Na polskie kino łatwo narzekać,
ponoć często jest to narzekanie zupełnie niesłuszne, bowiem pojawiają
się prawdziwe perełki. Możliwe że tak jest, a ja je zwyczajnie
przegapiam i od czasów "Wojaczka" Majewskiego nic nie wprowadziło mnie w
zachwyt. Ale po cóż pisać o zachwycie od razu, skoro ... wystarczyłby
film po prostu dobry. A na to dawał nadzieję "Komornik" Feliksa Falka.
Zaczęło się bowiem ciekawie, to co od razu mi do gustu przypadło to
muzyka, świetnie korespondująca z szybkim tempem, jakie zostaje
natychmiast narzucone. Całkiem niezłe zawiązanie fabuły także nastąpiło
- oto bowiem komornik, niejaki Lucjan Bohme, 80 % ściągalności długów,
wpada do szpitala, naklejając na elektroniczny sprzęt, informację iż
zostaje on zajęty na poczet niezapłaconych długów. Scena robi wrażenie-
na łóżku leży umierający człowiek, a pan w garniturze wypełnia swą
powinność. Za nim stoi prawo i tylko to go interesuje - aby mieć
porządek w papierach. Wydaje się że mamy do czynienia z bezwzględnym
służbistą, nie mającym szacunku dla niczego poza skrupulatnym
wypełnianiem swej pracy. Człowiek to bezkompromisowy, arogancki, nie
zważający na to kogo krzywdzi. Nie interesuje go czy zniszczy komuś
życie, nie sprawia mu problemu "ograbienie" ciężko chorej dziewczynki,
kiedy ojciec- alkoholik nie ma czego oddać w zastaw. Pnie się do góry,
robi karierę, jest znienawidzony i szanowany, ma poparcie prezesa sądu,
ma też śliczną kochankę Annę (Małgorzata Kożuchowska), która jest
mężatką i to co pociąga ją w Lucjanie, to chyba jego sposób bycia,
błyskawiczna kariera, jaką ten robi. On sam gardzi jej mężem, gardzi
częścią kolegów, uważa że jedyna racja jest po jego stronie. Wszystkich
przecież traktuje równo- nie ma mowy o ludzkich odczuciach, bo jest bez
znaczenia czy egzekucja, którą na materialnych dobrach chce
przeprowadzić, pozbawi kogoś środków do życia, czy też będzie to nauczka
dla przedsiębiorcy, który wie jak można ominąć sposób na płacenie. Ważne
jest miejsce, stanowiące teren działania pana Bohme. To bowiem miasto o
dużym wskaźniku bezrobocia, co ma mieć wymiar uniwersalny, ale także
podkreśla w jaki sposób ów urzędnik robi karierę, kosztem ludzi i tak
wystarczająco ciężko doświadczonych, którzy muszą zmagać się z
codzienną, szarą i bolesną rzeczywistością.
Andrzej Chyra w roli Lucjana Bohme
spisał się rewelacyjnie. Jest przekonywujący, jest w nim coś
odpychającego, ale zarazem widz może obdarzyć go dziwnym szacunkiem.
Niestety, owa postać zostaje złamana. Nie byłoby w tym nic dziwnego - w
końcu przemiana bohatera niejednokrotnie następowała. Oczekujemy aby ten
zrozumiał swe postępowanie, aby się czegoś nauczył... ale kolejne etapy,
które przemierza stają się bardzo szybko nachalnym tłumaczeniem że taka
przemiana jest możliwa, że można odkupić swe winy i że wszystko może się
szczęśliwie ułożyć. Oczywiście za błędy należy płacić, zatem nie można
liczyć na wdzięczność ludzi, którym się pomogło. Niestety, w formie w
jakiej zostało to zaprezentowane ma się ochotę tylko uśmiechnąć i
stwierdzić : "cóż za bzdura" ! Gdyby film skończył się dużo wcześniej i
ów wątek pozostawiony został wyobraźni widza, byłaby duża szansa na to
aby to dzieło naprawdę mogło zainteresować i zmusić do przemyśleń. O tym
co zaszło wewnątrz bohatera i w którym momencie to nastąpiło wiemy
doskonale. Dalsza część, ukazująca drogę ku nawróceniu, jest zbędna.
