Kota w Butach chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Postać
stworzona przez Charlesa Perraulta stała się szybko jedną z najbardziej
rozpoznawalnych baśniowych ikon, bohaterem wielu literackich przeróbek, filmów
animowanych i seriali (z naprawdę udaną wersją anime na czele). Kot na dobre
zadomowił się w popkulturze, czego najlepszym dowodem było jego nagłe pojawienie
się w drugiej – i ostatniej naprawdę udanej – odsłonie przygód Shreka. Bohater
został z miejsca pokochany przez widownię, głównie z powodu iście
romantyczno-buńczucznego charakteru (a to za sprawą znakomitej, autoironicznej
kreacji Antonio Banderasa) oraz pamiętnej sceny, w której wytrzeszcza swe
urocze, przeszklone kocie ślepia. W dobie, gdy koty rządzą Internetem (taka moja
osobista teoria ;) nic dziwnego, że włodarze z DreamWorks postanowili kocią
manię wykorzystać i zrealizować niejako spin-off shrekowej serii, poświęcony
słynnemu futrzakowi. Czy tym razem udało się twórcom ożywić straconego ducha filmów
o Shreku? A może poszli w całkowicie innym kierunku?
Pamiętacie opowieść Perraulta, w której syn młynarza dostaje w spadku po ojcu
kota, a ten niemal z miejsca czyni go Markizem? No to teraz włóżcie ją między
bajki, bo grupa scenarzystów z DreamWorks ma dla was inną wersję „początków”
Puszka; historię przyjaźni, skomplikowanych więzi rodzinnych i zdrady... Nasz
mały bohater jest tu sierotą, przygarniętą przez dobroduszną Imeldę, która
opiekuje się także innymi porzuconymi dziećmi. Jest wśród nich jajko
Humpty-Dumpty, które z powodu swojego niezwykłego wyglądu i kształtu jest
obiektem kpin wszystkich dookoła. Bohaterowie szybko zaprzyjaźniają się, a z
czasem zaczynają łączyć ich silne braterskie więzi i jedno wspólne marzenie: aby
znaleźć magiczną fasolę, która pozwoli im wspiąć się do podniebnego pałacu i
ukraść gęś znoszącą złote jaja. Kolejne miesiące przynoszą jednak niepowodzenia,
a relacje między „braćmi” zaczynają się wyraźnie psuć, co doprowadza do
prawdziwej katastrofy, która dla Kota kończy się banicją z rodzinnych stron.
Jednak wiele lat później dawni przyjaciele spotykają się znowu, tym razem jednak
ich dawne marzenie ma szansę się ziścić. Wraz z Kitty Kociłapką – słynną kocią
złodziejką – bohaterowie wyruszają w pełną niebezpieczeństw podróż…
Przede wszystkim należy powiedzieć wprost: „Kot w Butach” jest lepszy niż dwie
ostatnie części „Shreka”. Jest tu sporo humoru, są ciekawe i niejednoznaczne
postaci, jest niegłupia (choć miejscami nieco naciągana, a czym bliżej końca –
mniej konsekwentnie prowadzona) fabuła, są wreszcie zaskakująco dynamiczne i
robiące wrażenie sceny akcji. Twórcy postanowili zrezygnować z całej masy
popkulturowych odniesień (zrezygnował z nich również tłumacz Bartosz Wierzbięta),
stawiając na humor sytuacyjny i niezbyt wyszukane ale całkiem zabawne gry
słowne. I choć nie zabrakło pewnych nawiązań „tylko dla dorosłych” (jak tekst, w
którym Humpty opisuje swoje życie w więzieniu), jest to film w głównej mierze
przeznaczony dla młodszych widzów. Dużo akcji, czytelne przesłanie oraz
przejmująca historia przyjaźni przypadną do gustu w pierwszej kolejności
najmłodszym, o czym zresztą nie raz przekonałem się podczas seansu, kiedy obecne
na pokazie dzieci żywo komentowały akcję, śmiały się z wyczynów Puszka i jego
przyjaciół. Jednak dorosły widz nie powinien się nudzić, bo choć do poziomu
pierwszych dwóch „Shreków” czy dojrzałości zeszłorocznego „Jak wytresować smoka”
jest tu daleko, to ciekawe relacje między postaciami, odrobina pikantnego humoru
oraz robiące wrażenie wykonanie stawiają „Kota w Butach” ponad typowymi obrazami
przeznaczonymi dla małoletniej widowni. Jeśli jednak oczekujecie pamiętnych
tekstów i kultowych dialogów, możecie się srogo zawieść.
Obok pięknej animacji i wpadającej w ucho ścieżki dźwiękowej warto zwrócić też
uwagę na 3D, które – w przeciwieństwie do wielu obrazów z zeszłego roku –
naprawdę robi wrażenie. Nie mamy tu do czynienia jedynie z marną konwersją
będącą pretekstem do podniesienia cen biletów, lecz pełnoprawnym trójwymiarowym
filmem, pełnym ujęć wykorzystujących tę technologię, czasem w dość spektakularny
sposób. Piękne kolory, głębia obrazu, dynamiczne i pełne energii sceny i
zapierające dech w piersiach loty kamery udowadniają, że twórcy wzięli 3D na
poważnie i wyciągnęli z niego możliwie najwięcej, nie popadając w przesadne
efekciarstwo lecz czyniąc z tej technologii ciekawy element przedstawionej
historii i jej dodatkowy atut (szczególnie dla najmłodszych widzów).
Nie zawodzi również polski dubbing, jak zwykle na naprawdę dobrym poziomie.
Wojciech Malajkat po raz kolejny z udanym skutkiem wciela się w postać Kota w
Butach, nadając jej uroku, charyzmy i zadziorności, które charakteryzują także
amerykański (choć bardziej hiszpański) odpowiednik. Świetny jest też
Humpty-Dumpty, który w oryginale mówi głosem Zacha Galifianakisa. Przemysław
Stippa tworzy ciekawego, niejednoznacznego bohatera, którego nie sposób polubić,
ale nie trudno też uwierzyć w jego „mroczniejszą” stronę. Najmniej
charakterystyczna z trójki głównych bohaterów jest Izabella Bukowska jako Kitty
Kociłapka, choć jako powód tego stanu rzeczy wskazałbym, że jest to zarazem
najmniej interesująca i skomplikowana postać. Być może wcielająca się w nią w
amerykańskiej wersji Salma Hayek nie pozwoliła się tak łatwo przyćmić swojemu
ekranowemu partnerowi. Jest zresztą okazja żeby się o tym przekonać, bo w
niektórych kinach „Kota w Butach” można zobaczyć w wersji z napisami.
Bez wątpienia „Kot w Butach” to produkcja udana, umiejętnie wykorzystująca
technologię 3D, a do tego mówiąca kilka ciekawych rzeczy o rodzinie, przyjaźni,
przynależności. Niestety, filmowi Chrisa Millera brakuje siły, jaką posiadały
pierwsze dwie odsłony „Shreka”, nie zapisuje się w pamięci równie mocno, brakuje
tu równie pamiętnych dialogów i scen. To jednak wciąż porządna, pięknie
wyglądająca i zabawna produkcja, która doskonale sprawdza się jako rodzinna
rozrywka i swoisty hołd dla jednego z najsympatyczniejszych bohaterów flagowej
serii DreamWorks.
Choć i tak cały show kradnie mu kot mówiący „Uuuuuu” ;).
Ocena:
7/10
|
 |
Kot w butach
Rok produkcji: 2011
Czas trwania: 90 min.
Reżyseria: Chris Miller
Scenariusz: David H. Steinberg, Tom Wheeler
Muzyka: Henry Jackman
Aktorzy (głosy):
Antonio Banderas, Salma Hayek, Zach Galifianakis, Billy Bob Thornton, Amy Sedaris, Constance Marie, Guillermo del Toro
|
|
Autor tekstu:
Karol Baluta - KAROL
[e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 11 stycznia 2011
Oprawa html:
Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE