Uwielbiam filmy Kevina Smitha. Uwielbiam też kolejne dzieła ekipy Saramonowicz-Konecki-Madejski-Barzan. Po "Lejdis" zapaliła mi się czerwona lampka. Nie, nie dlatego, żeby z tą komedią amoralną było coś nie tak. Chodzi o metodę twórczą, którą można przystawić do całej ich filmografii. Ci sami aktorzy, autocytaty, odniesienia do poprzednich filmów. No dobra, pomyślałem. Saramonowicz i Smith wychowali się na filmach, inteligentnie je cytują, radość niosąc takim maniakom jak ja. Ale po "Idealnym facecie dla mojej dziewczyny" to stało się jasne. Saramonowicz skopiował View Askewniverse Smitha, czyli pożyczył metodę na bezkarne pożyczanie. Tadaaaa!! Słucham? Że nie grzech, bo w tym kraju nawet czegoś takiego jeszcze nie było? Coś tam kiedyś Machulski zrzynał z samego siebie, ale okazyjnie i nienachalnie. Ależ jasne, żaden grzech, przecież Saramonowicz z Koneckim zacnie zaczynali od inteligentnego "Pół serio". Potem było błyskotliwe "Ciało", rewelacyjny "Testosteron" z przyczepą z napisem "Lejdis". Tworcy ostatnio zapowiedzieli, że po "Lejdis 2" odpoczną od siebie, bo na razie płyną na fali pieniędzy spływających po zaprogramowanych filmach, niczym do niedawna Piotr Rubik na niwie muzycznej. A płynąć muszą, żeby zebrać mamonę na ambitniejsze dzieła, które, już osobno, mają zamiar prokurować. Zacny plan. A tymczasem z ich taśmy montażowej spłynął kolejny ślicznie opakowany produkt, lecz tym razem niestety wypełniony pożyczoną watą. Przepis był prosty - jedziemy na całego metodą Kevina Smitha, czyli rżniemy z samych siebie (i z Kevina) ile się da. Bierzemy "W pogoni za Amy", czyli wrażliwego artystę, który zakochuje się w lesbijce, a potem powtarzamy "Zack i Miri kręcą porno", czyli każemy naszym spłukanym i zadłużonym bohaterom zrobić film porno, jako remedium na mocno rozregulowaną płynność finansową. Bezwstydnie dokładamy jeszcze rodzimą wersję Buddy Christa z "Dogmy" i bigos gotowy. Van Wordeniverse? Nazwa lepsza od intencji.

Ale po kolei. Mamy Kostka (Marcin Dorociński), komponującego uwielbiane przez ludzi oratoria. W odróżnieniu od Piotra Rubika, nasz bohater tej nadętej sakralnej chałtury nienawidzi (Kostek - Rubik, zdrobnienie imienia nie wzięło się z powietrza). Kostek ma chorą psychicznie matkę, jej bliźniaczkę, czyli swoją ciotkę (Danuta Stenka w podwójnej roli) oraz wuja Leona w sutannie (Bronisław Wrocławski), szefującego stacji Radio Zawsze Dziewica, czyli patologiczne połączenie Rydzyka z Jankowskim. Mamy też piękną i niebezpieczną Lunę (Magdalena Boczarska), której partnerka Klara (Iza Kuna) szefuje ruchowi walczących feministek. Kostek i Luna przypadkowo spotykają się. Kostek zakochuje się po uszy. Luna wiele razy spuszcza go na drzewo, od czasu do czasu spuszczając mu solidny łomot. Tymczasem walczące feministki toną w długach. Nie pomaga nawet charyzmatyczna postać Ryszardy Katzówny (Krzysztof Globisz wyglądający jak emerytowana enerdowska lekkoatletka). Ostatnią szansą wyjścia z długów są dwa miliony euro od szwedzkich feministek. Wystarczy tylko nakręcić feministyczne porno i dobrze je sprzedać. Klara angażuje opętaną Szekspirem reżyserkę (Maria Seweryn) i namawia Lunę do zagrania. Casting na rolę męską wygrywa zakochany Kostek...

