Dux
1. Disaster Movie
Jak to możliwe, że nikt, ani scenarzysta, ani aktorzy, reżyser, kamerzyści, montażyści, dźwiękowcy... jak to możliwe, że nikt z nich nie zauważył, że to co kręcą, nie mieści się w żadnych, nawet najluźniejszych ramach sztuki filmowej!? "Disaster movie" służy tylko temu, aby bez sensu, ładu i składu, do kolejnych ujęć powstawiać postaci z filmów, które przewinęły się przez kina w ciągu ostatniego roku. Twórcy mieli czelność nazwać ten zlepek nieśmiesznych scen komedią, a na koniec bezczelnie zrobili plakat, który przyciągnąć miał do kin tłumy popcornowej publiczności, zwabionej "parodią" Juno, Indiany Jonesa, Hancocka, Iron Mana, Kung Fu Pandy, Hellboya, Hulka itd. Monolith Films powinien zapaść się pod ziemię, bo wprowadził na ekrany polskich kin coś, co tkwi na 1. miejscu najgorszych filmów wszechczasów na liście BOTTOM 100 IMDb - z oceną 1,5/10. Twórcy "Disaster movie" stoją również za "Spy Hard", "Scary Movie", "Date Movie", "Epic Movie" oraz "Meet the Spartans" - z filmu na film jest coraz gorzej, a "Totalnym kataklizmem" osiągnęli dno. Raczej się od niego nie odbiją, więc niech się wreszcie utopią.
2. Pora Mroku
"Tfurcom" tego wyrobu filmopodobnego ubzdurało się, że potrafią zrobić polski slasher-movie. Chęci były dobre, a wyszło jak zwykle. Scenariusz przypomina bełkot bez pomysłu na początek, środek i koniec historii. Montażysta zapatrzył się w "Hostele", "Piły", "Shuttery" i inne pełnokrwiste filmy zagraniczne i myślał, że aby stworzyć nastrój grozy wystarczy co kilka sekund wstawiać migawkę krzyczącej / wijącej się / krwawiącej ofiary i już będzie klimatycznie i strasznie. O nie Panie montażysto, nawet film grozy, horror czy slasher-movie - które to gatunki nieudolnie stara się "Pora mroku" naśladować, powinien mieć ekspozycję, jakieś wprowadzenie do fabuły i bohaterów, napięcie powinno rosnąć, a nie od pierwszego ujęcia bezmyślne SRU!, BACH!, TRACH!, BUM! i PIERDUT! To trochę tak, jakby film porno zacząć od pokazania orgazmu, a później oczekiwać, że widz zaangażuje się w oglądanie pary kochanków palących papieroski - nawiasem mówiąc, fabuła niejednego fikołka jest bardziej wciągająca i klarowna od tego polskiego "horroru". Poza tym "Pora mroku" jest na tyle mroczna, na ile w danej scenie jest przygaszone światło i budzi mniej więcej taką grozę jak scena demaskacji czarnego charakteru w "Scooby Doo".
3. The Black Sheep
Jako że obszernie skrytykowałem ten film w recenzji, posłużę się jej fragmentem, a po więcej odsyłam do tekstu (link poniżej): Filmu nie broni "konwencja", nie ratuje go też oglądanie z przymrużeniem oka, w towarzystwie czy przy piwku. Może "Czarna owca" bawi po zażyciu przed seansem kokainy albo innego narkotyku? Nie wiem, nie sprawdzałem i nie mam zamiaru. Kokaina jest za droga, uzależnia szybciej niż piwo i ciężko ją legalnie kupić. Jeśli Jonathan King sprzedawałby "Czarną owcę" na Allegro, reklamując swoje dzieło jako połączenie czarnej komedii z horrorem, wystawiłbym mu komentarz: "Ten oszust i kłamca to złodziej i łobuz, nie polecam, N-E-G-A-T-Y-W!", a tak mogę napisać jedynie, że próbując iść śladami Petera Jacksona, King przewrócił się już na pierwszym schodku ("Czarna owca" to jego debiut) i ani jego filmowi kultowość nie zagraża, ani drugiego "Władcy pierścieni" on raczej nie nakręci... czytaj więcej: http://www.film.org.pl/prace/czarna_owca.html
4. Bangkok Dangerous
Podobnie jak powyżej, fragment mojej recenzji: Film jest wyprany z wszystkiego, co świadczyło o niezłej jakości oryginału. Nie ma ekstrawagancji w pracy kamery, nie ma zabaw z montażem, z kolorami i dźwiękiem. Nie ma niczego - jak mawiał niedoszły prezydent Białegostoku. Wygląda to tak, jakby bracia Pang kręcąc dla USA remake swojego drapieżnego filmu, zgubili gdzieś własne jaja. Zniknęła gdzieś odważna, finezyjna forma znana z oryginału, a wielką dziurę po niej, starają się bracia Pang zatkać krwawymi scenami. Ale dłoń ucięta przez śrubę motorówki i bardziej krwawa (niż w oryginale) scena "co dwie głowy to nie jedna" w finale, nie robią żadnego wrażenia, bo nie towarzyszą im prawdziwe emocje. Nie lubimy żadnego z bohaterów, więc kim tu się przejmować? Wszystkie postaci są nieciekawe, wręcz papierowe, a jeden z gości jest wykonany z masła! Kule przechodzą przez niego z prędkością światła, dalej przez dno łódki w której leży (i która też chyba wykonana jest z masła), prują wodę pełną prędkością (!) i prawdopodobnie przebijają też dno rzeki i kulę ziemską na wylot - tak właśnie mocno i szybko strzela Cage jak jest wkurzony!... czytaj więcej: http://www.film.org.pl/prace/ostatnie_zlecenie.html
5. Once
Pierwotnie na miejscu piątym miała wylądować "Piła V", później miał się tu znaleźć nowy Bond "Quantum of Solace", ale musiał ustąpić miejsca żenującej animacji 'producentów Shreka' - "Małpom w kosmosie". W ostatniej chwili okazało się, że "Małpy w kosmosie" muszą ustąpić miejsca czemuś, na swój sposób, gorszemu! Coś jeszcze gorszego to "Once" - film o chodzeniu, smęceniu, ciąganiu za sobą odkurzacza i śpiewaniu rzewnych piosenek po 15 minuta każdą... myślałem, że jak wysłucham jeszcze jednego utworu w wykonaniu bohaterów, to potnę się zsiadłym mlekiem! Główne postaci są mdłe, niefajne i nieatrakcyjne - co oczywiście nie przeszkadza w tym, żeby inni określali je mianem "ładnych", "przystojnych" i "fajnych". Film jest nudny i rozwleczony, nie ma w nim choćby jednego fajnego dialogu, wartej zapamiętania sceny, ani niczego wzruszającego. Zastanawiam się jakim cudem to rozmemłane filmidło zdobyło na IMDb ocenę 8,1/10 i Oscara za najlepszą piosenkę.


Hunter
1. The Strangers
"Mogą być w każdym domu. Wkrótce będą u Ciebie"
Mam nadzieję, że jednak nie. Mdłe, bez polotu i co najgorsze - nudne.
2. The Midnight Meat Train
"Taką rzeźnią jeszcze nie jechałeś"
W sumie racja. Rzeźnia jakich mało i staram się takie omijać szerokim łukiem.
3. Frontiere(s)
"Przy tym filmie wszystkie PIŁY to tępe narzędzia"
Przy tym filmie ostra będzie nawet łyżka. Pełen bezsensownego okrucieństwa, które w piłach miało to "coś". Nie wiem komu ten film mógłby się spodobać.
4. Nim's Land
"Wielka przygoda dla całej rodziny"
Gdzie? Nie zauważyłem. Lubię bajki - ale tej szczerze nie polecam.
5. Meet Dave
"Eddie Murphy w Eddie Murphy w Mów mi Dave"
Brak gry aktorskiej, brak scenariusza, brak pomysłów, brak humoru...


Tomashec
1. One Missed Call
Prawie jak horror, prawie jak namiastka klimatu, prawie jak aktorstwo, prawie jak reżyseria. Prawie robi... wiadomo co.
2. The Eye
Właściwie tutaj mógłbym powtórzyć to co napisałem o miejscu pierwszym. I właśnie to czynię, wspominając tylko jedną "osobowość". Jessica Alba i wszystko jasne.
3. Saw 4
Pewnie tylko to, że nie widziałem jeszcze piątej części cyklu determinuje pojawienie się w moim zestawieniu jedynie czwartej odsłony przygód Jigsawa. Krótko mówiąc, nieznośny zlepek montażowy skrawków scenariusza plus żenujące aktorstwo i masa nikomu niepotrzebnych do szczęścia scen.
4. 1612
Historia po rosyjsku. Potwornie pretensjonalne, dramatycznie wydłużone i szczerze nudne, strasznie kiepsko wyreżyserowane romansidło w najgorszym "ludycznym" stylu. Żebrowski nie pomógł, bo niby dlaczego miał pomóc?
5. National Trasure: Book Of Secrets
Durnoty historyczne, durnoty scenariuszowe i dobrzy aktorzy w durnowatych scenach z durnowatymi dialogami. Zapomniałbym o Cage'u i jego durnowatym wyrazie twarzy.


Dobermann
1. Shutter
Bez komentarza
2. One Missed Call
Hollywood powinien zostawić w spokoju "Asian Terror", bo poza nielicznymi wyjątkami nie wychodzi z tego nic dobrego.
3. Asterix At The Olympic Games
Jedyny słuszny Asterix to ten z Cleopatrą.
4. Jumper
Bez komentarza.
5. Pora Mroku
Horror po polsku? Może kiedyś się uda, ale nie tym razem.


Dejna
1. The Happening
1.Zdarzenie - nijak nie przemawia do mnie sugestia, że konwencja filmu została "specjalnie" pomyślana jako "odwzorowanie" filmów klasy B lat 50. Żeby to miało sens, powinno być widoczne - przynajmniej odrobinę - oczko puszczone do widza. Może odrobina teatralnej przesady, nieco wyraźnie zamierzonej sztuczności - w każdym razie czegoś więcej niż nieznośnie drewnianego Wahlberga.
2. The Strangers
Koszmarnie sztampowy film z koszmarnie długim finałem, po którym co najwyżej można przez kilka wieczorów z niechęcią myśleć o nocy samotnie spędzonej w wiejskim domku na odludziu. Potem nawet to wrażenie mija.
3. National Trasure: Book Of Secrets
Nawet jak na całkowicie odmóżdżoną rozrywkę na wieczór po pracowitym dniu jest to zdecydowanie zbyt napuszone, głupie i gromkopierdne.
4. 10,000 BC
Starożytny folklor w postaci totalnie przemieszanego grochu z kapustą, mamuty i perfekcyjny makijaż wszystkich aktorów - niezależnie od płci, warunków atmosferycznych, bytowych i socjalnych.
5. Sweeney Todd: The Demon Barber Of Fleet Street
Przede wszystkim w zemście za to, jak ogromnym okazał się rozczarowaniem. Od filmu Burtona oczekuje się magii, pomysłu i nieszablonowej realizacji, a nie wlokących się w nieskończoność przyśpiewek w stylu "I feel you Joanna" w kółko przez dziesięć minut czy przeciągających się scen, które absolutnie nic nie wnoszą.


Kelley
1. An Empress And The Warriors (Kwong Saan Mei Yan)
WTF?!
2. Pora Mroku
Za wyjątkowo nieudolne naśladownictwo nurtu torture porn.
3. Jumper
Za zatrudnienie Haydena Christensena z wprawą pogrążającego obraz, który - zdawałoby się - upaść już niżej nie ma prawa.
4. Doomsday
Za zdefiniowanie tego, czym film postmodernistyczny być w żadnym razie nie powinien.
5. The Mummy: Tomb Of The Dragon Emperor
Za zmarnowanie rozrywkowego dorobku poprzedników. I walkę Yetich.


Alieen
1. Jumper
Bo to film szybki niczym teledysk, ledwo się zaczyna - a już się kończy. Do tego marne aktorstwo, mnóstwo wątków bez solidnego wyjaśnienia i kiepska końcówka. "Jumper" nie jest filmem tragicznym, ale to po prostu najsłabszy tytuł jaki widziałem w 2008 roku...
2. National Treasure: Book Of Secrets
O ile część pierwsza była naciąganym kinem awanturniczo-przygodowym, które fajnie się oglądało, tak sequel jest już zdecydowanie przegięty, i miast śmieszyć i ciekawić - żenuje i zanudza. Kiepski scenariusz jest tylko przysłowiowym gwoździem do trumny...
3. Enchanted
Zapowiadało się co najmniej intrygująco, pod względem pomysłu - oryginalnie. Jednak Disneyowi eksperyment się nie udał... Familijna sielanka, dająca się bez bólu oglądać w filmach animowanych, w aktorskiej realizacji nie sprawdza się zupełnie. "Zaczarowana" to obraz infantylny aż do bólu, a widok śpiewającej piskliwym głosem Amy Adams wywołuje ciarki na całym ciele - brrr...
4. The Mist
Miejsce w "Bottom 5" przede wszystkim za: niewykorzystany potencjał, klimat psuty bzdurnymi akcjami i motywami, nielogiczne zachowanie bohaterów oraz maksymalnie spieprzone (nie bójmy się użyć tego słowa) zakończenie. A zapowiadało się pysznie...
5. Doomsday
Bo to kino, które nie daje nic od siebie, za to czerpie garściami z innych znanych, cenionych i kultowych produkcji. I do tego czerpie (a miejscami wręcz plagiatuje) w sposób daleki od ideału... Do maksymalnie jednego obejrzenia i jak najszybszego zapomnienia.


Mati
1. Pora Mroku
To przykład filmu, w którym dobrego nie ma nic. Nie ma scenariusza, aktorzy zapomnieli chyba, że grają w filmie, jedynie operator dwoi się i troi, żeby uratować to coś.
2. Jeszcze Raz
Przykład na to, że Polacy powinni przestać produkować i kręcić filmy!
3. Jumper
Totalnie niewykorzystany pomysł. Film zrobiony dla głupiego, bezmyślnego amerykańskiego nastolatka.
4. 10,000 BC
Jeden z najgorszych filmów ostatnich lat.
5. Eagle Eye
Ten film powstał dla bezmyślnych widzów, dla których w kinie liczą się tylko sceny akcji, a nie scenariusz.


Karol
1. The Ruins
Grupa amerykańskich nastolatków wybiera się do Meksyku, gdzie poznaje młodego Francuza. Z nim wyruszają w głąb dżungli, aby zobaczyć jedną z zabytkowych świątyń. Jednak to, co dzieje się później przechodzi ludzkie pojęcie. Widz jest świadkiem wprost nieprawdopodobnej głupoty głównych bohaterów, a czasami szokująco irracjonalnych decyzji. "Hej, tu jest zejście do świątyni, spuśćcie mnie po tej starej i zniszczonej linie!". "O, jest coraz gorzej, ale nic nie róbmy - wkrótce na pewno ktoś nas znajdzie!". I tak dalej. Ale to jeszcze nic. Jeśli dodamy do tego takie sceny, jak amputacja nogi (i "zapiekanie" rany patelnią) czy też rozcinanie własnego ciała, bez jakichkolwiek hamulców i z przerażającą dosłownością. Ja wiem, że w tym roku pojawiło się wiele gniotów w rodzaju "Poznaj moich Spartan", ale tamte filmy przynajmniej ze swoją głupotą się nie ukrywają.
2. Disaster Movie
Chyba żaden inny film w tym roku nie był tak szczery. "Totalny kataklizm" już samym trailerem mówi: "jeśli się z tego śmiejesz, to jesteś idiotą". Od razu przyznam - nie obejrzałem całości, jedynie fragmenty. I choć zwykle nie oceniam filmów na takiej podstawie, jednak tym razem wiem, że nic nie zmieniłoby mojego werdyktu. Nawet, jeśli nagle - w przebłysku cudownego geniuszu - film wzniósłby się na poziom Coenowskiego "No country for old men". Który zresztą parodiuje. I to najżałośniej, jak to możliwe.
3. Saw 4 & Saw 5
Kolejne "Piły" stają się prawdziwymi parodiami poprzedników. Wymyśle pułapki przerażają chorą wyobraźnią scenarzystów (choć motywu ze świńskimi wnętrznościami z "trójki" nie przebije żaden twór nawet najbardziej pokręconego umysłu), a kolejne durne zachowania bohaterów i "twisty" przy akompaniamencie tego samego co zwykle utworu zmierzają w stronę autoparodii, której nie powstydziliby się nawet twórcy "Totalnego kataklizmu".
4. Four Christmases
Bohaterowie tego filmu przeżywają koszmarne Święta, a my przeżywamy z nimi koszmarny seans. W zamyśle miała to być komedia anty-świąteczna, tymczasem wyszedł z tego film anty-komediowy. "Cztery gwiazdki" leżą już od podstaw: główni bohaterowie to para niesympatycznych, egoistycznych snobów. Ich rodziny nie są już nawet przerysowane - to są zwyczajne karykatury ludzi, które ogląda się z grymasem przerażenia na twarzy. Ale najgorszy z tego wszystkiego jest scenariusz, bez puenty i niekoniecznie zabawny (chyba że kogoś bawią wymiotujące niemowlaki). I fakt, że po całym tym koszmarze bohaterowie wracają do punktu wyjścia, mimo iż scenę wcześniej wydawało się, że w końcu zrozumieli swoją lekcję. Tragicznie zły film. Niesamowite, że wyszedł spod ręki człowieka odpowiedzialnego za świetny dokument "King of Kong".
5. What Happens In Vegas
Podobnie jak w wyżej wymienionym, mamy tu niesympatycznych bohaterów, których zachowania i decyzje są tak idiotyczne i nienaturalne, że naprawdę można zwątpić w dobre intencje scenarzysty. Gwoździem do trumny są główne role Diaz i Kutchera - chyba tylko Vaugn i Witherspoon wypadli w tym roku gorzej. No ale to przez to, że po nich oczekuje się jednak czegoś więcej. Aha - "Co się zdarzyło..." ratuje też jedna - zaledwie niezła - scena imprezy, która staje się miejscem walki. Reszta to zwyczajnie nudne i przewidywalne nieporozumienie.
Wyróżnienie specjalne:
"Pora Mroku" (prawdopodobnie najgorszy polski film od czasów "Klątwy Doliny Węży") i "To nie jest tak jak myślisz, kotku" - najbardziej męcząca i nieśmieszna polska komedia od lat, którą poziomem humoru przebija nawet niemrawe "Tylko mnie kochaj".


Jakuzzi
1. Disaster Movie
Produkty tworców "Strasznych filmów", "Epic Movie", "Date Movie", "Meet the Spartans" itd., stanowią fundamentalny dowód na to, że współczesne parodie filmowe to gatunek, który stoczył się na samo dno. Ktoś mógłby wprawdzie skontrargumentować: zaraz, przecież w każdej dekadzie pojawiały się parodie dobre oraz parodie kiepskie, a te, o których mowa, są właśnie tymi drugimi. Fakt - kiedy paredziesiąt lat temu trio ZAZ tworzyło arcydzieła gatunku, Ezio Greggio kręcił badziewiaste "Milczenie Baranow", a Jerry Cala żenujący "Park Jajcarski". Pytanie tylko jakie z obecnych parodii to w takim razie te dobre? Bo ja takich nie znam. Nad samym filmem nie ma co się zbyt długo rozwodzić. Plan jest prosty jak konstrukcja cepa: wziąć bohaterów najpopularniejszych filmów ostatniego sezonu i wcisnąć ich w jak największą liczbę scen. Pomysł na miarę geniusza, który trafi chyba tylko do tych małolatów, którym MTV kompletnie wyżarło już mózgi. No i ten poziom dowcipu, szkoda slów...
2. Get Smart
O matko, ale żałość. Wydawało mi się, że Steve Carrell po nauczce w postaci udziału w spektakularnym gniocie co się zwie "Evan Wszechmogący", będzie omijał wszelkie potencjalnie nędzne pozycje szerokim łukiem. Niestety, nie udało się. Lubię gościa, ale sugerowałbym mu, żeby zrobił sobie przerwę od pierwszego planu i skoncentrował się albo na charakterystycznych rolach drugoplanowych, albo na Biurze, albo na zabawnych "ceremoniowych" przemowach. Bo nowym Sellersem lub Nielsenem to on na pewno nie będzie, (na jego obronę mogę powiedzieć tylko, że ze wspomnianymi panami łączy go wcale niełatwa umiejętność reagowania na głupawe sytuacje kamienną twarzą). Z wnikliwszą opinią o tym komediowym potworku daję sobie spokój, bo to byłoby trochę jak kopanie leżącego.
3. National Treasure: Book Of Secrets
Pierwsza część była naciągana do bólu, ale dawała się obejrzeć, a sam seans działał całkiem odprężająco. Sequel natomiast jest jeszcze bardziej prostackim nabijaczem kasy niż poprzednik. Scenariusz napisany na kolanie, (cóż za godna podziwu inwencja - wziąć jeden z narodowych symboli i dorobić do niego super odjechaną historyjkę; na trzecią część proponuję Pentagon, który kształtem przypomina koronę Capaca Yupanqui, pradawnego władcy Inków - 30 sekund pisania głupot i materiał wyjściowy gotowy), humor żenujący, bohaterowie nijacy, emocji brak, akcja cieniutka. W jaki sposób udało się twórcom namówić do wzięcia udziału w tym bajzlu Eda Harrisa i Hellen Mirren?
4. St. Trinian's
Gdyby nie pozytywna recka Wągrowskiego na Esensji, prawdopodobnie nigdy bym tej pozycji nie obejrzał. I byłoby super, bo ten film to padaka z fabułą dla nastolatek (tak, tak, nie nastolatków - nastolatek) i kompletnie nieśmiesznym humorem (hihi, Rupert Everett paraduje w stroju kobitki, a mały piesek kopuluje z nogą Colina Firtha). Myślałem, że chociaż obecność Russella Branda wniesie trochę świeżego dowcipu, ale nic z tego. Brytyjczycy zamiast czerpać z własnego bogatego komediowego dorobku najwidoczniej pozazdrościli Amerykanom durnych młodzieżowych komedii. Pogratulować.
5. Deception
Kiepawy, nieemocjonujący, przewidywalny i wtórny thriller z dodatkiem banalnej historyjki miłosnej i intrygą skonstruowaną na kolanie przez jakiegoś kreatywnego półmózga. Zastanawia mnie jakim cudem twórcy złapali na taki szrot Jackmana i McGregora. Pierwszego skusiła zapewne możliwość zagrania bad-guya, (jeden z najgorzej nakreślonych bad-guyów ostatnich lat), a drugi chyba po prostu potrzebował kasy. Żeby chociaż te sceny erotyczne były bardziej erotyczne...
Tuż za piątką uplasowały się:
"10.000 B.C.", "Vantage Point", "The Other Boleyn Girl", "Hancock",
"You Don't Mess With the Zohan", "Elizabeth: The Golden Age".


Phonik
1. Superhero Movie
Kolejna z serii kompletnie chybionych parodii, za wyjątkiem dosłownie kilku scen bardzo marna. Do tego bardzo niesmaczna eksploatacja leciwego już Leslie Nielsena.
2. Jumper
Efekciarski bzdet, ale z tak fatalnym aktorstwem i tak miernym scenariuszem że momentami trudno go zdzierżyć.
3. Bangkok Dangerous
Kolejna idiotyczna fryzura w dorobku Nicholasa Cage'a. Dalekie echo "Killera" Johna Woo w wykonaniu specjalistów od straszenia, braci Pang. Rzecz kompletnie chybiona, najwyraźniej sensacja nie jest ich specjalnością.
4. The Mummy: Tomb Of The Dragon Emperor
Kolejna część zmagań Ricka O'Connella z mumią. Tym razem w klimacie azjatyckim, z gwiazdami tamtejszego kina, Jetem Li i Michelle Yeoh. Niestety w obliczu idiotycznego scenariusza nawet oni byli bezradni. Gwoździem do trumny jest zmiana w obsadzie głównej roli żeńskiej. Maria Bello, skądinąd niezła aktorka, w Mumii nie potrafi się kompletnie odnaleźć.
5. Righteous Kill
Długo wyczekiwany powrót duetu Pacino-De Niro na ekrany kin. Już zwiastun dawał znać, że coś jest nie tak, sam film bardzo rozczarowuje. Sztampa i banał, w duchu taniej, telewizyjnej sensacji.


Beowulf
1. Pora Mroku
Polska wersja "Piły" i wszelkiego rodzaju 'post-piłowych' schematów ostatnich lat jest pozycją nie tyle słabą, gniotowatą, marną - to czyste filmowe zło, apoteoza celuloidowego partactwa, perfekcyjna wizualizacja powodów stworzenia Świętej Inkwizycji. Film ten, w założeniu horror, nie funkcjonuje dobrze na żadnym możliwym poziomie, co dopiero usiłować nadać mu jakąkolwiek przynależność gatunkową. To przed takimi formami ziemskiej przemocy ostrzegał Klaatu w "Dniu, w którym stanęła Ziemia" Roberta Wise'a. I, piszę to całkiem serio, nawet wódka nie pomogła mi w doświadczeniu tego koszmaru. Vanitas vanitatum... Brawa dla Grzegorza Kuczeriszki, polskiego Uwe Bolla!
2. Space Chimps
Gdybym się wstawił na tyle, że widziałbym świat w kolorach tęczy, to może nawet spodobałyby mi się pojedyncze fragmenty tej żałosnej podróbki animacji. Podobne, tylko śmieszniejsze rzeczy tworzył Pixar zaraz po powstaniu. Humorystycznie - nie wierzę, że to piszę - nawet "Komedia romantyczna" stoi wyżej w łańcuchu filmowym. A merytorycznie "Małpy w kosmosie" przypominają fizyczne doświadczenie tego, co skłonny był opisywać Markiz de Sade, tyle że jedyną fizjologiczną konotacją jest tzw. paw, i bynajmniej nie chodzi o tego z wachlarzem.
3. Mongol
Alternatywna historia świata według Kazachów byłaby może i zabawna, gdyby nie została nakręcona z taką nadętą powagą i pompatycznym zacięciem. Nie wspominając już o demagogicznym wciskaniu bzdur przypominających jedyną słuszną sowiecką szkołę edukacji. Temudżyn jest tu więc nieskończoną sierotą, która nie potrafi poradzić sobie z kilkoma kuzynami, co tu dopiero wspominać o jakichkolwiek podbojach; to mięczak, który bez pomocy innych, którzy pomagają mu chyba dla osiągnięcia pojednania z kosmosem, nie ruszył by się poza obieranie ziemniaków w obozie jenieckim. Najbardziej przeraża mnie jednak to, że obrazek ten sprzedał się za wielką wodą jako prawdziwy i dbający o detale, co więcej - pokazujący poetycką stronę życia mongolskiego wodza. Pozostaje jedynie sparafrazować słynne powiedzonko Obeliksa...
4. 10,000 BC
Ta alternatywna historia świata jest chociaż częściowo zabawna, a propagandówka pokazująca, że nawet dziesięć tysięcy lat temu jaskiniowi producenci pasty do zębów mieli duży rynek zbytu, najnormalniej w świecie powala. W gruncie rzeczy to bardzo pozytywny i optymistyczny film: miłość przezwycięży wszystko, nawet cienkiego amanta, fajnie jest umieć biegać, a mamuty warto przyuczać do pozytywistycznej pracy u podstaw. Szkoda, że nie powala wykonanie techniczne, a jeszcze bardziej szkoda, że jakiś dowcipniś pomylił scenariusz z listem do Świętego Mikołaja pisanym po LSD. A minusem ostatecznym niechaj będzie stwierdzenie, że w niektórych miejscach film Emmericha pasowałby wręcz perfekcyjnie do wizualizacji scjentologicznych...
5. The Mummy: Tomb Of The Dragon Emperor
Z lekkiego, radosnego kina nowej przygody, tchnącego świeżość w ramy gatunku awanturniczego, Rob Cohen stworzył geriatryczny pomnik ku chwale sztuczności efektów komputerowych, zabarwiony poprawnością polityczną i fantazją zidiociałego amerykańskiego popcornożercy we wczesnych fazach drugiej dekady swojego życia. Wszystkie atuty serii zostały sprowadzone do parteru przez scenopisarstwo na poziomie przerwy na kaszkę w żłobku. Yeti zamiast grać w rugby powinno kopnąć reżysera tam, gdzie go zaboli najbardziej, choć po seansie filmu wydawać się może, że ktoś już to zrobił.
Wyróżnienie: Jumper
Za fabularny chaos oraz za najnudniejszy film akcji od czasów "Ballistic".


hOPS
1. You Don't Mess With the Zohan
Sandler na równi pochyłej. Jeszcze jeden taki film i zjedzie na samo dno.
2. Journey To The Center Of The Earth 3D
Brendan Fraser zagrał w tym roku w dwóch koszmarnych filmach. To ten gorszy.
3. Jumper
Pomysł jak z MTV, wykonanie jak z Superstacji. Złota Malina jak nic.
4. 10,000 BC
"Apocalypto" było wystarczająco fatalnym filmem. Pomysł na remake nie był więc taki do końca najgorszy, ale wyszło jak zwykle. Czyli jeszcze gorzej.
5. National Treasure: Book of Secrets
Myślę, że nawet Amerykanie mogli uznać ten film za bzdurę. A to już coś.


Bocian
1. The Happening
M. Night Shyamalan znów zaskakuje. Tym razem irytującym filmem, który wygląda jakby został stworzony przez debiutującego reżysera na podstawie tekstu debiutującego scenarzysty z debiutującymi aktorami - a wszystkie te osoby łączy brak choćby śladowej ilości talentu.
2. 10,000 BC
Film o którym strach pisać, bo w odniesieniu do takiej głupoty trudno napisać coś mądrego. Na plus można policzyć, że nie wywołuje zdenerwowania lecz uśmiech politowania.
3. Sweeney Todd: The Demon Barber Of Fleet Street
Największe rozczarowanie roku, o tyle gorzkie do przełknięcia, że film zawiera z pozoru wszystkie elementy za które ceni się Burtona. Niesamowity klimat, fascynującą oprawę plastyczną, sprawdzonych aktorów z Johnnym Deppem na czele... Niestety kiepski scenariusz i przede wszystkim fatalne, męczące piosenki niszczą cały film, czyniąc go trudnym do obejrzenia.
4. One Missed Call
Kolejny horror tonący w zalewie sobie podobnych produkcji. Okrutnie przeciętny, nijaki, powielający do znudzenia dobrze znane schematy.
5. Righteous Kill
Sam w sobie ten film nie jest może tak bardzo zły, by umieścić go w piątce najgorszych premier 2008r., jednak zmarnowanie takiego potencjału aktorskiego, jaki tkwi w spotkaniu Roberta De Niro z Alem Pacino zasługuje na naganę. To powinno być wydarzenie, zjawisko, pojedynek godny mistrzów. Wyszło nic specjalnego, mogli to zagrać amatorzy i film niewiele by się różnił. Nie jest to bynajmniej wina aktorów, choć można ich winić za to, że zgodzili się wziąć udział w tak słabej produkcji. Ale trzeba przyznać że dobrze ich widzieć razem, nawet w takim bagnie.


Desjudi
Polskie kino popularne
"Jeszcze raz", "Nie kłam, kochanie", "Rozmowy nocą",
"Lejdis", "To nie tak jak myślisz, kotku".
Tani towar zapakowany w błyszczący papierek. Kino pretensjonalnie mizdrzące się do widza-telewidza, powielające samo siebie po raz kolejny (nie mówiąc już o oklepanych schematach gatunkowych znanych od dziesiątek lat). Unikające twórczej ambicji i usprawiedliwiane zgrabnymi i naiwnymi bon motami pomysłodawców, bo "przecież widzowie to kochają". Kochają, oglądają, cieszą się. Też oglądam. I za każdym raz cierpię katusze z własnej niczym nie przymuszanej woli obserwując tę indolencję reżyserską, scenariuszową, aktorską. Mój własny egzystencjalny koszmar, powtarzający się co roku.


Dirk
1. Jumper
W tym filmie leży absolutnie wszystko. Aktorzy grają bez żadnego polotu. Scenariusz jest pełen dziur i niewykorzystanych wątków - dlaczego istnieje organizacja zabijająca skoczków? Sceny walk to w ogóle jakieś nieporozumienie. Nie ma ani jednej rzeczy, która pozwoliłaby dostrzec coś w tych tonach mułu wylewających się z ekranu. Na domiar złego "Jumper" zarobił całkiem sporo pieniędzy i zapewne producenci zechcą torturować nas kontynuacjami.
2. Hancock
Zapowiadał się nietypowy film o superbohaterze. I rzeczywiście był nietypowy. Gdzieś tak przez pierwsze pół godziny dało się całość oglądać bez bólu, ale im dalej tym gorzej. Reżyser poprowadził wątki zupełnie nieciekawie, a główny czarny charakter to już kuriozum przekraczające wszelkie granice. Na dobicie widza zaserwowano jeszcze jakąś bajeczkę o tym, że bliskość dwóch obdarzonych osób powoduje zanik nadludzkich mocy... Nawet kilka niezłych dowcipów nie ratuje całości. Niewypał.
3. Fool's Gold
3. Nie wszystko złoto co się świeci - to mógł być lekki, niezobowiązujący film przygodowy. Niestety, z ekranu wieje nudą, a aktorzy nie próbują udawać, że czytali scenariusz. Nawet Donald Sutherland nie dał rady uratować obrazu. Matthew McConaughey powinien zagrać dla odmiany w roli, która wymaga czegoś więcej niż biegania bez koszulki. Talentu mu wszak nie brakuje.
4. Lejdis
Po świetnym i śmiesznym "Testosteronie" spodziewałem się czegoś w podobnym tonie. Niestety, dostałem obraz o kilkanaście klas gorszy. Przede wszystkim twórcy nie mogli się chyba zdecydować jaki film kręcą - momentami "Lejdis" jawi się widzowi jako komedia (dodam od razu, że kiepska), później ciężar gatunkowy przesuwa się w stronę dramatu obyczajowego, by po chwili znów zamienić się w produkt humorystyczny (wciąż jednak niskich lotów). Reasumując, żeńska wersja "komedii hormonalnej" stanowi jedno z największych rozczarowań minionego roku.
5. Quantum Of Solace
Po świetnym "Casino Royale", twórcy zabrnęli w ślepy zaułek. Przeżyłbym prosty scenariusz, brak gadżetów i prawie całkowite wyrugowanie elementów "bondowskich". W przypadku "007 Quantum of Solace" gwóźdź do trumny stanowią beznadziejnie zmontowane sceny akcji. Nienawidzę tego cholernego post-bournowskiego sposobu tworzenia dynamicznych scen. A jako, że te właśnie momenty stanowią jeden z filarów cyklu o przygodach 007, to bez mrugnięcia okiem umieszczam najnowszą odsłonę serii w bottom 5. Za tak ogromne rozczarowanie.


Fidel
1. Shutter
Bo oryginał zmuszał mnie do ucieczki z pokoju, a remake swą wypraną z emocji oprawą usypiał w fotelu. Wielka szkoda, zepsuć jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat.
2. Superhero Movie
Superhero Movie - wygrałby u mnie w kategorii 'zmarnowany potencjał'. Humor idiotyczny do tego stopnia, że 'Straszny Film' wydaje się przy nim rozprawą filozoficzną.
3. Why Did I Get Married?
Wiało nudą i tandetnym moralizatorstwem rodem z wiejskiej ambony. Nie obchodzi mnie grupa docelowa - jeśli film ma trafiać do określonej grupy odbiorców, to niech darują sobie dystrybucję na całym świecie.
4. Cloverfield
Wszyscy twierdzą, że maksymalnie wykorzystuje konwencję, w której poległ "Blair Witch", ja myślę inaczej. No i "REC" pozostawił oba daleko w tyle.
5. One Missed Call
Kolejna nieudana próba amerykanizacji azjatyckiego straszaka. Puszka Pandory wypełniona masą niedorzeczności.


Wojzu
1. High School Musical 3: Senior Year
Miałem spory dylemat, któremu filmowi przyznać najwyższe miejsce w moim zestawieniu. Padło na popularny i podobno kultowy w niektórych kręgach, wśród których nie chcę się obracać, musical, którego projekcję musiałem przerywać za każdym razem gdy boski Zac i nie mniej boska Vanessa, lub ktokolwiek inny, zaczynał śpiewać. Żenada, głupota - to słowa które najczęściej cisnęły mi się na usta podczas oglądania tego badziewia. To "film" zły w każdym calu, nie mający scenariusza, aktorów, choreografii, scenografii, a co za tym idzie najważniejszego - reżysera. Gdyby ktoś wpadł na równie szalony pomysł oglądania tego badziewia - nie róbcie tego!
2. Pora Mroku
Film równie zły, co poprzednik, jednak mający u mnie plusa za jedną rzecz - odwagę. Dawno już w Polsce horroru nie było, i choć "Pora Mroku" to najgorszy syf, napisany chyba przez chorego na wodogłowie 5-latka (z całym szacunkiem), to daje on nikłą szansę, na to iż kiedyś, w naszym rodzimym kraju, powstanie coś gatunkowego i wartego uwagi. Na razie otrzymaliśmy jedynie film instruktażowy, jak horroru kręcić się nie powinno.
3. Disaster Movie
Totalna klapa. Zaznaczę od razu, iż nie należę do ludzi od lat krytykujących wyczyny panów Friedbaga i Selztera, a "Date Movie", ich wspólny debiut, uważam za komedię udaną i śmieszną (czyżbym miał spaczone poczucie humoru?). Potem jednak było gorzej, a więc zupełnie odwrotnie, niż być miało i powinno, aż wreszcie wspólnymi siłami, obaj panowie stworzyli dzieło, znajdujące się na pierwszym miejscu w rankingu imdb BOTTOM 100 oraz na 3-cim miejscu w moim prywatnym zestawieniu za ten rok. Co będzie dalej? Aż strach się bać.
4. The Black Sheep
Bardzo nieudany pastisz i równie nieudany film. Zagadką dla mnie pozostaje fakt dystrybucji kinowej tego potworka na terenie Polski, w 2 lata po jego ogólnoświatowej premierze. Dziękuję polskiemu dystrybutorowi, SPI, za absolutnie nieśmieszny film, który z czystym sercem mogę umieścić na liście najgorszych 2008 roku w polskich kinach.
5. Scar
Horror klasy C, który nie miałby racji dystrybucji kinowej na terenie takiego kraju jak Polska, gdyby nie technika 3D w nim zastosowana. To wciąż jednak słaby, oklepany do bólu slasher, przewidywalny nawet dla niedoświadczonego widza, z masą słabych dialogów i miernym aktorstwem. A tego typu filmom mówię stanowcze "NIE".


Hitch
1. Indiana Jones And The Kingdom Of The Crystal Skull
Jak trafnie twórcy serialu "South Park" to określili - istny gwałt na Indym. Czwarta odsłona nie ma w sobie nic z magii poprzedników. Film zrobiony na siłę i zupełnie zbędny. Słabiutka dwójka w zestawieniu z tym koszmarem to wręcz kino wysokich lotów. Do dziś mi się śnią koszmary :)
2. National Treasure: Book Of Secrets
Oj, ostatnimi laty pan Cage przejawia zupełny brak umiejętności doboru właściwych scenariuszy. Sequel powiela schematy nieoglądalnego pierwowzoru i dokonuje rzeczy, zdawało się, niemożliwej - jest jeszcze gorszym obrazem. Głośno, głupio, naiwnie, słodko i męcząco, a czarę goryczy przelewa żenująca scena z honorowym, przewspaniałym panem prezydentem. Litości...
3. Never Back Down
Typowy, sztampowy, głupkowaty, lukrowany teen movie. Z MMA.
4. I Am Legend
Szkoda Willa Smitha, bo zagrał iście koncertowo, pokazując, że ma nie lada talent. Ale co z tego jak po ekranie skaczą i syczą komputerowe wampiry, a całość jest posępna i straszna niczym odcinek Misia Uszatka. Całkowicie zmarnowany potencjał.
5. The Mummy: Tomb Of The Dragon Emperor
Gdy Yeti przybiegły bohaterom na pomoc, wyłączyłem film. Mało jaki obraz, nie wiem jak zły by nie był, potrafi mnie odrzucić tak mocno. Chybiony niewypał (?). Szwankuje tutaj wszystko, aktorzy, scenariusz napisany na chusteczce higienicznej, klimat, no wszystko dosłownie jest tu złe. Także wstyd dla obsady, która przecież jest zgrają mniej lub bardziej utalentowanych aktorów, gdyż całkowicie przyćmiewa ich tutaj Jet Li (a wcale nie zagrał ponad swoje możliwości i nie pokazał na co go stać...). Bida z nędzą i tyle, szkoda, że z Mumią w tytule.


Ciuniek
1. Star Wars: The Clone Wars
Po tym filmie czułem się, jakbym dostał w twarz. Jeśli ktoś uważa "Mroczne Widmo" za film dla dzieci, to nie będzie nawet w stanie wyobrazić sobie, jak uniwersum "Star Wars" da się jeszcze bardziej "ucukierkowić" i "umłodzieżowić". W "Wojnach klonów" prawie wszystko jest nie tak - koślawa animacja, brzydkie tła, słabiutkie dialogi, marny voice acting i słabiutki scenariusz, jedynie "wirtualna kreska" może się podobać. Zakrawającym na tytuł bluźnierstwa roku jest fakt przearanżowania rozpoczynającego film utworu Johna Williamsa, co idealnie obrazuje czym ten film jest - pasożytem, który miał wyciągnąć jak najwięcej kasy ze znanej marki, nie oferując w zamian kompletnie nic, nawet pozorów rozrywki. Nie mam nawet ochoty napisać czegokolwiek więcej, poza tym stwierdzeniem: szczerze żałuję, że ten zwyczajnie niedokończony pilot serialu miał czelność pojawić się w kinach jako pełnoprawna część Sagi, żałuję...
2. Wanted
Paradoks - tylko to słowo przychodzi mi na myśl. "Wanted" zapowiadał się na film w moim stylu - w końcu na "Transformers" bawiłem się jak dziecko,
a "Shoot 'Em Up" oglądałem z niekłamaną przyjemnością. Jednak w najnowszym dziele twórcy "Straży Nocnej" coś mi nie zagrało. Dialogi? Aktorstwo? A może po prostu podchodzenie do najróżniejszych "wybryków" scenarzysty z powagą godną procesji na Boże Ciało? No bo kiedy widzę szczura z zegarkiem elektronicznym na grzbiecie (no wiadomo - bomba), który na dodatek leci w powietrzu w slo-mo, albo magiczną szmatę przepowiadającą przyszłość i dowiaduję się, że to wcale nie miało być śmieszne, to jak mam zareagować? Płacz i zgrzytanie zębów...
3. The Happening
W tym wypadku dokładnie wiem, co nie zagrało. Pan Shyamalan koniecznie chciał nakręcić film utrzymany w duchu B-klasowych horrorów z lat 50. i 60. - misja wykonana w 100%. Marne aktorstwo? Jest. Kuriozalne dialogi? Są. Zabójcze "coś"? Jest. Wiem, że (najprawdopodobniej) "tak miało być", ale nie zmienia to faktu, że na słabe filmy powstałe przed pięćdziesięciu laty patrzy się inaczej, niż na słabe filmy, które dopiero co weszły na ekrany, nawet jeśli mają kilka wartych uwagi scen. Według mnie lepiej zostawić "Zdarzenie" w spokoju i wrócić do "Dnia Tryfidów" - tam rośliny przynajmniej ganiają za swoimi ofiarami.
4. The Mummy: Tomb Of The Dragon Emperor
Najprostszy przepis na sequel - wrzućmy więcej akcji, wybuchów, efektów specjalnych, scenerii, wybuchów i akcji, nie zmieniając treści. I wtedy ktoś mówi: "Hej, może trzecią część uda się zrobić w ten sam sposób?". Nie udało się. W trzeciej "Mumii" jest więcej wszystkiego (mumii też), przy zmniejszonej ilości treści. Efekt - męczące widowisko, w którym co prawda parę rzeczy cieszy oko, ale nie rekompensują one w żaden sposób całej reszty. Przestrogą niech będzie analogia niektórych scen, z pamiętnym fragmentem "Monty Pythona i Świętego Graala", w którym to bezimienna grupa rycerzy Króla Artura pojawiała się znikąd i bez najmniejszego wyjaśnienia tylko po to, by za chwilę zostać zmasakrowana przez krwiożerczą Bestię.
5. The X Files. I Want to Believe
Nie mogę powiedzieć, żebym kiedykolwiek był "geekiem" na punkcie serialu - nie uczyłem się wszystkich szczegółów na pamięć, nie czekałem z zapartym tchem na kolejny odcinek i zawsze wolałem epizody niezwiązane
z główną osią fabuły (co nie znaczy, że nie podobały mi się odcinki "mitologiczne"). Drugie kinowe "Archiwum" byłoby filmem w moich oczach dobrym, gdyby zamiast na szpitalu skupiło się na rozwiązywaniu zagadki, która swoją droga okazała się mieć zwyczajnie kretyńskie (inne słowo nie przychodzi mi na myśl) rozwiązanie. Szkoda, że musiałem pożegnać się
z Mulderem i Scully w taki a nie inny sposób.


Pati
1. Disaster Movie
Ścierwo jakich mało. Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać przed użyciem tego określenia. Nie było w tym filmie ani jednej dobrej, zabawnej sceny.
2. Pora Mroku
Jak zwykle porażka polskich twórców. Nie dość, że nie potrafią nakręcić przyzwoitej komedii romantycznej, to wzięli się za kino grozy. O ZGROZO!!
3. Quantum Of Solace
Usnęłam w kinie... jak cała moja rodzina.
4. Indiana Jones And The Kingdom Of The Crystal Skull
Nie dorasta do pięt całej trylogii. Mimo szacunku dla poprzednich części i dla samego reżysera - wyjątkowo nieudany, nudny film!
5. To Nie Tak Jak Myślisz Kotku
Zawsze starałam się bronić polskiego kina, ale niestety w tym filmie nie znalazłam prawie nic dobrego. Cienkie dialogi i ciągnąca się jak flaki z olejem fabuła. Jedynie Jacek Borusiński spisał się jak należy.


Azgaroth
1. Scar
Jeżeli w filmie, którego jedyną atrakcją są efekty specjalne te efekty nie robią wrażenie, nie pozostaje nic więcej do oglądania. Beznadziejne aktorstwo, idiotyczna fabuła i wręcz obrzydliwe sceny tortur składają się na jeden z najgorszych filmów jakie widziałem w życiu.
2. 10,000 BC
Emmerich po raz kolejny pokazuje jakim jest beznadziejnym reżyserem. Kopia Gwiezdnych Wrót i Apocalypto jest filmem głupim, nudnym, a fabuła bardziej przypomina grę komputerową i przechodzenie kolejnych poziomów niż normalną, ciekawą historię.
3. Pora Mroku
Polska kopia Hostela i Piły, komentarz zbędny.
4. Jumper
Film w którym scenarzyści nie wysilili się wytłumaczyć motywów bohaterów, ich celów, czegokolwiek. Wszystko opiera się na zasadzie "bo tak". Do tego Samuel L. Jackson powinien pomyśleć o aktorskiej emeryturze, bo z roku na rok gra coraz gorzej w coraz gorszych filmach.
5. Star Wars: The Clone Wars
Tak złej grafiki i animacji już dawno nie widziałem. Twórcy chyba przespali ostatnie dziesięć lat i nie zauważyli, że technika poszła naprzód. Film infantylny i niepotrzebny, będący jedynie bezczelną próbą wyciągnięcia pieniędzy od fanów Gwiezdnych Wojen.


Krove
1. Pora Mroku
Nie należy się chyba zbytnio rozwodzić nad TYM. Gniot, porażka, katastrofa, farsa, wszystkie nacechowane negatywnie wyrażenia pasują do Pory Mroku i w celu jej określania zostały stworzone. Katastrofa w polskim kinie. Nie potrafimy zrobić horroru, który dorównywałby najbardziej przeciętnym produkcjom zza granicy. Przy filmie Kuczeriszki nawet Hostel to ciekawy i przewrotny obraz. Wielkie brawa. Chłam roku.
2. Awake
Co za dużo to niezdrowo. To jeden z tych filmów, które silą się na coś czym nie są. A czym to filmidło Joby Harold być chciało? Chciało zawrzeć w sobie nośny, szokujący temat świadomej narkozy, wpleść go w fabułę, zszokować widza, a przy okazji wykonać kilka (jeden to już przeżytek) zwrotów akcji, które miały sprawić, że widz wykrzyknie ,,Olaboga, to lepsze niż Szósty zmysł''. A czym się okazało? Okazało się filmem z totalnie idiotyczną fabułą, gdzie problem świadomej narkozy schodzi na dalszy plan wobec owych twistów akcji, które zamiast szokować wywołują zażenowanie, gdyż są kompletnie nielogiczne i nieprawdopodobne. Okazało się filmem, w którym bohaterowie nie posiadają żadnej, podkreślam ŻADNEJ, wiarygodności psychologicznej. Okazało się filmem, w którym leży dosłownie wszystko, w którym twórcy zapędzili się w uliczkę, którą uważali za udaną, a która wcale taka nie była. I wreszcie finał. Obraz ten zawiera jedną z najgorszych ekranowych par w historii kina. Hayden Christensem i Jessica Alba. Czy trzeba dodawać coś więcej? Nie. Komentarz zbędny podobnie jak sam seans.
3. The Strangers
Kolejna produkcja zza oceanu, w której poziom trzyma około 10% całości. Jest tu co prawda niezły pomysł na straszenie, momentami nawet poczułem się nieswojo, a kilka scen to naprawdę mocne kawałki. Jednak to co dzieje się w szczególności w drugiej części filmu, to istna kpina. Gdybym miał jak najkrócej odpowiedzieć, o czym był ten film, odpowiedziałbym, że, był to film o bieganiu. Bo to właśnie dzieje się na ekranie. Brak tutaj jakiegokolwiek pomysłu w prowadzeniu fabuły, aktorów (sami chyba nie wiedzą po co i dokąd biegną), a scenariusz to jeden wielki zmarnowany pomysł. Liv Tyler biega sobie beztrosko od pokoju do pokoju, od pokoju do szopy, od szopy do drzwi, od drzwi do okna, do samochodu itd. Nic z tego nie wynika, nikt już nie wie do czego to wszystko zmierza, a puenta doprawdy trzyma poziom reszty. Fuj!
4. Serce Na Dłoni
Naprawdę niespecjalnie mi przeszkadzało to, że Krzysztof Zanussi zamierza nakręcić ot taką sobie komedię. Niespecjalnie przeszkadzało mi to, że reżyser tej klasy był przez wszystkich krytykowany i strącany z piedestału za taki krok. Niespecjalnie przeszkadzało mi to, że obsadził w swoim filmie Dodę. W pewnym momencie miałem nawet nadzieję, że obejrzę coś nieco bardziej przewrotnego od przeciętnej, polskiej komedii. Coś zaczęło mi przeszkadzać dopiero, kiedy okazało się, że Zanussi nakręcił ten film zaopatrując go w podstawową, największa wadę przy tego typu filmach. Ta komedia nie jest śmieszna.
5. Saw 4
Musiałem umieścić tu którąś z "Pił". Po zastanowieniu wybieram część IV. Dlaczego? Bo wprowadziła w całą serię tyle chaosu, tyle bałaganu, tyle niepotrzebnych wątków, że nawet "zaskakująca" na siłę końcówka, która w poprzednich częściach zawsze działała, nie wywołała we mnie żadnych emocji, gdyż po prostu nie byłem w stanie pojąć tego, co działo się na ekranie. Po seansie czułem się całkowicie zagubiony i kompletnie nie wiedziałem o co chodzi. Niesamowite akcje, jakie główny bohater wykonuje zza grobu przyprawiały mnie o naprawdę mocne zawroty głowy. Kolejna spektakularna porażka Jigsawa.


Burial
1. Pora Mroku
Film z kategorii WTF? Recenzuję go jednym słowem - Dlaczego? Dlaczego powstają takie potworki? Czy polscy scenarzyści są niedorozwinięci?
2. Wanted
Żałosny moim skromnym zdaniem, tak bezsensownej dawki efektów specjalnych dawno nie widziałem...
3. Meet The Spartans
Dziwi mnie to, że jeszcze kogokolwiek takie coś śmieszy..
4. Righteous Kill
Żal patrzeć na "artystyczną" śmierć wielkich aktorów. Niestety.
5. Bangkok Dangerous
Nicolas Cage powoli dotyka dna. Tylko co się stanie, gdy to dno się urwie?


Mefisto
1. Disaster Movie
Bo to kupa, nie film. Zresztą już tytuł mówi wszystko.
2. Saw 5
Bo to kupa, nie film, sequel zupełnie niepotrzebny i trend, który w końcu należy unicestwić.
3. Indiana Jones And The Kingdom Of The Crystal Skull
Bo to kupa, nie film, sequel zupełnie niepotrzebny i furtka do dalszych, kupopodobnych wyrobów.
4. Superhero Movie
Bo to kupa, nie film - nawet jeśli mniejsza niż "Totalny kataklizm", to i tak niewarta uwagi.
5. Star Wars: The Clone Wars
Bo to kupa, nie film, sequel zupełnie niepotrzebny i kolejny twór 'made by Lucas', przynoszący jedynie wstyd jego oryginalnym pomysłom, którymi zachwycał się ongiś cały świat.


Military
1. Sweeney Todd: The Demon Barber Of Fleet Street
Nudny, mdły i rozciągnięty do granic przyzwoitości filmik, którego siłą napędową mają być piosenki wykonywane przez aktorów, którzy nie potrafią śpiewać. Dziękuję, postoję.
2. Juno
Powodów do wytypowania tego filmu miałbym z milion, ale ze względu na ograniczone miejsce, skupię się na przesłaniu. A brzmi ono: "piętnastolatki mogą spokojnie kopulować bez zabezpieczenia, najwyżej odda się dziecko
i wszystko będzie tak jak przedtem". Nie byłoby ono możliwe do przedstawienia, gdyby nie znieczuleni na rzeczywistość bohaterowie, którzy robią wszystko na pokaz, aby zaprezentować, jacy są "krejzi". O tak, Juno jest najbardziej pozerskim i nieszczerym filmem, jaki zdarzyło mi się oglądać. Za to niech zgnije w piekle.
3. The Happening
Temu filmowi blisko do statusu "tak zły, że aż przyjemnie się ogląda" - sprawia to głównie kiczowata (ale w zabawny sposób) pierwsza połowa.
W drugiej, niestety, robi się nudno, a kiedy jest nieudolnie, a na dodatek bez akcji, to wszelka przyjemność z oglądania znika.
4. I Am Legend
Potencjał, który mógł rozwalić Hollywood na kawałki. Wykonanie, które mnie rozwaliło ze śmiechu. To już taniej jest wykonać zombiaka w CGI, niż nałożyć trochę makijażu na aktora?
5. Ile Waży Koń Trojański?
Film bez konfliktu, bez rozwoju postaci, bez ciekawych zwrotów akcji, bez akcji w ogóle, bez zapadających w pamięć scen, bez dobrych ról, bez zabawnych tekstów, bez dramatu, bez komedii, bez sensu.


Jarosław Marcin Chudzik
1. Star Wars: The Clone Wars
Za zrobienie z filmu-legendy, maszynki do zarabiania kasy. Bezguście ze strony pana Lucasa.
2. Jumper
Za skopanie dobrego filmowego pomysłu na "skakanie" w przestrzeni.
3. The Incredible Hulk
Za brak pomysłów na udaną kontynuację. Przy drugiej części, pierwsza jest arcydziełem.
4. Hellboy 2: The Golden Army
Za skierowanie filmu na nastoletni target. Za polanie sosem melodramatycznym i paskudnie nieudane facjaty z targu Trolli (czy innych paskud).
5. Sweeney Todd: The Demon Barber Of Fleet Street
Po "Planecie Małp" kolejna wtopa pana Burtona. Depp nie umie śpiewać
i porządnie podrzynać gardeł...



POWRÓT DO WYNIKÓW
PLEBISCYTY KMF

e-mailOpinie Klubowiczów zebrał: ShandoR
Klub Miłośników Filmu, 25 stycznia 2009