Strona główna KMF




Początek XX wieku. Modną formą rozrywki staje się nowy wynalazek człowieka - film. Moda ta, jako nieliczna z mód, w różnych natężeniach w zależności od sezonu, trwa nieprzerwanie po dziś dzień. Zmieniło się natomiast wiele w upodobaniach miłośników filmu. Coraz trudniej nas zaskoczyć. Prekursorom tej sztuki lepiej się pracowało na niezblazowanym jeszcze umyśle przeciętnego człowieka niż obecnym twórcom. Nie znaczy to jednak, że zapoczątkowali oni epokę kina serią filmów przyrodniczych. Widzów trzeba było przyciągnąc i zszokować czymś czego zwyczajne życie nie daje. Wśród wielu uczuć strach jest najsilniejszy i najbardziej naturalny, a jako środek adrenalinogenny, musi szczególnie dobrze się sprzedawać. Dlatego też wczesne dzieje kinematografii to rozkwit filmów grozy, a i dalsze losy filmu w nie obfitują . Poniższy tekst jest streszczeniem historii horroru i powstał pod wpływem chwilowego natchnienia (a dalej dzięki ciężkiej pracy i uporowi:) i jest w sporej części tłumaczeniem z pewnego angielskiego opracowania, które dwa lata temu znalazłam w sieci i niestety nie zapisałam czyjego jest autorstwa. Najnowsze dziesięciolecie kina natomiast to robota kolegi Graila, za co serdecznie dziękuję, co też czynię wobec Adiego (nieocenione wsparcie korektorsko-uzupełniające). Mam nadzieję, że to, co tu zostało zrobione komuś się kiedyś na coś przyda;)

Zauroczenie horrorami w Ameryce zaczęło się filmami Francuza Georgesa Meliesa. Krótkie, zręcznie spreparowane dzieła, pełne wiedźm, diabłów, czarowników, chochołów i szalonych doktorów, były i straszne i śmieszne, więc w 1900 widownia napływała na nie tłumnie. Ogromna popularność tych filmów sprawiła, że w krótkim czasie pojawiły się odważniejsze horrory innych twórców: w 1908 wszedł do kin niemy film, wyprodukowany w wytwórni Selig Polyscope Company "Dziwne przypadki Doktora Jekylla i mr Hyde'a" wg powieści Roberta Louisa Stevensona, a dwa lata później (1910) "Frankenstein" wg powieści Mary Woolstonecraft Shelley, wyprodukowany przez Thomasa Edisona. Nurt się przyjął i rozwijał, czołowy ówczesny twórca filmu, David Wark Griffith, podchwycił go tworząc siedmioszpulowy dreszczowiec "Avenging Conscience" (1914) - widmo szaleństwa i poczucia winy inspirowane dziełami Edgara Allana Poe. Rozpoczęła się fala strachu.

Gabinet Doktora Caligari (1919)- przykład dekoracji ze zdeformowaną perspektywą

Tymczasem w Europie, w przededniach I wojny światowej niemieckie kino ekspresjonistyczne wydawało właśnie na świat dwa białe kruki horroru. "Gabinet Doktora Caligari" (1919), napisany przez Hansa Horovitza i Carla Meyera a wyreżyserowany przez Roberta Wiene, został nakręcony przy pomocy zdeformowanych dekoracji Hermana Warma, Waltera Reimanna i Waltera Röhriga, czym miał wywoływać wrażenie halucynacji lunatyka kontrolowanego przez maniakalnego hipnotyzera. Sugestywne triki kamerowe operatora Fritza Arno Wagnera, obrazowały też nadprzyrodzone siły wampirów w "Nosferatu, eine Symphonie des Grauens" (1922) F.W.Murnaua, swobodnej adaptacji "Drakuli" Brama Stokera. Metropolis (1927) - uwięziona przez naukowca Maria, ma być pierwowzorem robotaElementy horroru pozostawiły też znamię na takich niemieckich bezdźwiękowcach jak fantastyczny "Golem" (1920) Paula Wegenera, thriller "Hands of Orlac" (1924) Wienego oraz należące do klasyki science-fiction "Metropolis" (1927) Fritza Langa. Dreszczowiec "Waxworks" (1924), w którym ożywały woskowe figury zabójców, naznaczył niemiecką karierę reżysera Paula Leni. Leni jednak wyjechał do Ameryki, gdzie popisał się wspaniałym klimatycznym i mrocznym thrillerem o nawiedzonym domu "The Cat and the Canary" (1927) oraz "The Man who laughs" (1928), adaptacją noweli Wiktora Hugo o kalekim klaunie. Najznamienitszym filmem lat dwudziestych stał się jednak najpewniej "Dr. Jekyll and mr Hyde" (1920) Johna S. Robertsona, szósta już wtedy ekranizacja powieści Stevensona, szczególnie pamiętna za sprawą grającego w niej aktora Johna Barrymore'a.

