STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Kino oscylujące wokół tematów satanistycznych od lat przeżywa kryzys. Dzisiejsze produkcje opowiadające o wszelakiego typu opętaniach sprowadzono do poziomu straszaka dla nastolatków, a z Szatana zrobiono idiotę, któremu zależy jedynie na zbiciu kilku luster i powykrzywianiu paru twarzyczek. Szkoda, bo nie wydaję mi się, żeby potencjał tkwiący w diabelskiej tematyce został wyczerpany. Jeszcze większa szkoda, że skuszony nazwiskami Julianne Moore i Frances Conroy zdecydowałem się dać szansę „Inkarnacji”. Nie spodziewałem się żadnych fajerwerków. Miało być po prostu inteligentnie o związkach choroby psychicznej i szatańskiej interwencji. Okazało się jednak, że „inteligentnie”, to ostatnie słowo, które pasuje do filmu szwedzkich reżyserów. „Inkarnacja” mrozi krew w żyłach… swoją totalną miernotą i brakiem pomysłu na rozwinięcie całkiem ciekawego scenariusza.

Oto mamy bowiem parę psychiatrów (ojca i córkę) zajmujących się problemem tzw. „osobowości mnogiej”. Na kozetce ojca pojawia się pacjent, który ewidentnie wykazuje skłonności do przybierania tożsamości różnych postaci. Po serii badań ojciec postanawia przekonać nieco sceptyczną córkę do tego, że jego diagnoza (wspominana mnoga osobowość) jest prawidłowa. By tego dokonać inicjuje spotkanie pacjenta z panią doktor. Po serii standardowych pytań zaczynają pojawiać się kwestie dotyczące religii oraz morderstw dokonywanych w niedalekiej odległości od chorego psychicznie mężczyzny. Atmosfera się zagęszcza, wszystko zmierza w kierunku opętania. Jest, trzeba przyznać, całkiem klimatycznie.

     

Wszystko zaczyna psuć się w momencie przyjęcia przez pacjenta osobowości chłopca, który – uwaga, to miał być poważny film – został zamordowany podczas satanistycznego rytuału przeprowadzonego w lesie przez trzy wiedźmy! Od tej chwili idiotyzm goni idiotyzm. W efekcie, zamiast produkcji o Diable subtelnie igrającym z psychiką człowieka, otrzymujemy kiepską bajkę o czarownicy, która z pomocą nastoletniej fanki „Wioski przeklętych” Carpentera prowadzi ponad wiekową batalię przeciwko niewiernym. Jej istnienie odkrywa oczywiście pani doktor walcząca o życie córki, która w wieku jakiś sześciu-siedmiu lat okazuje się gorszą niewierną niż Richard Dawkins, a co za tym idzie, staje się głównym celem potwora.

Ciężko odtworzyć tok rozumowania scenarzysty „Inkarnacji”. Jeszcze ciężej zrozumieć, jak do tak kiepskiego i przekombinowanego filmu dało się skompletować całkiem porządną obsadę. Nie wydaje mi się, żeby Moore, Conroy, czy Meyers przymierali głodem i musieli chwytać się wszystkiego, co tylko się im zaproponuje. Bajońskimi sumami też ich raczej nie kuszono, ponieważ budżet filmu nie wygląda jakoś szczególnie zachwycająco. Trzeba jednak przyznać, że jeśli zabrałoby się temu filmowi porządne aktorstwo, to nie pozostałoby mu kompletnie nic pozytywnego, a wytrwanie ponad półtorej godziny przed ekranie stałoby się rzeczą niemal niemożliwą.

I tu postanawiam zakończyć, ponieważ o „Inkarnacji” pisze się równie ciężko, co ją ogląda. Mam nadzieję, że ten przykrótki tekścik uchroni kilka osób od obejrzenia kolejnego filmu o tematyce satanistycznej bez obecności Szatana i satanizmu w ogóle (nie wliczając bezapelacyjnie przerażających "satanistycznych" wiedźm, które zabiły chłopca). Nieźle to nakręcone, nieźle zagrane, ale durne i nudne aż boli. Lepiej trzymać się z daleka.

Recenzja dostępna również na stronie www.efantastyka.pl


       


Autor tekstu: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]  | Klub Miłośników Filmu, 24 września 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Podziel się