STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Nazywany przez wielu szatanem, ale jeśli Boga nie ma, to co z niego za szatan? Opluwany i potępiany na równi z uwielbieniem i pochwałą tego, co robił i na co chciał społeczeństwu i światu otworzyć oczy. Nie za kasę, pomniki czy dla pustego bałwochwalstwa. Misja - coraz rzadziej używane słowo, połączona z ideą, tworzyły niegdyś to, co obecnie uważamy za rzecz normalną i codzienną. Dzięki temu rodził się postęp, możliwy był krok do przodu, ale z rozwagą i ostrożnie, bo bardzo łatwo jest zgubić wtedy kierunek kroków i miast do przodu, można dać susa w tył. A czym to grozi to już wiemy, wiek XX przykładów nam dał przesyt. Problem, z którym jako widz i świadomy przemijania człowiek, musimy się zmierzyć jest problemem złożonym. Bardzo ciężkim, jeśli chodzi o wzięcie na warsztat filmowy, nie poddający się żadnej obróbce. Lub przynajmniej starający się tej obróbce uciec na wszelkie możliwe sposoby. Eutanazja - słowo wypowiadane z rosnącym strachem, wraz z rosnącymi liczbami na liczniku naszego wieku. Co będzie, gdy sponiewierani chorobami, zmęczeniem i brakiem nadziei staniemy na krawędzi dachu życia? Czy damy ten krok, przed którym teraz tak się wzdrygamy, ze świadomością, że do końca byliśmy wierni swoim decyzjom? A co jeśli krok był błędem i zaprzepaściliśmy nadzieję, która jutro mogła nam pomóc dalej dźwigać brzemię żywota?

Mnóstwo pytań, ale odpowiedzi żadnej nam film nie daje. Co czyni go, moim skromnym zdaniem, filmem genialnym. Nie patrzę na niego przez pryzmat ujęć, gry aktorskiej czy śmiałości i lekkości dialogów. Patrzę na niego przez pryzmat spustoszenia, jakie sieje w mym umyśle w trakcie i na długo po seansie. Wraca niczym wierny pies do pana nóg, patrząc się intensywnie swym pytającym wzrokiem i wciąż czekając na odpowiedź, której długo nie dostaje. Której w ogóle może nie dostać, lub doczeka się jej w momencie, kiedy pytany doświadczy istoty owego pytania na własnej skórze. Co zrobisz? Ten jeden, mały ruch, ten jeden mały gest, mały, choć niesie ze sobą ciężar większy niż ten, który uzbierał się przez całe życie. Decyzja, której jesteś panem i władcą, a która oprócz Ciebie dotyka osoby z najbliższego otoczenia. Mistrzostwo tego filmu polega na tym, że zmusza, nie nakazuje czy przypomina nam o tym, ale zmusza do myślenia. Zmusza do zastanowienia się nad granicą i samym jej istnieniem, bo może takowej nie być, kiedy należy podjąć i czy w ogóle, krok poza obrys dachu. Mówi nam o niczym innym jak samobójstwie, świadomym i zaplanowanym, pozbawionym może wizualnej otoczki krwawego widowiska, co nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z samobójstwem. Gdy spoczywa na nas wzrok człowieka schowanego za wielkim okularem, człowieka doświadczonego przez życie i los, który sam, bez niczyich ponagleń zdecydował się wziąć na swoje wątłe barki opięte w ciasny, jasnoniebieski pulower, ciężar o wiele większy niż nam się wydaje, czujemy że chodzi o coś więcej niż wszystko to, co charakteryzuje materializm tego świata.

Al Pacino po kilku wątpliwej jakości i wątpliwych w wymowach rolach wraca na pudło gry aktorskiej, może nie na pierwsze miejsce, ale na pudło na pewno. Idealnie obrazuje to, co ten człowiek, dr Jack Kevorkian, chciał przekazać i co czuł. Ująć w kilkadziesiąt minut taśmy filmowej problem, nad którym najtęższe umysły głowią się od lat kilkunastu, oddać słów kartacze, które spadały na niego, gdy niósł swoją ideę do ludzi, którzy postanowili nie walczyć... wydaje się to niemożliwym. A jednak się udało. Ująć w kilkadziesiąt minut emocje, jakie towarzyszą eutanazji, emocje jakie trzepoczą w zamkniętym umyśle chorego, umyśle otępiałym i oszalałym od bólu i cierpienia, który chce końca, chce ukojenia wpływającego do jego żyły z naciśnięciem tłoka strzykawki, wydaje się nieprawdopodobnym. A jednak się udało. Dlatego teraz każdy z nas, bo nikogo ten problem nie ominie oprócz tych, którzy ze światem pożegnają się w sposób gwałtowny, musi się zastanowić nad zasadnością "zastanowienia" nad tym problemem. Czy warto? Gdzie jest punkt, w którym w stu procentach umiera nadzieja na polepszenie? Czy się nie pomylę?

Jack twierdził, że nie dany przysięgłym ani sędzi osąd nad jego osobą i tym co robił. Miał rację, oceni go historia, czy dobrze czy nie, nie wiemy. Z dużą jednak dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ten film jest pierwszą cegiełką w tym historycznym osądzie. Kamieniem węgielnym, który spoi cały budynek osądu, gdy ten będzie już, lub w ogóle, gotowy. Kiedy sami staniemy tam, gdzie stali jego pacjenci. Kiedy ciało nasze będzie płonąć innym ogniem, niż onegdaj to bywało, słabym, dychawicznym, ale jednak. Czy starczy nam sił, by płomyk ten zdmuchnąć?

You Don't Know Jack

Tytuł polski: Jack, jakiego nie znacie
Czas trwania: 134 minuty
Rok produkcji: 2010, USA

Reżyseria: Barry Levinson
Scenariusz: Adam Mazer
Montaż: Aaron Yanes
Muzyka: Marcelo Zarvos
Zdjęcia: Eigil Bryld

Wystąpili:
Al Pacino Jack Kevorkian
Brenda Vaccaro Margo Janus
John Goodman Neal Nicol
Danny Huston Geoffery Fieger
Susan Sarandon Janet Good
Cotter Smith Dick Thompson


Autor recenzji: Piotr Kocoń - BURIAL
Oprawa HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 21 kwietnia 2011
Podziel się

STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE