K s i ą ż k a " Z z i m n ą k r w i ą " , 1 9 6 5
Powiedziałem do Dicka, żeby oświetlił go latarką, dokładnie. I wymierzyłem strzelbę. Cały pokój eksplodował. Zrobiło się niebiesko. Jeden wielki błysk. Chryste, nie rozumiem, dlaczego w promieniu dwudziestu mil nie usłyszeli tego strzału (...) Hickock szukający pustej łuski; szybko, szybko, głowa Kenyona w krążku światła, zduszone błagania i znów Hickock, macający podłogę w poszukiwaniu łuski, pokój Nancy, Nancy nasłuchującej stukotu butów na drewnianych schodach, skrzypienie stopni, kroki są coraz bliżej, oczy Nancy, Nancy obserwującej światło latarki, poszukujące celu... (**) Truman Capote przestał kontaktować się ze Smithem i Hickockiem. Czekał już tylko na ich egzekucję (był zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci), by móc napisać zakończenie. Gdy skazani na powieszenie mordercy zaczęli na własną rękę wnosić apelacje, Capote popadł w depresję. Jak przyznał po latach, gdyby wtedy wiedział, jak wiele zdrowia, energii i czasu będzie kosztować go napisanie "Z zimną krwią", nigdy nie zabrałby się za tworzenie tej książki. Nieważne. Literackie arcydzieło ujrzało wreszcie światło dzienne. Smith i Hickock dawno już nie żyli i nie dane im było przeczytać choćby jednej strony powieści, której byli głównymi bohaterami. Sam Truman nie pojawia się w książce pod żadną postacią, choć był nie tylko obserwatorem zdarzeń mających miejsce po zabójstwie Clutterów, lecz także ich uczestnikiem - twórcą i tworzywem. To przecież jemu i tylko jemu Perry Smith dokładnie zrelacjonował wydarzenia listopadowej nocy. Książkowy Perry opowiada to samo, ale już policjantom, i nie w więziennej celi, a podczas przewozu w radiowozie. I choć "Z zimną krwią" to powieść faktu, w każdym calu oparta na autentycznych wydarzeniach, Trumana Capote nie widzimy nawet podczas egzekucji, choć był jedną z osób na nią zaproszonych. Oto krótki fragment książki opisujący chwile przed wykonaniem wyroku: - Idzie Smith. - O kurde, nie wiedziałem, że to taki knut. - Rzeczywiście, mały. Ale tarantula też jest mała. Wszedłszy do magazynu, Smith rozpoznał swojego starego wroga, Deweya (jeden z policjantów biorących udział w dochodzeniu - przyp. autor), przestał żuć trzymany w ustach kawałek gumy Doublemint, wykrzywił usta w uśmiechu, po czym złośliwie i zawadiacko mrugnął do Deweya. (**) Capote słowem nie zająkuje się w książce o tym, że on sam był ostatnią osobą, z którą tuż przed egzekucją pożegnał się Perry Smith. "Z zimną krwią" to analiza zbrodni. Odwieczny problem ludzkości: walka dobra ze złem - jak głosi napis na polskim wydaniu książki. Truman Capote nie feruje wyroków. Nie mówi, że to, to i to spowodowało, że Smith z zimną krwią poderżnął gardło Herbowi Clutterowi, a później jemu i całej rodzinie przestrzelił dubeltówką głowy. Nie odpowiada na pytanie "dlaczego", nawet go nie zadaje, dając na łamach książki prawo wypowiedzi każdemu, nawet - a może przede wszystkim - swoim głównym bohaterom, mordercom: Może po prostu Clutterowie musieli za to zapłacić. (**) (fragment zeznania Perry'ego Smitha) Nie ocenia też, czy to dobrze czy źle, że dokonane zostaną dwa kolejne morderstwa, tym razem w majestacie prawa. I ta bezstronność w ocenie zbrodni i kary, jest chyba największą siłą książki. Capote nie zajmuje stanowiska w sprawie. Przedstawia jedynie wydarzenia, tak jak miały miejsce, relacjonuje, choć z literackim zacięciem i niebywałym słownym rozmachem, jak przystało na prekursora perfekcyjnie skonstruowanej, usłanej detalem powieści faktu. Autor dokonuje psychologicznej wiwisekcji Smitha, wyciąga na światło dzienne i bierze pod lupę jego najskrytsze tajemnice, marzenia, wspomnienia, być może w nich doszukując się przyczyn takiego, a nie innego obrotu spraw. Oto krótki fragment traumatycznych wspomnień Perry'ego z okresu dzieciństwa: Obudziła mnie. Miała latarkę i zaczęła mnie nią bić. Biła i biła. A jak latarka jej zgasła, to biła mnie po ciemku (...) pojawiła się papuga, przybyła gdy spał (Smith) "większa od Jezusa i żółta jak słonecznik", anioł wojownik, który oślepił zakonnice swym dziobem, wyjadł im oczy i zabił je, "błagające o litość", a potem uniósł go (Smitha) łagodnie w powietrze, otulił i zaniósł na skrzydłach aż do "raju". (**)
Wiadomo, że morderca zawsze wraca na miejsce zbrodni, ale chyba tylko Perry Smith i Dick Hickock zrobili to kradzionym samochodem, zostawiając po sobie wystawiane bez pokrycia czeki, niczym ślady butów na świeżym śniegu. Capote pokazuje nie tylko intelektualną pustkę swoich bohaterów (choć pozbawiony wykształcenia Smith próbował uchodzić za człowieka oczytanego i inteligentnego), ich zdeprawowanie i wyrachowanie. Obszernie opisuje wydarzenia, jakie mają miejsce w drodze Smitha i Hickocka do Meksyku i z powrotem - tworząc swoistą "powieść drogi", gdzie mordercy chwilami jawią się jako postaci tragiczne, których los jest z góry przesądzony, wszak sami, rozmawiając między sobą, nie wierzą, że to co zrobili może im ujść na sucho... Znalazło się jednak w tej ponurej powieści miejsce na moment wyciszenia, magicznej chwili bez udziału przemocy i zła, gdy Smith i Hickock na trasie zaprzyjaźniają się z młodym chłopcem i jego dziadkiem, zbierając razem z nimi butelki leżące przy drodze - później podzielą się zarobkiem na pół, bez zabijania kogokolwiek! I to nic, że nieco wcześniej Smith i Hickock byli o krok od zamordowania przypadkowego kierowcy, który zabrał ich na stopa. Wspólne zbieranie butelek jest jak mały promień słońca na wiecznie zachmurzonym niebie ich marnej egzystencji. Wnikliwość, z jaką Capote odmalowuje przed czytelnikiem przeszłość bohaterów: wypadek samochodowy Hickocka (powodujący lekki paraliż twarzy) i wypadek motocyklowy Smitha, powodujący problemy z połamanymi, połatanymi jak u monstrum Frankensteina nogami, relacje morderców z bliskimi, i to z jaką łatwością żongluje dziesiątkami pobocznych wydarzeń i postaci, można porównać tylko do genialnie rozbudowanego świata Tolkiena we "Władcy pierścieni". Nie tylko bowiem główni bohaterowie-mordercy interesują Trumana Capote, choć bez wątpienia to im poświęca najwięcej miejsca. Drugi plan zaludniony jest gęsto mieszkańcami Holcomb, policjantami, wreszcie członkami rodzin morderców, a każda z tych postaci wnosi do powieści nowe informacje, wątki, to biorące morderców w obronę, to ich piętnujące. "Z zimną krwią" uznawana jest za najlepszą powieść napisaną w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie jest to ostatnia ukończona przez Capote'ego powieść. Następną książką Capote'ego miały być "Modlitwy wysłuchane" (film "Infamous" rozpoczyna się i kończy ujęciem rozpoczętego rękopisu) w której Capote obnażać miał próżność i pustkę nowojorskich elit świata kultury. Gdyby ta książka ukazała się w całości (fragmenty publikował New Yorker), prawdopodobnie Capote do końca życia byłby ciągany po sądach przez swoich dawnych znajomych i przyjaciół, których w "Modlitwach wysłuchanych" miał bezlitośnie skrytykować. Nie zdążył. Umarł 25 sierpnia 1984 roku, na skutek powikłań spowodowanych chorobą alkoholową. Nie było nikogo takiego przede mną i nie będzie po mnie. Truman Capote
Norman Mailer ripostował: Truman jest bardzo obrażony o Pieśń kata. Uważa, że powinienem udać się do niego z pielgrzymką, paść na kolana i powiedzieć: O, wielki Kardynale Capote, czy dostanę twe błogosławieństwo? Czy zezwolisz mi napisać książkę o zabójcy? Nie zrobiłem tego. Zaczął wówczas rozpowiadać, że nie oddałem należnej czci Z zimną krwią. No cóż, wydaje mi się, że ta książka jest tak sławna, że nie potrzebuje wyrazów uznania. (****) (*) Capote w wiele lat później, w wywiadzie udzielonym Grobelowi, stwierdzi, iż z jego obserwacji wynika, (*) że 80% seryjnych morderców posiada tatuaż. (**) Cytaty pochodzą z "Z zimną krwią", wydanie z roku 2001, w przekładzie Krzysztofa Filipa Rudolfa. (***) Książka Mailera miała 1000 stron, "Z zimną krwią" 340-490 (zależnie od wydania) (***) W roku 1982 powstał film telewizyjny, z Tommy'm Lee Jonesem w roli Gary'ego Gillmore'a. (***) W roku 2006 pokazała go nasza TVP1. (****) Fragment wywiadu pochodzi z książki "Rozmowy z Capote'em" Lawrence'a Grobela.
|