Strona główna KMF

O filmie, ale nie do końca filmowo


Czym w ogóle jest intymność i czy jest jeszcze coś o tak delikatnej materii w świecie zdającym się zapominać o chwilach ulotnych, uczuciach i o tym, że jest jeszcze coś do powiedzenia w tej znaczącej sferze? Film porusza tak istotne problemy, że właściwie trudno skupić uwagę na jednym z nich. Każdy aspekt rożnie pojmowanej intymności można by omawiać bez końca. Z tego też powodu jestem bardzo zdziwiona, że na temat "Intymności" powstało tak mało tekstów, a te, które już się pojawiły są delikatnie mówiąc smutne. Jedyne o czym można przeczytać, to że film dostał trzy najważniejsze nagrody na tegorocznym festiwalu filmowym w Berlinie: "Złotego Niedźwiedzia" za najlepszy film, "Srebrnego Niedźwiedzia" za najlepszą rolę kobiecą dla Kerry Fox i nagrodę dla najlepszego europejskiego reżysera Patrice'a Chereau.
Myślę, że całość można podzielić na dwa ważne elementy. Pierwszy to treść. I tu raczej błędem byłoby rozpatrywanie jej na gruncie samego przedstawienia. Jakoś lepiej przyswajalne staje się to co widzimy, jeśli traktować to jako metaforę związków miedzy ludźmi, komunikacji, zmysłów. Tego wreszcie, jak nasze zmysły ewoluują, jakie procesy zachodzą w nas samych.
Okazuje się, że czerpanie przyjemności z bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem musi być w jakiś sposób zredukowane. Bohaterka odwiedzając przygodnie poznanego człowieka (regularnie w każda środę) bez słów oddaje mu się. Kochają się jakby poza tym nie istniało nic więcej, jakby było to jedynym środkiem umożliwiającym im wzajemną komunikacje. Trudno powiedzieć, że łączy ich intymność w sferze uczuć, bo te uczucia jeśli w ogóle są, to stanowią rzecz tak ulotną, że trudną do uchwycenia. "Intymność" w tym wypadku, to uczucia każdego z bohaterów, odarte ze skóry, uchwycone, skradzione im samym. To coś co z całą pewnością chcieliby ukryć, bo jest esencją prawdy, przegraną walką o tożsamość. I to chyba jest najbardziej intymne w tym filmie.



 



Drugi element na jaki można zwrócić uwagę to "projektowanie ciała" w pewnym oczywiście sensie. Ale to co zwraca uwagę w kinie, i co pojawia się coraz częściej to to, że sztuką zaczyna być pewna strategia, która zdaje się krzyczeć, że nie to piękne co podporządkowane modzie i reklamie, ale to co prawdziwe, dalekie od ideału. To już nie pierwszy film, który z dumą zdaje się pokazywać ludzi co najmniej przeciętnych. Tak zwyczajnych, ze aż chciałoby się powiedzieć bardzo ludzkich.
Długo zastanawiałam się co powoduje, że film ocierający się o aurę skandalu z powodu wielu odważnych scen, nie pozostawiających już miejsca dla wyobraźni, jest tak mało zmysłowy i erotyczny. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, nie znam też nikogo kto mógłby powiedzieć, że to co zobaczył wywołało w nim przyjemne odczucia.



 
 



Inna rzecz to ludzie. Obserwacja i konfrontacja z opiniami innych nasunęła mi pewne wnioski. Piszę o tym przy okazji tego filmu bo uważam, że to bardzo istotne, i z całą pewnością ten przypadek nie jest i nie będzie odosobniony. Ludzie zaczynają się gubić, już nie wiedzą co jest sztuką a co nią nie jest. Boją się własnych sądów, nie starają się samodzielnie myśleć. Oceniają tak, jakby wchłaniali jedną wielką zbiorową ocenę, nie wiadomo przez kogo wydaną, istniejącą w tak zwanej opinii obiegowej. Dzieje się tak bo właściwie nie wiadomo co jest nijakie a tylko podbite do wartości czegoś ważnego. Co jest puste, a tylko sztucznie wypełniane wartością. Łatwo jednak dać się ponieść i trochę z lenistwa, a trochę z obawy, przestać w ogóle zauważać, że jest jeszcze coś, co ma sens. Zdecydowanie lepiej jest mówić swoim głosem, niż głosem innych.
Według mnie film wcale nie jest kontrowersyjny. Jest zwyczajny jeśli chodzi o jego powierzchnię. Jest tak rzeczywisty, że chwilami miałam wrażenie, że ekran kinowy staje się jakby cieńszy. Że przenikam do tego mało pociągającego mnie świata. Pewna fatalność, a więc te nieprzyjemne uczucia wynikają z tego, że film ma zdolność do działania na zmysły. Chwilami można poczuć niesmak, niemiły zapach, ból. Dlatego uważam, że film stanowi wyłom. Bardziej sprawdza, niż pokazuje - czy zachowaliśmy jeszcze wrażliwość i w jakim miejscu ciągłej wędrówki ona się znajduje. Jedni wyjdą z kina tuż po napisach początkowych, inni w połowie, zmęczeni (pewnie bardziej głosem swojego sumienia niż "pornografią") a jeszcze inni dzielnie wytrzymają do końca, z poczuciem, że zostali schwytani w pułapkę widzialności, gdzie wyzwolenie we wszystkich jej formach oznacza jej kres i zagubienie.


AUTOR TEKSTU:
Marta Wieczorek - MARTA
      marta@mcw.pl
FOTO: HUNTER