Drakula (1931) - węgierski akcent Bela Lugosi bardzo pasował do roli egzotycznego bohatera

Wśród dalszych ówczesnych dzieł gatunku warto wymienić okultystyczny thriller Rexa Ingrama "Magician" (1926), łączący w sobie elementy szokujące z lubieżnymi:). Nie sposób też pominąć wielkiego człowieka - Lona Chaney'a, odtwórcę ról szalonego doktora i jego asystenta człowieka-małpy w "Blind bargain" (1922) Wallace'a Worsleya, wampira o sztyletokształtnych kłach w "London after midnight" (1927) Toda Browninga oraz twórcę charakteryzacji dla niezapomnianych kreacji w "The Hunchback of Notre Dame" (1923) Wallace'a Worsleya (jednym z asystentów rezysera był nikomu wówczas nieznany William Wyler) i "The Phantom of the Opera" (1925) Ruperta Juliana. Lon Chaney zmarł niestety, zanim mógł zagrać w dźwiękowej wersji "Draculi" Browninga wytwórni Universal. Rola dostała się Węgrowi Beli Lugosiemu, który trwale naznaczył nią swoją karierę i pozostaje po dziś dzień w naszej świadomości jako wampir Stokera. W tym samym roku 1931, wytwórnia Universal wyprodukowała jeszcze drugi klasyk gatunku, dźwiękową wersję "Frankensteiena" wyreżyserowaną przez Jamesa Whale'a. Frankenstein (1931) - Jego obcięta głowa wynikała z założenia, że najprostszym sposobem umieszczenia w niej mózgu, będzie ścięcie czubkaDzięki niemu gwiazdą stał się Boris Karloff, który fenomenalnie oddał potężnego, przerażającego, siejącego postrach potwora, pozszywanego z części ciał umarłych. Browning w swoim kolejnym ważnym filmie "Freaks" (1932), przedstawił trupę karłowatych cyrkowców (tytułowych dziwolągów) biorących odwet na pięknej trapezistce, która bierze ślub z jednym z nich, aby zagarnąć sobie jego pieniądze i się go pozbyć. Zbyt dziwaczny dla ówczesnych widzów film, jest dziś uwielbiany za wysublimowaną mieszankę terroru i współczucia odczuwanych podczas seansu. Z kolei zasługi Whale'a dla horroru i humoru osiągnęły punkt kulminacyjny w "NArzeczonej Frankensteina" (1935), z Karolffem wnoszącym jeszcze więcej głębi i uczucia w kreację tytułowego potwora.

Freaks (1932) - Reżyser odwrócił pozorne zależności - to zdrowi ludzi są potworami

Reasumując - wczesne lata trzydzieste były najbogaciej obfitującym w horrory okresem, z "Dziwolągami", jako jednym z siedmiu klasyków samego roku 1932. Fredric March otrzymał Nagrodą Akademii za swoją role w "Dr Jekyllu...", wciąż najznakomitszej adaptacji utworu Stevensona, dzięki nowatorskiemu prowadzeniu kamery i dźwięku przez Roubena Mamouliana. Bela Lugosi kontynuował kreacje historycznych portretów zła, grając role szalonego naukowca dr Mirakle w "Murders on the Rue Morgue" (1932) Roberta Floreya i czarownika voodoo w "White Zombie" (1932) Victora Halperina. Boris Karloff i reżyser Karl Freund (niegdys operator przy "Metropolis"), wraz z charakteryzatorem Jackiem Pierce'm (wcześniej "Frankenstein" Whale'a), wprowadzili nową sztandarową postać horroru w "Mumii" (1932). Reżyser Michael Curtiz filmowi "The Mystery of the Wax Museum" (1933), z Lionelem Atwillem, grającym niezrównoważonego artystę zmieniającego ludzi w figury woskowe, nadał nieprzeciętnego rozmachu i błyskotliwości. Z kolei "Vampyr" (1931) Carla Dryera, koprodukcja francusko-niemiecka, wydaje się być niedościgniona w swej ponurej atmosferze przenikającego zła i w szokujących scenach opętania.

W roku 1933, pionier animacji poklatkowej, genialny Willis O'Brien, wspólnie z reżyserami Merianem C. Cooperem i Ernestem B. Schoedsackiem, stworzyli "King Konga", w którym, jak wiadomo, gigantyczna małpa szerzy amok w Nowym Jorku. Mad love (1935) i spektakularny Peter Lorre. Jego pierwszą wielką rolą była postać mordercy dzieci w M-morderca, pierwszym dźwiękowym filmie Fritza LangaReżyserzy planowali film o prawdziwej małpie, terroryzującej miasto, ale po obejrzeniu prac O'Briena, zmienili zdanie. W "Island of lost souls" (1933) Erle C. Kentona, obudził do życia fanatycznego doktora Moreaum wymyślonego przez H.G. Wellsa, zamieniającego zwierzęta w para-ludzi poprzez makabryczne eksperymenty medyczne.Grający w tym filmie Laughton wskrzesił też ponownie prawdziwie cierpiącego zdeformowanego dzwonnika Quasimodo w kolejnym "The Hunchback of Notre Dame" (1939) Williama Dieterle. "The black cat" (1934), wyreżyserowany przez Edgara G. Ulmera, obsadzał Karloffa w roli czciciela szatana Poelziga, dopadniętego przez nieobliczalnego dr Vitusa Verdegasta, granego przez Belę Lugosiego. W "Kruku" (1935) Lew Landersa, Lugosi jest opętanym twórczością Poe'a szaleńcem, który masakruje zbiegłego kryminalistę, granego przez Karloffa. Freund przypomina "Hands of Orlac" pod nowym tytułem "Mad Love" (1935), obsadzając Petera Lorre w jednej z jego życiowych ról - maniakalnego doktora Gogola. Z kolei "The Werewolf of London" (1935) Stuarta Walkera, wzbogacił ekranowe bestiarium o postać wilkołaka.

W późnych latach trzydziestych miłośnicy horroru zostali uraczeni trzecią częścią serii o Frankensteinie - "Son of Frankenstein" (1939) Rowlanda V. Lee. Karloff po raz ostatni objawił się jako rzeczony potwór, jednak film zdominowała przerażająca kreacja morderczego Igora. Studio Universal uderzyło też z "The Wolf Man" (1941) George'a Waggnera z Lonem Chaney'em jr, jako tragicznym Lawrencem Talbotem, który przeżywa atak wilkołaków sam stając się bestią. Universal wykorzystało potem tę swoją nową gwiazdę filmową i nowego bohatera w wielu filmach wczesnych lat czterdziestych, często z kombinacją Drakuli i Frankensteina. Chaney zagrał również w większości horrorów o mumiach tej ery.

The Curse of The Cat people (1944) - mała Amy ma problemy z odróżnianiem świata rzeczywistego od fantazji

W czasie tego trwającego nieprzerwanie boomu, niskobudżetowe wytwórnie takie jak Monogram i PRC zrobiły całe mnóstwo horrorów obsadzając w nich Belę Lugosiego ("The Devil Bat" (1941) Jeana Yarbrougha, "The Ape Man" (1943) Williama Beaudine'a), Johna Carradine'a ("Revenge of the Zombies" (1943) Istvana Szekely, "Bluebeard" (1944) Edgara G. Ulmera) oraz George'a Zucco ("Dead Men walk" (1943) Sama Newfielda, "Voodoo Man" (1944) Williama Beaudine'a). Producent Val Lewton podwyższył jakość i głębię gatunku, znajdując upodobanie w straszeniu ekipy podczas kręcenia horrorów, co wypromowało takich młodych reżyserów jak Jacques Tourneur ("Cat People", 1942, "I walked with a zombie", 1943), Robert Wise (wcześniej montażysta "Obywatela Kane'a", "The curse of the Cat People", 1944, "The Body Snatcher", 1945) i Mark Robson ("Isle of dead", 1945, "Bedlam", 1946). Ten lewtonowski sposób na film sprawdził się również w takich dokonaniach jak thriller o nawiedzonym domu "The uninvited", 1944) i utrwalił w późniejszych horrorach pod znakiem Tourneura ("Curse of the Demon", 1956) i Wise'a ("The Haunting", 1963). Rodem z brytyjskiej wytwórni Ealing, stylowa opowieść nowelowa "U progu tajemnicy" ("Dead of Night", 1945), choć bardziej surrealistyczna, nosiła także znamiona lewtonowego horroru psychologicznego i jest niezaprzeczalnie jednym z najstraszniejszych filmów dekady.

Ostatecznie Lewtona osławiły dwie perełki lat 50-tych. Filmy te zachowywały konwencję horroru, ale wyróżniał je liryczny charakter. Charles Laughton połączył radości i zmory dzieciństwa w "The Night of the Hunter" (1955), z główną rolą Roberta Mitchuma, kreującego psychopatycznego pastora, poślubiającego wdowę, mordującego ją dla pieniędzy i czyhającego na jej dzieci. W "Les Yeux Sans Visage" (1959) Georgesa Franju, niezrównoważony doktor porywa młode kobiety i usiłuje wszczepiać ich twarze w twarz swej szpetnej córki - motyw ten pochodzi oryginalnie z repertuaru Grand Guignol (paryski teatr strachu, powstały w 1897), a jednak udało się Franju bezbłędnie przenieść wyjątkowy klimat beznadziei i desperacji z desek teatru na ekran.

Plan 9 z kosmosu (1959) zyskał przydomek najgorszego filmu wszechczasów

We wczesnych latach 50-tych horror mniej popularny niż pół wieku wcześniej zagościł na stałe w kinach samochodowych. Kręcony przy minimalnych nakładach, podpierał się sobowtórami znanych aktorów. W tamtych latach wytwórnia 3D (jej żywot nie był zbyt długi) wyprodukowała trzy wybijające się ponad przeciętność horrory: "The Maze" (1953), reżyserowany przez Williama Camerona Menziesa, "House Of Wax" (1953), remake filmu "Mystery of The Wax Museum", w którym Vincent Price debiutował jako aktor filmów grozy, oraz "Potwór z Czrnej Laguny" (1954), oryginalnie nakręcony jako 3D, film Jacka Arnolda, z superpotworem, który atakował jeszcze w dwóch sequelach. Bela Lugosi zebrał swój ostatni aplauz w "Bride of The Monster" (1956) Eda Wooda i "Plan 9 From Outer Space" (1959), filmie, w którym pojawił się przez przypadek, ponieważ zmarł on przed realizacją filmu, a reżyser Ed Wood, wmontował w film kilka prywatnie nakręconych ujęć aktora. Vincent Price na stałe zapisał się w dziejach jako gwiazda horroru po roli w "House On Haunted Hill" (1958) oraz "The Tingler" (1959) - obydwa w reżyserii Williama Castle'a. Ówczesny król kina klasy B, wychowawca całego pokolenia reżyserów lat 70-tych i 80-tych, reżyser i producent Roger Corman, zrobił gros filmów gatunku, w tym kilka dobrych, jak choćby "The Undead" (1956), "The Wasp Woman" (1959), czy "The Little Shop of Horrors" (1960). Gdy w latach 60-tych Corman zdobył już renomę, zatrudnił Vincenta Price'a i nakręcił serię adaptacji prozy Edgara Allana Poe'a : "House Of Usher" (1960), "The Pit And The Preludum" (1961), "Tales of Terror" (1962) i "The Masque Of The Red Death" (1964). Jednak najbardziej ekscytujące filmy tej dekady nadeszły wraz z erą science-fiction.

