Kaznodzieja z charakterem
Wiem, że to grzech ciężki miłośnika filmów, ale nie śledzę
na bieżąco trailerów zapowiadających nowości kinowe. Zdarza się więc od czasu do
czasu, że nie mam bladego pojęcia o niektórych tytułach wchodzących do kin,
czyli, mówiąc wprost, nie wiem o czym są. Nie jest to spowodowane ignorancją czy
lenistwem, lecz tym, że filmoznawstwo i kinomaniactwo wciąż pozostają u mnie na
poziomie hobby, a nie zawodu wykonywanego, co wiąże się z tym, że nie poświęcam
każdej minuty życia na „bycie na bieżąco”. A poza tym, lubię czasem nic nie
wiedzieć o filmie, który mam zamiar obejrzeć, by dać się zaskoczyć, albo…
rozczarować. W ubiegłym tygodniu, w stolicy naszego pięknego kraju, zupełnie dla
mnie nieoczekiwanie znalazłem się w sytuacji, w której miałem 2 godziny czasu
wolnego, który postanowiłem na szybko wykorzystać na wyprawę do kina na jakąś
nowość. W kinie, gdzie ekran duży i nagłośnienie słuszne, stawiam
przeważnie na akcję i wybuchy, mój wybór padł więc na „Kaznodzieję z karabinem”, o
którym to filmie nie wiedziałem nic ponad to, że będzie w nim kaznodzieja,
karabin i czarnoskóre dziecko, no i Gerard Butler – bo tyle informacji zdążyłem
przyswoić sobie z plakatu podczas stania w kolejce do kasy.
Ok., bilet na szybko kupiony, jeszcze tylko zestaw: kawa + popcorn (nie polecam,
nie pasuje) i już siedzę na sali kinowej wraz z innymi sześcioma osobami (a był
piątek godz. 21:20) i czekam aż kaznodzieja z karabinem zacznie rozpruwać
wrogów, a krew i flaki zaleją idiotyczny scenariusz. Serio, po tytule
„Kaznodzieja z karabinem” nastawiłem się na bezmyślną rzeźnię, kino campowe,
kino złego smaku, drugą część „Maczety” albo coś jeszcze głupszego. Pierwsze
zdziwienie nadeszło wraz z prologiem, w którym bojówki LRA dokonały krwawego
ataku na mieszkańców wioski w Sudanie, zmuszając jednego z małoletnich chłopców
do zabicia własnej matki. Drugie zdziwienie pojawiło się na napisach
początkowych, które informowały, że film oparty został na faktach. Z minuty na
minutę okazywało się, że „Kaznodzieja z karabinem” nie ma z kinem campowym nic
wspólnego, a jego, hmm… dyskusyjnej jakości tytuł, to jednocześnie pseudonim
głównego bohatera, który uzyskał rozprawiając się krwawo z wspomnianymi wyżej
członkami LRA. Jeśli chcecie wiedzieć jak doszło do tego, że Sam Childers
(Gerard Butler) - diler narkotyków, przestępca i narkoman, nawrócił się, by
ostatecznie wylądować w Sudanie i opiekować się i bronić tamtejszych sierot,
koniecznie wybierzcie się do kina.

Sam Childers i jego ludzie
Tymczasem mówię wam, Gerard Butler zagrał w tym filmie najbardziej
charyzmatyczną postać od czasów Leonidasa z „300”. Jedno z jego wystąpień w
kościele sprawia, że adrenalina podskakuje nie tylko wiernym, ale też widzom w
kinie. „Kaznodzieja z karabinem” okazuje się być kinem akcji zaangażowanym
społecznie, bo mówi o dramatycznej sytuacji dzieci z Sudanu, porywanych,
gwałconych, zmuszanych do zabijania, sprzedawanych. Butler doskonale ukazuje
przemianę, jaką przechodzi jego bohater. Wiarygodnie przedstawia postać Sama
Childersa w stanach euforii i działania na pełnych obrotach, równie dobrze
oddaje stan psychiczny tej niezwykłej postaci w chwilach zwątpienia i
stopniowego popadania w obłęd, związany z chęcią i jednoczesną niemocą niesienia
pomocy nieznajomym dzieciom z Afryki. Film nie oglądałby się jednak tak dobrze,
gdyby nie pojawiające się tu i ówdzie brutalne, naturalistyczne strzelaniny,
surowe, nakręcone bez hollywoodzkiej widowiskowości, wizualnych popisów czy
szybkiego montażu przypisanego tego typu atrakcjom. Wymian ognia i
padających na ziemię trupów, nie ogląda się tak radośnie, jak
terrorystów rozwalanych przez Schwarzeneggera w „True Lies” – mamy tu bowiem do
czynienia z czymś w rodzaju fabularyzowanego dokumentu, wiernie rekonstruującego
autentyczne, przerażające wydarzenia.

Gerard Butler & Sam Childers
„Kaznodzieja z karabinem” to rozrywka niełatwa i nieprzyjemna, i na pewno nie do
zagryzania popcornem – dobrze, że ten zjadłem na reklamach. Można podczas seansu
wypić do niego co najwyżej kawę, bo na pewno nie Colę – wiecie, tam dzieci bez
domu, żyjące w strachu, nędzy i w obawie o życie, a tu my, żłopiący Colę przez
słomkę. Na pewno też „Kaznodzieja” nie nadaje się na wieczór w kinie z drugą
połówką, ani na wypad ze znajomymi. Nie ma tu klasycznej konstrukcji filmu
fabularnego, nie ma klasycznego herosa, jest za to mnóstwo odcieni szarości i
niewytłumaczalnych decyzji głównego bohatera, które można tłumaczyć tylko
nieprzewidywalną ludzką naturą. To film przejmujący, wstrząsający, szokujący.
Dający do myślenia, przygnębiający, ale i niosący radosną nowinę, że gdzieś tam,
w Sudanie, jest taki twardziel jak Sam Childers, który pomaga dzieciom bardziej
niż ONZ i Czerwony krzyż razem wzięte, i który z karabinem w ręku, nie bacząc na
opinię społeczną, po dziś dzień organizuje ataki na bojówki LRA, przetrzebiając
ich szeregi.
Zobacz:
http://www.machinegunpreacher.org/
Ocena: 7/10
|
 |
Kaznodzieja z karabinem
Rok produkcji: 2011
Czas trwania: 127 min.
Reżyseria: Marc Forster
Scenariusz: Jason Keller
Zdjęcia: Roberto Schaefer
Aktorzy:
Gerard Butler, Michelle Monaghan, Kathy Baker, Michael Shannon, Madeline Carroll
|
|
Autor tekstu:
Rafał Donica - DUX
[e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 20 grudnia 2011
Oprawa html:
Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE |