|
|||
Kevin Smith to rzadki przypadek reżysera, który pozostaje niedoceniany, przeceniany, szkalowany i wychwalany jednocześnie. Jego filmy przede wszystkim bawią ("Clerks", "Mallrats", "Jay & Silent Bob strike back") ale też (wciąż będąc wiernymi konwencji komediowej) potrafią wzruszać ("Chasing Amy") i zmuszać do zastanowienia, szokować i wzbudzać kontrowersje ("Dogma"). Wszystkie jednak filmy Smitha mają cztery cechy wspólne; inteligentny (choć bywa, że chwilami pozbawiony dobrego smaku) humor i kultowe już postaci JAYA (Jason Mewes) i CICHEGO BOBA (w którego wcielił się sam Kevin Smith!). Trzecią wspólną cechą wyżej (i niżej) wymienionych filmów są steki przekleństw, które potokiem wylewają się z ekranu; w 90% z ust niesamowitego Jaya. I rzecz, której przy okazji pisania o dorobku artystycznym Smitha pominąć nie wolno; SEX! Choć nieobecny na ekranie w sensie fizycznym, filmy Smitha są nim przepełnione. Niestety (a może i "stety") choć sex nie jest pokazywany, a tylko obecny w rozmowach głównych bohaterów, sprowadza się często do wszelakiej maści "fucków", "sucków" i "cock suckerów", czego najwięcej znajdziemy w "Jay & Silent Bob strike back". Ja akurat trawię i lubię ten rodzaj (często dość rynsztokowego) humoru, więc oglądając kolejny film Smitha, wiem czego mogę się spodziewać - doskonale się bawię i jak na razie nie zawiodłem się na żadnym jego dziele, czego i Wam życzę. "Sprzedawcy" 1994 ![]() Nakręcony w konwencji czarno-białej, pierwszy film Smitha, stał się niemal z miejsca obrazem kultowym. Historia jest dość banalna... a w zasadzie wcale jej nie ma. Wszystko dzieje się w ciągu jednego dnia, pod, nad i w sklepie. Tytułowi sprzedawcy Dante Hicks i Randal (Brian O'Halloran i Jeff Anderson) mają rozliczne problemy z klientami (na przykład z facetem fanatycznie sprawdzającym jakość jajek), Jay pod sklepem rzuca bluzgi na lewo i prawo, a Cichy Bob przez cały film milczy jak grób. Siła "Sprzedawców" polega na ich zwyczajności i szarości pokazanego przebiegu dnia codziennego. Najważniejszy jest jednak fakt, że to właśnie w tym filmie narodził się niesamowity (na razie niemalże epizodyczny) duet: Jay i Silent Bob, który z filmu na film wysuwał się będzie coraz bardziej na pierwszy plan. W "Sprzedawcach" usłyszymy też super odkrywczą dyskusję na temat pracowników kontraktowych, którzy zginęli pracując przy budowie Gwiazdy śmierci w "Powrocie Jedi" ;) Począwszy od "Clerks", Kevin Smith w każdym kolejnym filmie nawiązywał będzie mniej lub więcej do tematyki "Gwiezdnych wojen". ![]() Choć "Clerks" dostarczył mi porcji niezłej zabawy, osobiście wolę późniejsze dokonania Kevina Smitha. "Szczury z Supermarketu" 1995 ![]() W przypadku "Szczurów..." panuje powszechna opinia, że to najsłabszy film w dorobku reżysera. Fakt, opowieść ogranicza się do miłosnych perypetii Rene (Shannen Doherty) i Brodie'ego (Jason Lee), ale opowiedziana jest w doskonałym tempie, z humorem i świetnym Jayem i Silent Bobem, których życiową misją staje się... rozwalenie sceny. Praktycznie cała akcja dzieje się w Supermarkecie i podczas nagrania randki w ciemno. Znać daje o sobie Kevina Smitha uwielbienie dla komiksów i (czemu reżyser większy upust da w "Jay & Silent Bob strike back"). "Mallrats" to również