Adam Sandler zwyczajowo jest kojarzony z
głupimi komediami pełnymi niewybrednych i obrzydliwych żartów oraz
sprośności wszelkiej maści; generalnie humoru specyficznego, który
trzeba polubić, aby z łatwością oglądać produkcje z jego udziałem. Od
ponad 10 lat produkuje film za filmem dzięki swojej firmie Happy Madison
Productions (od wczesnych filmów aktora „Happy Gilmore” oraz „Billy
Madison”), które to filmy, trzeba przyznać, cieszą się dużą
popularnością wśród widzów. Oprócz wspomnianego wcześniej humoru, obrazy
Sandlera cechuje dodatkowo fakt współpracy ze sprawdzoną ekipą
przyjaciół. I tak w większości filmów aktora możemy w drugoplanowych
rolach lub epizodzikach zobaczyć jego przyjaciół komików: Roba
Schneidera (który także daje w praktycznie każdym swoim filmie jakiś
epizod Adamowi), Petera Dante, Allena Coverta, Jonathana Loughrana oraz
innych kumpli, jeszcze z czasów występów w amerykańskim programie
telewizyjnym Saturday Night Live, który słynie z odkrywania znanych
komików (m.in. Jim Carrey, Eddie Murphy, Chevy Chase, Dan Aykroyd, Will
Ferrell). Ostatnio do tej grupy znajomków dołączył także Sean Astin (Sam
z trylogii Pierścienia), który zalicza w „Click” drugi występ u Sandlera.
Aktor przywiązuje się także bardzo do reżyserów, którym powierza swoje
filmy. Frank Coraci, reżyser „Clicka”, ma na swoim koncie jeszcze „The
Wedding Singer” i „The Waterboy”. Peter Segal nakręcił „Anger Management”,
„50 First Dates” i „The Longest Yard”. Dennis Dugan popełnił “Happy
Gilmore”, “Big Daddy” i obecnie kręci z Sandlerem “I now pronounce you
Chuck and Larry” (premiera 2007), a Steven Brill “Little Nicky” i “Mr.
Deeds”. Do tego dochodzą scenarzysta Tim Herlihy, kompozytor Teddy
Castelucci i wielu, wielu innych. Nie dziwi więc, że za każdym razem
dostajemy bardzo ładnie i efektownie zapakowany produkt.
|
 |
 |
Tak jak napisałem, komedie Sandlera
obracają się raczej w tematach Najdłuższego Pierdnięcia czy Najbardziej
Sprośnego Pomysłu, dają też głównej gwieździe odpowiednio dużo
możliwości, by się wykazać aktorsko, fizycznie i fizjonomicznie. Wniosek
nie może być zaskakujący – nie każdy to polubi. Od pewnego jednak czasu
filmy aktora ewoluują w dosyć interesującą stronę. To już nie tylko
głupawe komedyjki obliczone jedynie na zabawienie widza (no ok, to też,
ale już inaczej). Produkcje pana S. są dalej komediami, ale już z
wyraźnym przesłaniem, subtelnie zarysowanym morałem i, czego bym się
nigdy nie spodziewał, zahaczają nawet o... komediodramat! Nie, nie
pomyliłem się przy pisaniu – tak właśnie jest. Komediodramat lekki
oczywiście, bo to w końcu jednak Adam Sandler, a nie jakiś
egzystencjalny misjonarz poszukujący prawdziwej prawdy. Jedyne
określenie jakie mi przychodzi do głowy jest takie, że Adam Sandler...
dojrzewa ;) Jakkolwiek to brzmi, nie znajduje innego określenia na to
czego jestem świadkiem. W produkcjach Happy Madison roi się wprawdzie od
sprośnych tekstów, jajcarskich dowcipów i dziecinnych wygłupów znanych z
wcześniejszych produkcji, ale jest to wszystko równoważone wspomnianym
wcześniej przesłaniem i poważniejszym wydźwiękiem jaki po sobie film
pozostawia. Nie mogę w takim razie nie porównać „Clicka” do „50
Pierwszych Randek” z 2004 roku. Bo właśnie ta produkcja oferowała coś
więcej niż tylko uśmiech na twarzy, miała jakąś głębię i nie kończyła
się typowym happy endem. I to właśnie „50 Pierwszych Randek” można uznać
za punkt zwrotny w filmografii aktora. Teraz po 2 latach nastrój
pozostawiony w „50 Pierwszych Randkach” wraca, z jeszcze większą siłą.
|
 |
 |
Pasuje przedstawić krótki zarys fabuły „Clicka”.
Otóż główny bohater Michael, to kochający mąż (a żony mu tylko
pozazdrościć – Kate Beckinsale!!!), ojciec dwójki dzieci i dumny
posiadacz erotycznie niewyżytego psa. Zarabia na utrzymanie rodziny i to
skutecznie – mają ładny dom i wiele rzeczy, które chciałoby się samemu
posiadać. Do szczęścia rodzinie Michaela brakuje tylko jednej rzeczy. A
właściwie to osoby, bo mowa tu o szanownym mężu/tatusiu. Okazuje się
bowiem, że szczęście rodziny Michael okupuje piekielną harówką w pracy i
przebywaniem z szefem-idiotą (David Hasselhoff), tym samym zaniedbując
familię. W zasadzie stereotyp filmowy. Bo ileż podobnych historii już
widzieliśmy. Ten stereotyp zmienia się gdy Michael dostaje w swoje ręce
dość niezwykłego pilota – uniwersalnego, jak reklamuje go pewien
‘naukowiec’ (Christopher Walken); na tyle uniwersalnego, że daje
właścicielowi możliwość zabawy z otaczającą rzeczywistością – może
pauzować ludzi, przewijać do przodu i do tyłu, przyciszać, podgłaśniać,
przenosić się do wybranych scen ze swojego życia, a nawet włączać
komentarz (z głosem Jamesa Earla Jonesa ;) ). Generalnie wszelkie opcje
pilota telewizyjnego, tyle, że na niespotykaną dotąd skalę. A że
zmęczony życiem i pracą Michael łaknie wszelkich ułatwień, to zaczyna
korzystać z danego mu dobrodziejstwa. I w tym miejscu należy przypomnieć
o produkcji, która wychodziła z praktycznie takiego samego założenia,
tyle, że bez pilota. Mowa tu o „Bruce’ie Wszechmogącym” z Jimem Carreyem
w roli głównej – dosyć średniej komedii, w której główny bohater bawił
się w Boga i mógł robić co chciał ze swoją mocą. Dosyć średniej, bo
nachalnie moralizatorskiej, mało śmiesznej i wyjątkowo przesłodzonej na
końcu. „Click” nie popełnia tych błędów. Dodatkowo nie musi się skupiać
tylko i wyłącznie na wygibasach Jima Carreya, bo Adam Sandler to
poczciwy chłop i daje całej ekipie aktorskiej uczestniczyć w opowiadanej
historii. Na pewno „Click” nie zarobi takich kokosów jak „Bruce
Wszechmogący” (nazwisko Carrey robi swoje za oceanem), ale jest filmem
lepszym o kilka długości, tak pod względem rozrywkowym, jak i
moralizatorskim.
|
 |
 |
A przesłanie jest podobne. Na początku jest
fajnie - Michael bawi się możliwościami jakie przed nim roztacza pilot,
lecz gdy zaczyna omijać wszystkie złe momenty, by nie cierpieć gdy rani
żonę i dzieci swoimi decyzjami, to już zaczyna się robić niebezpiecznie.
Bo Michael przewija powoli swoje życie, najpierw minutami, później już
całymi godzinami, dniami i tygodniami, doprowadzając do finałowego aktu
filmu, którego tu nie zdradzę, a który to wywarł na mnie duże wrażenie
(jak na komedię). Serwowany w „Click” morał – rodzina jest najważniejszą
wartością i życie jest zbyt krótkie, by stracić je na nieustanną pracę
bez oglądania się na przyjemności, które ono ze sobą niesie – jest także
oklepany i pewnie wciskany na siłę stanowiłby idealny powód dla
wykonania pewnej czynności nad sedesem, lecz tutaj jest podany dosyć
subtelnie, zmieszany z komediowym wstawkami i dosyć pokaźną ilością
żartów a’la Adam Sandler. I nie nuży, bo nawet jeśli padnie jakiś
widoczny moralik, to zaraz widzimy robiącego kupę psa czy coś w tym
stylu. Czyli trzeba się przygotować na dużo sprośnych tekstów, głupich
dowcipów i masę latających bluzgów? Jak najbardziej! Bez tego filmy
Sandlera straciłyby swój specyficzny urok. Ale trzeba się także
przygotować na refleksję, bo ten zdawałoby się pro-rodzinny moralitet
zamienia się w kontynuację pewnego przesłania – „Śpieszmy się kochać
ludzi, tak szybko odchodzą”...
|
 |
 |
Najnowsza produkcja Adama Sandlera to
tzw.’feel good movie’, to obraz, po którym wracamy do rzeczywistości
odprężeni i zrelaksowani – z uśmiechem na twarzy. A przecież to jest
jedno z założeń kina, prawda? Dać możliwość ucieczki od rzeczywistości,
w kompletnie wyimaginowany świat, z bohaterami, których można polubić;
wszystko po to, by choć chwilę oderwać się od problemów szarej
codzienności. A że przy okazji są przekazywane ważniejsze treści, to
źle? „Click” mówi, że ważne jest to co dzieje się pomiędzy kolejną
wypłatą i urlopem, ważne są czyny i słowa, a nie tylko pieniążki – też
mi odkrycie, ale jakoś nie zdaje mi się, aby przypominanie o tym było
zbędne - nie w dzisiejszym świecie. „Nie jest ważne to co robisz, ale to
kim jesteś” mówił Jan Paweł II – mądre słowa, które mogłyby stać się
mottem filmu Sandlera. I może się trochę zagalopowałem w chwaleniu „Clicka”,
może widzę w obrazie rzeczy, których tam nie ma, ale jestem gorącym
zwolennikiem tego typu filmów. Uważam, że filmy powinny radować i
śmieszyć, odsuwać rzeczywistość na bok na półtorej godziny, a nie tylko
dołować, zmuszać do refleksji czy uczyć. Wszystko to jest ważne
oczywiście, ale wyłączenie mózgu na jakiś czas może być także pomocne. A
jak już coś to należy tylko odpowiednio wszystko połączyć w całość. A „Click”
właśnie takim odpowiednim połączeniem jest i polecam go bez żadnych
wyrzutów sumienia wszystkim :)
 |
Tytuł oryginalny –
"Click"
Tytuł polski- "Klik:
i robisz co chcesz"
Produkcja: U.S.A.
Czas trwania – 107 min.
Reżyseria – Frank Coraci
Scenariusz – Steve Koren, Mark O’Keefe
Muzyka – Tomer Biran, Rupert Gregson-Williams
Zdjęcia – Dean Semler
Montaż – Jeff Gourson
Obsada:
Adam Sandler – Michael Newman
Kate Beckinsale – Donna Newman
Christopher Walken – Morty
David Hasselhoff – Ammer
Sean Astin – Bill
Henry Winkler – Ted Newman
Klub
Miłośników Filmu | 31 VIII 2006 |
|
| Autor recenzji:
Darek Kuźma - BEOWULF |