Strona główna KMF
        
Cause we're living in a world of fools,
Breaking us down...

Ostrzeżenie - w tekście pojawiają się drobne spoilery (niegroźne)

Adam, do cna zepsuty neonazista, w ramach resocjalizacji trafia do małej wiejskiej plebanii. Ciepło przyjęty przez tamtejszego pastora Ivana, odpowiada oczywiście chłodem, niechęcią do jakiejkolwiek współpracy. Zapytany przez duchownego, czego też zamierza podczas swojego pobytu dokonać, złośliwie proponuje... upieczenie szarlotki. Co dziwne, pastor podchwytuje ten pomysł i z wyraźnym zapałem przystępuje do "poskramiania" recydywisty. Ktoś jednak usilnie stara się pokrzyżować plany pastora - drzewko, z którego jego nowy podopieczny ma wziąć jabłka na ciasto, przechodzi serię plag... Wrogo nastawiony Adam postanawia wykorzystać okazję i wystawia wiarę Ivana na próbę.
Rzadko spotyka się film przy którym z pełną świadomością śmiejemy się z rzeczy śmiertelnie poważnych. A "Jabłka Adama" są właśnie takim obrazem. Jensen z dystansem, subtelnie i ze sporą dawką czarnego humoru mówi o rzeczach ciężkich i nieprzyjemnych. Największa w tym zasługa fantastycznej postaci Ivana, który ma za sobą poważny bagaż bolesnych życiowych doświadczeń. Gwałcony w dzieciństwie przez ojca, śmiertelnie chory, po samobójstwie żony, z synem-kaleką, zamyka się we własnym, wyidealizowanym świecie. Za wszystkie niepowodzenia obwinia Szatana, uważa, że toczy z nim ciągły bój. Na każdą nieprzychylną sytuację ma jakieś wytłumaczenie. Syn nie jest sparaliżowany - po prostu przeszedł bardzo ciężką grypę i przez to trochę osłabł. Żona nie popełniła samobójstwa - ona po prostu pomyliła tabletki z M&M'sami. I tak dalej... W świetle takich wyjaśnień sytuacja bohatera, zamiast przygnębiać, autentycznie bawi. Szczególnie, gdy dochodzą do tego reakcje Adama, zszokowanego takim postawieniem sprawy. Adam, jak to na typowego recydywistę przystało, na brak argumentów odpowiada pięścią, tudzież paroma mocnymi kopami. To film dwóch aktorów. Urlich Thomsen jako tytułowy Adam mówi raczej niewiele, jego gra opiera się na znakomitej mimice, a przede wszystkim na przenikliwym i chłodnym spojrzeniu. Mads Mikkelsen, czyli pastor Ivan, to mieszanka dobroci i niezwykłej wprost naiwności. Z kamienną twarzą i pełnym przekonaniem wygłasza kwestie wprost absurdalne. Widząc tę jakże skrajnie dobrą postać aż nie można się nadziwić, że to właśnie ten aktor będzie nowym przeciwnikiem (również nowego) Bonda w "Casino Royale". Jednak pozostała część obsady pewnie dotrzymuje im kroku. Duńskiemu reżyserowi udało się wszystkie postaci połączyć ze sobą w sposób bardzo wiarygodny i przekonujący. Ivan, Adam, Khalid, Gunnar oraz Sarah to postaci, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Mają różne problemy, środowiska, charaktery oraz nastawienie do świata. A jednak na ekranie możemy poczuć pewną więź, która ich łączy, coś sprawia, że wyglądają razem jak paczka (nieco wykręconych) przyjaciół. To dzięki nim z obrazu bije specyficzny optymizm i ciepło, przekonanie, że ludzie, bez względu na wszystkie różnice, potrafią znaleźć wspólny język.
Jest to przede wszystkim opowieść o walce dobra ze złem. Dobra - w postaci pastora Ivana, zła - po części na pewno Adama (który to usilnie stara się przekonać i duchownego i samego siebie o swoim zepsuciu i okrucieństwie), ale zdecydowanie bardziej jednoznacznie w postaci doktora. Człowiek nauki, zimny i obojętny, dla którego liczą się przede wszystkim fakty i gardzący wiarą i optymizmem Ivana. Z radością reaguje na każdą kolejną krzywdę wyrządzoną duchownemu, jako swoiste udowodnienie swojej teorii. Idąc dalej, jest to więc także historia walki z przeciwnościami losu, własnymi słabościami i lękami. Takie tematy natychmiast kojarzą mi się z biblijnymi przypowieściami, a szczególnie z przypowieścią o Hiobie Jak na dłoni widać zresztą, że "Jabłka Adama" są niejako pewną próbą interpretacji tej trudnej i dość nieprzyjemnej księgi. Jednak reżyser, wcześniej powiązany z Manifestem Dogmy, zamiast ciężkiego i ponurego moralitetu, snuje historię zabawną i mądrą, która w nie nachalny sposób pozwala widzowi na chwilę refleksji. To film, który udowadnia, że o rzeczach ważnych, pięknych i inteligentnych można mówić w sposób przyjemny, bez zadęcia i pesymistycznej wymowy. W klimacie czarnej komedii, z kilkoma dość makabrycznymi czy mocnymi scenami, przekleństwami i całą masą nieprzyjemności i mało zabawnymi tematami, na naszych ustach gości wciąż szczery uśmiech, od początku aż do (świetnego) finału.

I dlatego, mimo że przemyślenia pozostają te same, zamiast z moralnym dołem i kilkudniową depresją, z kina wychodzimy podśpiewując "How deep is your love?".

Jabłka Adama

Gatunek: Komedia
Rok prod: Niemcy / Dania 2005
Czas trwania: 94 min
Reżyseria: Anders Thomas Jensen
Scenariusz: Anders Thomas Jensen
Obsada:
Nicolas Bro,
Tomas Villum Jensen,
Ali Kazim,
Nikolaj Lie Kaas,
Gyrd Lofqvist


e-mail
Autor recenzji:
Karol Baluta - KAROL

Klub Miłośników Filmu, 16.05.2006