|  |
|
 |
|
Rok 2009 obfitował w masę porażająco złych filmów, spektakularnych porażek i całe mnóstwo rozczarowań. To, że wśród nominowanych nie pojawiają się koszmary w stylu "Prawdziwej historii Kota w butach" czy "Obsesji" nie oznacza wcale, że są to filmy lepsze od tych przez nas nagrodzonych. Po prostu w.w. filmy były przez klubowiczów KMF omijane szerokim łukiem, bo już od dnia premiery wiadomo było, że nie warto tracić pieniędzy na bilet do kina. Wyniki naszych Hezekarów (tak tegoroczne jak
i te z zeszłych lat) skażone są przez to pewną dozą błędu. Bądźmy szczerzy - nikt z nas z premedytacją nie ogląda gniotów, co powoduje, że Hezekarami nagradzamy filmy najpopularniejsze, najbardziej rozreklamowane, blockbustery i te, które w chwili premiery rokowały nadzieje na dobre kino, dzięki czemu zostały obejrzane przez większość klubową. I jeszcze jedno!
W tym roku do Hezekarów trafia nowa kategoria: "Najgorsze polskie tłumaczenie tytułu". Zapraszamy również do zapoznania się
z BOTTOM 5 KLUBOWICZÓW - link poniżej!
|
|  |
| Hezekar specjalny
| |
 | |
Polscy dystrybutorzy kinowi
W tym roku Hezekar specjalny ląduje prosto w ręce naszych wspaniałych, rodzimych dystrybutorów kinowych - za nie wprowadzenie na polskie ekrany takich perełek jak "Moon" czy "Hurt Locker", przy jednoczesnym raczeniu widzów takimi koszmarami jak "Prawdziwa historia Kota w butach", "Garfield Koty górą" czy "Obsesja"! Hezekar specjalny dla dystrybutorów kinowych jest także za wpuszczanie do kin źle zmontowanych / pociętych wersji filmów "Trzy królestwa" i "Templariusze. Miłość i krew" oraz za wiecznie spóźnione premiery nierzadko głośnych, oczekiwanych i kasowych tytułów. Przykłady: "Wrota do piekieł" - premiera spóźniona o 7 miesięcy, "Bękarty wojny" -
3 miesiące, "Dystrykt 9" - niecałe 2 miesiące i perełka - "Templariusze. Miłość i krew" spóźnione tylko ok. 2 lat.
|
| Najgorszy film
| |
 | |
Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Stężenie głupoty i infantylności w tym filmie osiągnęło poziom, który trudno będzie przekroczyć kolejnej części. Jest to sztandarowy wręcz przykład czegoś, co zwykło się określać amerykańskim chłamem - produkcja przepełniona żenującymi scenami, niskim aktorstwem, absolutnym brakiem logiki i tandetnymi żartami przeplatanymi z nadętymi bredniami mającymi stwarzać pozory powagi. Na ekranie dzieje się co prawda dużo, szybko
i efektownie, niestety widza to wszystko nuży i mało obchodzi, gdyż poziom kretynizmu jest na tyle duży, że nawet przymknięcie oczu i wyłączenie procesów myślowych nie pozwala dobrze się bawić. [Bocian]
|
|  | |
2. The Spirit (Spirit: Duch Miasta)
Film zapowiadał się na utrzymany w klimacie Sin City mroczny kryminał
z twardymi facetami i wciągającą intrygą. Czyli po prostu na jedną z lepszych ekranizacji komiksu. Niestety, Frank Miller zbyt uwierzył w swoje umiejętności reżyserskie, w efekcie czego powstała beznadziejna i bezsensowna papka
z niezamierzenie śmiesznymi postaciami, idiotyczną fabuła, żenującymi dialogami i tandetną próbą osiągnięcia sukcesu, upodabniając (i to niezbyt dokładnie) warstwę wizualną do filmu Rodrigueza. Miller uczestniczył w obu projektach, musiał więc widzieć różnicę klas między dziełem, a pustą wydmuszką. Pozostaje tylko życzyć twórcy, aby wyciągnął wnioski
z popełnionego błędu i nie stawał więcej za kamerą. Drugie życzenie odnośnie tego "cuda" niestety się nie spełni - wszystkie kopie "The Spirit" raczej nie znikną, a wszelka wzmianka o nim nie zostanie wymazana z kart historii kinematografii. [Dirk]
|
|  | |
3. Dragonball Evolution (Dragonball: Ewolucja)
Jak na przykładzie można łatwo zobrazować merytoryczno-realizacyjne partactwo Holywood przy ekranizowaniu zagranicznego dorobku rozrywkowego? Ano, bardzo prosto, wystarczy spojrzeć na amerykańskiego "Dragon Balla". Najpierw trzeba wziąć reżysera-idiotę, który ślini się na widok błyskających światełek, potem bandzie niepiśmiennych idiotów zlecamy pracę nad scenariuszem. Najważniejsze jest by NIE widzieli pierwowzoru,
co by nic z niego się w finalnym produkcie nie znalazło. Jeśli oryginał opowiada o mistrzach sztuk walki, bardzo istotnym jest zatrudnienie aktorów, którzy nie mają o nich zielonego pojęcia, a po obowiązkowym "super treningu dla gwiazd kina akcji", dalej są największymi leszczami w tej materii. Na koniec całość kręcimy w opuszczonej fabryce przed green screenem. Japoński "Dragon Ball" był prostą i bardzo zabawną historią przygodową o pokonywaniu swoich słabości, samodoskonaleniu, potędze tkwiącej w sztukach walki, przyjaźni oraz paru innych rzeczach. Całość była dość brutalna, a bardzo często też bezsensowna, jednak oglądało się to nad wyraz przyjemnie, z zaciekawieniem śledząc podróże bohaterów po ogromnym, intrygującym i oryginalnym świecie. Amerykański "Dragon Ball" to nieoglądalne filmidło żerujące na popularności pierwowzoru, nie mające
w sobie nic z jego fantazji i polotu. Złe jest tu wszystko, od doboru aktorów
i ich kunsztu, przez efekty specjalne, scenariusz (scenariusz? Jaki scenariusz?!), choreografię scen walki oraz każdy inny możliwy aspekt produkcjny filmu. Książkowy przykład obrazu kompletnie niepotrzebnego, wymuszonego i łączącego się z pierwowzorem tylko tytułem. Z całego serca, pełnego nienawiści dla "Ewolucji" - NIE POLECAM! I czy ktoś mi powie,
co w tym zakalcu robi Chow Yun Fat? [Hitch]
|
|  | |
4. 2012
Cóż z tego, że jest to film mega-widowiskowy, skoro całkowicie wyprany
z emocji? Bo ileż można oglądac grupkę bohaterów, którym non-stop udaje się wyjść cało z jakiejkolwiek opresji? Poza tym wszystko to już było,
w mniejszej bądź większej skali. Efekty specjalne z początku robią kolosalne wrażenie, jednak z czasem widza dopada "znieczulica", bo ciągle coś wybucha, ciągle coś się wali... Tak naprawdę "2012" warto obejrzeć tylko
i wyłącznie dla rozmachu i widowiskowości - ale tylko w pierwszej połowie filmu. Panie Emmerich - robisz Pan niesamowicie efektowne kino, ale daj Pan już spokój, bo patrząc na postęp filmografii reżyserskiej to niedługo będziemy oglądać destrukcję Wszechświata... [Alieen]
|
|  | |
5. The Final Destination (Oszukać przeznaczenie 4)
Przyznam, że nigdy nie lubiłem w kinie powielania sprawdzonych pomysłów. Czasem jednak umiejętne ich wykorzystanie, potrafi być sztuką. Jak to się ma do serii filmów, w których każda kolejna część opowiada dokładnie o tym samym, zacierając różnice między poszczególnymi odsłonami do minimum? Twórcy po raz kolejny poszli na łatwiznę, serwując nam odgrzewanego kotleta, który może smakować nastoletnim fanom serii, ale dla całej reszty będzie wyjątkowo ciężkostrawny. Jedyną rzeczą, która zdaje sie odróżniać "Oszukać Przeznaczenie 4" od reszty cyklu, zdaje sie być technika 3D,
w której została nakręcona. Jak można się jednak domyślić, zaletą dla filmu jest ona żadną, bo efekty 3D bardziej nas tutaj meczą, niż sprawiają jakąkolwiek radość. Nie dajcie się oszukać własnemu przeznaczeniu, gdyż wszystko wskazuje na to, że scenarzysta nie napisał scenariusza do tego filmu, reżysera w ogóle nie było na planie podczas kręcenia zdjęć, aktorzy
w nim nie zagrali, a ty z pewnością nie chcesz go zobaczyć. [Piwon]
|
| Najgorszy film polski
| |
 | |
Kochaj i tańcz
Taniec, który miał być największą atrakcją i kręgosłupem filmu, został położony na całej linii. Nie ma żadnej dobrej sceny tańca. Nie ma nawet jej namiastki! O całkowitą pomstę do nieba woła fakt, że wielki taniec finałowy na wielkim turnieju o zasięgu europejskim to zlepek scen pięciu tańczących par, montowanych szybciutko na przemian. Gdzieś tam wśród tego bajzlu widać też migawki z Damięckim. Leży też w "Kochaj i tańcz" psychologia postaci, relacje między nimi i realizm wydarzeń: małomówna postać grana przez Annę Bosak jest niedookreślona i charakterologicznie płaska jak jej biust - podobnież jej relacje z Damięckim. Z kolei całkowicie oderwana od rzeczywistości scena, w której współlokatorzy Wojtka oraz sam Wojtek
i Hania zaczynają, ni gruszki ni z pietruszki, grać na przedmiotach użytku codziennego sprawia, że mamy wrażenie obserwowania imprezy, na której tylko uczestnicy dobrze się bawią. Mam wymieniać dalej? [Dux]
|
|  | |
2. Zamiana
Nie dziwota, że polscy widzowie są uprzedzeni do rodzimych komedii. Nie dość, że nie są rozpieszczani dobrymi przedstawicielami tego gatunku, to jeszcze raz na jakiś czas muszą oglądać koszmarki w stylu "Zamiany". Miało być szyderczo - jest błazeńsko. Miało być obrazoburczo - jest boleśnie płytko. Miało być odważnie w kwestii polityki - jest poziom, którego nawet nasi politycy by się powstydzili. Miało być kino rozrywkowe - jest film wypełniony stekiem banałów polanym sosem z obrzydliwości. Poszczególne kadry i rozwiązania fabularne "Zamiany" rażą bezsensem, brakiem taktu
i sztucznością, po raz kolejny udowadniając, że w kalkowaniu amerykańskiego kina rozrywkowego też trzeba mieć chociaż odrobinę
finezji. Takim produkcjom mówimy po stokroć nie! [Beowulf]
|
|  | |
3. Złoty środek
Już plakat, na którym widniała Anna Przybylska z wąsami i brodą, odstraszał skutecznie od zapoznania się z tym filmem. Kto jednak zaryzykował
i zapoznał się z dziełem Olafa Lubaszenko, mógł na własne oczy zobaczyć jak z widzów robi się głupków. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której wciska się nam, że żaden z bohaterów nie widzi niczego podejrzanego w chudym, małym mężczyźnie o dziwnym głosie, z idiotyczną fryzurą, tandetnie doklejonymi wąsami i zarostem oraz charyzmą dwunastolatka? Nawet jakby scenariusz był ciekawy, gra aktorska lepsza, a humor wyższych lotów, to
i tak ta nieokreślonej płci raszpla w wykonaniu Przybylskiej zamordowałaby film. [Dux]
|
| 
 | |
4. Idealny facet dla mojej dziewczyny oraz Miłość na wybiegu
"Idealny facet dla mojej dziewczyny" - ten film jest tak fajny, że aż niefajny. Twórcy chcieli przebić swoje wcześniejsze dokonania pod względem przebojowości, co w efekcie doprowadziło do przepełnienia "Idealnego faceta" kreatywnością różnego sortu. Zabawa konwencjami? Proszę, jest tego pod dostatkiem! Plejada znanych twarzy? No ba, choćby w epizodach
z owcami! Wyśmiewanie wszystkiego i wszystkich? Dajcie spokój, śmieją się tam nawet z samych siebie! To w sumie bardziej zbiór skeczy, czasem miałkich i ogranych, czasem rzeczywiście świetnych, które oddzielnie miałyby szansę zabłysnąć na platformie YouTube. Jednakże jako samodzielny obraz, połączony w całość nieprzekonywującym wątkiem romantycznym
i sileniem się na soft-erotykę, zdecydowanie zawodzi. Co za dużo, to nie zdrowo, oj tak. [Beowulf]
"Miłość na wybiegu" - ani to komedia, ani romantyczna. Zapowiedzi obiecywały zabawę w guście duetu Konecki & Saramonowicz, a otrzymaliśmy bliżej niesprecyzowany zlepek klisz z kilkoma cameo znanych ze światka mody stylistów. Obsadzona w głównej roli Karolina Gorczyca ma ładną buzię, ale jej kreacja oscyluje w dolnej strefie stanów średnich polskiego aktorstwa serialowego. Historia nieciekawa, choć wyraźnie inspirowana Diabłem Ubierającym się u Prady, a do ewidentnie niedorysowanych postaci trudno mieć jakikolwiek stosunek poza obojętnością. Okraszone to wszystko przebojami; mocno przebrzmiałymi wprawdzie, ale za to z Zagranicy. Żałosne i pozbawione wyobraźni naśladownictwo gatunku made in USA. [Kelley]
|
|  | |
5. Generał. Zamach na Gibraltarze
Porywając się na poszukiwanie pozytywnych cech tej pseudo-historycznej inscenizacji ostatnich dni życia generała Sikorskiego, zabrnąłem w rejony napisów końcowych, które mnie rzeczywiście ucieszyły swoim ekranowym występem. Reszta pojawiających się z rzadka pozytywów została skutecznie przesłonięta przedszkolną stroną realizacyjną i mało giętkim scenariuszem, w ramach którego nawet praktykujący z reguły w telewizji aktorzy nie potrafili się odnaleźć. Najbardziej zastanawiające są jednak fabularne skoki czasowe, po których sam Marty McFly dostałby bólu głowy, a które tym bardziej rzutują na "Generała". Nic to, w końcu się poddałem, zmachany, zasapany, zrezygnowany, przyjmując ze łzami w oczach te nieszczęsne napisy końcowe. [Beowulf]
|
Najgorszy sequel,
prequel lub remake
| |
 | |
Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Stara zasada głosi, że w sequelu ma być wszystkiego więcej, szybciej, głośniej itd... Michael Bay wziął sobie tę zasadę za bardzo do serca, gdyż druga część sagi o robotach z kosmosu skupiła się przede wszystkim na potęgowaniu głupot i wad części pierwszej, zaś same efekty specjalne nie robią już wrażenia - być może ich nagromadzenie spowodowało zwykły przesyt, zabrakło świeżości i polotu części pierwszej. Wszystko tutaj jest nieco podupadłe, jak sugeruje podtytuł, tylko za co twórcy mszczą się na widzach? Pozostaje z niepokojem oczekiwać trzeciej części, choć nadzieję budzi fakt, że trudno będzie zrobić film gorszy niż opisywany sequel. [Bocian]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. X-Men Origins: Wolverine (X-Men Geneza: Wolverine)
3. Terminator Salvation (Terminator: Ocalenie)
4. The Final Destination (Oszukać przeznaczenie 4)
5. The Twilight Saga: New Moon (Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu)
|
Największe rozczarowanie
| |
 | |
The Curious Case of Benjamin Button
(Ciekawy przypadek Benjamina Buttona)
Scenariusz oparty na wspaniałym, oryginalnym pomyśle dostał się w ręce jednego z najlepszych współczesnych reżyserów, a przed kamerę zaproszono gwiazdorską obsadę. I co? I nic. Powstał film nudny, kompletnie niewykorzystujący drzemiącego w historii potencjału. Na dodatek "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" jest obrazem wtórnym wobec "Forresta Gumpa". Seans niesamowicie się dłuży - powolna, w zamyśle klimatyczna
i hipnotyzująca narracja, usypia, amonologi Benajmina z offu nie potrafią zainteresować widza. Znajdzie się wprawdzie kilka naprawdę świetnych scen, na uwagę zasługuje też rewelacyjna charakteryzacja i scenografia. Niestety cała reszta kuleje. Po obejrzeniu miałem wrażenie, że Fincher nakręcił film tylko i wyłącznie pod Oscary, zamiast pod widza. Szkoda, ponieważ mogła
z tego wyjść naprawdę pasjonująca historia, a tak mamy tylko niespełnione obietnice wielkiego kina. [Dirk]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Transformers: Revenge of the Fallen (Transformers: Zemsta upadłych)
3. Terminator Salvation (Terminator: Ocalenie)
3.
& X-Men Origins: Wolverine (X-Men Geneza: Wolverine)
4. The Spirit (Spirit: Duch Miasta)
5. Paranormal Activity
&
& Public Enemies (Wrogowie Publiczni)
|
| Najgorsza reżyseria
| |
 | |
Michael Bay - Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Nie zawsze jest tak, że reżyser jest odpowiedzialny za ostateczny kształt filmu - Hollywood rządzi się żelaznymi prawami i nie jest tajemnicą, że często wspaniała, nietypowa, ciekawa czy oryginalna wizja reżysera musi się ugiąć, a nawet upaść na rzecz tego, co wymuszają producenci. Ale Michaela Baya to raczej nie dotyczy - od lat robi kino bardzo charakterystyczne
i znakomicie się sprzedające, co powoduje, że nie ma problemu
z pozyskaniem funduszy na nowy film i nikt mu się za bardzo nie wtrąca do tego co robi, byle jak dotychczas robił swoje: kręcił młynkiem produkującym dolary. I Michael tak czyni, z maniakalnym błyskiem w oku kręci korbką coraz bardziej dynamicznie, wysuwając przy tym język. Szkoda, że poziom jego filmów spada coraz bardziej, mimo iż zawsze interesowało go kino czysto rozrywkowe. Z tym, że kiedyś było to kino rozrywkowe najwyższej próby, zaś obecnie sprawia wrażenie, jakby pozostawiło za sobą widzów, których wychowało, dostosowując się do poziomu oczekiwań nowego pokolenia, którego nie chce kształtować, ale które chce kupić chwytami znacznie tańszymi niż kiedyś. Za takie podejście od starszych widzów duży minus! [Bocian]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Frank Miller - The Spirit (Spirit: Duch Miasta)
3. James Wong - Dragonball Evolution (Dragonball: Ewolucja)
4. Roland Emmerich - 2012
5. McG - Terminator Salvation (Terminator: Ocalenie)
|
| Najgorszy scenariusz
| |
 | |
Ehren Kruger, Roberto Orci, Alex Kurtzman
Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Wyliczanie dziur, nieprawdopodobieństw i zwykłych idiotyzmów w tym filmie nie ma za bardzo sensu, ponieważ zajęłoby więcej czasu niż twórcy poświęcili na pisanie scenariusza. Cierpliwym polecam "perełki" w wykonaniu Optimusa Prime'a, natomiast niecierpliwym polecam lekturę dowolnego opisu fabuły filmu. Jakby nie czytać, zawsze brzmi idiotycznie. I tak samo prezentuje się na ekranie. [Bocian]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Roland Emmerich, Harald Kloser - 2012
3. Ben Ramsey - Dragonball Evolution (Dragonball: Ewolucja)
4. Olaf Lubaszenko, Jerzy Kolasa - Złoty środek
5. Dave Callaham - Horsemen (Horsemen: Jeźdźcy Apokalipsy)
|
| Najgorszy aktor
| |
 | |
Robert Pattinson - Twilight
(Zmierzch)
Fenomen Roberta Pattinsona i jego Edwarda jest trudny do zrozumienia. Oczywiście rozumiem potrzebę poszukiwania bohaterów romantycznych, do których można wzdychać i których można w cichości ducha uwielbiać. Nie rozumiem natomiast, czemu takim bohaterem został właśnie Robert Pattinson. A jednak wszędzie o nim piszą, wszędzie o nim głośno, wręcz boję się otworzyć konserwę, żeby znów na niego nie trafić. Melancholijny wampir świadomie ograniczający własną dietę, z założenia cierpiący, a na dodatek brylantowo połyskujący w słońcu, może być nawet atrakcyjny, kto wie. Ale jeżeli wciela się w niego osobnik, którego arsenał aktorskich środków wyrazu ogranicza się do kilku cierpiętniczych grymasów, który prezentuje się równie bezosobowo jak wymuskany model wycięty z katalogu - to już gorzej. Najgorsze, że Pattinson nawet nie jest w tej roli jednoznacznie kiepski. Stanowi uosobienie przeciętniactwa, jest mdły, płaski, bez wyrazu, bez charakteru, energii i seksu, słowem, taki z niego bohater romantyczny,
jak z koziej rzyci trąba. [Dejna]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. John Cena - 12 Rounds (12 Rund)
3. Mateusz Damięcki - Kochaj i tańcz
4. Justin Chatwin - Dragonball Evolution (Dragonball: Ewolucja)
4.
& Keanu Reeves - The Day the Earth Stood Still
4.
(Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia)
5. Samuel L. Jackson - The Spirit (Spirit: Duch Miasta)
|
| Najgorsza aktorka
| |
 | |
Megan Fox - Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Megan Fox jest doskonałym przykładem tego, że nie każdy może być aktorem... ale każdy może wystąpić w filmie. Chyba nikt nie ma wątpliwości, jakie walory Megan stoją za jej dotychczasową karierą. Nam, widzom, pozostaje mieć nadzieję, że dziewczyna przestanie się marnować
w tandetnych produkcjach wymagających od niej recytowania dialogów
i udawania uczuć, i w końcu zmieni rodzaj kina na taki, w którym przez męską część widowni zostanie w pełni doceniona, choć już niekoniecznie na dużym ekranie. Nieporozumieniem jest angażowanie Megan Fox do roli,
w której w centrum jest związek emocjonalny (nawet tak prymitywny jak
w Transformers) - w pani Fox nie da się zakochać, można jej jedynie pożądać, a ponieważ przy legendarnych filmowych symbolach seksu wypada jak Jenna Jameson przy Marlenie Dietrich, to raczej ta pierwsza powinna być jej koleżanką po fachu. [Bocian]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Kristen Stewart - Twilight (Zmierzch)
3. Natalya Rudakova - Transporter 3
4. Izabella Miko - Kochaj i tańcz
4.
& Miley Cyrus - Hannah Montana: The Movie (Hannah Montana. Film)
5. Megan Fox - Jeniffer's Body (Zabójcze ciało)
|
Najgorszy zespół aktorski
| |
 | |
Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
W zasadzie trudno sie dziwić aktorom, że wypadli tak słabo - ba! należy wręcz podziwiać, że udało im się zachować powagę podczas wygłaszania niektórych kwestii o Megatronach, Decepticonach, Starscreamach
i Cybertronach. Pomijając jednak same roboty, osią filmu jest związek Sama i Mikaeli, związek, którego nikt nie rozumie ani nie czuje, w który nikt kompletnie nie wierzy i jest to wina w dużej mierze samych aktorów, gdyż więcej chemii niż na ekranie znajdziemy w zwykłej zupce chińskiej z torebki. Dodatkowo mamy stado Marines, bardziej plastykowych niż oryginalne Transformersy oraz Johna Turturro, paradującego w stringach, który filmowi użyczył przede wszystkim ciała, bo talent w tym wypadku zostawił w domu pod łóżkiem, żeby się na planie nie marnował. [Bocian]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. The Spirit (Spirit: Duch Miasta)
3. Dragonball Evolution (Dragonball: Ewolucja)
4. Twilight (Zmierzch)
5. Kochaj i tańcz
5.
& The Twilight Saga: New Moon (Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu)
|
| Najgorsza scena
| |
 | |
Moszna Dewastatora
Transformers: Revenge of the Fallen
(Transformers: Zemsta upadłych)
Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Michael Bay widział wyniki Hezekarów za rok 2007, w których to przyznaliśmy nagrodę za najgorszą scenę filmowi "Transformers". Niesławny sikający Autobot u niejednego widza wywołał uśmiech politowania, a podobno w ekstremalnych przypadkach także silne bóle i zawroty głowy. Reżyser zapewne stwierdził, że zrobi widzom na złość i zgodnie z zasadą: "Czym sie strułeś, tym sie lecz" tworząc sequel napcha do niego jeszcze więcej idiotycznych i żenujących momentów. Muszę z przykrością stwierdzic, że udała mu się ta trudna sztuka. Druga część "Transformers" to parada przegiętych i durnych scen, począwszy od tych
z udziałem pierdzącego robota sklerotyka, poprzez harce wyciągniętych prosto ze świata Looney Tunes braci bliźniaków, na scenach z robotem erotomanem uprawiającym frotteuryzm z nogą Megan Fox kończąc. Żebyśmy jednak nie pomyśleli, że trylion dolarów poświęcony na produkcję oraz praca sztabu scenarzystów, poszły na marne, Bay, pod czujnym producenckim okiem wujka Spielberga, postanowił sprawić widzom jeszcze jedną niespodziankę. Mamy więc całkiem efektowną scenę niszczenia piramidy przez olbrzymiego Devastatora - świetny montaż, znakomite efekty i nagle co? Jajco, i to dosłownie, gdyż Bay chciał zaskoczyć widzów uderzeniem pieścią (tzn. kroczem) prosto w nos, oto bowiem siejący zniszczenie Decepticon posiada sporej wielkości zwisające jądra. Reżyser najwidoczniej uznał, że w poprzedniej części nie skupił się wystarczająco na budowie anatomicznej Transformerów i chciał to szybko nadrobić. Oczywiście nagrodzona przez nas scena zamiast zapewnić widzom rozrywkę na najwyższym poziomie i powodować salwy śmiechu, wzbudziła jedynie niesmak i uczucie zażenowania - słabe jaja panie Michale, bardzo słabe. [Bucho]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Obcinanie łechtaczki - Antichrist (Antychryst)
3. Finałowy taniec - Kochaj i tańcz
4. Mały robocik gwałcący nogę Megan Fox
4.
Transformers: Revenge of the Fallen (Transformers: Zemsta upadłych)
5. Finałowa walka na pustyni
5.
Transformers: Revenge of the Fallen (Transformers: Zemsta upadłych)
|
Najgorsze polskie tłumaczenie tytułu
| |
 | |
Amerykańskie ciacho
(Spread)
Bywały w tym roku gorsze pomysły na polskie tytuły, ale w zwycięskim przypadku jak na dłoni widać mechanizmy rozumowania, które należy stanowczo ukrócić. Idąc tokiem perfidnego kodu asocjacyjnego zaproponowanego przez dystrybutora, za ciacho należy przyjąć Ashtona Kutchera. A że aktor urodził się, wychował i wykreował swoje nazwisko
w Stanach Zjednoczonych, to pasowało dodać przymiotnik "amerykański", żeby nie było żadnych wątpliwości, że chodzi właśnie o niego. A przy okazji zbliżało się też polskie "Ciacho", więc zamiast tracić cenne tygodnie na wymyślanie innego tytułu, dodano jedno proste, acz wielce wymowne słówko. Może warto było też w jakiś sposób zaznaczyć, że Ashton K. jest mężem uroczej, półtorej dekady starszej, niegdyś ponętnej brunetki? To by dopiero ściągnęło widzów do kin! [Beowulf]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Ja cię kocham a ty z nim (Dan in Real Life)
3. Metro strachu (The Taking of Pelham 1 2 3)
4. Egzorcyzmy Dorothy Mills (Dorothy Mills)
5. Papryka, sex i rock'n'roll (Made in Hungaria)
|
| Najgorszy plakat
| |
 | |
Popiełuszko: Wolność jest w nas
Twór ten wybitny wieńczy pewną drogę, jaką w ciągu ostatniej dekady przeszła słynna niegdyś polska szkoła plakatu. Jest to przykład tak wyrazisty, że nie można już stwierdzić jak w zeszłych latach, że większość polskich posterów danego sezonu mogłaby równie dobrze zdobyć naszego Hezekara. To swego rodzaju ewenement. Plakat do "Popiełuszki" to najlepszy możliwy przykład tumiwisizmu, olewczego stosunku do widza
i braku wyobraźni polskich grafików. Nie dość, że całość rzeczywiście wygląda jak parodia bondowskiego postera przemieszana z bzdetną kryptoreklamą dyskontów odzieżowych, to autorowi(om?) nie chciało się nawet łaskawie poświęcić kilku godzin na ukrycie swojego lekceważącego podejścia do tematu. Ani poza głównego aktora, ani w zasadzie cała reszta plakatu nie koresponduje w jakikolwiek sposób z tematyką filmu. No bo w sumie po co? Przecież wystarczy legendarne nazwisko, a ludzie i tak przylecą do kin, choćby na plakacie główny aktor stał w kombinezonie płetwonurka i rosyjską pepeszą w rękach. [Beowulf]
POZOSTAŁE MIEJSCA:
2. Miłość na wybiegu
3. Idealny facet dla mojej dziewczyny
4. Nigdy nie mów nigdy
5. The Proposal (Narzeczony mimo woli)
|
|  |
|