Strona główna KMF

SŁÓW KILKA O PARODIACH...

    Grupa udanych (czyt. autentycznie śmiesznych) parodii jest niezwykle mała. "Top Secret" spółki ZAZ (Zucker - Abrahams - Zucker) z Valem Kilmerem - wyśmiewający kino więziennej ucieczki spod znaku II Wojny Światowej, "Czy leci z nami pilot" i "Spokojnie to tylko awaria" (ponownie ZAZ) szydzące z wszelakich filmów katastroficznych z cyklu "Port lotniczy" i nie dające spokoju takim dziełom jak "2001: Odyseja kosmiczna". Znakomitym przykładem na subtelnie śmieszne cytowanie wielkich i klasycznych filmów, są także parodie ze stajni Mela Brooksa; "Młody Frankenstein", "Lęk wysokości" w którym "dostało się" samemu Hitchcockowi, "Kosmiczne jaja" - śmiechawa na całego z "Gwiezdnych wojen" i kina SF (ciężko zapomnieć Lorda Hełma, przeczesywanie pustyni czy narodziny Obcego na końcu filmu), zabawne "Płonące siodła" - parodia westernów i w 100% udany pastisz filmów o Robin Hoodzie - czyli przezabawni "Faceci w rajtuzach". Klasyfikację zamyka "Strzelając śmiechem" - megaśmieszna parodia "Zabójczej broni" i "Mafia!" (Jima Abrahamsa), która bierze na tapetę kino gangsterskie; "Ojca Chrzestnego" i "Casino". Nie można też zapomnieć o Franku Drebinie (znakomity w tej roli Leslie Nielsen) i cyklu "Nagiej broni", która trwale zapisała się na kartach filmowych parodii, oraz o "UHF" i Alu Yankovicu wyśmiewającym Indianę Jonesa i Rambo. Poza tą grupą inteligentnych i szczerze bawiących komedio-parodii, istnieje także nurt "niewypałów" nachalnie próbujących być zabawnymi, oferując jednie niesłychaną prostotę cytowanych fragmentów, gdzie humor stoi na niskim poziomie, a zamiast się śmiać, widz ma ochotę rzucić czymś ciężkim w telewizor. Tu przoduje (niestety) dawniej zabawny Leslie Nielsen, z filmami "Egzorcysta 33 i 1/3", "2001: Odyseja komiczna", "Szklanką po łapkach" i "Dracula: Wampiry bez zębów" (czyli Mel Brooks w artystycznym dołku). Grupę zupełnie chybionych parodii w sposób żenujący starających się parodiować znane hity, zamyka "Park geriatryczny" (niby parodia "Parku Jurajskiego".



     Cykl "Hot Shots!" Jima Abrahamsa (A z dawnej spółki ZAZ ;) należy bez dwóch zdań do parodii udanych, co więcej; stanowi doskonały przykład udanego doboru klasycznych i kultowych fragmentów znanych filmów, celnie przetwarzając je na komediową nutę. Oczywiście "Hot Shotsy" nie ustrzegły się od gagów i dialogów mniej śmiesznych, czy humoru klozetowego, jednak stosunek scenek i sytuacji śmiesznych do tych śmiesznych inaczej lub całkiem chybionych, wynosi jakieś 8:2 czyli jest bardzo, bardzo zabawnie, z małymi tylko potknięciami i chwilowym zaniżaniem poziomu. Głównym bohaterem obydwu odsłon jest Topper Harley (znakomicie do tej roli pasujący Charlie Sheen). zaś oś akcji i punkt wyjścia w "Hot Shots!" (1991) stanowią motywy z "Top Gun", - Charlie Sheen i Cary Elwes to wypisz wymaluj komediowe odbicia Mavericka i IceMana. Na drugim planie rządzi Lloyd Bridges, który jako weteran wojenny Pułkownik Benson, dowodzi żołnierzami w sposób nie mający nic wspólnego z logiką i nieodmiennie bawi coraz to wymyślniejszymi modyfikacjami własnego ciała, wprowadzanymi po kolejnych obrażeniach podczas walk. Topperowi towarzyszy piękna kobieta - Ramada, przy której nasz bohater potrafi zmienić się w Supermana, Rhetta Butlera czy Rocky'ego Balboę - naprawdę pocieszne parodie w.w. filmów! W "Hot Shots!" dostało się również "Tańczącemu z wilkami", "9 1/2 tygodnia" (scena łóżkowa) i... Husainowi. Nie tylko jednak na pierwszym planie rozgrywały się zabawne sytuacje; często tylko pozornie na ekranie nic się nie działo, gdyż zabawne miniscenki, niby mimochodem rozgrywały się w tle - trzeba bardzo uważnie oglądać film, aby wyłapać wszystkie smaczki, skecze i dyskretnie ukazane zabawne sytuacje gdzieś, wewnątrz kadru.

 
 





    W roku 1993 na ekrany kin trafiła część druga "Hot Shots!" pod wiele mówiącym tytułem "Part Deux". Tym razem Topper Harley stylizowany jest na Rambo, a scenariusz stanowi przemieszanie motywów z "Rambo" i "Rambo 2". Czego w tym filmie nie ma! Sparodiowano tu takie znakomitości jak "Terminator 2", "Czas apokalipsy" (ciekawy występ Martina Sheena!), "Zakochanego kundla", "Gwiezdne wojny" czy "Bez wyjścia", zaś w scenie łóżkowej nie zapomniano o przetworzeniu słynnej sceny z "Nagiego instynktu". Drugie skrzypce ponownie przypadły Lloydowi Bridgesowi, który (tym razem już jako Prezydent Benson) wykazuje totalną głupotę, głuchotę i nieznajomość etykiety. Prezentuje też nowe możliwości swojego organizmu, między innymi struganie ołówka w uchu. Najzabawniejszym motywem filmu jest chyba przeprawa przez dżunglę i odbicie z niewoli Pułkownika, w której to roli zobaczymy Richarda Crennę, parodiującego własną kreację z "Rambo 2". W epizodzie wystąpił także Rowan Atkinson, któremu "dranie związali buty sznurówkami", a czarnym charakterem ponownie został Saddam Husain, z wielkim uwielbieniem wyśmiewany przez twórców filmu. I chociaż "Hot Shots 2" jest zdecydowanie słabszy od części pierwszej, to jak na parodię, spełnia wszystkie wymogi i gwarantuje dobrą zabawę w wyśmiewanie poważnych filmów. Aha, pamiętać trzeba, że gdyby nie "Hot Shots 2", najkrwawszymi filmami w historii kina wciąż byłby "Robocop" i "Pamięć absolutna"!

 
 





AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl