|
|||
Jan de Bont przygodę z kinem rozpoczął od operatorki (jeszcze w latach 60-tych!);
jest autorem
zdjęć do takich filmów jak "Szklana pułapka" i "Polowanie na Czerwony
Październik" McTiernana, "Czarny deszcz" Ridley'a Scotta, "Linia życia"
Schumachera czy "Nagi instynkt" Verhoevena. Ostatnim filmem do jakiego
de Bont zrobił zdjęcia była "Zabójcza broń 3" Donnera. Spędziwszy wiele
lat na planach tych filmowych przebojów dużego kalibru, Bont dowiedział
się zapewne wiele o tworzeniu tychże - wszak swojej znakomitej ręki
operatora użyczał reżyserom charakteryzującym się dość wysoką pozycją w branży.
W roku 1994 Jan de Bont postanowił odejść od kamery i zasiąść na stołku
z napisem "Director". Tak powstał "Speed", jeden z najbardziej ekscytujących
filmów akcji w dziejach tego gatunku, będący jednocześnie jednym z najlepszych
i najciekawszych debiutów reżyserskich lat 90-tych. Jan de Bont przebojem
wbił się do pierwszej ligi Hollywoodzkich reżyserów, a swoją klasę
i nietuzinkową pomysłowość realizacyjną potwierdził dwa lata później,
tworząc kolejny wielki przebój kinowy; film którego bohaterem
został zorganizowany wiatr. Kariera reżysera zdawała się przeć do przodu niczym
negatywny bohater "Twistera"; Bont miał już się brać za realizację
"Godzilli" - wszystko jednak spaliło na panewce i film wyreżyserował Roland Emmerich.
Spadek ze stołka reżyserskiego "Godzilli" nie wróżył dobrze na przyszłość; nic jednak nie zapowiadało
klęski jaka miała nadejść wraz z drugą częścią "Speed", zatytułowaną
"Cruise Control" - który okazał się totalną pomyłką. Kolejnymi filmami Bont potwierdził tylko, że
dwa pierwsze znakomite obrazy jakie stworzył, były jedynie dziełem szczęśliwego
trafu i powiewu świeżości bijącego ze scenariuszy "Speed'a" i "Twistera".
Druga część "Tomb Raider" miała być ostatnią szansą reżysera na pozostanie
w pierwszej lidze Hollywood. Niestety, podobnie jak pierwsza część przygód
Lary Croft, druga odsłona nie jest warta zbyt wysokich ocen.
Mimo wszystko, dzieki niezapomnianemu i błyskotliwemu debiutowi oraz widowiskowemu
"Twisterowi", Jan de Bont pozostanie tym, który rozruszał nieco skostniałe schematy
kina akcji i przygody. W przedmowie do filmografii warto wspomnieć jeszcze, że
Jan de Bont nie był autorem zdjęć do żadnego z wyreżyserowanych przez
siebie filmów. Ciekawostką jest też fakt, że tylko raz napisał
scenariusz; do "Speed: Cruise Control" i po kompletnej klapie filmu
już więcej się do pisania nie brał. Nieco więcej szczęścia miał
jako producent (współproducent), gdzie oprócz wyprodukowania własnych, miernych
"Speed 2" i "The Haunting", wyłożył pieniądze na takie hity jak "Equilibrium"
i "Raport mniejszości".1994 "Speed-niebezpieczna prędkość" ("Speed")
Jeśli szukać adrenaliny spływającej z ekranu wprost do żył; to można
skończyć poszukiwania - oto film który trzyma w napięciu od pierwszej
do ostatniej, nafaszerowanej akcją minuty. Po seansie, poza rozsypanym
tu i ówdzie Pop-Cornem, widzowie pozostawiali też obgryzione z nerwów paznokcie.
W tym filmie wciąż coś się dzieje, coś spada, jest w nieustannym ruchu, a emocje widzów wystawione
są na ciężką, wytrzymałościową próbę. Co z tego, że 3/4 fabuły razi niedorzecznościami
i naciągactwem. "Speed" to filmowa rozrywka w najlepszym wydaniu;
są emocje, jest przystojny gliniarz (Keanu Reeves), piękna dziewczyna
(Sandra Bullock) i bardzo czarny, czarny charakter (Dennis Hopper).
Do tego wspaniałe zdjęcia Andrzeja Bartkowiaka, scenariusz pozbawiony większych niedociągnięć
i cała masa akcji przez duże "A". Bez dwóch zdań; "Speed" to klasyka kina sensacyjnego i jeden
z nielicznych filmów tak rzetelnie realizujących teorię głoszoną przez Hitchocka:
"film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno stopniowo wzrastać"
Ciekawostka: Ulubionym reżyserem Jana de Bonta jest Stanley Kubrick, stąd
w filmie scena przed kinem, w którym akurat grana jest "2001: Odyseja kosmiczna". 1996 "Twister"
Ten film to przede wszystkim popisowa rola komputerów, które wygenerowały
zabójcze tornada siejące zniszczenie wśród ludzi, zabudowań, zwierząt i rolniczego sprzętu wszelakiego rodzaju.
Po ekranie z lekkością puchu latają
kombajny, ciągniki, 18-sto kołowe ciężarówki i inne fajne rzeczy, które normalnie - raczej nie latają.
W pamięci szczególnie zapisują się krowy przelatujące przed
bohaterami z taką finezją, jakby lot sprawiał im wyraźną frajdę. Do
tego koncertu efektów specjalnych sklecono nieco naciągany scenariusz
(czymś trzeba było wypełnić ekranowy czas między kolejnymi tornadami);
wątła historia miłosna przeplatana dziwnymi koneksjami łączącymi
bohaterów z... kaprysami pogody. Mimo jednak scenariuszowej mielizny, "Twister"
to porządna dawka rozrywki i ekranowej demolki na całego. Film zdecydowanie
oryginalny i niepowtarzalny. Ciekawostka: W jednej ze scen Bont ponownie oddaje hołd Kubrickowi;
na ekranie kina samochodowego niszczonego przez tornado szaleje akurat
Jack Nicholson z toporem, w scenie z "Lśnienia".1997 "Speed 2: Wyścig z czasem" ("Speed 2: Cruise Control")
Czy Światu naprawdę potrzebna była druga część filmu "Speed"? To tak jakby
nakręcić kontynuację "Forrest Gumpa" czy "Titanica". Tak, jakby
chcieć polepszyć coś idealnego i dopowiedzieć coś jeszcze, do historii definitywnie
zakończonej. Jan de Bont stwierdził, że spróbuje przebić sam siebie i...
Keanu Reeves odmówił powtórnego zagrania roli Jack'a (i słusznie). Nie zraziło
to jednak reżysera, który na potrzeby sequela zdołał zatrudnić Sandrę Bullock
i Jasona Patricka (to taki aktor bez wyrazu), oraz obsadzić Willema Dafoe w roli
psychopaty (książkowy przykład źle wymyślonego filmowego psychopaty).
Przyznać trzeba, że zadanie pobicia oryginału było awykonalne, wszak
to właśnie Reeves był gwiazdą "Speed". Doszedł do tego niezbyt trafiony pomysł
z osadzeniem akcji na pędzącym statku i wtórne rozwiązania dramaturgiczne.
Film poległ w kinach, idąc na dno w oczach widzów. Porażka przez duże "P".
Rada dla Jana de Bonta; nie warto próbować przeskoczyć samego siebie - rzadko się udaje ;)1999 "Nawiedzony - niektóre domy rodzą się złe" ("The Haunting")
Grupka ochotników bierze udział w eksperymencie naukowym w opuszczonym domu.
Bohaterowie błąkają się bez celu wśród rozległych dekoracji stworzonych w dużej części
w trzewiach komputera i udają, że się boją. Nie pomogła gwiazdorska obsada
(Catherine Zeta Jones, Liam Neeson i Owen Wilson) ani nawet chwilami bardzo
wpadające w oko efekty wizualne; "Nawiedzony" został filmowym średniakiem
z bardzo prozaicznego powodu - feeria efektów specjalnych nie zdołała przysłonić
braku tego, co w filmach grozy najważniejsze: klimatu osaczenia, poczucia
odosobnienia i przede wszystkim napięcia i atmosfery zagrożenia, którego nie zdołali
pokazać ani aktorzy, ani wirtualne cuda niewidy. Gwoździem do trumny był
nieszczęśliwy polski podtytuł: "Niektóre domy rodzą się złe" - brawa dla
pomysłodawcy tego jakże chybionego sloganu ;)2003 "Lara Croft Tomb Raider: Kolebka życia" (Lara Croft Tomb Raider: Cradle of life")
Krótko; "Tomb Raider 2" miał odbudować niską jak krasnal, reżyserską reputację Bonta.
Nie udało się. Powstał film (podobnie jak pierwsza część) strawny chyba tylko dla miłośników komputerowego
oryginału, oraz dla wielbicieli urody i figury panny córki Jona Voighta. Kiepskie, pozbawione
jakiejkolwiek dramaturgii i sensu akcje, postaci nakreślone chyba kredką świecową i idiotyczny tytuł dopełniają tragicznej całości. Scenariusza natomiast, i jakichkolwiek plusów tego filmu nawet tak wytrawna poszukiwaczka jak Lara Croft - nie znajdzie. Jeśli Jan De Bont ma kręcić takie filmy, to niech lepiej już nic nie kręci.FILMOGRAFIĘ SPORZĄDZIŁ: Rafał Donica - DUX ![]() |