Angielska wytwórnia Hammer Films zaistniała w horrorze po wyprodukowaniu "The Curse of Frankenstein" (1957) i "The Horror Of Dracula" (1958), debiutów filmowych Christophera Lee i Petera Cushinga. Chociaż zarówno produkcje Hammera jak i inne popularne wtedy horrory - "The Brides of Dracula" (1960) oraz "The Curse of the Werewolf" (1961) - miały rzesze swoich wielbicieli, chwała brytyjskich horrorów lat 60-tych zdecydowanie należy się filmowi "Peeping Tom" (1960) Michaela Powella, przerażającemu studium umysłu seryjnego mordercy. Psycho (1960) - Alfred Hitchcock zabronił właścicielom kin wpuszczać widzów do sal po rozpoczęciu projekcji.Odrzucony przez publikę i objechany przez prasę, film przekreślił karierę Powella i aż do roku 1980 film nie zyskał uznania, na które zasługiwał. A w tym samym czasie, zainspirowany autentycznymi zbrodniami Eda Geina, pisarz Robert Bloch napisał powieść, która przeniósł na ekran reżyser Alfred Hitchcock. Mowa oczywiście o słynnej "Psychozie" (1960).Film ten zyskał niesamowitą popularność i spowodował - mimo, że właściwie nie był horrorem - zalew kin filmami bazującymi na podobnym wątku, włączając w to dużo późniejszą "Teksańską masakrę piłą mechaniczną" (1974), "Milczenie owiec" (1991), czy też kinowe serie "Halloween", "Piątek 13-tego" i "Krzyk". Choć Hitchcock zasugerował w zasadzie więcej niż pokazał w filmie, pokazał na tyle dość by rozbudzić apetyt widowni na intensywnie filmowaną przemoc:) Stał się kultowy po kolejnym głośnym filmie - "Ptaki" (1963) - dziele schizującym wizją ptaków zajadle atakujących ludzi. Hitchcock nie mógł przewidzieć, że potencjał kasowy drzemiący w historii "Psycho", powoła do życia cały subświatek tanich ociekających krwią filmów, począwszy od filmów Herschella Gordona Lewisa "The Blood Feast" (1963) i "Two Thousand Maniacs" (1964). We Włoszech Mario Brava zrobił kilka klimatycznych, stylowych i - w szczególności - makabrycznych filmów, z których trzeba wymienić: "La Maschera Del Demonio" (1961, aka "Black Sunday"), z Barbarą Steele w roli zmartwychwstałej wiedźmy; "I Tre Volti Della Paura" (1963, aka "Black Sabbath"), antologia strasznych opowieści z Borisem Karloffem; "Sei Donne Per L'Assassino" (1964, aka "Blood and Black Lace"), thriller o seryjnym mordercy; i "Operazione Paura" (1966, aka "Kill Baby Kill"), w którym duch małej dziewczynki przywodzi swoje ofiary do samobójstw.

Sukces horroru psychologicznego lat sześćdziesiątych można zawrzeć w trzech filmach: "Seconds" (1966) Johna Frankenheimera (film o człowieku, który otrzymał nowe ciało i osobowość dzięki tajemniczej organizacji) oraz dziełach Romana Polańskiego, "Wstręt" (1965) (w którym kobieta powodowana seksualnym terrorem popełnia morderstwo) i zrealizwoanym wg powieści Iry Levine'a "Dziecko Rosemary" (1968), lewtonowskim thrillerze dziejącym się we współczesnym Nowym Jorku, o kobiecie osaczonej przez wyznawców szatana. Horror stracił być może swoją najbardziej obiecującą gwiazdę w 1968 roku, kiedy to zmarł Michael Reeves. Wraz z nienotowanym debiutem współreżyserii "Castle of Living Death" (1963), Reeves ujawnił konkretny, intensywny styl, który dojrzał szybko w "The She Beast" (1965) z Barbarą Steele i "The Sorcerers" (1967), z Borisem Karloffem. Reeves umarł jednak krótko po zakończeniu zdjęć do niesamowitego "Witchfinder General" (1968), w którym Vincent Price dał prawdopodobnie najznakomitszy popis swojego aktorstwa, grając zepsutego łowcę wiedźm w XVII-wiecznej Anglii. Tego samego roku, niezależne kino amerykańskie wydało na świat kolejny klejnot horroru: "Noc żywych trupów" (1968) George'a A. Romero. W filmie tym umarli opuszczają groby by żywić się żywymi. Ten mocny film zainspirował międzynarodową falę filmów o zombie, włączając w to swoje krwawe sequele, również ręki Romera - "Dawn of Dead" (1979) i "Day of Dead" (1985).

Egzorcysta (1973) - film otrzymał Oscary za adaptowany scenariusz i dźwięk. Linda Blair, grająca dziewczynkę, w kilku najbardziej obrzydliwych scenach była zastępowana przez dublerkę, którą i tak ciężko było rozpoznać pod diabelską charakteryzacją

Wczesne lata 70-te pokazały tak zacne horrory jak erotyczna opowieść wampiryczna Harrego Kumela "Daughter of Darkness" (1971) i dwa zapierające dech w piersiach thrillery z Vincentem Pricem "The Abominable Dr. Phibes" (1971) oraz "Theatre of Blood" (1973). Cięta (hehe, dosłownie) opowieść Mario Bravy "Antefatto" (1971, aka "Twitch of the Death Nerve"), była bezpośrednim przyczynkiem do powstania innych slasherów: "Piątek trzynastego" (1980) Seana S. Cunninghama czy "Koszmar z ulicy Wiązów" (1984) Wesa Cravena. Brava podążył za popularnym "Gli Orrori Del Castello De Norimberga" (1972, aka "Baron Blood") i znacznie ambitniejszym, ale mało znanym "Lisa and the Devil" (1972), w którym połączył lirykę i wstrząsy w sennej atmosferze wartej samego Laughtona lub Franju. W 1973 jeden jedyny film zmienił oblicze gatunku prawie tak mocno jak swojego czasu "Psycho". Chodzi oczywiście "Egzorcystę", niesamowicie kasową adaptację noweli Williama Petera Blatty, wyreżyserowaną przez Williama Friedkina. Temat dziewczynki przechodzącej odrażająco realistyczne opętańcze katusze, postawił nowe wyzwania, które mogli podjąć twórcy horroru. I rzeczywiście wiele obrazowych okultystycznych thrillerów (oraz ich sequeli) pojawiło się wraz z tym objawieniem, włączając w to "Beyond the Door" (1975) Richarda Barretta, "The Omen" (1976) Richarda Donnera i "The Amityville Horror" (1979) Stuarta Rosenberga. Nawet Mario Brava pociął swój "Lisa And The Devil", wmontował weń nowe sceny wstąpienia szatana i wypuścił jako nowy produkt w postaci "House Of Exorcism" (1975).

Bardziej oryginalne prace lat 70tych pochodziły od niezależnych, niskobudżetowych wytwórni. Larry Cohen stworzył wpływające na wyobraźnię horrory ze zwykłymi politycznymi i moralizatorskimi przesłaniami, takie jak "It's Alive" (1974), "God Told Me To" (1976, aka "Demon") oraz "Q" (1982). Kanadyjczyk David Cronenberg zgłębiał szaleństwo, upośledzenie i szpetność w "They came from within" (1975) i "The Brood" (1979); w latach 80-tych zrobił dwa dziwaczne, ale jakże oryginalne a do tego przerażające - "Videodrome"z Jamesem Woodsem (1982) i jednen ze swoich największych sukcesów kasowych "Muchę" z Jeffem Goldblumem i Geena Davis (1986). Niezwykle pomysłowe i jednocześnie odrażające efekty mechaniczne i charakteryzatorskie Chrisa Walasa nagrodzono Oscarem. Entroficzny koszmar "Eraserhead" (1977) Davida Lyncha był zapowiedzią wizjonerstwa tego reżysera, które zostało definitywnie potwierdzone w "Blue Velvet" (1986) i "Twin Peaks : Ogniu krocz ze mną" (1992). Inni reżyserzy, którzy budowali swoje reputacje na horrorach w latach 70-tych to Brian De Palma ("Sisters", 1973; fenomenalna "Carrie", 1976; "The Fury", 1978; "Dressed To Kill", 1980; "Raising Cain", 1992), John Carpenter ("Halloween", 1978; "Mgła", 1980; "Coś", 1982; "Książę Ciemości", 1987), oraz Włoch - Dario Argento ("Deep Red", 1975; "Suspiria", 1977; "Inferno", 1980; "Tenebrae", 1982, "Phenomena", 1985).

Bram Stoker's Dracula (1992) - Gary Oldman był tak zafascynowany rolą Draculi, że sam pomagał w projektowaniu charakteryzacji, mimo, że ma uczulenie na lateks, z którego wykonano maski

