Michael Jackson po triumfie "Thrillera" (1983), a przed wydaniem płyty "Bad" (1987) nie próżnował. W 1985 roku skomponował "We are the World", jedną z najpiękniejszych piosenek wszechczasów, zaśpiewaną przez największe gwiazdy ówczesnego popu. Podsycając jeszcze bardziej swą ogólnoświatową popularność (a raczej królewskie panowanie w muzycznym showbiznesie - ech, stare dobre czasy, gdy piosenki się śpiewało, a nie szczekało...), postanowił zdyskontować swe zdumiewające teledyskowe osiągnięcia. Gigant muzyki dogadał się z gigantem filmu George'em Lucasem, mającym akurat nieco wolnego czasu po zakończeniu produkcji starej Trylogii, będąc jednocześnie w przedprodukcyjnej fazie "Willow". Lucas wymyślił prostą, bajkową historyjkę kosmiczną o walce dobra ze złem. Jackson w tytułowej roli kapitana Eo, przybywa wraz ze swą dziwną, złożoną z muppetopodobnych stworów załogą na obcą planetę, rządzoną przez złą władczynię (Anjelica Huston). Za pomocą magii, tańca i śpiewu, władająca czarną magią królowa ulega metamorfozie. Jej świat zamienia się z ponurego, stechnicyzowanego piekła w kolorową krainę, poddani z żołnierzy stają się radosnymi tancerzami, a załoga kapitana Eo odlatuje w poczuciu dobrze spełnionego zadania rozsiewania szczęścia i miłości w galaktyce.
Opowiastka banalna, żeby nie powiedzieć prostacka. To samo tyczy się sztampowych dialogów. Lecz u zarania "Kapitana Eo" nie leżała najzupełniej pretekstowa fabuła, lecz sposób realizacji. Lucas, Jackson i nowy szef Disneya Michael Eisner, wymyślili sobie największą atrakcję Disneylandu, czyli trójwymiarowe widowisko filmowe, naładowane absolutnie wszystkim, co może przyciągnąć dziecięcą widownię. Ich wybór był jedynie słuszny i genialny w swojej oczywistości - zebrać na planie muzyczne bożyszcze (Jackson), genialnego twórcę filmowych baśni SF (Lucas), oscarowego guru efektów wizualnych (Dennis Muren), zapakować to w będący wówczas u szczytu popularności gatunek kosmicznej przygodówki i za pomocą ogromnego budżetu przefiltrować całość przez zdumiewającą i bardzo nośną marketingowo technologię pokazu 3D. Na reżysera wybrano samego wielkiego Francisa Forda Coppolę, choć w tej zaskakującej decyzji obsadowej nie należy doszukiwać się nagłego zainteresowania Coppoli kinem popcornowym. Po prostu jego poprzedni film "Cotton Club" (1984), wyprodukowany za ogromną sumę 47 mln dolarów, sromotnie poległ kasowo, więc producent Lucas postanowił pomóc swemu przyjacielowi i mentorowi (dzięki wstawiennictwu Coppoli, Lucas zadebiutował jako reżyser filmem "THX-1138"), powierzając mu po prostu fuchę za duże pieniądze. Kosmicznie duże pieniądze. "Kapitan Eo" przy czasie projekcji zaledwie 17 minut, kosztował 17 mln dolarów, czyli milion dolców na minutę. Ten swoisty rekord pobił dopiero Cameron przy "Titanicu".
Co widzowie otrzymali za tę kwotę? Bajecznie kolorowe, dynamiczne widowisko, będące wizualnym skrzyżowaniem "Gwiezdnych wojen" ze "Star Trekiem". Licha fabułka, w sam raz na tak krótki metraż, w drugiej połowie filmu została zepchnięta na bok przez fantastyczne, jak zwykle u Jacksona układy choreograficzne do piosenek "We are here to change the World" i "Another part of me" (ten utwór znalazł się także na płycie "Bad"). Ścieżkę dźwiękową znakomicie wzbogacił James Horner, wówczas jeszcze nie tak znany i uznany kompozytor muzyki filmowej. W zasadzie pół filmu to jeden wielki teledysk, w trakcie którego Michael Jackson z zaangażowaniem ciska z dłoni "promienie dobra", zamieniające sługusów złej królowej w swych tancerzy. Montaż nie jest co prawda tak błyskotliwy jak w "Thrillerze", lecz ta filmowa wersja jacksonowskiej filozofii teledyskowej, sprawia prawdziwą, energetyzującą radość z patrzenia na znane od lat wygibasy niegdysiejszego Króla Popu. Sam Michael, jeszcze kilka lat wcześniej rzetelnie czarny, tu już powoli bieleje, choć w 1986 roku daleko mu jeszcze było do żałosnej karykatury samego siebie, jaką jest obecnie. Anjelica Huston, w charakteryzacji niemal nie do poznania, świetnie bawiła się na planie, grając złą królową z zaplanowaną przesadą i bajkowym przerysowaniem. Ciekawe, czy jej wisząca na kablach bohaterka, była inspiracją dla kobiecego Borga z filmu "Star Trek. Rebelia"...
Rozbuchane efekty wizualne, po latach niestety odkrywają swe słabe strony pod postacią słynnych już czarnych obwódek dookoła elementów wkopiowanych optycznie. "Promienie dobra" wyglądają dziwnie rysunkowo (choć oczywiście nie tak beznadziejnie jak w filmidle "Pan Kleks w kosmosie"). Pomimo tych niedoróbek, wynikłych bardziej z ówczesnego stanu techniki, niż niewiedzy twórców, "Kapitan Eo" był sporym wyzwaniem technicznym ze względu na finalną prezentację w trójwymiarze. Pracujący już wcześniej z Lucasem twórcy efektów Dennis Muren i Harrison Ellenshaw, musieli zmierzyć się z zupełnie nowym dla nich medium (które było z kolei chlebem powszednim dla autora zdjęć Petera Andersona). Film nakręcono podwójną kamerą 65mm. Planowany pierwotnie na 40 ujęć efektowych, "Kapitan Eo" ostatecznie został wzbogacony aż 160 ujęciami z efektami wizualnymi. Twórcy animacji promieni, tworzyli swe efekty z uwzględnieniem dwóch osobnych punktów widzenia - dla prawego i lewego oka. Dopiero po spełnieniu tego warunku animacje zyskiwały walor 3D. Zdjęcia z miniaturami musiały być kręcone specjalnymi, zmniejszonymi obiektywami, by ukryć prawdziwą skalę miniatur, doskonale widoczną przy jakiejkolwiek wpadce na wielkim ekranie projekcyjnym. Także z uwagi na specyfikę 3D, operatorzy kamer przy efektach wizualnych byli zmuszeni zmodyfikować używany przy normalnych filmach system motion control, by nadawał się do kręcenia podwójną kamerą.
Ta wspólna produkcja LucasFilmu i Disneya przez wiele lat dostępna była wyłącznie w Disneylandach w Kalifornii, Tokio i Paryżu, oraz na Florydzie, gdzie 12 września 1986 roku odbyła się uroczysta premiera. "Kapitan Eo" był atrakcją disneyowskiego parku rozrywki aż do bodajże roku 1998, kiedy ze względu na obyczajowe kontrowersje wokół piosenkarza, Disney zajął bezpieczne stanowisko i zdjął film z ekranów. W 1995 roku stacja MTV w ramach weekendu z Jacksonem, tylko jeden raz wyemitowała "Kapitana Eo". Przez wiele lat film był niedostępny w oficjalnym obiegu. Obecnie na internetowych aukcjach można znaleźć wydanie DVD, zawierające dwie wersje filmu (pełnoekranową i panoramiczną 2,35:1), dokument o realizacji i teledysk do piosenki "Another part of me", choć nie mam pewności, czy to DVD jest oficjalnym wydawnictwem, czy po prostu fanowskim bootlegiem. Coż, choć z Jacksona żaden aktor, a nikła fabułka ginie pośród choreograficznych i technicznych fajerwerków, to z całą pewnością jest to filmik zasługujący na obejrzenie i zapamiętanie. I to nie tylko dla fanów Michaela Jacksona.
KAPITAN EO
(Captain Eo)
 |
wytwórnia - Eastman Kodak Company, Lucasfilm Ltd, MKD Productions, Three D D D Productions, Walt Disney Pictures, 1986
czas projekcji - 17 minut
reżyseria - Francis Ford Coppola
produkcja - George Lucas, Rusty Lemorande
scenariusz - Francis Ford Coppola, Rusty Lemorande
wg pomysłu - George'a Lucasa
zdjęcia 3D - Peter Anderson
piosenki - Michael Jackson
muzyka orkiestrowa - James Horner
montaż - Walter Murch, Lisa Fruchtman
scenografia - Geoffrey Kirkland
charakteryzacja - Rick Baker, Lance Anderson, Rick Stratton
choreografia - Jeffrey Hornaday
efekty specjalne - Dennis Muren, Harrison Ellenshaw, Eric Brevig
wystąpili:
Michael Jackson
Anjelica Huston
Dick Shawn
Debbie Lee Carrington
Tony Cox
Gary DePew
Cindy Sorenson
Sheila Best
|
(Kapitan Eo)
(Królowa)
(komandor Bog)
(Idee)
(Hooter)
(Major Domo)
(Geex)
(tancerka)
|
|
|
Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI
|
Klub Miłośników Filmu, 2005. 11. 25 |