Co chciał osiągnąć Luc Besson
pokazując nam dzieciństwo Joanny?
SPOILER ALERT!!!
Czy próbował dodać realności jej wizjom odejmując im za pomocą psychologicznego bełkotu znamion boskości?
Czy szukał furtki, która pozwoliłaby mu uzasadnić "znaki" za pomocą ukrytego w podświadomości gniewu i frustracji?
Przez nieuwagę małej Joanny, która bawiła się i dlatego nie zdążyła wejść do schronu na czas, w brutalny sposób zabito jej siostrę, która została zgwałcona przez jednego z Anglików, którzy napadli i spalili ich wioskę.
Dziewczynka obwiniała siebie, ale od spowiadającego ją księdza usłyszała, iż prawdopodobnie był w tym zamysł boży.
Prawdopodobnie została do czegoś powołana, dla tego czegoś ocalona.
Tego samego dnia Bóg daje jej pierwszy znak: Joanna odnajduje na polu miecz.
Wiele lat później zostaje zesłany jej następny znak, który predestynuje ją do uczynienia czegoś dla Francji.
Jednak Joanna nie wie, co to może być.
Trzeci znak wyjaśnia jej wszystko: ma za zadanie doprowadzić prawowitego dziedzica korony na tron, oraz ocalić dla niego państwo.
W wypełnieniu woli bożej pomaga jej legenda krążąca wśród ludu, mówiąca o dziewicy z Lotaryngii, która oswobodzi Francję od wroga. Pomagają jej również pragnienia samego Delfina, któremu jest najzupełniej obojętne w jaki sposób zdobędzie pożądaną koronę. Reszta jest znana z przekazów historycznych.
Joanna walczy za króla, zdobywa Orlean, dzięki czemu Karol może zostać koronowany.
Już tylko to wystarcza mu, żeby rozpocząć prowadzenie pertraktacji pokojowych.
Dlatego dalsza walka, do której prze d'Arc, jest mu nie na rękę.
Pozwala ją schwytać, przeprowadzony jest fałszywy proces oskarżający ją o herezję, a później egzekucja poprzez spalenie.
Reżyser, który również jest współautorem scenariusza, próbuje zrekonstruować historię.
Co więcej, próbuje dać odpowiedz na pytanie:
"Co mogło kierować dziewicą z Lotaryngii?".
I pakuje się przez to w niezłą kabałę...
Scenariusz miota się od przekonania, iż Joanna d'Arc podążała za nakazami boskimi, do wrażenia, iż mogła być chora psychicznie, chora w ogóle - która to choroba uzewnętrzniała się poprzez halucynacje.
Wizje Joanny pokazane są plastycznie i wiernie, jednak mają w sobie coś z pogańskiego rytuału.
W odrealnionym lesie, na polanie stoi kamienny tron.
W pierwszej wizji siedzi na nim mały chłopiec; wskazuje dziewczynkę palcem.
W drugiej: zmęczony Jezus z podkrążonymi oczyma.
Również wskazuje palcem, lecz już nie dziewczynkę, ale dojrzewająca powoli w Joannie kobietę.
Tuli ją, tańczy z nią w jakimś dziwnym, narastającym rytmie.
Niebiosa rozstępują się ukazując dziewczynie zarys męskiej twarzy, wieje dziwny magiczny wiatr, porywa ją za sobą, chmury krzyczą.
Czy są to jedynie zwidy?
Nikt nie odpowiada na to pytanie, ale próbuje zasiać ziarno wątpliwości w nasze przekonania, że Joanna działa z woli Boga.
Poznajemy ją na początku jako zaciętą w gniewie i bólu mała dziewczynkę, która podglądając przez szparę w drzwiach schronu, była świadkiem brutalnego aktu dokonanego na jej siostrze.
Później jako nieśmiałą młodą kobietę, przekonaną o swojej misji, która przybyła do delfina Francji, aby zaofiarować swoje przewodnictwo w sprawie popieranej przez Boga.
Mimo młodego wieku i strachu przed realiami dworskimi, dużą ilością ludzi, jest Joanna zdecydowana doprowadzić swoją misję do końca.
Nie można zaprzeczyć, iż w wersji Bessona jest to kobieta inteligentna, choć nieuczona.
Potrafi w sposób spokojny odpowiedzieć na pytania najtęższych umysłów kapituły kościelnej, przekonać o swojej racji, poprowadzić do walki.
Jednak już podczas zbierania armii daje się zauważyć skaza na jej nieskazitelnym charakterze.
Jest niecierpliwa, przepełniona gniewem, ma napady złego humoru.
Chce dowodzić, nie liczy się ze zdaniem innych.
Robi to, co jej się wydaje słuszne, nie oglądając się na żadne inne racje.
Co ją prowadzi, czy Bóg - jak jej się wydaje?
Czy gniew, maskowany przez wizje?
Czy szaleństwo, odbierające jej jasność myślenia, puentowane przez halucynacje?
Nie da się zaprzeczyć, że Joanna miewa zaniki pamięci.
Jej niektóre widzenia kończą się w zupełnie nieoczekiwanym miejscu i wtedy nagle okazuje się, iż minął pewien czas, lub rzeczywistość widziana przez nią jest inną niż ta, w której nagle odzyskuje świadomość.
Wraz z rozwojem wojny coraz częściej zdarzają jej się bóle głowy.
Nie może się wtedy skupić, staję się niepewna i zagubiona.
Sprawia wrażenie zaszczutej zwierzyny, osoby przerażonej sytuacją w jakiej się znalazła.
Nie rozumiejącej, dlaczego Bóg dopuszcza by realizacja jego świętej misji przebiegała w tak okrutny sposób.
Zaczyna budzić się z pięknego snu ukrytego w jej wizjach.
Dostrzegać otaczające ją szaleństwo wojny, ból i śmierć.
Nie wie co z tym wszystkim począć. Nie poświęciła w swoich planach czasu na opracowanie sposobów ich realizacji.


Zmieniają się również same objawienia.
Stają się mroczne i pełne przemocy.
Jezus cierpiący pyta się jej:
"Cóżeś mi uczyniła?"; jego twarz spływa krwią.
Trafia ona w nich znowu do małego schronu w domu rodzinnym, jest ponownie świadkiem morderstwa popełnionego na siostrze. Schron prowadzi do polany z tronem, jest tak ciemno, że Joanna musi oświetlać sobie drogę pochodnią.
Ale ów tron... jest pusty.
Po koronacji delfina Karola na króla Francji, Joanna przestaje mieć wizje, jednak nie niepokoi jej to, gdyż pamięta postawiony jej wcześniej przez Boga cel.
Nie traci go z oczu, tak jak nie potrafiły zachwiać jej wiarą w jego słuszność coraz mroczniejsze widzenia.
Kiedy zostaje wydana Anglikom i rozpoczyna się proces, ktoś ją odwiedza.
Jest to ktoś niezwykły.
Nie zostaje nam wytłumaczone kto: czy to wysłannik Boga, czy Szatan we własnej osobie.
Zasiewa on w Joannie ziarno niepewności.
Dręczy ją, przypominając niekonsekwencje jej czynów i słów.
Ukazuje, jak odczytywane przez nią "znaki", mogły być manipulowane przez pragnienie zemsty i gniew.






Ona sama nie wie, kim jest ów ktoś.
Początkowo bierze go za diabła.
Później zaczyna szukać w nim oparcia.
Tuż przed śmiercią, kiedy odmówiono jej łaski spowiedzi, Tajemniczy Gość przyjmuje od niej wyznanie grzechów.
D'Arc przyznaje się w nim do...
Właśnie, do czego?
Do kłamstwa?
Nie, nigdy nie zaprzecza widzianym przez siebie przekazom od Boga.
Do okrucieństwa, do egoizmu, do upartego dążenia do celu.
Przecież tym samym daje świadectwo temu, iż jej gniew i pragnienie zemsty zapanowało nad nią.
Czyli: kłamała i nie było żadnych objawień?
Nie.
I tu pojawia się sprzeczność w scenariuszu.
Po pierwsze: Joanna nie mogła sama dojść do wniosków zawartych w ostatnim słowie.
Zatem Tajemniczy Mnich nie może być jej sumieniem.
Nie może również być Szatanem skoro potrafi wymówić słowa boskiego błogosławieństwa.
Jeżeli zatem jest głosem Boga, dlaczego zasiewa w niej niepewność, czy próbuje tym sposobem doprowadzić ją do skruchy?
Przecież swym boskim pochodzeniem potwierdza prawdziwość tego, co głosiła.
Postać Mnicha jest potwierdzeniem niezdecydowania reżysera. Jeżeli on nie wiedział kim ostatecznie była dla niego Joanna d'Arc, jak my możemy tego się dowiedzieć po obejrzeniu filmu?
Czy boską wysłanniczką?
Czy zacięta w gniewie manipulatorką?
Czy kobietą szaloną?



Nie wiadomo nawet, czy Bóg ją naprawdę opuścił wraz z klęską pod Compiegne,
czy został przy niej do końca.
AUTOR TEKSTU:
Joanna Szlachtewicz - BUPU

FOTO: DUX