Sukces pierwszej części "Kac Vegas" z całą pewnością przebił wszelkie oczekiwania jej twórców. Komedia opierająca się na prostej fabule opowiadającej o trójce przyjaciół, którzy po mocno zakrapianym wieczorze kawalerskim, budzą się nie pamiętając zupełnie nic i na domiar złego gubią gdzieś pana młodego, nie tylko zarobiła krocie na całym świecie, ale także triumfowała na rozdaniu Złotych Globów, zdobywając statuetkę dla najlepszej komedii. Mimo mało wyszukanego, pełnego wulgaryzmów humoru, film zapewniał wielki ubaw, a grający w nim Bradley Cooper, Ed Helms i zwłaszcza Zach Galifianakis, stali się prawdziwymi gwiazdami. Sam przyznaję, że niedawno powtarzając sobie pierwszą część, bawiłem się doskonale. Po dwóch latach ekrany kin atakuje kontynuacja tego przeboju, która już zarobiła krocie, także w Polsce, gdzie wystarczyły jej 3 dni do zgromadzenia ponad 150 tys. widzów! Ale czy wielka popularność filmu jest jednoznaczna z jego wysoką jakością?

Podobno nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, ale bohaterowie filmu udowadniają, że to ich nie dotyczy. Tym razem wszyscy wybierają się do Tajlandii, gdzie Stu zamierza ożenić się z pochodzącą stamtąd dziewczyną. Mając w pamięci straszliwe wydarzenia z Las Vegas sprzed dwóch lat, Stu jest zdecydowanie przeciwny organizowaniu wieczoru kawalerskiego. W końcu jednak za namową Phila i Alana zgadza się na symboliczne piwko na plaży, którego efektem jest jednak gigantyczna dziura w pamięci i pobudka następnego dnia w bliżej nieznanym hotelu w Bangkoku. Alan budzi się dodatkowo z łysą głową, Stu natomiast z... tatuażem na twarzy. Najgorszym efektem feralnej nocy jest jednak zaginięcie młodszego brata panny młodej, po którym pozostaje jedynie palec. Uogólniając można by powiedzieć, że w filmie dzieje się dokładnie to samo co w części pierwszej. Ale to samo nie znaczy, że tak samo dobrze.


Pierwsza część, oprócz bardzo chwytliwego pomysłu (jakże życiowego!), zaskakiwała także tym, że skutki nocnej balangi wydawały się równe jakiejś apokalipsie, ale zręcznie napisany scenariusz bardzo logicznie wyjaśniał wszystkie tajemnice feralnej nocy. Tutaj z tą logiką jest już o wiele gorzej, niejednokrotnie ma się wrażenie, że niektóre pomysły są nienależycie rozwinięte, lub służą jedynie za zapchajdziurę (wątek milczącego mnicha). Twórcy są także bardzo wtórni względem swoich pomysłów z pierwszej części. Pan Chow, podobnie jak w pierwszej części, w pewnym momencie ku zaskoczeniu głównych bohaterów wyskakuje na nich z pięściami. Jak w pierwszej części mieliśmy okładanie chłopaków kijem golfowym, tak tu mamy okładanie kijem, jak w pierwszej mieliśmy utratę zęba, tu utratę palca. Z kolei Stu po raz kolejny ma swój moment muzyczny, a brak umiejętności wokalnych pokazuje w bardzo wymęczonym gościnnym występie Mike Tyson. Nikogo nie zadziwi pewnie też, że film znów kończy się zdjęciami z (nie)zapomnianej nocy (ale po raz kolejny gwarantują one największy ubaw w filmie!).

Jeśli chodzi o aktorów to nie zaskakują oni niczym nowym, a nawet są nieco na minus. Zwłaszcza Zach Galifianakis w swojej brawurowej roli Alana, wydaje się o wiele mniej fajny niż w pierwszej części, gdzie jego absurdalne teksty powodowały pomieszanie śmiechu z zakłopotaniem. Dobrych momentów mu nie brakuje, ale przy czasie ekranowym jaki otrzymał, jest ich stanowczo za mało. Także Bradley Cooper nie wyciska więcej z postaci Phila, grając któryś już film z rzędu właściwie tę samą rolę. Niespodziewanie najbardziej wybija się Ed Helis, który wariuje na ekranie w sposób nieprzeciętny i to jemu dostały się zdecydowanie najlepsze sceny. Poza tym jest także rozsadzający ekran przy każdym pojawieniu się Ken Jeong, Paul Giamatti w trochę mało wykorzystanej aczkolwiek niezwykle smakowitej roli oraz Nick Cassavetes w roli tatuażysty. Patrząc na tego ostatniego zasmuciłem się, że nie wyszedł pomysł z wystąpieniem Mela Gibsona w tej roli, który to mógł stworzyć epizod-perełkę.


Jeśli chodzi o humor również jest dosyć przeciętnie. Oczywiście nie ma co oczekiwać inteligentnego pomieszania klozetowego humoru z obserwacjami społecznymi rodem z filmów Judda Apatowa, gdyż i nie tym stała część pierwsza. Jest tutaj masa mało wyszukanych żartów najeżonych fuckami i seksualnymi aluzjami. Mimo, że często spotykałem się z opiniami, że twórcy zdecydowanie przekroczyli tym filmem wszelkie granice, wydaje mi się, że jest to przesada. Niektórych może co prawda zaszokuje małpa paląca fajki i uprawiająca seks oralny z butelką, ale na pewno wszystkim w pamięć zapadnie przede wszystkim historia z "diabelskim nasieniem". Szczegółów nie zdradzę, ale na sali dominowały wówczas niekontrolowane salwy śmiechu przemieszane z obrzydzeniem. Poza tym film nie wybija się jakimś wybitnie niegrzecznym humorem, ot taki rodzaj humoru charakterystyczny dla wielu współczesnych komedii amerykańskich.

Niestety Bangkok nie jest tak sympatyczny jak Las Vegas. Film niby strasznie podobny do części pierwszej, ale jednak zostający daleko w tyle. Należy jednak nadmienić, że gwarantuje dobrą rozrywkę, o czym najlepiej świadczą reakcje publiczności. W mojej recenzji celowo pomijałem polski tytuł filmu. Pierwsza część otrzymała bardzo pomysłowy, sympatyczny tytuł "Kac Vegas", który jednak w drugiej części zaprowadził pomysłodawców w podobny ślepy zaułek, jak niegdyś "Szklana pułapka". Nie wiem dlaczego drugiej części nie można było np. nazwać prostym "Kac Bangkok", tylko stworzono koszmarek, który nie chce mi przejść przez usta. Mimo wszystkich wad trzecia część jest chyba tylko kwestią czasu. W końcu wyniki finansowe nie kłamią, a nie zapominajmy, że jeszcze Alan może znaleźć swoją jedyną i będzie mu trzeba zorganizować wieczór kawalerski...


5/10




wytwórnia - Warner Bros., Legendary Pictures, 2011
reżyseria - Todd Phillips
scenariusz - Todd Phillips, Craig Mazin, Scot Armstrong
produkcja - Todd Phillips, Daniel Goldberg
zdjęcia - Lawrence Sher
muzyka - Christophe Beck
montaż - Debra Neil-Fisher, Michael L. Sale
czas projekcji - 102 minuty

wystąpili

Bradley Cooper
Ed Helms
Zach Galifianakis
Justin Bartha
Ken Jeong
Paul Giamatti
Mike Tyson
Jeffrey Tambor
Mason Lee
Jamie Chung

(Phil)
(Stu)
(Alan)
(Doug)
(Chow)
(Kingsley)
(w roli samego siebie)
(Sid Garner)
(Teddy)
(Lauren)

Autor recenzji: Piotr Gauza - PEGAZ [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 4 czerwca 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF


Podziel się