Mógł zatem być to film dobry, a jednak jest niemiłosiernie rozwleczony,
do tego chyba wypadłby dużo lepiej, gdyby twórcy zdecydowali się przyjąć
jedną konwencję, potrafili określić czym ów moralitet ma być- dramatem
czy komedią. Aby bowiem połączyć te dwa gatunki są potrzebne
umiejętności, które w tym przypadku nie do końca mnie przekonują.
Przeplatanie wątków takich jak zrujnowanie komuś życia w ciągu kilku
minut, z ucieczką przed psami, albo tłumem wściekłych mężczyzn ,
zwyczajnie się ze sobą gryzie. Do tego kilka kawałów. We mnie to wiele
śmiechu nie wywołało, jednocześnie sprawiło że nie do końca przejęłam
się historiami naprawdę wzruszającymi. Warto zatem byłoby się zdecydować
czy chce się widzowi dostarczyć momentów błazenady, czy też refleksji.
Dodatkowo- o tej ostatniej nie ma mowy, albowiem dostajemy wszystko
podane wprost. Zostaje to tak dokładnie wyjaśnione, podkreślone że nie
mamy dylematów co tak naprawdę jest złem, a co dobrem. Morał jest
niezwykle naiwny. Jeżeli chciano stworzyć prawdziwą opowieść, to
doprawdy kto uwierzy że w realnym świecie wszystko tak łatwo można
rozwiązać? Czy można odpokutować za śmierć, pieniędzmi? Czy można w
jednej chwili zmienić swe życie? Jeżeli odpowiedź na drugie pytanie jest
twierdząca, to dlaczego w nią nie uwierzyłam? Otóż dlatego - że zostaje
ona podana jako prawda bezwzględna, przyjmująca wręcz formę dogmatu.
Oglądając "Komornika" nie mogłam
nie porównać z krótkometrażowym "Księgowym" McKinnona. W tamtym filmie
było wszystko wyważone, nie było niczego niepotrzebnego, świetnie
przedstawiał metody działania tytułowego bohatera. Może to byłby ratunek
dla "Komornika"? Skrócić go o połowę, wyrzucić wiele niepotrzebnych
wątków, które faktycznie nie wnoszą z sobą nic nowego oraz zdecydować
się na bardziej spójną formę. O ile w życiu przeplata się komedia z
tragedią, o tyle nie musi być tak samo w filmie, nie jeżeli z takim
synkretyzmem nie jest się w stanie sobie poradzić.
Zatem czy ów film był potrzebny? Wydaje mi się że chociaż sam pomysł
jest ciekawy i początek obiecujący, to w ostatecznej swej formie nie
daje widzowi prawie nic. Owszem, nie jest to film irytujący, nie ma
powodów określania go zupełnie nietrafionym. W ostatnich latach
większość polskich produkcji była znacznie mniej udana, aniżeli
"Komornik". Nie wydaje mi się jednak aby należało oceniać w tej
mikroskali, bowiem o wartości filmu nie może stanowić fakt że jest
znacznie lepszy niż wiele poprzednich tworów, które dobre nie były.
Dodajmy do tego fakt że są dzieła, ukazujące że i w Polsce wciąż mogą
powstawać filmy mocne, bezkompromisowe, bo chociażby tego dowiódł Krauze
swym "Długiem". Zatem nie ma bariery, której polski film nie potrafi już
przekroczyć. Lecz sposobem na jej przekroczenie nie jest na pewno
tworzenie takich dzieł. Ja bowiem nie lubię, kiedy widz jest traktowany
w sposób, w jaki został potraktowany tutaj. Czy naprawdę film sam
powinien odpowiadać na wszelkie pytania, jakie stawia? Pozwólmy odbiorcy
samemu myśleć i samemu oceniać, a nie podawać wszystko tak prosto,
uparcie podkreślając na co należy zwrócić uwagę
 |
KOMORNIK
Reżyseria: .... Feliks
Falk
Scenariusz: .... Grzegorz Łoszewski
Zdjęcia: .... Bartosz Prokopowicz
Muzyka: .... Bartłomiej Gliniak
Scenografia: .... Anna Wenderlich
Obsada:
Lucek: .... Andrzej Chyra
Anna: .... Małgorzata Kożuchowska
Gosia: .... Kinga Preis
Jasiek: .... Grzegorz Wojdon
"Chudy": .... Jan Frycz
Horst: .... Marian Dziędziel
Wiśniak: .... Sławomir Orzechowski
Klub
Miłośników Filmu | 06 X 2005 |
|
| Autor recenzji:
Iwona Kusion - ARRAKIN |