Ile jeszcze wody w Wiśle upłynie,
zanim międzynarodówka filmowców zrozumie, że świat efektów specjalnych
traci na znaczeniu? Ile jeszcze powstanie projektów skazanych na
finansową klapę, zanim owi twórcy zrezygnują z przerostu formy nad
treścią? I to formy w najbardziej kiczowatym wydaniu. Oto właśnie
zaserwowano nam nowy film, który ani treścią, ani również formą nie
wznosi się ponad przeciętność, a nazwisko reżysera-artysty, Enki Bilala,
powinno zostać wycięte z napisów końcowych, jeśli ten nie chce być
posądzany o kicz. Jego najnowsze, tak zwane, dzieło to przykład tego, iż
nawet film zrobiony w Europie może okazać się kompletnym
nieporozumieniem. Nawet jeśli poda się go w bardzo sentymentalnej
otoczce, przypominającej langowskie "Metropolis", a utrzymane w poetyce
dickowskiej adaptacji marzeń o elektrycznych owcach.
Zamierzenie, jakie chciał
osiągnąć Bilal, czyli połączenie zdjęć kamery z grafiką komputerową, a
wszystko to w oparciu o blue i green boxy, nie zdało egzaminu. Pierwsze
potknięcie to scenariusz, powstały na podstawie własnych opowiadań
komiksowych reżysera. Nie dość, że nie trzyma się kupy, to jeszcze na
dodatek postmodernistycznym trendem próbuje wymieszać konwencję
egipskiej mitologii, cyberpunkowego świata i wątku miłosnego. Jakże
mylny jest sam tytuł filmu - "Immortel" - skoro zabiegi owego
nieśmiertelnego sprowadzają się do ratowania samego siebie przed
śmiercią. Paradoks? A może reżyser sam zapomniał, co chciał przekazać.
Blado wypadają też dialogi, a te w staroegipskim bodajże to wołają o
pomstę do Ra:
"-Ty musisz być Anubis, bóg
śmierci.
-Ty pier... ny bękarcie, już nigdy nie wymienisz imienia szakala..."
Drugie potknięcie to obsada. Sceny, w których biorą udział rzeczywiści
aktorzy, są jakby wycięte z hallmarkowej produkcji, powstałej z myślą o
niedzielnych popołudniach w domach złotej jesieni. Aktorstwo, poza
kilkoma wyjątkami, nie dorównuje szkolnym przedstawieniom jasełkowym.
Kiepsko prezentuje się nawet Charlotte Rampling i Thomas Kretschmann,
znany chociażby z niezłych kreacji w "Upadku" i "Pianiście". Jeszcze
gorzej wypadają animowane postaci, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie
dialogowe. Ciekawe, że głos i sposób mówienia Horusa (Thomas Pollard -
głos) brzmi jakby został wprost wycięty z kwestii dialogowej G. Oldmana
w "Bram Stoker's Dracula".
Trzecim mankamentem tego filmu jest nuda. Nic się nie dzieje. Aż chce
się wyjść. Przyciszone dialogi, czasem narracja, próbują spotęgować
wrażenie pustki, podobne jak w przypadku "Blade Runnera". Nic bardziej
mylnego, gdyż owe szepty jedynie usypiają.
Również udźwiękowienie nie stoi
na najwyższym poziomie, choć w przypadku muzyki trzeba uznać, iż została
bardzo dobrze dobrana. Zwłaszcza piosenka Sigur Ros oraz kilka mniej
znanych francuskich kompozycji. Ambientowa ścieżka dźwiękowa Gorana
Vejvody buduje dość specyficzną atmosferę obrazu i jest jednym z
niewielu plusów, jakie można tutaj odnaleźć. Kolejnym plusem jest
wspaniała grafika, zwłaszcza tła, stanowiąca główne podłoże tego filmu i
jedną z nielicznych w nim atrakcji. Tekstury budynków i pojazdy
wyglądają naprawdę imponująco. Wygląd miasta, bardzo podobny do tego z
"Piątego Elementu" czy "Blade Runnera", robi wrażenie. Niestety gorzej
się ma animacja pojazdów i postaci. Te ostatnie czasami poruszają się
bardzo sztucznie. Również mimika ich twarzy to nie to, do czego
przyzwyczaili nas twórcy "Final Fantasy". Ciekawa bywa cyfrowa
scenografia, zarówno w budynkach, jak i na zewnątrz, np. scena poza
granicami miasta z udziałem Johna, Jill i Nikopola. Niestety grafika
komputerowa i efekty specjalne zdominowały ten film, a scenariusz został
potraktowany jedynie jako dodatek do pokazania możliwości zaawansowanych
technologii. A można było to lepiej wykorzystać, gdyż sama idea
niniejszego obrazu jest ciekawa. Reżyser jednak im bliżej końca, tym
bardziej popada w kicz, a ostatnią scenką to już przechodzi chyba
najgorsze koszmarki kina klasy B. Poleciłbym tę francusko-brytyjską
produkcję jedynie ze względu na efekty wizualne. Ale nawet im nie udaje
się przyćmić ogólnej beznadziei scenariusza, dialogów i okropnej gry
aktorskiej. Zastanawia jedynie to, co Bilal chciał rzeczywiście
przekazać tym filmem. Wszystko to już widzieliśmy, a nienajlepsze
połączenie zdjęć kamery i grafiki komputerowej jest, co prawda, jakimś
krokiem naprzód w dziedzinie nowoczesnej animacji, ale droga do
osiągnięcia zadowalającego rezultatu wydaje się być jeszcze daleka.
Ocena: 4/10
|
 |
Immortal
Reżyseria: Enki Bilal
Scenariusz: Enki Bilal
Muzyka: Goran Vejvoda
Zdjęcia: Pascal Gennesseaux
Kostiumy: Mimi Lempicka
Czas trwania: 102 minuty
Produkcja:
Francja/Wielka Brytania/Włochy
Obsada:
Thomas Kretschmann jako Nikopol
Linda Hardy jako Jill
Charlotte Rampling jako Elma Turner
Thomas M. Pollard jako Horus (głos)
|
| Autor recenzji:
Tomasz Jamry - DZIADEK |
|
Klub Miłośników
Filmu, 11.11.2004
|
|