Pamela Voorhees, matka chłopca, pracująca na terenie ośrodka, jest świadkiem śmierci swojego dziecka. Oszalała kobieta postanawia ukarać winnych i dokonuje dwóch brutalnych morderstw na, zażywających urlopu nad jeziorem, wczasowiczach. Tragedia ma miejsce w piątek 13 czerwca 1958 roku. Obóz Crystal Lake zostaje zamknięty na dwie następne dekady.
Dwadzieścia lat później podjęta zostaje decyzja o ponownym otwarciu kampusu. Na miejsce przyjeżdżają nowi wczasowicze, chętni spędzenia niezapomnianych wakacji nad malowniczym jeziorem. Wydawać by się mogło, że nikt już nie pamięta o tragicznym wydarzeniu sprzed lat. Jedynie miejscowy dziwak - Szalony Ralph zawraca głowę nowoprzybyłym, opowiadając jakieś historie o przerażającej klątwie ciążącej nad "Krwawym obozem". Kto by jednak przejmował się urojeniami zdziwaczałego starca... Dopiero kolejna fala okrutnych morderstw uświadomi obozowiczom, że ktoś ciągle pamięta o Jasonie - chłopcu, którego ciało spoczywa gdzieś na dnie jeziora. Co więcej - być może mordercą jest sam zainteresowany...

Sean Cunningham, reżyser filmu "Piątek 13." nie spodziewał się tak gorącego przyjęcia swojej produkcji. Dziś film uznaje się za pierwszy tzw. "slasher", a liczba sequeli doszła już do dziesięciu części, nie licząc crossovera "Freddy vs. Jason" i właśnie powstałego remake'u pierwszych części filmu. Co ciekawe, Jason - postać najbardziej charakterystyczna dla filmów z tej serii, pojawił się dopiero w końcówce obrazu Cunninghama. Topielca, jakiego wszyscy znamy - wielkiego draba w masce hokejowej, można było podziwiać dopiero w trzeciej części.
Co sprawiło, że niskobudżetowy film, częściowo sfinansowany przez samego reżysera, odniósł taki sukces? Aktorzy grający w tym filmie mieli za sobą raptem kilka ról. Wśród nich pojawił się nawet młody, nieznany jeszcze wówczas Kevin Bacon (można powiedzieć, że zadebiutował na dużym ekranie jednym z ciekawszych zgonów...). Co ciekawe - w powstałym parę lat później "Koszmarze z ulicy Wiązów" debiutował Johnny Depp, i co jeszcze ciekawsze - wyciągnął kopyta jeszcze efektowniej niż jego kolega po fachu. Zresztą nie tylko aktorzy mający zagrać w tym filmie, byli słabą stroną przedsięwzięcia - banalna, prostacka wręcz, historia, robiła wrażenie napisanej przez pryszczatego licealistę, podczas długiej przerwy.
Na szczęście Cunningham poprowadził ten film w taki sposób, aby widzowie od początku domyślali się, kto jest mordercą, a następnie zastosował zabieg podwójnego zaskoczenia w finale. Dodatkowo, całość obudował klimatyczną muzyką Harry'ego Manfrediniego. Chociaż, trudno tu mówić o muzyce, chodzi raczej o charakterystyczny motyw przewodni, który bardziej przypomina niezidentyfikowane westchnienia, powielane przez echo, niż muzykę. Genialny charakteryzator i spec od make-upu w filmach grozy, będący już po swoim debiucie w "Dawn of the dead" George'a Romero, zatroszczył się o efektowny wygląd postaci pojawiającej się w finale. Tom Savini, bo o nim mowa, podobno z sadystyczną wręcz przyjemnością zjawiał się w ostatnich minutach premierowych pokazów "Piątku 13-tego", aby upajać się przerażeniem zaskoczonych widzów.
I to właśnie finał filmu zaważył na tym, że powstać musiały kolejne części. Jason - topielec szukający zemsty za własną śmierć, ożył i nie robił wrażenia faceta, z którym chciałoby się skoczyć na piwo w piątkowy wieczór...

Reżyserią kolejnej części zajął się producent "jedynki" - Steve Minner. Film okazał się sukcesem finansowym, co pociągnęło za sobą kolejne, mniej lub bardziej udane części. Jednym z najważniejszych elementów "Piątku 13." był udany zabieg wywołania szoku u widza. Niestety, nie udało się to już w żadnej kolejnej części. Wiadomo było już od początku, kto stoi za okrutnymi morderstwami na terenie obozu Crystal Lake. Co ciekawe, przez serię o Jasonie przetoczyło się kilka znanych twarzy, między innymi Corey Feldman i znakomity Crispin Glover. Na uwagę zasługuje piąta część cyklu, gdzie po raz kolejny usiłowano zaskoczyć odbiorcę filmu. Bezskutecznie. Późniejsze próby wskrzeszenia serii, bardziej śmieszyły niż straszyły. W końcu nie codziennie można spotkać, będącego już w zaawansowanym stadium rozkładu, Jasona przechadzającego się po ulicach Manhattanu, albo tzw. Uber Jasona: topielca-półcyborga niszczącego międzygalaktyczny statek w roku pańskim 2455... Ostatnia (pomijając powstały właśnie remake) próba reaktywowania tego legendarnego topielca miała miejsce przy okazji produkcji "Freddy vs. Jason", gdzie na ekranie po raz pierwszy spotkało się dwóch największych drani w historii kina: Freddy Krueger i Jason Voorhees. Co by nie mówić o tym pomyśle, film okazał się całkiem ciekawy i wart obejrzenia, co nie zmienia faktu, że większość fanów pogodziła się już chyba z myślą o jak najszybszym pogrzebaniu Jasona i zapomnieniu o kolejnych odcinkach serii.
Skoro kolejne części "Piątków" były już tylko kopiami oryginału, czemu ktoś decydował się na produkcję tych obrazów? Co ciągnęło ludzi do kina? Odpowiedź jest prosta - JASON!
Czym charakteryzuje się typowy morderca przedstawiany w kinie grozy? Z reguły jest okrutny, przebiegły, cyniczny, czasem obdarzony upiornym, czarnym humorem, niczym Freddy z "Koszmaru na ulicy Wiązów". Bywa też upośledzonym, wyrośniętym dzieckiem, dla którego zabijanie jest zabawą (np. jeden z członków psychopatycznej rodzinki z "Teksańskiej masakry piłą łańcuchową"). Czasem morderca to zwichrowany emocjonalnie fetyszysta - kolekcjoner, który zabija, by ukończyć swoje makabryczne dzieło ("Milczenie owiec"). Jest też dość duża grupa zabójców, których jedynym celem jest konsumpcja ludzkiego mózgu, krwi, śledziony, trzustki itp.- tu kłaniają się zombie, wampiry i temu podobne kreatury.
Jest jeszcze morderca - mściciel, istota pragnąca ukarać winnych swej krzywdy. Czy zatem Jason to właśnie taki morderca - mściciel? Otóż nie. Z początku, chora psychicznie matka zabitego chłopca, faktycznie pragnie pomścić utratę swojego jedynego syna. W kolejnej części sam Jason ukarał jedną z obozowiczek, która bardzo brzydko obeszła się z jego psychopatyczną rodzicielką. Później, z braku innych zajęć, Jason zabrał się za mordowanie każdego, kto stanął na jego drodze. Zaopatrzony w maczetę i hokejową maskę stanowił mocno przegniłe ucieleśnienie najczystszego zła.
To, co najbardziej intrygujące w tej postaci, to jej kompletny brak uczuć i intencji. Zabijanie to dla Jasona zwykła, rutynowa wręcz, czynność. Prawdopodobnie z takim samym spokojem i opanowaniem prasowałby swoje robocze koszule, gdyby zabrał się za jakąś porządniejszą od ganiania za biednymi wczasowiczami, robotę. Styl bycia Jasona nazwałbym mocno minimalistycznym. Właściwie, w dużej mierze, opiera się on na parciu do przodu i eksterminowaniu kolejnych, nieświadomych zagrożenia ofiar. To chyba jedna z najszczerszych postaci w historii kina. On nie potrzebuje powodu by zabijać. On to robi, bo taki już jest i kropka. Litościwie oszczędza jedynie dzieci w wieku, w jakim sam był w momencie swojej śmierci. Tą jedyną słabość Jasona wykorzystał jeden z młodych bohaterów czwartej odsłony cyklu, dzięki czemu nie tylko uratował swoją skórę, ale i skutecznie "załatwił" swojego oprawcę...

...a następnie w części szóstej odkopał jego grób, aby upewnić się, czy spoczywający tam Jason jest na pewno martwy...
Ci z widzów, którzy odważą się na obejrzenie wszystkich części "Piątku 13." i są wystarczająco spostrzegawczy, zauważą dodatkowo przemiany, jakim ulega Jason. Z początku jest tylko zdeformowanym, leciutko nadpsutym topielcem, w kolejnych częściach dorasta (w części 6. budzi się jako zombie) i zmienia image. Oprócz tego, standardowo, w finale każdego filmu jest po raz kolejny efektownie uśmiercany, toteż oprócz typowych trupich cech, posiada jeszcze, coraz to nowe, szpecące jego i tak już nierówną cerę, blizny i ubytki. Pod koniec ósmej części Jason był już podpalany, traktowany siekierą, kilkukrotnie ostrzelany, strzaskany przez turbinę motorówki, rażony piorunem i oblany toksycznymi chemikaliami, toteż jego stan zdrowia uprawniałby go do, co najmniej kilkumiesięcznej wizyty w dobrym sanatorium.
Fani serii uważają, że w roli Jasona, poza Arim Lehmanem - aktorem, który pojawił się epizodycznie w roli młodego topielca w pierwszej części filmu, najlepiej sprawdził się Kane Hodder, wcielający się w tę rolę od siódmej do dziewiątej części filmu. Hodder to aktor, który ma szczęście najczęściej odtwarzać role olbrzymich potworów - morderców (ostatnio, wraz z Robertem "Freddym Kruegerem" Englundem pojawił się w piątkopodobnym slasherze pt. "Hatchet"). Skoro już mowa o Freddym Kruegerze - obie postacie były często sobie przeciwstawiane. Wyrachowany, złośliwy, sypiący czarnym dowcipem Krueger, był całkowitą odwrotnością wielkiego, zimnego i, można by rzec, bezmózgiego Jasona. Pierwszym sygnałem do spotkania obu panów był finał 9. części "Piątku", kiedy to słynna maska Jasona została zabrana do piekielnych czeluści przez tajemniczego właściciela rękawicy z ostrzami. Warto też wspomnieć, że jedna z części "Piątku" (konkretnie - szósta) ubarwiona jest muzyką znanego rockowego showmana i miłośnika horrorów - Alice'a Coopera. Ten sam muzyk zagrał epizodyczną rolę ojca Kruegera w filmie "Freddy nie żyje - koniec koszmaru". Ostatecznie, kinowe randez-vous tych intrygujących osobowości miało miejsce po dwudziestu trzech latach od powstania pierwszego filmu z Jasonem i po dziewiętnastu od czasu, kiedy Freddy pierwszy raz dokonał sennego mordu. Efekt spodobał się fanom obu serii. W efekcie tego, producenci zaczęli wspominać coś o powstaniu kolejnej części spotkania obu "wesołków", tym razem w towarzystwie niejakiego Asha - bohatera trylogii "Martwe zło" Sama Raimiego.
Od kilku lat możemy obserwować zjawisko "odświeżania" kolejnych starych, kultowych horrorów. Owo "odświeżanie" polega najczęściej na tworzeniu prequeli - obrazów ukazujących historie sprzed wydarzeń zawartych w oryginalnym filmie. Na warsztat brano już "Teksańską masakrę piłą łańcuchową", "Egzorcystę", a ostatnio "Halloween". Takiego liftingu doczekał się też Hannibal Lecter. Innym zabiegiem stosowanym przez filmowych rzemieślników jest sięganie po oryginalny scenariusz filmu i adaptowanie go na nowo. Reanimowano już "Mgłę", "Wzgórza mają oczy" oraz "Autostopowicza". W kolejce czeka jeszcze "The Thing", "Hellraiser" i "Laleczka Chucky".

Informacje o planach ponownego nakręcenia "Piątku 13." nie były dla nikogo zaskoczeniem. Z początku mówiono o remake'u pierwszej części filmu lub stworzeniu obrazu opowiadającego o dzieciństwie Jasona. Teraz już wiadomo - nowy film o słynnym topielcu powstał w wyniku współpracy dwóch wytwórni, roszczących sobie prawa do postaci Jasona, ale także do nazwy "Friday the 13th" - New Line i Paramount. Producenci zapowiadali historię nawiązującą do trzech pierwszych części cyklu. Jason miał być jeszcze bardziej zły, szybszy i znacznie sprawniejszy fizycznie. Reżyserią filmu zajął się Marcus Nispel - człowiek odpowiedzialny za nową wersję "Teksańskiej masakry piłą łańcuchową" oraz goszczącego jakiś czas temu na ekranach polskich kin "Tropiciela".
Nowa odsłona morderstw nad jeziorem Crystal Lake (i okolicach), podobnie jak inne odgrzewane horrory, albo odniesie sukces i przyniesie jej twórcom sporo pieniędzy albo stanie się gwoździem do trumny pana Jasona Voorheesa (swoją drogą najwyższy czas złożyć tam jego nadgniły zad). Ewentualna klęska tego filmu być może odebrałaby producentom ochotę tworzenia dzieł typu "Jason vs. Hellraiser", czy "Batman vs. Jason vs. Pirates of the Carribean". Zanim jednak obejrzycie nowy "Piątek", sugeruję Wam zapoznanie się ze wszystkimi częściami serii. Najlepiej obejrzeć je kilkukrotnie - po takim zabiegu gwarantuję, że postać małomównego topielca przypadnie do gustu nawet najbardziej wybrednym widzom, a "przełknięcie" nowej produkcji będzie o niebo lżejsze...
 |
| Autor tekstu: Jan Sałajczyk - COLDSEED
Klub Miłośników Filmu, 15 kwietnia 2009
|