i zamiast jednego szalonego naukowca, świat będzie musiał się nauczyć obcować z dwoma. Tak oto kończy się historia Frankensteina w stajni Hammera. a wraz z nią kariera Terence'a Fishera.

Inna postać klasycznego literackiego horroru, hrabia Dracula, także znalazł swoje miejsce w Bray Studios. Po długich perypetiach pozyskano prawa do ekranizacji powieści Brama Stokera i produkcja ruszyła w roku 1957. Niewiele zmieniono w przepisie na sukces: za kamerą znów stanął Fisher, w rolę Van Helsinga wcielił się Peter Cushing, a w tytułowego adwersarza - Christopher Lee. Hammerowski "Dracula" (także znany jako "Horror of Dracula") radykalnie różnił się od wcześniejszych ekranizacji. Lee nie jest już antypatycznym stworem mieszkającym w obskurnym zamczysku. Jest człowiekiem (sic!) mijanym na ulicach Londynu, wyróżniającym się jedynie przystojną fizjonomią i bogatym strojem. Zamek jego urządzony jest ze smakiem, czysty i schludny. Hrabia nie jest już gwałcicielem dziewic jak u Stokera, bardziej skłania się ku rytuałom miłosnym, tak jak robił to Bela Lugosi w swej popisowej roli w roku 1931. Brak patosu i klimat przygody przemieszanej z grozą przyniósł spodziewane profity finansowe, a co za tym idzie - sequele. Nakręcono ich w sumie sześć, w tym utrzymany w konwencji komediowej "Dracula AD 1972", akcja którego dzieje się we współczesnej twórcom Anglii. W Londynie lat siedemdziesiątych osadzony jest także "The Satanic Rites of Dracula" nakręcony w 1973, ostatni z filmów o krwiożerczym wampirze. Tu Dracula staje nie tylko na czele satanistycznej sekty, ale także planuje spisek wciągając w to wpływowych polityków i urzędników, obejmując nawet stanowisko w dużej firmie. Frankenstein i Dracula nie były oczywiście jedynymi postaciami nabijającymi kasę Hammera. Praktycznie wszystkie monstra, tak jak kiedyś wokół Universalu, skupiły się u Carerrasa i Hindsa. Mumia, Dr Jekyll i Mister Hyde, upiór z opery, wilkołaki i zombie. Jednak epoka Hammera miała wkrótce przeminąć i nawet cała armia cudaków nie mogła tego powstrzymać.



Przeprowadzka do pudełka

Początek lat siedemdziesiątych i kino kontrkultury przyniosło ze sobą filmy, z którymi Hammer nie mógł w żaden sposób konkurować. "Dziecko Rosemary" biło na głowę pod każdym względem kolejne wersje Draculi, a "Dzika Banda" czy "Noc Żywych Trupów" przesunęły granicę ekranowej przemocy poza zasięg wytwórni. Zamiast podkręcać poziom produkcji, filmy Hammera zaczęły przypominać swoje własne parodie. Wytwórnię opuścił Christopher Lee. Studio zaczęło uciekać się do żałosnych chwytów w postaci scen miłości lesbijskiej w słynnej już wampirzej trylogii Karnsteina. Ostatnim filmem zrealizowanym w Hammer Films był remake dzieła Alfreda Hitchcocka "Starsza Pani Znika" nakręcony w 1979. W tym samym roku studio zbankrutowało nie mogąc nadążyć za nowymi trendami w kinie.

Jedyną szansą była przeprowadzka do telewizji. Studio zrealizowało 13 odcinków serialu "Hammer House of Horror" dla angielskiej stacji w roku 1980. Po emisji ostatniego odcinka, musiano czekać aż cztery lata na kolejne pojawienie się Hammera. W latach 1984-1986 nakręcono 13 odcinków serii "Hammer House of Mystery & Suspense". Serie te charakteryzowały się mroczną ironią i czarnym humorem, bohaterami byli przeważnie ludzie mający coś na sumieniu i w efekcie ponoszący w finale surową karę za popełnione czyny. Ostatni odcinek wyemitowano dziewiątego maja 1986 roku.


Odrodzenie?

Hammer spał przez ponad dwadzieścia lat. Teraz, tak jak wielbiony przezeń Dracula, powstaje z grobu i znów atakuje kina. W najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć pierwszy pełnometrażowy obraz Hammera po trzydziestoletniej absencji, "The Wake Wood". Powrócił Christopher Lee, dołączyła Hilary Swank w "The Resident", którego produkcja ruszyła kilka tygodni temu. A już teraz możemy uszczknąć choć trochę Hammera, oglądając internetowy serial "Beyond the Rave" realizowany przez studio. Nadchodzą kolejne tłuste lata dla brytyjskiej fabryki grozy? Będzie o wiele trudniej niż dziesięciolecia temu, lecz pozostaje nam liczyć na to, że po raz kolejny Hammer postawi swoich widzów pomiędzy młotem a kowadłem.

Autor tekstu: Bartosz Czartoryski - KEDDIE
Klub Miłośników Filmu, 9 lipca 2009

STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE