Przeszło cztery lata minęły, odkąd za sprawą Anga Lee mogliśmy
podziwiać na ekranach kin przygody "Hulka". Film
przyjął się raczej średnio, głównie za sprawą dość powolnej akcji i – w
mniemaniu niektórych – bardzo plastikowej i sztucznej postaci zielonego
potwora. Po części się z tym zgadzam, choć osobiście należę do fanów
pierwszej odsłony, mimo drażniącego montażu (ale tylko przy pierwszym
seansie). Przeciętna frekwencja w kinach oraz wspomniany odbiór filmu
zapowiadały koniec kinowych odsłon Hulka. Jednakże postanowiono dać mu
jeszcze jedną szansę, za sprawą młodego i dynamicznego reżysera kina
akcji ("Transporter 2", "Danny The Dog") – Louisa Leterriera. Troszkę
obawiałem się tego wyboru, ponieważ ów reżyser specjalizuje się w
filmach akcji niezbyt wysokich lotów i w przesadzonych scenach akcji. Jednak
z drugiej strony, coraz to ciekawsze i poważniejsze gwiazdy angażowały
się w realizację filmu, z uwielbianym przeze mnie Edwardem Nortonem na czele.
Jego gwiazda ostatnio nieco przygasła, ale powoli stara się wrócić do
czołówki (czy zapewni mu to Hulk – przekonamy się wkrótce).
|
 |
 |
"The Incredible Hulk" nie jest do końca
sequelem filmu z 2003 roku. To raczej odświeżona (po raz kolejny)
seria. Okoliczności powstania / narodzin Hulka oraz jego ucieczka na wygnanie,
przedstawiona jest w trakcie trwania napisów początkowych (ze świetną,
choć krótką sekwencją widzianą "z oczu" Hulka). Historia rozpoczyna się
od ukazania Bruce'a Bannera, ukrywającego się w Brazylii, gdzie pracuje w
rozlewni napojów, w wolnym czasie usiłując uleczyć się z efektów
napromieniowania promieniami gamma oraz zapanować nad własnymi emocjami
– jak wiadomo, zbytnia złość i podwyższony puls przywołują naszą
zieloną, bezmyślną maszynę zniszczeń. W rozlewni napojów, Bruce przypadkiem
kaleczy się, a kropla jego krwi dostaje się do napoju, który na
nieszczęście bohatera trafia do Stanów (i zostaje wypity przez Stana
Lee – kolejne cameo największego twórcy komiksów). Dowiaduje się o tym
generał Ross i wysyła całą ekipę żołnierzy w celu schwytania Bannera.
Jest wśród nich Emil Blonsky – super komandos, który po bliskim
spotkaniu z Hulkiem marzy o uzyskaniu takiej mocy i potęgi jak nasz
bohater (dla tych, którzy widzieli trailer nie będzie sekretem, że mu
się to udaje). Po spektakularnej ucieczce, Bruce postanawia wrócić do
Stanów, aby nadal poszukiwać upragnionego lekarstwa. Wszystkie te
wydarzenia zaprowadzą go do nieuniknionej walki z głównym "złym" filmu.
|
 |
 |
W filmie jest sporo samego Hulka – aby go
ujrzeć, wcale nie musimy czekać połowę filmu, albo i dłużej, próbując
przebrnąć przez nudny bełkot całej historii. Przeciwnie - całą siłą
napędową filmu i interesującą stroną są same przygody Bruce'a jako
człowieka. Historia wciąga i nie pozwala nudzić się nawet na chwilę za
sprawą świetnej gry Eda Nortona (oraz jego poprawek w scenariuszu), a
także interesującego Tima Rotha, który ponoć przyjął rolę w filmie tylko po
to, żeby jego dzieci mogły wreszcie obejrzeć jakiś film, w którym gra
ich tata. To właśnie te "ludzkie" momenty podobały mi się najbardziej.
Film jest dość mocno stonowany, nie ma tu prawie humoru, nie jest tak
lekki i zabawny, jak między innymi "Iron Man" (dla fanów tego ostatniego,
polecam końcową scenę "The Incredible Hulk"). Co odróżnia go od filmu Anga Lee to poziom
brutalności. Mimo że oba filmy mają uwielbianą przez niektórych
kategorię PG-13 (ponoć przedstawiciele Marvela postanowili każdy swój
film okraszać taką kategorią – czy spotka to także nadchodzącego "The
Punisher" ?) – film Leterriera obfituje w mocne sceny, a trup ściele się
dość gęsto (choć raczej poza kamerą). Jak pamiętamy, w filmie Anga nie było
ani jednej kropelki krwi, a żołnierze, którzy przelecieli 500 metrów w
czołgu i wylądowali na ziemi, wychodzili z niego bez szwanku. Naturalnie także
lepsza jest strona wizualna – w końcu od poprzedniego "Hulka" upłynęły cztery lata. Sam design
Hulka jest nieco zmieniony, jest on mniej plastikowy, jego muskulatura
nie jest "podręcznikowa", a sama postać jest nieco mniejsza (Tim Roth
sięga Hulkowi mniej więcej do piersi). Większość scen akcji
umiejscowiono w środowiskach, w których można odczuć i zauważyć ogrom
bohatera. Wszakże końcowa akcja rozgrywa się w centrum zaludnionego
miasta. Zarówno Hulk jak i jego przeciwnik, pomimo swojego ograniczonego
intelektu, potrafią mówić – niedużo, ale zawsze. Nieodmiennie w
filmach, gdzie główne postaci są duże i umięśnione – posiadają one gruby
głos, czego doświadczymy również w tym przypadku. Z ciekawostek należy także wspomnieć o
scenie obecnej w zwiastunach, której w filmie nie ma – chodzi tu o
rozmowę Bannera z chłopakiem Betty – psychologiem.
|
 |
 |
Co do scen akcji, to nie zawiodą się
miłośnicy obecnych tu licznie nawalanek. Hulk walczy z
żołnierzami, jeszcze raz żołnierzami oraz z przemienionym Emilem. Ta
ostatnia walka jest w moim mniemaniu troszkę zbyt bajkowa i ujmuje
filmowi nieco klimatu, który zbudowali aktorzy. Poziom efektów
wizualnych i dźwiękowych stoi na bardzo wysokim poziomie (kapitalna
scena, gdy Hulk atakowany jest za pomocą działek dźwiękowych). Myślę,
że film spodoba się widowni i zarobi swoje (choć w czasie seansu, na
którym byłem, towarzyszyło mi może z 10 osób na całej sali). Liczę na
sukces i kontynuację oraz kibicuję Nortonowi w jego powrocie na szczyt,
wystarczy spojrzeć na Roberta Downeya Jr., który za sprawą ogromnego
sukcesu "Iron Mana", wywinduje się zapewne na szczyty gwiazdorstwa. "The
Incredible Hulk" to adaptacja ze wszech miar udana i satysfakcjonująca,
kontynuuje ona kierunek, jaki narzucił niegdyś Bryan Singer swoimi
genialnymi "X-menami", przerabiając komiks na coś więcej niż śmieszną
nawalankę rysunkowych postaci, skupiając się bardziej na ludziach,
ich cechach i problemach, niż na licznych i fantastycznych talentach.
Teraz pozostaje nam jedynie czekać na nową odsłonę Mrocznego Rycerza,
który – moim skromnym zdaniem – przyćmi wszystko. Póki co zapraszam do
kin!
7 / 10
 |
The Incredible Hulk
USA | 2008 |
PG-13 | 114 minut
Reżyseria: .... Louis Leterrier
Scenariusz: .... Zak Penn
OBSADA
Bruce Banner: .... Edward Norton
Betty Ross: .... Liv Tyler
Emil Blonsky: .... Tim Roth
Generał Thaddeus 'Thunderbolt' Ross: .... William Hurt
Samuel Sterns: .... Tim Blake Nelson
Dr. Samson: .... Ty Burrell
Major Kathleen 'Kat' Sparr: .... Christina Cabot
Generał Sam Greller: .... Peter Mensah
Klub
Miłośników Filmu | 13 VI 2008 |
|
|
Autor recenzji:
Jacek Hałupka
- JACEK |