Jeszcze dalej niż północ

Era interesujących francuskich komedii zakończyła się dla mnie wraz ze śmiercią Louisa de Funesa w 1983 roku. Dodatkowo nie przepadam za kinem europejskim i podchodzę do każdego tytułu z dużą dozą niepewności. Tak też było w przypadku "Jeszcze dalej niż północ" - obrazu, na który Francuzi tłumnie ruszyli do kina, w efekcie czego zyskał on w ojczyźnie Moliera status przeboju wszechczasów. Jednak niekoniecznie to, co się podobało nad Sekwaną przypadnie do gustu widzom z kraju nad Wisłą (wszak śmiem twierdzić, iż uwielbiana w Polsce trylogia o perypetiach Kargula i Pawlaka raczej nie święciłaby tryumfów wśród mieszkańców innych krajów). Nastawiony neutralnie, acz z pewnymi obawami, zasiadłem w fotelu i wcisnąłem guzik z napisem "Play".

Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 1 Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 2

Warto napisać kilka słów o fabule: Philippe Abrams (Kad Merad) pracuje jako naczelnik poczty w Salon-de-Provence. Jego żona (Zoé Félix), niezadowolona z obecnej sytuacji, suszy mu głowę o przeprowadzkę w jakieś urokliwe miejsce. Philippe postanawia wyjść naprzeciw oczekiwaniom ukochanej i zdobyć lepszą posadę. Niestety, awans na wyższe stanowisko w pierwszej kolejności przysługuje osobom niepełnosprawnym. Philippe decyduje się oszukać zwierzchników i udaje inwalidę. Ale że każde kłamstwo ma krótkie nogi, tak i to szybko wychodzi na jaw i Abrams zostaje przeniesiony do Bergues, mieszczącego się na północy Francji małego miasteczka. Problem w tym, że przeciętnemu Francuzowi północ kojarzy się z dziką, wręcz barbarzyńską krainą zamieszkaną przez brakujące ogniwa w teorii ewolucji Darwina. Bohater, zniechęcony i pełen obaw, wsiada do samochodu i rusza do Bergues.

Reżyser (a zarazem współautor scenariusza i odtwórca jednej z głównych ról) Dany Boon łatwo mógł pójść w stronę prostej slapstickowej satyry i nakręcić pełną nisko latających gagów komedię, opierającą się na funkcjonujących w społeczeństwie stereotypach o "dzikości" ludzi z północy. Boon miał jednak inny zamiar - postawił sobie za cel stworzyć obraz zabawny, ale przy tym inteligentny. Nie jest to jednak intelektualizowanie w stylu Woody'ego Allena. Humorowi zawartemu w "Jeszcze dalej niż północ" bliżej do ciepłych, pogodnych obrazów Franka Capry niż do ironizowania właściwego twórcy "Wszystko gra". Nie ma co się łudzić - podczas seansu widzowi nie grożą ciągłe wybuchy śmiechu, niemniej jednak trudno oderwać wzrok od ekranu. Z każdej klatki filmu wylewa się bowiem prawdziwa magia kina, a po zakończeniu projekcji nabiera się życzliwszego stosunku do świata. Aż ciepło robi się na sercu...

Jak łatwo się domyślić, obawy bohatera nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością i okazuje się, iż północna kraina pełna jest przyjaźnie nastawionych i chętnych do pomocy ludzi. Philipe, z początku zaskoczony, z czasem zaczyna się przyzwyczajać i czuć coraz silniejszą więź z regionem, w którym życie płynie wolniej i spokojniej. Taka sytuacja pozostaje oczywiście nie bez wpływu na uczucia Abramsa - jego stosunki z żoną stają się cieplejsze, a przytłumione przez codzienną rutynę uczucie rozkwita na nowo. Co ciekawe, Philipe nie informuje ukochanej o prawdziwym obliczu północy i podtrzymuje wizję koszmaru na jawie.

Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 5 Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 6

W powyższym kontekście warto nadmienić, iż francuski przebój może skłonić do przeanalizowania własnej postawy wobec różnych, funkcjonujących w społeczeństwie stereotypów. Widz podświadomie identyfikuje się z głównym bohaterem i nie sposób nie zadać sobie pytania, czy aby na pewno nie szufladkuje się określonych grup, biorąc pod uwagę zasłyszane czy też przeczytane opinie. Prosta prawda, że nie wszyscy Anglicy są powściągliwymi sztywniakami, a Mongołowie to nie latający po polach z dzidami i mieszkający w jurtach poganie, wydawałaby się oczywista, niemniej jednak po seansie można pokusić się o chwilę refleksji.

Wypada pochwalić odtwórców głównych ról, którzy świetnie wykreowali zżytą grupę pracowników poczty, spotykających się również po pracy i cieszących się swoją wzajemną przyjaźnią. Czuć chemię ekranową i nie trzeba przyjmować "na wiarę", że ci ludzie świetnie się znają, pomagają sobie i chętnie spędzają razem wolny czas. Przypomina to trochę widzowi czasy beztroskiego dzieciństwa, gdy każdy miał swoją paczkę przyjaciół i biegał po podwórku w słoneczne, gorące dni, nie przejmując się problemami świata. "Jeszcze dalej niż północ" oferuje w pewnym stopniu taką sentymentalną podróż, a przy tym wszystkim interesująco prowadzi kilka wątków: asymilacji Abramsa w nowym środowisku, jego relacji z żoną, rozwijającego się romansu Antoine'a (Dany Boon) i Annabelle (Anne Marivin). Żadna z nici fabularnych nie nosi znamion świeżości i raczej niczym nie zaskakuje, ale zostały one przedstawione tak zręcznie i uroczo, że nie sposób nie poddać się lekkiej i idyllicznej atmosferze. Jako ciekawostka warto wspomnieć o niewielkiej roli francuskiego komika Michela Galabru, znanego między innymi z występów w cyklu o przygodach żandarmów, gdzie kreował postać Jérome Gerbera - dowódcy oddziału.

Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 5 Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 6

A skoro już przy żandarmach jesteśmy, to warto przywołać w tym momencie wspomnianego wcześniej Louisa de Funesa. Odniosłem bowiem wrażenie, że jego duch unosił się nad produkcją. "Jeszcze dalej niż północ" sprawia wrażenie nakręconego w stylu de Funesa. Trudno to sprecyzować, ale oglądając obraz Dany'ego Boona widz co i rusz zastanawia się czy zmarły w latach osiemdziesiątych komik nie wyskoczy zza rogu i nie zacznie gestykulować ze swoją charakterystyczną, nadpobudliwą manierą. Właściwie, gdyby tylko wymienić odtwórcę głównej roli, całość mogłaby z powodzeniem uchodzić za zaginiony film de Funesa - fabuła w znakomitej większości zawiera typowe dla niego wątki.

Jak to często bywa z obrazami odnoszącymi sukces, swoją szansę na spore zyski zwietrzyli producenci zza Wielkiej Wody i postanowili nakręcić własną wersję opowiedzianej przez Boona historii. Na razie nie wiadomo nic o szczegółach fabuły, obsadzie ani twórcach, ale ponoć reżyser oryginału rozmawiał z Willem Smithem. Premiera amerykańskiej wersji przewidziana została na rok 2010. Osobiście mam nadzieję, że uda się zachować klimat francuskiego przeboju i dostaniemy równie zabawną, inteligentną i ciepłą komedię, a nie wypełnioną hip-hopem i tanimi zagraniami pod publiczkę wtórną produkcję. Czas pokaże.

Wielkie brawa należą się tłumaczowi do spółki z lektorem (mowa o wydaniu DVD). Mieszkańcy północy mówią swoją charakterystyczną gwarą i świetnie udało się to oddać. Jednocześnie liczba wtrąceń i przekręceń użytych w przekładzie nie przeszkadza w zrozumieniu, o czym aktualnie mówią bohaterowie. Zazwyczaj wolę oglądać filmy w wersji oryginalnej z napisami, ale w przypadku "Jeszcze dalej niż północ" nie wyobrażam sobie, iż ktoś mógłby zrobić to lepiej. Slang, którym posługują się postaci, świetnie dopełnia klimat całości.

Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 5 Jeszcze dalej niż północ zdjęcie 6

Z powyższego tekstu wynika, iż komedia Boona przypadła mi do gustu. Ktoś mógłby jednak zapytać o wady opisywanej produkcji. Oczywiście zapewne jakieś dałoby się znaleźć, ale prawdę pisząc nie chce mi się ich szukać. Podczas seansu bawiłem się naprawdę dobrze, a klimat francuskiego przeboju został ze mną długo po zakończeniu projekcji. Dlatego zachęcam do zapoznania się z "Jeszcze dalej niż północ" i wyrobienia sobie własnego zdania. Mnie atmosfera i opowiedziana historia urzekły, mimo początkowo sceptycznego podejścia. Dodatkowo, uczucie powrotu do czasów, gdy poznawałem kolejne produkcje z Louisem de Funesem, spotęgowało pozytywne wrażenia.

Plakat

Jeszcze dalej niż północ
Bienvenue chez les Ch'tis
reżyseria - Dany Boon
scenariusz - Alexandre Charlot, Franck Magnier, Dany Boon
zdjęcia - Pierre Aim
muzyka - Philippe Rombi
montaż - Luc Barnier, Julie Delord
czas projekcji - 106 minut

wystąpili:

Kad Merad (Philippe Abrams)
Dany Boon (Antoine Bailleul)
Zoé Félix (Julie Abrams)
Anne Marivin (Annabelle Deconninck)
Philippe Duquesne (Fabrice Canoli)
Guy Lecluyse (Yann Vandernoout)
Zinedine Soualem (Momo)
Michel Galabru (Wujek Julie)

Plakat 2

Autor recenzji: Piotr Żymełka - Dirk | Klub Miłośników Filmu, 2 czerwca 2009

Strona główna | Recenzje KMF| Napisz do autora