pierwsze spotkanie Smitha z Affleckiem i Jasonem Lee, oraz rozkwit "kariery" Jaya i Boba. Pierwszy raz u Smitha pojawia się Joey Lauren Adams, aktorka która zagra główną rolę w jego kolejnym filmie, i to właśnie na końcu "Mallrats" pojawia się Jay i Silent Bob prowadzący za rękę orangutana... co jest swoistą zapowiedzią filmu "Jay i Cichy Bob kontratakują". ![]() W moim osobistym odczuciu, "Mallrats" jest filmem lepszym i śmieszniejszym od okrzyczanych "Sprzedawców", ale to przecież tylko moja subiektywna ocena ;) "W pogoni za Amy" 1997 ![]() Mimo tego, że obraz utrzymany jest w klimacie komediowym, jest to chyba najbardziej dojrzały film w karierze Kevina Smitha. Banalna z pozoru historia miłosna urasta tu do rangi wielkiej (i mądrej) opowieści o własnej seksualności, potrzebach i... skłonnościach ku płciom przeciwnym. Podobnie jak w poprzednich filmach, tak w "Chasing Amy" bohaterowie posługują się prostym w odbiorze (potocznym) językiem, ale temat seksu nie ogranicza się tylko do wywodów Jaya, lecz jest tematem przewodnim tego doskonałego i inteligentnego filmu. Na pierwszym planie stoi Ben Affleck i Jason Lee, wspomagani przez Joey Lauren Adams (urocza w roli lesbijki) i oczywiście coraz bardziej wyrazisty i lubiany DUET. W "Chasing Amy" w pewnym momencie przez ekran przewija się Matt Damon (czyżby zapowiedź roli w "Dogmie"?) Silent Bob przemawia, a uwielbienie Smitha do komiksów urasta już do rozmiarów jednego z ważniejszych wątków scenariusza. Jesteśmy również świadkami narodzin komiksowych postaci opartych na Jayu i Cichym Bobie; "Bluntman & Chronic" do których reżyser powróci w filmie "Jay i Silent Bob kontratakują". ![]() "W pogoni za Amy" to "najspokojniejszy" z filmów Smitha, co jednak przemawia na jego korzyść. Dzięki temu obrazowi reżyser udowodnił, że potrafi mówić o rzeczach poważnych, (choć obowiązkowo nie pozbawionych humoru), co potwierdzi swoim kolejnym filmem... "Dogma" 1999 ![]() Polskie Służby kościelne dwoiły się i troiły, by uchronić "prawdziwych Chrześcijan" przed oglądaniem tego filmu. W warszawskim "Multikinie" był grany niecałe dwa tygodnie, po czym z "nieznanych" powodów i w "niejasnych" okolicznościach zniknął z ekranów. O czym więc jest ten, tak niebezpieczny dla wierzących ludzi film? Paradoksalnie, jest to "tylko" zwykła historia dwóch zbuntowanych aniołów (świetny duet Affleck / Damon) siejących spustoszenie na Ziemi - po jednej stronie barykady, i walczących z nimi ludzi - po barykady stronie drugiej. Może wszystko przeszłoby bez większego echa, gdyby nie to, że Smith ukazał luki w systemie wartości wyznawanym przez Chrześcijan, oraz wystawił na światło dzienne niedomówienia i nawzajem wykluczające się zasady głoszone w Biblii. Może i to przeszłoby bez wzbudzania większych kontrowersji, gdyby nie główni bohaterowie broniący wiary przed złem z nieba rodem. Kluczową postacią jest Bethany (Linda Fiorentino) pracująca w... klinice aborcyjnej, wspomagana przez... Trzynastego Apostoła, który nie dość że jest czarny, to twierdzi, że Jezus również był tejże samej barwy. Na domiar złego (?), Bóg przedstawiony został jako kobieta - urocza Alanis Morissette. W szeregach kompanii nieustraszonych pogromców Aniołów nie zabrakło również (siejącego bluzgi z prędkością karabinu maszynowego) Jaya, oraz równie szybko... Milczącego Boba. W "Dogmie" poza (jak zwykle dużą) dawką humoru i wspaniałą rozrywką, nie zabrakło ukłonu w stronę "Gwiezdnych wojen", ale to już temat na zupełnie inną opowieść... ![]() Kevin Smith w doskonały sposób połączył temat tak drażliwy i poważny jakim jest wiara, ze zwariowanym poczuciem humoru, stekiem przekleństw i szalonych pomysłów które możemy podziwiać na ekranie. "Dogma" to rozrywka na wysokim poziomie, ale dla ludzi poważnych; nie dla dewot które bojkotują film przed kinem, nawet go wcześniej nie obejrzawszy - bo to grzech. "Dogmę" widziałem dwa razy w kinie i nie zachwiało to moim systemem wartości; po obejrzeniu filmu nie wierzę w Boga ani mniej ani więcej. Wciąż wierzę jak dawniej; mniej więcej. "Jay & Cichy Bob kontratakują" 2001 ![]() Nareszcie Jay i Silent Bob na pierwszym planie! Powrót Smitha do korzeni; w "Jay & Silent Bob strike back" pojawili się wszyscy aktorzy z poprzednich jego filmów. Powtórnie reżyser oddał hołd komiksowi i nawiązał do "Gwiezdnych Wojen" (w epizodach ujrzymy Carrie Fisher i Marka Hamilla wyśmiewającego własny (!) wizerunek znany ze "Star Wars"). Cała fabuła opiera się na podróży Jaya i Silent Boba do HOLLYWOOD której celem jest zatrzymanie produkcji filmu, opartego na postaciach z komiksu, opartych na Jayu i Cichym Bobie... Ufff... trochę to zawiłe, ale da się zrozumieć. Przyjaciele na swojej drodze spotykają barwną galerię postaci; poprzez Aniołki Charliego, Scooby Doo i spółkę, siostrę zakonną, na Jamesie Van Der Beeku (Dawson z "Jeziora marzeń") i Jasonie Biggsie (to ten, co w "American Pie" pie...ł szarlotkę ;) kończąc. W międzyczasie do naszego duetu dołącza orangutan, a Jay zakochuje (!) się w prześlicznej Justice (Shannon Elizabeth). Kevin Smith zręcznie żongluje cytatami i postaciami z filmów ostatnich lat. Ciężko wręcz wyłapać wszystkie przygotowane dla widza smaczki i mrugnięcia okiem. Całość utrzymana jest w iście szalonym tempie, bluzgi lecą jedna za drugą i wszystko (mimo pustki intelektualnej) naprawdę potrafi doskonale bawić i śmieszyć. W filmie gościnnie wystąpił Wes Craven, u którego wcześniej w "Krzyku 3" równie gościnnie zagrał Jay i Cichy Bob. Z "J&SBSB" dowiemy się również, jak obaj się poznali, a wszystko w rytmie piosenki zaczynającej się słowami: "fuck, fuck, fuck..." śpiewanej przez Jaya. Jest też dosłowny ukłon w stronę przeszłości, czyli wizyta w sklepie ze "Sprzedawców". ![]() "Jay i Silent Bob kontratakują" to najbardziej zwariowany i najśmieszniejszy film Smitha. Pojawiają się głosy mówiące, że Smithowi brakuje pomysłu na nowy film, dlatego postanowił pobawić się kinem i w nowym filmie wystąpiły tylko postaci znane z jego poprzednich obrazów. Ja jednak myślę, że Smith chciał powiedzieć ostatnie słowo o duecie "Jay i Silent Bob", zamknąć pewien etap i osiągnąć wszystko w dziedzinie komedii, by teraz skupić się na czymś ambitniejszym. Jeśli jednak Smith przy komedii pozostanie, nie będę miał mu tego za złe i raz jeszcze, z wielką ochotą i przyjemnością popatrzę na wyczyny Jay'a i Silent Boba - bo są naprawdę nieprzeciętni ;) AUTOR FILMOGRAFII: Rafał Donica - DUX ![]() ŹRÓDŁA ZDJĘĆ Strony oficjalne filmów Smitha oraz Hunter i (prawie) Dejna |