W latach osiemdziesiątych wiodący twórcy filmów wnieśli orzeźwiające zmiany do gatunku. Werner Herzog dokonał niezwykłego remake'u filmu Friedricha Wilhelma Murnaua "Nosferatu Wampir" (1979), powtarzając niemal dosłownie ujęcie po ujęciu z niemego oryginału, a Stanley Kubrick w genialny sposób zaadaptował "Lśnienie" (1980) Stephena Kinga, z demonicznym, budzącym autentyczną grozę Jackiem Nicholsonem, odgrywającym przejmujące studium postępującego szaleństwa. Czołowy dostawca rodzinnej rozrywki, Steven Spielberg, dręczony przez wytwórnię Columbia żądaniami kontynuacji "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", pisze scenariusz, który z czasem przepoczwarza się w jeden z najlepszych horrorów o nawiedzonym domu. Mowa oczywiście o "Poltergeist", który Spielberg, jako współscenarzysta i producent, pozwolił wyreżyserować Tobe'owi Hooperowi. Bram Stoker był natchnieniem dla wampirycznej historii o ludzkim poświęceniu Kena Russella "The Lair of the White Worm" (1989), podobnie zresztą Francisowi Fordowi Coppoli w "Bram Stoker's Dracula" (1992). Wciąż mamy też pole do popisu dla niskobudżetowych, niezależnych produkcji na przykład Franka Henenlottera ("Basket Case", 1982; "Brain Damage", 1988; "Frankenhooker", 1990), Sama Raimi ("Evil Dead", 1983; "Darkman", 1990; "Army Of Darkness", 1993), Stuarta Gordona ("Re-Animator", 1985; "From Beyond", 1986; "Bride of Re-Animator", 1990), czy Clive'a Barkera ("Hellraiser", 1987; "Nightbreed", 1990). Ta dekada zasłynęła szczególnie z filmowych serii: "Friday The 13th", "Nightmare On Elm Street", "Halloween", "Howling" i wielu innych lepszych bądź gorszych. W tych latach również krwawa fala dotarła do Japonii,a tamtejsze horrory (jak np "Evil Dead Trap" (1988) czy "Guts of a Virgin" (1986)) były obrzydliwsze nawet od włoskich produkcji kanibalistycznych.

Krzyk (1996) - pierwotnie miał nosić tytuł Scary Movie, taki sam, jaki nosiła jego filmowa parodia

Lata 90te to między innymi wielki powrót Wesa Cravena. Jego "Scream" (1996) wraz z kontynuacjami zapoczątkował nową modę na młodzieżowe thrillery, zazwyczaj o seryjnych psychopatycznych zabójcach jak "I Know What You Did Last Summer" (1997),czy "Urban Legend" (1998).W Japonii Hideo Nakata kręci "Ringu" (1998) - horror prawie zupełnie pozbawiony przemocy, bez kropli krwi, jednak z bardzo sugestywnym nastrojem, po którym niemal natychmiast powstaje amerykański remage "Ring" (2002). Dzieło Nakaty można nazwać prekursorem nowej fali w azjatyckim kinie grozy, która dopiero rozkwitnie w XXI wieku, kiedy na ekrany wchodzą takie przeboje jak "Kairo" (2001) Kiyoshi Kurosawy, "Kakashi" (2001) Norio Tsuruta, czy niesamowite ghost story "The Eye" (2002) Braci Pang. Lata 90te to również znakomity rozkwit tego gatunku w Hiszpanii. Alejandro Amenabar kręci thriller "Tesis" (1996) a rok później głośne "Open Your Eyes". Jednak dopiero w 2001 za amerykańskie pieniądze realizuje z pozoru klasyczną opowieść o duchach "The Others". Alex de la Iglesia debiutuje rewolucyjnym splatter science-fiction "Action Mutante" (1993) a w 1995r kręci kultowy (również w Polsce ma swoich wyznawców :) "El Dia De La Bestia". Jaume Balaguero realizuje mroczny thriller "Los Sin nombre" (1999) wydany zresztą całkiem niedawno w naszym kraju na kasetach i DVD. A urodzony w Meksyku Guillermo del Toro, po świetnym "Cronos" (1993) kręci w Hiszpanii "El Espinazo del Diablo" (2001). W 1999 roku głośny staje się "Blair Witch Project". Nakręcony w ciągu 8 dni kamerą wideo, za pożyczone pieniądze przyniósł dochód (w samych Stanach) rzędu 140mln$, głównie dlatego, że przez pierwsze dni projekcji część widzów myślała że jest to autentyczny dokument, a ludzie których oglądają na ekranie już nie żyją.

XXI wiek to jak widać rozkwit horrorów japońskich i hiszpańskich. Reguły tej jednak nie potwierdza Rob Zombie i jego "House of 1000 Corpses" (2003) który przeleżał na półce 3 lata i wciąż ma kłopoty z cenzurą. Absolutny majstersztyk kina grozy, wręcz pierwszy kultowy horror nowej ery i godny następca klasycznej już "Texas Chainsaw Massacre" Tobe Hoopera. O tym filmie za kilkanaście lat wciąż będzie głośno.




POD REDAKCJĄ:
Anna Kierzkowska

      

POMOC MERYTORYCZNA:
Adrian Szczypiński - ADI
Michał Klimaszewski - GRAIL