Polski film animowany – mimo wielkich tradycji w tej dziedzinie w postaci
Bolków, Lolków, Reksiów, Koziołków Matołków i innych kultowych postaci oraz
wybitnych filmów krótkometrażowych, takich jak „Katedra” czy „Piotruś i wilk”,
to hasło wciąż wydaje się nieco abstrakcyjne. Gdy spojrzymy na to, co ogląda się
w kinach, animacji oczywiście ujrzymy mnogość, jednak są to wyłącznie produkcje
zza oceanu. Polski film animowany dla dorosłych – to hasło brzmi już zupełnie
obco, gdyż, abstrahując od aspirujących do bycia polskim „South Parkiem” „Włatców
Móch”, na tym polu w polskiej kinematografii jest zupełna pustka. Sytuacja ta
jednak zmieniła się wraz z pojawieniem się w kinach Jeża Jerzego – postaci z
pewnością znanej czytelnikom polskich komiksów, czy mającej jednak szansę na
zapisanie się na dłużej także w pamięci kinomanów?
Jerzy jest dość nietypowym przedstawicielem swojego gatunku. Zamiast, niczym inne
grzeczne jeże, spacerować po łączkach z jabłkiem nabitym na kolce, Jerzy woli
bujać się po mieście na deskorolce w fioletowej czapeczce i z obowiązkowym
piwkiem pod pachą. Dni spędza na użeraniu się z parą tępych dresiarzy oraz
niezobowiązującym seksie ze swoją ukochaną Yolą. Ta cudowna egzystencja zostaje
jednak przerwana, gdy pewien szalony naukowiec wykorzystując DNA jeża, zamierza
stworzyć celebrytę idealnego. Ten zajmuje miejsce Jeża w społeczeństwie i staje
się błyskawicznie wielką gwiazdą kochaną przez miliony Polaków.
Ta historia oparta na jednym z komiksów z Jerzym, pod tytułem „In vitro”, daje pole do
świetnej satyry na polskie społeczeństwo. Uwielbienie widowni dla Jeża, którego
głównym popisem jest puszczanie bąków i krzyczenie na lewo i prawo „Elo kuffa!”
idealnie pokazuje niejednokrotnie szeroko dyskutowany brak dobrego smaku wśród
Polaków i uwielbienie dla wszelkiego rodzaju tandety. Zresztą czego tu nie ma:
są i krytycy zachwycający się zrozumiałą chyba tylko dla nich kulturą wyższą, są
politycy załatwiający głosy wyborców przy pomocy różnych szwindli, jest
uwielbienie dla historii „z życia wziętych” (wywiad z Jeżem przebywającym za
kratkami), jest też rodzenie się gwiazd na youtubie. Niestety, aż nadto widoczny jest
bardzo długi proces powstawania filmu, gdyż niektóre pomysły jak np. mohery,
zdecydowanie straciły świeżość. Ogólnie warstwa humorystyczna stoi na
niezłym poziomie, nie brakuje tu iście kapitalnych pomysłów, choć niektórych widzów
ilość wulgaryzmów, wydzielin pojawiających się na ekranie, czy naprawdę niekiedy
hardkorowych scen, może odrzucić. Ja osobiście nie czułem się
urażony, choć nagminnie powtarzane sceny pierdzenia i rzygania klona Jeża mogą
wprawić w niemałą irytację.
Jeśli chodzi o animację jest ona dosyć prosta i na pierwszy rzut oka mało
atrakcyjna. Nie ma tutaj mowy o rysowanych cudach rodem z najlepszych animacji
Disneya, ale soczysta paleta barw, fajna gra świateł i charakterystyczna
komiksowa kreska spełniają swoje zadanie. Wszystkie postacie wyglądają jak żywcem
przeniesione z kartek, ale zdecydowanie największym atutem jest dobór głosów do
postaci. Borys Szyc świetnie oddał luzacki styl życia głównego bohatera i tym
większa szkoda, że jak na film w którym jest głównym bohaterem, jego postać
dostała zdecydowanie za mało czasu ekranowego. Maria Peszek, która wciela się w
rolę kochanki Jeża, Yoli, jest poprawna, co przy mojej całej nienawiści do tej
artystki (przepraszam z góry jej fanów) jest i tak niezłą oceną. Istną rewelacją
jest z kolei Maciej Maleńczuk podkładający głos…Lilce, jak to ujmuje Jeż w
jednej ze scen „dziwce o złotym sercu”. Zapewniam, że tę brawurową głosową
kreację można zapamiętać na długo. Poza tym na drugim planie między innymi król
polskiego dubbingu Jarosław Boberek, wcielający się w parę dresów twórca
nieśmiertelnego „W aucie” - Sokół, oraz niezapomniany synek z „Dnia świra”, Michał
Koterski, a także wiele innych, niekiedy bardzo pozytywnie zaskakujących
epizodów.
„Jeż Jerzy” jest fajny... ale tylko gdy porówna się go do innych współczesnych polskich
komedii, o których poziomie chyba nie muszę wspominać. Film ten próbuje
jednocześnie być i kąśliwą satyrą i prześmieszną komedią pomyłek, ale udaje się
to z bardzo różnym skutkiem. Na niekorzyść wpływa również bardzo krótki czas
trwania, który powoduje, że momentami ma się wrażenie jakby twórcy
śpieszyli się żeby pokazać jak najwięcej. A niektóre sceny, jak pojedynki Jeża z jego wrogami, mogły by być stanowczo
krótsze, dając więcej miejsca do popisu twórcom dialogów. Najgorsze, że
poza kilkoma fajnymi momentami, w głowie po seansie nie pozostało mi zbyt wiele.
Ale można obejrzeć głównie dlatego, że polska komedia na której zaśmiejemy się
chociaż kilka razy, zawsze wypada lepiej niż serwowane nam masowo filmowe
potworki.
Ocena: 5/10
|
 |
JEŻ JERZY
Rok produkcji: 2010, Polska
Czas trwania: 80 minut
Reżyseria: Wojtek Wawszczyk
Scenariusz: Rafał Skarżycki
Muzyka: Jan Duszyński, Jacek Szymkiewicz
Głosy podkładali:
Borys Szyc (Jeż Jerzy), Maria Peszek (Yola),
Maciek Maleńczuk (Prostytutka Lilka),
Sokół (Stefan),
Michał Koterski (Zenek),
Jarosław Boberek (Asystent),
Grzegorz Pawlak (Profesor),
Marcin Hycnar (Krzyś),
Leszek Teleszyński (Polityk) |
|
Autor tekstu: Piotr Gauza - PEGAZ
| Klub Miłośników Filmu, 13
października 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE