Wybrałam się na ten film z uwagi na fakt, że jestem miłośnikiem kultury francuskiej i wszystkiego co francuskie, w tym także, a może przede wszystkim, francuskich filmów. Również ze względu na aktorkę występującą w tym filmie, czyli Sophie Marceau. Niestety, jeśli chodzi o polski tytuł filmu, to jest on w dużym stopniu zniechęcający. Kojarzy mi się on m.in. z reklamą sałatki i sposobem na porozumienie międzyplanetarne. Bardziej odpowiada mi zapis oryginalny, czyli „Z drugiej strony łóżka (małżeńskiego)”. Jednakże polski tytuł w pełnej mierze odpowiada treści filmu. Treści oklepanej i bardzo dobrze znanej, jak sam frazes, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Tu jest na odwrót, o czym trąbi właśnie sam tytuł. A wiec żadnej tajemnicy. Od samego początku do samego końca film jest niesłychanie przewidywalny. Chociaż ja w pewnym momencie myślałam, że może główni bohaterowie, poprzez tę zamianę i przemianę, zrozumieją, czego i kogo tak naprawdę szukają w życiu. Że być może osoba, z którą dzielą życie niekoniecznie jest tą drugą połową. Niestety, nic takiego się nie stało. Chociaż to nie jest mój główny zarzut. Przecież wyraźnie chodziło o to, aby się pozamieniać na jakiś czas swoimi rolami. A zatem żona Ariane (Sophie Marceau) przejmuje obowiązki męża Hugo (Danny Boon) i na odwrót.


I nie byłoby w tym może żadnej fałszywości, gdyby nie to, że niezwykle trudno jest mi uwierzyć, że można poprowadzić firmę, gdy zwyczajnie nie ma się o tym pojęcia. I nie chodzi tu doprawdy o kobietę-szefa. Niezrozumiała jest dla mnie reakcja męża Hugo, który na to przystaje. Tak jak niezrozumiała jest cała w tym wszystkim rola komornika-psychoanalityka. Ale to nie wszystko. Film jest fałszywy także przez to, że bohaterka wychodzi z propozycją zamiany ról tylko dlatego, że uważa, że jej mąż ma lepiej a ona gorzej. Chyba nic bardziej dziecinnego. Zdaje się, że o wiele lepiej przemówiłyby do widza jej niespełnienie zawodowe, próba samodzielności czy też samotność dnia codziennego, niż pokazanie mężowi, że jej obowiązki są trudniejsze od jego pracy. Mnie to osobiście nie przekonuje. Mając bowiem taki dom i takie pieniądze można po prostu zatrudnić gosposię lub zwyczajnie poprosić babcię Lise o pomoc. Dlaczego więc tego Ariane nie zrobiła?

Idąc dalej - nie przekonuje mnie sukces Ariane w firmie, ani wzajemne wybaczenie romansów, ani scena na posterunku policji, ani „bunt” Hugo, kiedy kopie deskę do prasowania, ani wcale ten cały remont w mieszkaniu. Jeden fachowiec od wszystkiego? Przestraszyłam się, że to może Polak, nie daj Boże profesor z jakiegoś uniwersytetu.

A przecież pomysł był. Może należało jednak iść w stronę poszukiwania tej prawdziwej drugiej połowy. Może dla Hugo byłaby to Charlotte, a dla Ariane Flanvart? A może kto inny. Film miał być chyba takim poszukiwaniem swojego miejsca na ziemi, ale niestety nie wyszło. Nie przekonały mnie role Marceau i Boona. Nie chcę być okrutna, ale nic w tym filmie nie jest prawdziwe. Nawet Hektor – syn głównych bohaterów, dewastujący szkolną klasę.

Moja ocena: 3/10 (doceniam piękną scenę nad morzem, kiedy Ariane biegnie do dzieci)


 

Produkcja - Francja, 2008
reżyseria - Pascale Pouzadoux
scenariusz - Pascale Pouzadoux
muzyka - Éric Neveux
zdjęcia - Pierre Gill
montaż - Sylvie Gadmer
czas projekcji - 95 minut

wystąpili

 


Sophie Marceau
Dany Boon
Juliette Arnaud
Roland Giraud
Antoine Duléry
Anny Duperey


Autor recenzji: Kinga Kubicka - KUBECZEK
Klub Miłośników Filmu, 19 września 2010
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF