Niespełna pięć kilometrów od mojego domu stoi, a właściwie egzystuje stary budynek cegielni. Kiedyś, jako dziecko na nową parę dżinsów dorabiał tam mój ojciec. Dziadek pracował tam już całkiem na poważnie, babcia zresztą też. Obok nich swoje codzienne zadania wykonywały setki innych, nieznanych mi ludzi. Pewnego dnia zakład został zamknięty. Wydarzenie to stało się niczym innym jak początkiem jego rozkładu. Dziś, gdy złomiarze rozkradli wszystko, co dało się sprzedać, dzieci dla zabawy powybijały osadzone w drewnianych framugach szyby, a czas zniszczył niegdyś potężne ceglane mury, po prężnie działającej firmie pozostał tylko swoisty upiór straszący wszystkich, którzy zostają z nim skonfrontowani. Wielu może wydawać się to całkowicie normalne, że niby "taka kolej rzeczy". Ci wszyscy nie widzą jednak twarzy swojego ojca, który przejeżdżając obok sterty gruzu nie dowierza w to, co widzi. Nie dowierza za każdym razem. Skoro ta - powiedzmy sobie szczerze - "niepozorna" cegielnia może wywoływać takie emocje - ewidentnie przygnębiać a nawet straszyć swoim wyglądem, to co dopiero powiedzieć o krajobrazach biednych dzielnic śląskich. Tam takich "upiorów" mamy całe watahy, a pośród nich żyją przecież normalni ludzie - dzieci, dorośli, no i hieny.
Na główne miejsce zdjęć Lewandowski wybrał chorzowskie pozostałości po jednym z największych zakładów metalurgicznych naszego kraju - "Hucie Kościuszko". W tej jakże silnie depresyjnej scenerii przyszło żyć Małemu - synowi miejscowego górnika. Obrazy umierającej huty napawają go niezrozumiałym strachem. Popada w coś na podobieństwo obłędu. Licząc każdy krok, z zamkniętymi oczami dzień w dzień przechodzi brudnymi i ciemnymi ścieżkami mijając miejscowe artefakty. Jeden z nich napawa go szczególnym obrzydzeniem. Wagon Bryndzy - miejsce gdzie lata temu żył człowiek na wskroś zły, miejsce gdzie ów człowiek bił swojego syna i nieopatrznie zabił swoją córkę, w końcu miejsce gdzie zapomniany przez wszystkich doczekał końca swoich dni. Ta miejska legenda wiedzie prym wśród wszystkich strasznych opowieści, które przyszło kiedykolwiek wysłuchać chłopcu. Dopiero rzekoma ucieczka hieny z pobliskiego ogrodu zoologicznego połączona z serią niewyjaśnionych morderstw spycha historię Bryndzy na drugi plan. W końcu zwierzę poluje na Martwym Polu - miejscu, przez które Mały przechodzi codziennie.
Teraz należy postawić jedno zasadnicze pytanie - dlaczego zdecydowano się promować "Hienę" jako horror?
Jest to dla mnie krok zupełnie niezrozumiały, co więcej, prowadzący do swoistej autodestrukcji. Jasnym wydaję się być fakt, że tak nietypowy dla naszej rodzimej kinematografii gatunek oceniany będzie dużo krytyczniej aniżeli dość popularny, a doskonale pasujący do filmowej konwencji dramat. Przyjmijmy więc od razu, iż "Hiena" dobrym horrorem nie jest, a właściwie nie jest nim wcale, bo ciężko byłoby jej być, mając w swoim arsenale jedynie jedną scenę typową dla filmu grozy.
Jest "Hiena" jednak czymś naprawdę ciekawym i godnym zauważenia. Przede wszystkim ze względu na jej ciężki, nastrojowy klimat. Pozostałości po niegdyś tętniącym życiem miejscu, które tak jak wspomniana przeze mnie cegielnia wywołują całe spektrum przykrych emocji, nadają filmowi iście surrealistyczną oprawę. Wszystko to umożliwiają stojące naprawdę na wysokim poziomie zdjęcia. Następnie, cała strona techniczna wybiega znacznie ponad prezentowany przez większość polskich produkcji poziom. Przywodzące na myśl kadry z "Miasta Grzechu", ujęcia z udziałem Bryndzy, czy też ta "typowo horrorowa" scena przypominająca do złudzenia te, oglądane w modnych ostatnimi laty azjatyckich straszakach, są niezaprzeczalnie wielkim krokiem do przodu dla polskiego kina komercyjnego. Twórcy udowadniają, że można, że nie trzeba non stop offowo, półśrodkami.
Pozostała kwestia ocenienia samej historii i tutaj zaczynają się dość strome schody. Jeśli Grzegorz Lewandowski myślał o horrorze, to czy wszystko to, w czym dopatrujemy się drugiego dna będzie jedynie prostym elementem mającym podsycić filmową atmosferę? Czy tytułowa "Hiena" to faktycznie bestia mordująca najsłabsze ogniwa społecznego łańcucha i czy rzeczywiście jest stworzeniem, które uciekło z ogrodu zoologicznego? Czy jest nią człowiek o zdeformowanej twarzy, czy ktoś, kto pozornie powinien wzbudzać nasze zaufanie? Ja widzę w "Hienie" coś więcej, wydaję mi się, że rozumiem jej skrzętnie ukryte przesłanie - "Bójmy się ludzi, dzikie bestie i upiory z szafy nie zrobią nam krzywdy".
Ten przygnębiający i momentami nadrealistyczny obraz gorąco polecam. Nie zważajcie na falę krytyki, która niczym tsunami uderzyła w niego na długo przed faktyczną premierą. Możecie mnie opluć, zmieszać z błotem, wyśmiać, nawet wychłostać, a i tak zdania nie zmienię i "Hieny" bronić nie przestanę.
 |
HIENA
Rok produkcji: 2006
Kraj: Polska
Czas trwania: 85 minut
Reżyseria: Grzegorz Lewandowski
Scenariusz: Grzegorz Lewandowski
Zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
Muzyka: Artur Kuczkowski
Obsada: Borys Szyc, Jakub Romanowski, Magdalena Kumorek, Krzysztof Dracz, Robert Wabich, Aleksander Wysocki, Wojciech Grzywa, Franciszek Gurgul, Jacek Lasok i inni
|
 |
 |
Autor recenzji: Filip Jalowski - FIDEL |
Klub Miłośników Filmu 02.11.2007 |
|