Historia jąkały, który poszukuje pomocy nie zapowiada uniesień. "Jak zostać królem" udowadnia jednak, że nic bardziej mylnego.
Król z przypadku
Cytując klasyka można by powiedzieć, że Jerzy VI, wcześniej Albert, książę Yorku zawsze był drugi. Historia zapamiętała go jako niezbyt rozgarniętego, zakompleksionego i nieśmiałego młodszego brata Edwarda VIII. Tak, tego znanego Edwarda VIII. Tego samego, który mówiąc patetycznie, poświęcił koronę dla miłości. Jego romansem z rozwiedzioną Amerykanką Wallis Simpson żyła cała przedwojenna Europa. Nie mniejsze emocje wzbudzały nazistowskie sympatie Edwarda. Kino kocha takie historie. A książę Albert wiódł przykładnie nudne życie w szczęśliwym małżeństwie. I w dodatku się jąkał. Rzeczywiście, nie jest to zbyt imponujący materiał na film. Pewnie gdyby książę Albert nie został Jerzym VI nie byłoby filmu i, jak bardzo przytomnie sam zauważył,
"nikt by się nim nie interesował". Historia jednak bywa przewrotna. Edward VIII po niecałym roku królowania abdykował na korzyść młodszego brata, aby ożenić się z panią Simson. Jerzy VI został królem, a my dostaliśmy świetny film w reżyserii Toma Hoppera.
Fabuła "Jak zostać królem" koncentruje się przede wszystkim na niekonwencjonalnej terapii, którą książę Albert (Colin Firth) przechodzi pod okiem "doktora" Lionela Lounge'a (Geoffrey Rush). Dopiero na drugim planie rozgrywają się wydarzenia, którymi żyła cała ówczesna Europa - wspomniany już romans Edwarda VIII, ekspansja nazizmu, widmo II wojny światowej. Odsunięcie chwytliwych wątków na boczny tor i skoncentrowanie się na osobie nieciekawego pozornie księcia Alberta było może ryzykowne, ale ryzyko opłaciło się. Twórcy oferują nam to, co Brytyjczycy robią w kinie najlepiej - film historyczny i biografię w jednym. Nie tylko świetnie wygrywają najlepsze atuty obu gatunków - drobiazgowo odtworzone tło historyczne i mocno zarysowane, pogłębione psychologicznie postaci. Ujęcie tematu jest przy tym na tyle niekonwencjonalne, że udaje się uniknąć powielania schematów i nie musimy po raz kolejny zgadywać, jakie filmy były dla reżysera inspiracją. Oryginalność i bezpretensjonalność to ogromne atuty "The King's Speech". Nie największe.
|
|
Colin Firth Wielki
Największy atut to aktorzy. To właśnie zespół aktorski decyduje o tym, że historia Alberta W. jest tak fascynująca i trzyma w napięciu do ostatnich minut. Pisałam ostatnio o stylu gry amerykańskim i angielskim. I właśnie na przykładzie obu nagrodzonych Złotymi Globami (Natalie Portman i Colin Firth właśnie) kreacji ujawnia się to najdobitniej. W "The King's Speech" (prawie) wszyscy Brytyjczycy i jeden Australijczyk są rewelacyjni. Wszystko to oczywiście jest zasługą Szekspira - w Anglii nawet młodzież w wieku tak zwanym gimnazjalnym cytuje go sobie na wyrywki (przynajmniej tak wynika z filmu). To może być ważna, a nawet bezcenna wskazówka dla naszych aktorów
in spe.
Colin Firth jako książę Albert szybko zjednuje sobie naszą sympatię. Jest z jednej strony nieufny i nieśmiały. Pełen kompleksów, nieustanne wątpi we własne możliwości. No i jąka się. Z drugiej strony, to przecież Jego Królewska Wysokość, syn króla, przyszły cesarz Indii, arystokrata, który "nie wypadł sroce spod ogona". Jego relacje z lekarzem - niespełnionym aktorem i zwykłym synem browarnika od początku są trudne i skomplikowane. Lounge to pozornie całkowite przeciwieństwo Bertiego. Silnie zarysowane postaci obu protagonistów i ich nieustanne starcia to prawdziwe pole do popisu dla aktorów Geoffreya Rusha i Colina Firtha. Firth jako neurotyczny arystokrata jest rewelacyjny, a jeżeli po tym filmie nie zostanie mu przydomek "Wielki" to przynajmniej powinno się go odznaczyć tytułem szlacheckim. Nie ustępuje mu Geoffrey Rush, chociaż trzeba zaznaczyć, że to Firth zdominował cały film, podoba się też dyskretna gra Heleny Bohnam - Carter w roli żony Jerzego, Elżbiety, Królowej Matki. Ta ich intonacja, to podawanie tekstu, drobne gesty, które są w stanie udźwignąć całą scenę. Już drugi raz w tym roku (po raz pierwszy w "Królestwie zwierząt") bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Guy Pearce (w roli Edwarda VIII). Trochę jakby zapomniany po "Memento", teraz powraca na ekrany. I to w jakim stylu. Jednym dysonansem w obsadzie aktorskiej był Timothy Spall w roli Winstona Churchilla - starał się naśladować go tak wiernie, że momentami wpadał w śmieszność.
|
|
Film w służbie Imperium
Oczywiście można zastanowić się, na ile film jest okolicznościową laurką zrobioną ku czci dynastii Windsor (mała córka Alberta to przyszła królowa Elżbieta II.). Ile rzeczy zostało podkolorowanych, ile przemilczanych. Trzeba jednak przyznać, że Anglia lat trzydziestych odtworzona jest bardzo wiernie. To Imperium rozdarte między skostniałym konserwatyzmem (świetne zdjęcia - zwłaszcza scena w Sali Tronowej), a zmianami, których nie sposób zatrzymać. Rewolucją obyczajową i techniczną (pierwsze samoloty, rosnąca potęga środków masowego przekazu - zwłaszcza radia). Imperium przerażone potęgą Hitlera i sparaliżowane przez swoją niemoc, niczym sam król. Jerzy VI trafnie komentuje jedno z wystąpień Hitlera:
"Nie wiem, co mówi, ale widzę, że robi to dobrze". Po czym gorzko konstatuje, że
"król angielski nie potrafi mówić".
Zmian, które już się rozpoczęły nie sposób zatrzymać. Sami wiemy o tym najlepiej, tym bardziej, że znamy ciąg dalszy tej historii z małą Elżbietą w roli głównej. Pewnie, sporo w filmie rozmaitych przemówień, a momentami nawet nazbyt pompatycznej atmosfery. Ale co tam, niech i Brytyjczycy mają coś ku pokrzepieniu serc. Tym bardziej, że nie bardzo wiem, jak oni to zrobili, ale zrobili to naprawdę dobrze. "Jak zostać królem" to mały, wielki film.
8/10
|
|
 |
wytwórnia - See Saw Films, Bedlam Productions, 2010
reżyseria - Tom Hooper
scenariusz - David Seidler
produkcja - Bob Weinstein, Harvey Weinstein, Geoffrey Rush
zdjęcia - Danny Cohen
montaż - Tariq Anwar
muzyka - Alexandre Desplat
czas projekcji - 118 minut
wystąpili
Colin Firth
Geoffrey Rush
Helena Bonham Carter
Jennifer Ehle
Michael Gambon
Timothy Spall
Anthony Andrews
Guy Pearce
Tim Downie
Dick Ward
|
(król Jerzy VI)
(Lionel Logue)
(królowa Elżbieta)
(Myrtle Logue)
(król Jerzy V)
(Winston Churchill)
(Stanley Baldwin)
(król Edward VIII)
(książę Gloucester)
(kamerdyner)
|
|
 |