Po tylu głosach zachwytu i opiniach w prasie, jaki to oryginalny i niesamowity film grozy nakręcili, spodziewałem się nie wiadomo czego. Dostałem owszem niezły, acz niczym nie wyróżniający się horror klasy B. Gdyby nie Quentin Tarantino, który jest jednym z producentów i promował swoim nazwiskiem tę produkcję, to pewnie film przeszedłby niezauważony w kinach lub też od razu wylądował na DVD. Widać jednak, że skuteczna reklama i aura skandalu mogą wiele zrobić.
Film zaczyna się jak typowa komedia młodzieżowa w stylu np. "Eurotrip".
Dwóch Amerykanów i poznany już w Europie Islandczyk wspólnie podróżują po Starym Kontynencie, starając się dobrze zabawić. Liczą się tylko narkotyki i seks (niekoniecznie w tej kolejności), więc nic dziwnego, że chłopcy zatrzymują się na dłużej w Amsterdamie. Od poznanego tam Rosjanina dowiadują się, że na Słowacji jest niezwykłe miejsce właśnie dla takich gości jak oni, gdzie lokalne dziewczyny lecą na przystojnych obcokrajowców. Wsiadają w pociąg do Bratysławy (w przedziale prowadzą dość dziwną rozmowę ze starszym turystą, który okaże się bardzo ważną postacią) i wkrótce docierają do celu. Bez większych problemów odnajdują miejsce, gdzie za odpowiednią opłatą każdy może potorturować, a nawet zabić jakąś osobę...
Pomysł ciekawy (ponoć reżyser znalazł kiedyś stronę internetową z podobną ofertą), ale jakoś średnio to oryginalne i wciągające. Ani razu się nie przestraszyłem, a przecież celem filmu grozy jest nie tylko obrzydzanie widza.
"Hostel" jest krwawy, dla większości zapewne aż za bardzo. Nieczęsto w kinie puszczane są tak brutalne filmy (i to z kategorią wiekową R, a nie NC-17). W ubiegłym roku może tylko "Bękarty diabła" i "Piła 2" dorównywały "Hostelowi" natężeniem przemocy.
Jest ona pokazana w bardzo realistyczny sposób - to nie "zabawne" polewanie sosem gore.
Ale na widzach, którzy znają kino exploitation, włoski nurt kanibalistyczny, bądź też japońskie shockery nie zrobi to większego wrażenia. Pozostali zapewne często będą zamykać oczy, czy też odwracać głowę z obrzydzeniem podczas kilku najkrwawszych scen (obcinanie palców, wystająca z oczodołu gałka oczna etc).
Słyszałem, że producenci przeprosili Islandczyków za szkodliwy wizerunek Oliego (któremu tylko panienki i narkotyki w głowie). Ciekawe co mają powiedzieć Słowacy (zresztą "Hostel" wywołał burzę w tamtejszym parlamencie, posłowie uznali, że szkodzi reputacji ich kraju). To już drugi amerykański film (po wspomnianym "Eurotrip"), w którym pokazują wypaczone oblicze tego państwa. Ciekawe ilu turystów z USA przyjedzie do stolicy, gdzie na ulicach grasują gangi dzieciaków napadające na obcokrajowców, nie mówiąc o tym, że można nie wrócić żywym z takiej eskapady.
Może amerykańskich widzów jarają odrapane ściany rozsypujących się budynków i brudne, szare ulice krajów zza byłej żelaznej kurtyny, ale ja taki syf mam za oknem i nie potrzebuję celowego eksponowania tego typu "atrakcji".
Zwłaszcza, że byłem w Bratysławie, gdzie bardzo dobrze się bawiłem i miło wspominam to miasto. :)
Eli Roth debiutował całkiem niezłym "Cabin fever", nawiązującym do takich klasyków, jak "Teksańska masakra piłą mechaniczną", czy "Wzgórza mają oczy". Znany jest też z animowanej, obrzydliwej serii "Rotten fruit" o sprośnych przygodach jarzyn i owoców.
Najnowszym filmem udowadnia, że podobnie jak Tarantino, wychował się na kinie klasy B. Tylko że Quentin potrafi z niby utartych klisz i schematów stworzyć arcydzieło, a Roth poza epatowaniem przemocą i mroczną atmosferą udowadnia, że wciąż jest tylko sprawnym rzemieślnikiem.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na kilka smaczków.
W telewizji leci "Pulp Fiction" z czeskim dubbingiem (film, co ciekawe, kręcili właśnie w Czechach, a nie na Słowacji). Podczas jednej ze scen miłosnych słychać utwór z kultowego "The wicker man" (mimo, iż nieco przemiksowany to wciąż piękna piosenka).
Na moment pojawia się też sam Takashi Miike - kontrowersyjny reżyser takich filmów, jak "Ichi the killer", "Zebraman", czy znanych z polskich ekranów - "Gry wstępnej" i "Nieodebranego połączenia".
Gra on japońskiego biznesmena przestrzegającego bohaterów, że w odpowiednim miejscu bardzo łatwo wydać wszystkie swoje pieniądze. Świetne, pomysłowe cameo i za to należą się brawa.
Kosztujący niecałe 5 milionów dolarów "Hostel", w pierwszy weekend zarobił czterokrotnie więcej, a łącznie na jego koncie jest prawie 50 milionów dolarów, więc nic dziwnego, że w przyszłym roku pojawi się sequel. Może tym razem ekipa przyjedzie do Polski? ;)
 |
HOSTEL
Tytuł oryginalny: Hostel
Rok produkcji: 2005
Kraj: USA
Czas trwania: 95 minut
Dozwolony od lat: 18
Reżyseria: Eli Roth
Scenariusz: Eli Roth
Zdjęcia: Milan Chadima, Shane Daly
Muzyka: Nathan Barr
Obsada: Jay Hernandez, Derek Richardson, Eythor Gudjonsson, Jan Vlasak, Barbara Nedeljakova, Jana Kaderabkova i inni
Data premiery w USA: 06.01.2006
Data premiery w Polsce: 03.03.2006
|
 |
 |
Autor recenzji: Michał Klimaszewski - GRAIL |
Klub Miłośników Filmu 02.03.2006 |
|