Moda na "odświeżanie" starych hitów trwa w najlepsze. Coraz więcej znanych i lubianych filmów zostaje ponownie wziętych na warsztat w celu wyłudzenia od widzów kolejnych dolarów. Will Smith postanowił użyć do tego celu znanego i lubianego "Karate Kid". Do roli głównej zatrudnił swojego syna Jadena, a reżyserię powierzył Haraldowi Swartowi odpowiedzialnemu za takie "dzieło" jak "Różowa pantera 2". Nie obyło się bez kilku zmian. Akcję przeniesiono do Pekinu, głównego bohatera odmłodzono i zmieniono sztukę walki na kung fu. Szkoda tylko, że nikt nie zauważył, że nie zgadza się to z tytułem filmu.
Oryginalny "Karate Kid" był zbiorem starych, wytartych filmowych klisz. Mamy młodego chłopaka, który ma problemy z odnalezieniem się w nowym otoczeniu, jest motyw mistrza i ucznia, walki o kobietę, turnieju, walki z własnym strachem i tak dalej. Nie oszukujmy się. Już oryginał z 1984 roku był filmem mocno wtórnym. Remake w tym względzie nie wnosi niczego nowego. Fabularnie jest do dokładna kalka pierwszego "Karate Kid", z kilkoma wspomnianymi wcześniej zmianami.
Jak sprawuje się "Karate Kid" XXI wieku? To zależy od której strony popatrzymy na ten film. Jako zwykła bajka z morałem dla najmłodszych, sprawuje się dobrze. Historia spod znaku "od popychadła do mistrza", zrealizowana w bajecznej otoczce egzotycznych Chin, z sympatycznymi bohaterami i morałem na końcu, na pewno spodoba się dzieciom. Podobnie jak mi za dziecięcych lat podobał się oryginał.
|
|
Niestety nie jestem już dzieckiem, więc nowy "Karate Kid" nie wywołał we mnie zachwytu tak, jak w młodszym pokoleniu. Przede wszystkim nie odpowiada mi pomysł odmłodzenia głównego bohatera i zmiany sztuki walki. Kung fu, jest, z tego co wiem, sztuką walki dużo trudniejszą i wymagającą większego wysiłku fizycznego niż karate. Bardzo trudno mi uwierzyć, że dwunastolatek, który nie miał nigdy nic wspólnego z tą sztuką walki, opanuje ją w przeciągu kilku tygodni/miesięcy (film tego nie precyzuje) do takiego stopnia, żeby być w stanie walczyć jak równy z równym ze swoimi rówieśnikami, którzy trenują od lat.
Słabo wypada też wątek kulturowy. Główny bohater jest uosobieniem tego, co amerykańskie. Na imię ma Dre, jest czarnoskóry i ma fryzurę a'la Allen Iverson, której nazwy nigdy nie mogłem zapamiętać. Na dodatek nie słucha się mamy i lubi marnować czas na oglądaniu telewizji. Jego wiedza o Chinach ogranicza się do tego, że wszystko tam jest stare, a o nauce języka kraju w którym będzie mieszkał, nie chce nawet słyszeć. Chińczycy natomiast są pracoholikami. Ciężko trenują. Chłopcy kung fu, dziewczyna głównego bohatera grę na skrzypcach. Oczywiście nie obeszło się bez pokazania najpiękniejszych chińskich zabytków. Szkoda tylko, że twórcy przed przystąpieniem do prac nad scenariuszem nie zajrzeli choćby na Wikipedię i nie dowiedzieli się, że kung fu to nazwa używana na zachodzie, podczas gdy Chińczycy tę sztukę walki nazywają wushu. Ta nazwa w filmie nie pada ani razu.
Realizacyjnie nie można twórcom niczego zarzucić. Zdjęcia są bardzo ładne, ścieżka dźwiękowa przyjemna, montaż w porządku, choć nieco przyśpiesza w scenach pojedynków, ale to jest przypadłość współczesnego kina. Choreografia w tych scenach jest widowiskowa. I byłoby świetnie, gdyby wykonywali ją starsi aktorzy. W wykonaniu dzieci z podstawówki budzi ona tylko uśmiech politowania. Przynajmniej u mnie. Zdecydowanie na plus zaliczam finałowy turniej, który dobrze oddaje atmosferę sportowych zawodów.
|
|
Aktorsko nie jest najgorzej. Jaden Smith stworzył sympatycznego bohatera, którego można polubić, ale tylko pod warunkiem, że kupi się konwencję Kung Fu w szkole podstawowej. Jackie Chan również stworzył bardzo sympatyczną postać mistrza. Nawet nie próbował swojej kreacji zbliżyć do mistrza, którego wykreował niegdyś Pat Morita. I bardzo dobrze, bo nic dobrego by z tego nie wyszło. Chan po prostu zagrał sympatycznego dozorcę, który zupełnie przypadkiem okazał się być mistrzem kung fu. Ja to kupiłem. Chińska część obsady spisała się bez zarzutów. Jeżeli chodzi o kreacje aktorskie, to mogę się przyczepić tylko do Taraji P. Henson. Matka Dre w jej wykonaniu zachowuje się jak jakaś idiotka. Ale to przerysowanie może być celowym zabiegiem i ukłonem w strone młodszej widowni, która tak właśnie odbiera zachowanie swoich rodziców.
Nowy "Karate Kid" jest filmem słabym. Można go obejrzeć bez większych zgrzytów i nawet miło spędzić czas, ale szczerze wątpię żeby stał się wśród młodych ludzi, do których jest adresowany, takim kultem, jakim oryginał był dla mnie i dla części moich równieśników. Po prostu jest to kolejny bezpłciowy remake nakręcony po to, żeby wyłudzić od widza trochę grosza. Historia jest przecież tak uniwersalna, że nawet nie trzeba wykupować praw do remake'u żeby ją nakręcić. Moim zdaniem lepszym remakiem "Karate Kid" jest "Never back down" z 2008 roku.
4/10
(dzieciom na pewno się spodoba)
 |
wytwórnia - Columbia Pictures, China Film Group, 2010
reżyseria - Harald Zwart
scenariusz - Christopher Murphey
wg pomysłu - Roberta Marka Kamena
produkcja - Will Smith, Jada Pinkett Smith, Jerry Weintraub
muzyka - James Horner
zdjęcia - Roger Pratt
montaż - Joel Negron
scenografia - François Séguin
kostiumy - Han Feng
czas projekcji - 140 minut
wystąpili
Jaden Smith
Jackie Chan
Taraji P. Henson
Wenwen Han
Rongguang Yu
Zhensu Wu
Zhiheng Wang
Zhenwei Wang
|
(Dre Parker)
(Mr. Han)
(Sherry Parker)
(Meiying)
(Mistrz Li)
(ojciec Meiying)
(matka Meiying)
(Cheng)
|
|
 |