Strona główna KMF
        
W POGONI ZA KONTEKSTEM
 
Widz – trzeba przyznać – jest zwierzęciem przewidywalnym. Szczególnie jeśli idzie do kina, aby z całą rodziną obejrzeć kolejną animację wyprodukowaną przez Pixara lub Dreamworks. Wprawny scenarzysta musi jedynie w tym przypadku umiejętnie połączyć ze sobą dobrze znane elementy społecznej świadomości, wykreować z nich (lub w opozycji do nich) przesympatycznych bohaterów, następnie dorzucić dla równowagi jedną, za to arcyzłą personę i globalna rozrywka dla milionów gotowa! I gdy już dzieło stworzenia po długich latach żmudnej pracy grafików się dokona - gdy przyjdzie czas na światową dystrybucję – wtedy pole do popisu mają kierownicy produkcji, dźwiękowcy, reżyserzy, a przede wszystkim tłumacze, którzy wspomniane dzieło pogłębią i upiększą, bądź dokonają na nim językowo – dźwiękowego spustoszenia. To oni – co niezwykle ważne – będą wyszukiwać i tworzyć nowe konteksty, przekładać nieprzekładalne i kreować, to co wcześniej niewykreowane. Następnie produkt finalny powędruje do widza, a chwilę przedtem popędzi do widza gorszego sortu – do krytyka. I cóż taki recenzent w swej twórczej niemocy jest w stanie uczynić? Ano może przykładowo wychwalać pod niebiosa (jeśli dobrze opłacony, bądź opił się gratisową kawą) lub zmieszać dzieło z błotem (jeśli dystrybutorowi zbrakło funduszy na promocję lub krytyk zajął złe miejsce w kolejce i dla niego kawy zabrakło). Recenzent może także pozgrywać mądralę, wykazać się daleko idącym chłodem i totalnym brakiem emocji, a co za tym idzie ocenić film neutralnie (trzy gwiazdki i ani jednej w górę). Czego zaś nasz biedny pismak uczynić nie może? Nie może biedaczek tworzyć, nie może dodawać swych własnych kontekstów: słowem nie może filmu kształtować. Jako że jednak w mojej głowie wszelakich kontekstów i aluzji znaleźć można co nie miara i - nie wiedzieć czemu - czara goryczy w duszy twórcy niespełnionego właśnie się przelała, postanowiłem zaprotestować i dorysować "Iniemamocnym" unikatowe tło. Niczym socjalistyczny budowniczy stworzę nowy i jakże aktualny twór, niszcząc przy tym zgubny i kapitalistyczny zdrowy rozsądek. Na pohybel? Na pohybel!
 

Mamy więc w "Iniemamocnych" kinowy koktajl rozrywkowy. Sprytną syntezę opowieści o rodzinie (patrz: "Dynastia", "Klan" lub film poglądowy o stadzie preriowych bizonów) zmieszaną z opowieścią o superbohaterach – ludziach społecznie nieprzystosowanych (patrz: skład komisji śledczej). Każdy z naszych milusińskich musi się jednak ukrywać, aby jego unikatowe moce nie stały się przypadkiem osiedlową sensacją (tak jak wiadoma posłanka ukrywa ponadprzeciętną inteligencję pod nacechowanym seksualnie błyskiem w oku). Jakby tego było mało przeszłość powraca do głównego bohatera - Pana Iniemamocnego – aktualnie urzędnika w ubezpieczeniach i staje on przed możliwością ponownego nałożenia kostiumu herosa. Kostiumu, który kilka lat temu na skutek skomplikowanego łańcucha zdarzeń powędrował do szafy. Czy skorzysta z propozycji tajnej organizacji (SLD?) ? Czy na nowo stanie się superbohaterem – swoistym agentem (Ałganow?) w służbie dobru i sprawiedliwości? Wszak nowe czerwone (PZPR?) wdzianko czeka tylko na założenie, a seksowna Mirage (Danuta Waniek?) nalega na przyjęcie tej kuszącej propozycji. I tylko tajemniczy, acz bogaty szef (Kulczyk?) ciągle nie ujawnia swej tożsamości i pozostaje w cieniu swej urokliwej asystentki. W obliczu tak wielkiej presji Pana Iniemamocnego czekają ciężkie wybory moralne. Zostawić marną, acz ciepłą posadkę w ubezpieczeniach i czmychnąć aby ratować świat na pół etatu, czy może pozostać w rodzinnym gniazdku i znosić kaprysy rezolutnej żony Elastyny (Aleksandra Jakubowska?). Wszak z dziećmi – cichą i niepozrną , acz pełną ukrytych talentów Wiolą ( posłanka Beger?); prędkim Maksem (dość szybko kończącym Leszkiem Millerem?) i najmłodszym, nieokrzesanym synem (Andrzej Lepper?) – kłopotów co nie miara. Przed Panem Iniemamocnym nie lada zadanie. Albo wygra, albo odpadnie, wykluczony jako Najsłabsze Ogniwo ...

Oto jak łatwo kinowy obraz spaja się z rzeczywistością! Oto jak grupa superbohaterów (Ałganow, Jakubowska, Beger, Lepper i Miller) wraz z pochodzącym spoza klanu, ale jednak przyjacielem familii Mrożonem (George Bush?) ratuje świat przed zakusami złego i perwersyjnie bogatego Syndroma (Kulczyk). Gdy jednak ma się po swojej stronie przeuroczą projektantkę superkostiumów Ednę (inwencji mi w tym miejscu niestety zabrakło) wszystko musi pójść jak z płatka. Wszak to przecież optymistyczny film familijny!
W tym momencie moce twórcze recenzenta uległy wyczerpaniu. Poza tym rzeczony recenzent oglądał oczywiście filmy Mistrzów i doskonale wie (a jak!), że niedopowiedzenie, urwanie wątku i wszelka irracjonalność działa na odbiorcę stymulująco. Ten to odbiorca może wtedy bowiem doszukiwać się ukrytych sensów, tudzież zawoluowanej głębi przekazu w gotowym produkcie . A autor powinien jeno modlić się, żeby delikwent nie zorientował się w pewnym momencie, że – co jak co – ale nieodkrytych sensów to w tym dziele na pewno nie znajdzie...

Tym optymistycznym akcentem proponuję zakończyć społeczno – polityczne rozważania i skoncentrować się na filmie (przy czym oczywiście wyjdzie na jaw ile kubków darmowej kawy wypiłem). A obraz to z pewnością wyjątkowy. Świetny przykład dla konkurencyjnej wytwórni filmowych animacji 3D, że – primo – w kwestii grafiki komputerowej możliwości rozwoju w dalszym ciągu pozostają nieograniczone i – secundo – że można zrobić wciągający film familijny nie umieszczając przy tym w scenariuszu morza różnorakich aluzji i całej góry seksualnych podtekstów. Nie żebym miał coś przeciwko takowym sposobom urozmaicenia akcji filmu przeznaczonego przecież dla całej rodziny (czyli również dla tych nieco starszych i bardziej perwersyjnych jej członków), ale fakt jest faktem, że filmy robione w konwencji "Shreka 2" równie szybko urzekają, co powodują przesyt. Zbyt intensywne są w swym przekazie i zbyt mocno nastawione na łatwą parodię, aby okazać się czymś więcej niż tylko sezonowym hitem. I studio Pixar udowadnia każdą kolejną produkcją, że możliwe jest zrobienie takiej animacji, która urzecze widza nie idąc przy tym na kolejne scenariuszowe kompromisy. Bo przyznać trzeba, że "Iniemamocni" to najzwyczajniej w świecie porządne kino. Kino wciągające, dopracowane, a przy tym także zabawne. Dominuje tu jednak humor sytuacyjny. Czyli – owszem - śmiejemy się z przerysowanych bohaterów, z delikatnego pastiszu filmów o Bondzie, czy też z samego faktu, że wrednego szefa ubezpieczeń gra głosem w polskiej wersji sam Stanisław Tym. Jest to jednak żart dyskretny. Swoista dekoracja tortu. Tyle, że tort – nawet jej pozbawiony – cały czas smakowałby równie dobrze. I tu upatrywać można ostatecznego zwycięstwa Pixara nad Dreamworksem. Filmy współtworzone z Disneyem przetrwają wszak długie lata i staną się klasykami rozrywki, a "Shrek 2" wyparuje z pamięci widzów razem ze zużytymi już dowcipami.

"Iniemamocni" są więc takim rodzajem rozrywki, który niewątpliwie posiada "klasę". To kino z przesłaniem, z niegłupią fabułą i nie narzucającym się na siłę dowcipem. To także – co warto podkreślić– arcydzieło komputerowej animacji. Pierwszy film Pixara, w którym graficy zmierzyli się z anatomią człowieka. Efekty są - jak na debiut - wprost zachwycające. Najbardziej urzekają jednak zwyczajowo pejzaże – przodują krajobrazy dzikiej dżungli – oraz precyzja i energia z jakimi wykonano sekwencje walk. Słowem: nowa produkcja Disneya to miód dla zmęczonych oczu widzów. Miód lepszy nawet od ferii biało – czerwonych barw dominujących w codziennych transmisjach z obrad sejmu....

I – w końcu – ostatni element rozrywki idealnej, a mianowicie polski dubbing. Dialogi są tym razem wyważone i przemyślane. Tłumaczone przez zupełnie nowego specjalistę – Jana Wecsile, a co za tym idzie kompletnie pozbawione dziarskiego stylu Bartosza Wierzbięty, co absolutnie nie zmienia jednak faktu, że w ogólnym rozrachunku wypadają naprawdę dobrze. Lwia część ostatecznego sukcesu należała jednak nie do tłumacza, a do producentów polskiej wersji językowej. Role trzeba było wszak odpowiednio rozdzielić. I tak mamy tu całą masę rodzimych gwiazd i "gwiazdeczek". Gwiazd bardziej "afiszowych" (Piotr Fronczewski, Kora, Stanisław Tym), jak i tych "poukrywanych" tu i ówdzie na liście dialogowej (Piotr Gąsowski, Danuta Segda, Piotr Adamczyk, Danuta Stenka, Wiesław Michnikowski, Hanna Śleszyńska, Pascal Brodnicki). O wysokiej jakości dubbingu świadczyć zaś może przede wszystkim fakt, że po kilkunastu minutach zwyczajnie przestajemy rozpoznawać głosy aktorów, a niejako bezmyślnie zaczynamy oglądać film. I mimo że Piotr Fronczewski – jak sam przyznaje – "słabo widział i słabo słyszał" w dusznym, nieklimatyzowanym studiu, Kora Jackowska była kompletną debiutantką, a reżyser podczas nagrywania jednej ze scen prawie udusił Danutę Stenkę, to końcowy efekt pracy okazał się być w pełni profesjonalny i naprawdę zadowalający.

Jakby tu jednak ocenić finalny efekt pracy twórców? "Supersimiejkę" (rosyjski tytuł filmu) świetnie się ogląda, świetnie się słucha i – generalnie – stanowi ona ciekawą oraz inteligentną zabawę dla każdego. Trzeba jednak pamiętać, że jest to jedynie rozrywka "szyta na miarę" – efekt pracy sztabu ludzi, których bardziej interesował marketing, niż magia ekranu. To, że są to także "czarodzieje animacji" niewiele tu zmienia, gdyż wrażenie, że mamy do czynienia z filmem aż nazbyt idealnym cały czas pozostaje. I boje się, że moje zachwyty także były w tym wypadku jedynie sprytnie wkalkulowane w pejzaż całości gdzieś na etapie prac nad "wizerunkiem" filmu. Wszak – tak jak mówiłem – widz podążający do kina na animację jest zwierzęciem wyjątkowo przewidywalnym...

Ocena: 8\10

INIEMAMOCNI
[The Incredibles]


Produkcja:
Pixar Animation Studios dla Walt Disney Productions, USA | Czas: 105 minut
Premiera światowa: 5.11.2004 r. | Premiera polska: 19.11. 2004 r.
Dystrybucja w Polsce: Forum Film Poland
Reżyseria polskiej wersji językowej: Waldemar Modestowicz
Tłumaczenie: Kuba Wecsile
Zdjęcia: Patrick Lin, Janet Lucroy | Muzyka: Michael Giacchino | Montaż: Stephen Schaffer
Scenografia: Lou Romano | Efekty specjalne: Sandra Karpman



Scenariusz i Reżyseria:
Brad Bird

 Głosów użyczyli:
Craig T. Nelson (Piotr Fronczewski)………………Pan Iniemamocny
Holly Hunter (Dorota Segda)………Elastyna
Samuel L. Jackson (Piotr Gąsowski)……Mrożon
Jason Lee (Piotr Adamczyk)……………Syndrom
Sarah Vowell (Karolina Gruszka)………Viola, córka Iniemamocnych
Spencer Fox (Filip Radkiewicz)…………Maks, syn Iniemamocnych
Elizabeth Pena (Danuta Stenka)…………Mirage
Wallace Shawn (Stanisław Tym)………………Szef Iniemamocnego

Udział wzięli także:

Jerzy Kryszak, Dominika Kluźniak, Andrzej Matul, Magdalena Wójcik, Artur Barciś, Agnieszka Pilaszewska,





 
e-mail
 Autor recenzji: Jacek Kozłowski - SENK


Klub Miłośników Filmu, 15.11.2004