Jak to do tej pory brzmi? Jak przepis na lekki filmowy hit, a w tym Saramonowicz i Konecki między Bugiem i Odrą już dawno mają mistrza. Czego trzeba więcej? Niczego, twórcy wszystkie swoje atuty już pomyślnie przetestowali. A czy można to zepsuć? Zawsze można. Wystarczy odrobina ambicji, która stanie w poprzek prozaicznemu odcinaniu kuponów. No i wychodzi na to, że w trakcie pisania scenariusza Andrzej Saramonowicz rzeczoną ambicją zalał najpierw siebie, potem scenariusz i swoich bohaterów. Twórcy postanowili dolepić do każdego wątku tyle plasteliny, że po seansie nie wiemy, czy to wciąż komedia, czy może już dramat, okazyjnie podlany satyrą na aktualne tematy z pierwszych stron gazet. Wielu widzów po "Lejdis" zadawało sobie pytanie o sensowność doczepienia do postaci Korby poważnego wątku z jej chorym ojcem, który niepotrzebnie rozbijał znakomicie prowadzoną komediową oś akcji. "Idealny facet dla mojej dziewczyny" to już podniesienie tego misz-maszu do potęgi. Twórcy w "Ciele" pochwalili się, że potrafią bezbłędnie panować nad symultanicznością akcji oraz nieoczekiwanym łączeniem postaci i wątków. Widocznie tutaj chcieli się tą ekwilibrystyką popisać jeszcze raz, ale im nie wyszło. "Ciało" było wariackim komiksem, i gdyby historia Kostka i Luny była prowadzona w takiej niepoważnej estetyce, wszystko uszło by im na sucho. Więc jednak grzech, grzech pychy? "Patrzcie, umiemy prowokować tanim seksizmem, pokazywać nagie ciała, umiemy pojechać satyrą na kościelną pazerność, nie szczędzimy bohaterowi pogiętej umysłowo rodziny. Ba, nawet psychoanaliza i sztuczki narracyjne rodem z "Pięknego umysłu" i "Zakochanego bez pamięci" są nam nieobce". Gratulujemy, tylko co z tego? Upchnięcie tego wszystkiego do filmu reklamowanego jako seryjna komedia, tej komediowości nie służy. To nie jest niestety "Wall-E", gdzie naładowanie fabuły problemami cywilizacji wręcz wzniosło prostą historię o zakochanym robocie na szczyty wyrafinowania.

Andrzej Saramonowicz do tej pory był wyjątkiem potwierdzającym regułę, że w polskim kinie brak porządnych scenarzystów. Facet ma fantazję, wyczucie, warsztat i niezwykły talent dialogowy. Bon-moty z "Testosteronu" weszły do języka potocznego, choć do nieprzekraczalnej kultowości Barei im daleko. Tutaj tej błyskotliwości zabrakło. Postaci mówią normalnym językiem, bez perełek wygłaszanych przez Szyca i młodego Stuhra w "Testosteronie". Śmiech wywołują chyba tylko zdania z niecenzuralnymi wtrętami, co raczej nie jest szczytem scenopisarstwa. Ciężko przyzwyczaić się do bohaterów i trzymać za nich kciuki, bo autorzy co chwila wykonują skok w bok, celebrując rozdęte wątki poboczne: ciotka Kostka pocąca się na widok kobiet, dwulicowy ojciec dyrektor monitorujący pielgrzymkę dziewic do Częstochowy (świetny Rafał Rutkowski, znany z reklam Castoramy, jako duchowny kierujący procesją), były mąż ciotki Kostka powracający jako kobieta, psychicznie chora matka Kostka, Tomasz Karolak jako były chłopak Luny, Magda Różczka z identyczną ekspresją Moni z "Lejdis" w roli byłej dziewczyny Kostka, Tomasz Kot jako aktor porno czy Kuba Wojewódzki na porno-castingu. Można dostać zawrotu głowy na widok tylu znanych aktorów w tylu epizodach. Na moment mignął Paweł Wilczak, który przecież świetnie sprawdzał się w większych, negatywnych rolach na drugim planie "Stacji" i "Wesela". A przed seansem poleciał zwiastun nowego filmu Lubaszenki - cholera jasna, teraz każdy polski "blockbuster" jest obsadzany kilkunastoosobową ekipą tych samych twarzy. Wszędzie Kot, Królikowski, Olszówka, Więckiewicz, Globisz, Karolak, Adamczyk, Trzebiatowska, Damięcki i reszta obsady "Tańca z gwiazdami". Świadomie lub nie, podpatrzona u Smitha strategia obsadzania swojaków w kolejnych filmach Saramonowicza i Koneckiego musiała się kiedyś wysypać. Podobnie jak w "Lejdis", znów Stenka i Globisz grają byłe małżeństwo, znów Karolak i Kot, Różczka z "oficerowym" cierpieniem na twarzy, walcząca Kuna, Wrocławski strojący miny jak w "Ciele". Na tym tle wyróżnia się Magda Boczarska, nieeksploatowana ponad miarę aktorka z drugiego planu "Testosteronu" i "Lejdis", tutaj zrobiona iście zjawiskowo od pierwszych ujęć jej nagiego ciała pod prysznicem.

Szczytem wszystkiego jest Daniel Olbrychski w roli doktora Gebauera, prowadzącego eksperymenty medyczne na Kostku. Ten wątek prowadzony jest równolegle do właściwej akcji. Najpierw czekamy na jakieś fabularne powiązanie z akcją tych epizodów, przypominających konstrukcyjnie wspomnienia starszych par w "Kiedy Harry poznał Sally". Potem, kiedy twarz Olbrychskiego pojawia się w innych postaciach, zachodzimy w głowę "o co tu chodzi?". Reszty nie zdradzę, ale widocznie Saramonowicz chciał w ten sposób uszlachetnić prostą historyjkę miłosną o drugie, wyrafinowane dno. No i wyszło mu dno, pasujące całości jak świni siodło. A czy "Idealny facet dla mojej dziewczyny" ma jakieś plusy? Owszem. Autor zdjęć Tomasz Madejski jak zwykle stanął na wysokości zadania, a oświetlanie filmowanej na maksymalnych zbliżeniach twarzy Magdy Boczarskiej dało rewelacyjny efekt. Znani aktorzy już dawno wyskakują z naszych lodówek, więc do ich talentu zdołaliśmy się przyzwyczaić. Zaskakuje jedynie Krzysztof Globisz, z subtelnością i dbałością o szczegóły grający znaturalizowaną kobietę. Kompozytor Wojciech Lemański wiernie skopiował styl Piotra Rubika, tworząc porywajacą piosenkę w stylu sacro-polo, śpiewaną zresztą przez Olgę Szomańską, byłą wokalistkę męża Agaty Paskudzkiej. Dialogi? Owszem, były, i to sporo, ale nie będą żyły własnym życiem. Całość wchodzi lekko, ale wystarczy zeskrobać atrakcyjną oprawę, by pod spodem zobaczyć odgrzewany kotlet rozbity na miazgę i przesadnie otoczony zbyt grubo zmieloną panierką dla niepoznaki.

Szedłem na ten film z nadziejami. Nie na wielkie dzieło, w końcu nawet ślepy by się zorientował, że twórcy "Testosteronu" wykorzystują koniunkturę na własne filmy. Ale nie spodziewałem się aż takiej bezbarwnej kalki. Choć może to moja wina? Może za bardzo znam ich filmografię, jestem w stanie wyłapać nawiązania i autocytaty, które pozostaną świeże i nieopatrzone dla statystycznego zjadacza popcornu? Ale z drugiej strony to kino autorskie, celujące i ceniące sobie widza, który zauważy i doceni wszelkie kwiatki, smaczki i mrugnięcia okiem, które bez właściwego podglebia byłyby tylko orką na ugorze. Tym bardziej szkoda, że "Idealny facet dla mojej dziewczyny" jest daleki od ideału rozrywki na wysokim poziomie, do którego Konecki i Saramonowicz nas przyzwyczaili, a który okazał się popękanym lustrem, w którym blado odbija się klasa ich poprzednich dzieł.




IDEALNY FACET DLA MOJEJ DZIEWCZYNY

wytwórnia - Van Worden, 2009
czas projekcji - 128 minut
reżyseria - Tomasz Konecki
scenariusz - Andrzej Saramonowicz
produkcja - Andrzej Saramonowicz, Iwona Ogonowska-Konecka, Wiesław Łysakowski
zdjęcia - Tomasz Madejski
muzyka - Wojciech Lemański
montaż - Jarosław Barzan
scenografia - Katarzyna Filimoniuk
kostiumy - Dorota Roqueplo

Marcin Dorociński
Magdalena Boczarska
Iza Kuna
Danuta Stenka
Krzysztof Globisz
Tomasz Karolak
Bronisław Wrocławski
Magdalena Różczka
Daniel Olbrychski
Maria Seweryn
Rafał Rutkowski
Tomasz Kot
Wojciech Zieliński
Anna Grycewicz
Ewelina Paszke
Adam Krawczuk
Kinga Preis
Dominika Kluźniak
Andrzej Blumenfeld
Mateusz Janicki
Jarosław Domin
Marcin Perchuć
Magdalena Piotrowska
Mirosława Olbińska
Joanna Fidler
Maciej Kozłowski
Kuba Wojewódzki
Katarzyna Kolenda-Zaleska
Natalia Rybicka
Piotr Bikont
Bartłomiej Topa
(Kostek)
(Luna)
(Klara Rojek)
(Teresa Wodzień; Maria)
(profesor Katzówna)
(Norbert Plesica)
(ojciec Leon)
(Kasia Sakowska)
(doktor Gebauer)
(Inga Wawras)
(ojciec Kajetan)
(aktor porno)
(Szymon Mrówka)
(Anna Mrówka)
(posłanka)
(senator)
(Plesicowa)
(naczelna "Biby!")
(tatuś Mileny)
(seksowny doktorant)
(ksiądz stylista)
(ksiądz fotograf)
(Ofelia)
(Stenia Maciochowa)
(Beatka)
(Antoni Chmurski)
(w roli samego siebie)
(w roli samej siebie)
(dziewica)
(pielęgniarz)
(strażnik w tv)


Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 30 stycznia 2009

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF