Strona główna KMF










CHAMSTWO KONTRATAKUJE!











       Wulgarny, głupi, schematyczny i nużący.
Tak, nie mylicie się. To o najnowszym filmie Kevina Smitha. Tego samego, który nakręcił świetnych "Clerks", czy "Chasing Amy". "Jay i Cichy Bob kontratakują" to propozycja spotkania starych znajomych z filmów Smitha. Tym razem pierwszoplanowymi postaciami są tytułowi Jay i Silent Bob, którzy w poprzednich filmach reżysera grali zabawne, ale krótkie epizody. Myślę, że już wiem dlaczego. Ano dlatego, że ta parka to dwóch niesamowicie chamskich, wulgarnych, głupich i infantylnych idiotów, którzy ledwie dostrzegają życie poprzez dym wypalanej marihuany.


       A zaczyna się ten film nieźle. Znowu jesteśmy pod dobrze znanym sklepem "Quick Stop", gdzie nasi bohaterowie handlują "towarem", znowu spotykamy Dantego i Randalla, którzy wciąż pracują w tym samym sklepiku. Niestety, Jay i Bob wkrótce dowiadują się, że ma powstać film fabularny wykorzystujący postacie komiksu wzorowanego właśnie na nich, i nie będzie to raczej dobry film. W obawie przed zszarganiem ich niepokalanej opinii postanawiają ruszyć do Hollywood i przeszkodzić w mającej się rozpocząć wkrótce produkcji. Pomysł wydawałoby się niegłupi i dający tak zdolnemu twórcy jak Smith prawdziwe pole do popisu. Aż się prosi o zrobienie dobrego filmu drogi, lub komedii. I taki właśnie film zrobiono, tylko można o nim napisać wszystko oprócz tego, że jest dobry. Czegóż tu bowiem nie mamy? Ano jest komedia, jest film drogi, romans, kryminał i sam już nie wiem co jeszcze. Aha - na dodatek Smith postanowił ostro zakpić sobie z produkcji hollywódzkiej. Szkoda, że tyko tyle grzybów włożył do tego barszczu. Zapomniał jeszcze o westernie, filmie kostiumowym i wojennym. Siedziałem na sali w otoczeniu kilkudziesięciu osób i chyba byłem jedyną osobą, która nie bawiła się dobrze. Wokół mnie co i rusz wybuchały głośne rechoty a ja nie mogłem zrozumieć co też reżyser wyprawia. Z ekranu wylewa się rynsztok - Jay i Bob (a głównie ten pierwszy) używają "czteroliterowców" zamiast przecinków, mnożą się dowcipy, z których ten o zjadaniu odchodów należy do elegantszych, możemy delektować się puszczaniem gazów i wysłuchiwać monologów o "robieniu laski". Dodajmy do tego co raz bezwstydne i mocno przyciężkie puszczanie oka do widzów (czasami dosłownie), które ma w domyśle znaczyć: "rozumiecie do czego to aluzja?, świetnie się bawicie, nie?". Oczywiście zalewu wulgarności na ekranie nie wynalazł Smith, i nie jest ot pierwszy taki film tego rodzaju. Mógłbym to oczywiście znieść, traktując to jako swoisty folklor, jednak nie mogłem znieść hipokryzji reżysera, która w tym filmie przybrała monstrualne rozmiary. Otóż do niedawna jeszcze Kevin Smith powszechnie był uważany za zdolnego, niezależnego twórcę. Kładę akcent na słowie "niezależnego". Zapomnijmy o tym. Ten film powstał przecież w wielkiej wytwórni, biorąc pod uwagę to co widać na ekranie, musiał sporo kosztować (do tego parę gwiazd, które może i wystąpiły w większości za symboliczne gaże, ale chyba nie wszystkie). Dobrze - nie ma w tym nic złego. Złe natomiast jest to, że Smith ostro atakuje w "Jay Cichy Bob...." system produkcji hollywódzkiej samemu będąc jej beneficjentem. A do tego wciąż podszywając się pod miano reżysera niezależnego. To jednak nie koniec. Otóż największym grzechem filmu jest jego typowo hollywódzki banał, schematyzm i kompletny brak polotu.


       Tak to właśnie wygląda - Kevin Smith zrobił niechlujny, prymitywny, mało błyskotliwy i schematyczny film, który swoim poziomem niewiele odbiega od takich "arcydzieł" jak "American Pie 2", czy "Dude Where's My Car" (aktorzy z tych filmów zresztą wystąpili u Smitha, więc jest to także jakiś znak). I nic mu nie pomoże fakt, że w filmie mamy całą masę cytatów z najbardziej popularnych filmów ostatnich lat. Nie pomoże mu nawet to, że cały film jest głębokim ukłonem w stronę fanów Gwiezdnej Trylogii Lucasa, której sam reżyser jest wielbicielem. Owszem - jest w tym filmie parę śmiesznych gagów (chociaż trudno mi sobie je przypomnieć), jest parę naprawdę błyskotliwych i śmiesznych dialogów, jednak to tylko odległe echo dawnej świetności twórcy "Clerks". Nie wiem co Smith zamierza w przyszłości (podobno to ma być ostatni film o przygodach Jay'a i Boba - oby), ja jednak proponuję mu zwrócenie się w następnym filmie w kierunku typowej, amerykańskiej widowni - dziesięciolatków, bo do poziomu takich odbiorców się zniżył. Kino robione przez prostaków dla prostaków.



AUTOR: Dariusz Żak - Solo






Jay And Silent Bob Strike Back

U.S.A. 2001






Jason Mewes

Jay/Chronic



Kevin Smith

Silent Bob/Bluntman



Shannon Elizabeth

Justice



Eliza Dushku

Sissy



Ali Larter

Chrissy



Jennifer Schwalbach Smith

Missy



Will Ferrell

Strażnik Willenholly



Tango orangutan

Suzanne



Mark Hamill

Cock-Knocker



Ben Affleck

Holden McNeil



Oraz:

Gus Van Sant




Matt Damon




Shannen Doherty





Wes Craven





Jason Biggs





James Van Der Beek









Reżyseria

Kevin Smith




Scenariusz

Kevin Smith




Zdjęcia

Jamie Anderson




Muzyka

James L. Venable




Montaż

Scott Mosier i Kevin Smith









Czas trwania: 104 minuty