"Zjazd KMF - Kraków 2001"
czyli
Le Pokrak...
(Relacja widziana oczyma DUXA)
nawet jednego zdania w tym tekście proszę
nie brać poważnie... nie da się ;)))
To było tak, że
Ofirka postanowiła zorganizować
spotkanie w Krakowie, które zaczęło się jednak
w Katowicach - może to dziwne, ale członkowie
KMF już dziwniejsze rzeczy widzieli, więc dla
nas to normalka. W tym miejscu pragnę złożyć
podziękowania na ręce Ofirki i Huntera, którzy
przenocowali nasze "tyłki" w swoich Hacjendach ;)
Apropos złożenia podziękowań na ręce, przypomniało
mi się coś, co usłyszałem na zlocie (bodajże od
Huntera): "Z naszego programu nikt nie wychodzi
z pustymi rękoma, dlatego utniemy Panu ręce" ;)
Dobra, to była przystawka; teraz przejdźmy do dania
głównego jakim jest owo spotkanie, które zaczęło
się od...
PIĄTEK
...przyjazdu do Warki (in alfabetical order)
Bekona, Cisexa i DesJudi(ego). Po zrobieniu
zakupów w miejscowym sklepie (tubylcy byli
przyjaźnie nastawieni) ruszyliśmy o 21:00 w drogę
do Katowic. W drodze wiele się działo, bo wszyscy
zażyli nieco płynów rozweselających; oczywiście
kierowca (ja) zażył najmniej, bo w końcu ktoś
musiał kierować ;) Żarty żarty - kierowca wypił
tylko dwa RedBulle.

W połowie drogi Cisex stwierdził,
że jakby on kierował, to bylibyśmy szybciej... hehe,
chyba na drzewie ;). W następnej kolejności, wpadliśmy
na pomysł nakręcenia "zwierzeń w taksówce" w polskiej
wersji - lepiej niech nikt, nigdy i pod żadnym
pozorem nie ogląda tej kasety... (Kaseta z naszymi
wyznaniami jest do kupienia w TELESZOPIE za jedyne
399,99 - hihi, brzmi o wiele taniej niż 400,00)
Wydał się sekret Cisexa, który nie jest
na sprzedaż (sekret, nie Cisex;) - tak tak mili Państwo,
nie dość, że Cisex okazał się kobietą, to jeszcze
biseksulną... stąd nowa ksywka; Bisex ;).
Odnośnie ksywek, to wiele się podczas tego zjazdu
zmieniło. Próbowaliśmy odkryć genezę powstania ksywy

DesJudi... ale uparcie wychodziło nam "Ten Żyd",
jednak DJ (skrót od DesJudi) obalił tę, jakże
chorą teorię. Wyszło jeszcze na jaw, że DJ nie może
uprawiać sexu, gdyż jest... ekologiem, za co
był przez nas prześladowany przez dwa pierwsze dni zjazdu ;).
W drodze Bekon wkurzał Cisexa próbując dotknąć jego
niezwykle sztywnego... uczesania; Cisex miał nażelowane
włosy do takiego stopnia, że bał się złamania pod naciskiem dłoni... ;)
Przez całą drogę towarzyszyła nam muzyka filmowa,
odtwarzana z... odtwarzacza ;) Słuchaliśmy kawałków
z Matrixa, Human Traffic, The Beach, Piątego elementu,

M:I2 i wielu, wielu innych. Cisex wpadł na pomysł,
żeby w takt piosenki "I'm deranged" Davida Bowie z "Lost highway"
nakręcić podczas jazdy czołówkę filmu na kopyto
właśnie "Lost highway". Jednak na polskich drogach
są białe, a nie żółte linie, a i za wolno jechaliśmy
żeby to miało się udać ;)
I tak nam zleciała podróż... 5 godzin jazdy i już
byliśmy w Katowicach, gdzie przywitał nas Hunter i Shoomir
(dla znajomych ShOmir). Po ucałowaniu ziemi kaliskiej,
to znaczy katowickiej, zostaliśmy przywitani chlebem
i solo (hehe) przez Huntera i Shoomira; Ofirka na razie

tylko lookała na nas z okna łazienki, żeby w razie czego
mieć czas na ucieczkę ;) Chyba jednak nie wypadliśmy
tak źle, bo Ofirka nas po chwili przywitała. Później Hunter
zademonstrował jeszcze tylko (trzęsąc kamerą) jak swoje filmy
kręci Lars Von Trier i już
mogliśmy zasiąść do kolacji, przy której DJ jako nadworny
ekolog KMF stwierdził, że nie zje niczego, co kiedyś miało
oczy, po czym zjadł kanapkę z rybą... ;) (no nie wiem, są
jakieś bezokie gatunki ryb? ;)
Podczas jedzenia Hunter oświadczył wszem i wobec, że
nigdy nie obejrzy filmu kogoś, kto ma w nazwisku "Von" ;)
Po kolacji podłączyliśmy DVD do TV i włożyliśmy film

pod tytułem "ALIENS" który sobie leciał... aż nie usnęliśmy.
Było już grubo po 4 w nocy, gdy nagle jak z pod ziemi
(już nawet najstarsi Indianie nie pamiętają jak to się
stało i dlaczego)
...narodził się POKRAK!!! Ta dumna
ksywka została nadana naszemu przemiłemu koledze
Bekonowi, ku jego uciesze i ogólnemu zadowoleniu
wszystkich obecnych. Pokrak pochodzi oczywiście
z Pulp Fiction - jakby kto nie załapał o co biega ;)
Kładąc się spać, okazało się, że na nas czterech
przyjezdnych mamy tylko jeden koc. DJ jako ekolog
nie został pod niego wpuszczony ;) a ja z Cisexem
i Bekonem musieliśmy się nim podzielić (kocem, a nie
DesJudim;) No i już o 5:30 nad ranem udało się nam
usnąć...
SOBOTA

...żeby za niecałe 1,5 godziny musieć wstać. Tak, tylko tyle
spaliśmy ;) Okazało się, że w tym czasie zdążył spaść śnieg
i na dworze urządziliśmy totalną wojnę na śnieżne kulki
(dobra dobra, przyznać się kto rzucił tym kamieniem... to wcale
nie było śmieszne ;)) Hunter (według DJa powinno się mówić Hunter,
a nie Hanter) troszkę się zezłościł, gdy jedna z kulek
wpadła mu do samochodu. Nie łam się Hunter, mi też Cisex
walnął jedną kulkę do bagażnika ;) Po śniadaniu na które
zjedliśmy kanapki przygotowane... właśnie, chyba przez Ofirkę?
Dobrze mówię? ruszyliśmy w drogę do Krakowa. Jechaliśmy
na dwa samochody, a trasa była trudna... i nie mówię tu

bynajmniej o deszczu, błocie i ogólnie złej widoczności,
tylko o grze Bekona/Pokraka na bębenkach które zabrał ze sobą
(chyba po to, żeby nam dokuczać po drodze;)).
W końcu dojechaliśmy do Krakowa, gdzie już w mieszkaniu
Ofirki dobili do nas Markos, Gr@il i Ciacho. Ten
ostatni uraczył nas przepisem na idealny film;
"Trochę strzelanin, krwi, wybuchów, przekleństw i akcji"
(bynajmniej ja tyle z tego zapamiętałem, a kamery nie mam,
bo wolę zapamiętywać rzeczy po swojemu, niekoniecznie tak,
jak się zdarzyły ;) Gr@il przyniósł jak zwykle kupę filmów,
z czego jeden fajny horror z fajną muzyką... tyle pamiętam
z tego filmu ;)

Pooglądaliśmy "The Wall" i przyjechał Solo (zwany w dalszej części
"Lost Solo") i wszyscy pojechaliśmy do Instytutu Polonistyki,
gdzie tata Gr@ila załatwił nam wstęp na salę projekcyjną.
Tam z ciekawszych filmów zobaczyliśmy "Głowę do wycierania"
Davida Lyncha. Film jest połączeniem snu pijaka
z charakteryzacją ze "Zmory z Elm Street"
i "Alien" razem wziętych, było też mnóstwo niedorzeczności,
snu na jawie i wszystkiego tego, co sprawiło, że film
do dzisiaj jest ciężki do zrozumienia... czyli ogólnie
Lynch na najwyższym poziomie - naprawdę byliśmy pod wielkim
wrażeniem tego obrazu! W międzyczasie, wynajęliśmy

na godzinę stół bilardowy, gdzie "nie wiedzieć czemu"
wygrałem 6 razy z rzędu i zszedłem z pola boju dopiero
wtedy, gdy "dałem" Pokrakowi ze mną wygrać ;)
Dziękuję wszystkim przegranym za wspaniałe pojedynki
(szczególnie za te, kiedy w złym momencie wbijaliście
czarną piłkę do dziury...) oraz Gr@ilowi za załatwienie
tej fajnej sali - gdzie zresztą zrobiliśmy sobie fajne zdjęcie.
Wieczorem podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna w aucie

"Lost Solo" (Geneza powstania nowej ksywy jest prosta, Solo
po prostu się kilka razy zagubił ;) i druga z Ciachem i ze mną.
Pierwsza grupa (Solo, Shoomir, Ofirka i Markos) pojechała do jakiejś
knajpy coś zjeść, a druga (Ciacho, Gr@il, Cisex, Bekon, Ja Hunter i DJ)
na kiełbaski sprzedawane z samochodu marki Nysa. Sam tego nie widziałem,
ale krążyły później śmieszne opowieści o tym, jak to Gr@il poszedł

kupić kiełbaskę, wrócił do stolika i przypomniał sobie, że
zapomniał wziąć kiełbaskę ;))
Tak BTW to żarcie było cholernie dobre - dzięki Ciacho
za dobrą kolację!
Później kupiliśmy zaopatrzenie na wieczór + dwa cygara
dla mnie i Bekona (których w końcu zapomnieliśmy wypalić)
i spotkaliśmy sie w punkcie zbornym, czyli w mieszkaniu Ofirki.
Tam, po spożyciu napojów wyskokowych obejrzeliśmy (praktycznie
wszyscy oprócz Gr@ila po raz pierwszy) film "Monthy Python
na żywo w Hollywood" - była niezła śmiechawa, szczególnie
ze sceny z uderzaniem ciastem z zaskoczenia ;))).
Wtedy też przypomnieliśmy sobie IMHO najlepszy
skecz Pythonów, o
"Komercyjnych możliwościach
owczego lotnictwa" i już później rządziły teksty
w stylu "where is the bagage..." oraz "La kabin"
czy "Le koła..." ;)) Bekon tego wieczoru stwierdził,
że już nie chce być nazywany Pokrakiem... a my wiedząc,

że Bekon to duży chłopak i potrafi jednym uderzeniem
zabić człowieka; Pokrakiem przestaliśmy go nazywać ;)
Z ciekawszych rzeczy; Cisex przespał noc w połowie
jak LEON - czyli w pozycji siedzącej, w połowie
z tyłkiem na łóżku i głową opartą o podłogę (nie pytajcie
nawet jak to zrobił ;)) a trzecią połowę w pozycji
embrionalnej z głową... pod łóżkiem. Ja natomiast
spałem w objęciach Markosa ;)) Przedtem jednak, poszedłem
do drugiego pokoju gdzie po kolei wszystkich ucałowałem
na dobranoc za co rano zainteresowanych oczywiście
przeprosiłem. Nad ranem mnie i Markosa (bo Cisex
był niczym martwy) obudził śpiew jakiegoś ptaka, co skwitowaliśmy
krótkim "wiosnę poczuł słowik pieprzony czy jak?"
Tak minęła sobota.
NIEDZIELA

Z tego co rano usłyszałem, Hunter przez sen rzucał
tekstami w stylu: "skąd te zabawki wiedzą, że są wypełnione do połowy?"
hehe, kojarzy się nieco z tekstem Tomasza Lisa "skąd Ci biedni ludzie..."
Najgorzej po nocy filmowej czuliśmy się: ja i Cisex.
Wszyscy inni poszli zwiedzać Kraków, a w domu zostaliśmy
wraz z Cisexem i DJ - obejrzeliśmy "Niebiańskie istoty"

Petera Jacksona... podobno był dobry, nie wiem bo usnąłem
ze zmęczenia ;) Później wpadli do nas Ciacho i Gr@il
i obejrzeliśmy film "Demons" - całkiem fajny!
Tymczasem ekipa która poszła zwiedzać miasto
narobiła wsi ;)). Bekon robił gwiazdę w publicznym
miejscu, a później odtwarzał na ścianie sceny a'la Trinity ;), deptał trawniki w miejscu, gdzie stała tabliczka "Prosimy nie

deptać trawników", zaczepiał staruszki
i przerobił tablicę rejestracyjną jakiegoś samochodu na logo KMF ;).
Gdy wszyscy po południu znowu byli w komplecie, zrobiliśmy
sobie parę zdjęć grupowych i Ofirka powiedziała, żebyśmy
już sobie pojechali... ;))
Żarty żarty... jeszcze oglądaliśmy razem wszystko to,

co zarejestrowaliśmy na kamerę. W trakcie projekcji
Markos wpadł z kimś w jakąś dyskusję o jakimś
filmie (nieważne z kim i o jakim filmie). W każdym
bądź razie, Markos miał o tym filmie niezbyt pochlebne zdanie,
które umotywował słowami:
"Nie podobał mi się ten
film, gdyż był głupi" ;)))
Na sam koniec obejrzeliśmy najlepsze sceny z "Patrioty"
czyli... scenę z kulą armatnią, która urywa głowę jednemu
z żołnierzy ;)
Później była kupa wzruszenia przy pożegnaniu i wszyscy
rozjechali się do swoich domów.
Jeszcze tylko po drodze zapłaciliśmy gliniarzom 50 zł
za przekroczenie prędkości

(KorupcJa nie biorę w tym udziału;)
przez pomyłkę zjedliśmy w barze nie swoje frytki, przez co
było małe zamieszanie, odwieźliśmy Cisexa do Radomia
i podjechaliśmy na stację PKP w Warce, gdzie na maskę
samochodu (zaparkowanego już) wpadł nam nagle jakiś pijak,
powodując wgięcie w błotniku - a więc na koniec jeszcze większa kupa
wrażeń z przewagą kupy ;)
Ale ogólnie: "In heaven everything is fine..."
(cytat z "ERASERHEAD")
Kilka wrażeń tych co byli i z mieszkania Ofirki melinę robili...
Kolejność według przypadkowości ;)
OFIRKA:
Dziękuję Wam wszystkim za wszystko, było cudownie i mam nadzieję, że
wkrótce odwiedzicie mnie znowu, ale... strasznie spać mi się chce...
CISEX:
- WYPROWADŹ POKRAKA
- Ale pokrak spi....
- TO GO OBUDŹ :)
Właśnie wróciłem z drugiego już zjazdu KMF i jak łatwo się
domyslić było
powiedziałbym bardzo zajebiście ;)
DESJUDI:
Cóż dodać? Nie wiem... to było trzeba zobaczyć i obejrzeć
w
szczególności, gdyż obecność kamery nikogo nie deprymowała i co
poniektórzy wypili o jedno piwo za dużo i wyszedł z tego... no
wyszedł... coś co wie Dux, Bekon, Bisex no i ja...
Normalnie fajnie bylo! :) [Ofirka: senks za organizacje:)]
SOLO:
Dziękuje wszystkim za mile spędzony czas w Krakowie.
Szczególne podziękowania należą się Ofirce, która nie dość, że wszystko
zorganizowala, to jeszcze z zacisniętymi zębami musiała patrzeć, jak
bałaganimy w Jej mieszkaniu...
MARKOS:
Po wejściu zobaczyłem bandę degeneratów, która rzuciła się
na mnie niczym zombiaki na posiadacza w miarę jeszcze żywej tkanki :)
Zjazd był jednak przyjemnym i pouczającym doświadczeniem, wyniosłem z niego
(oprócz kilku rzeczy osobistych ofirki :)) dwie pouczające prawdy:
1. Jak ci się nie chce spać podczas gdy reszta smacznie chrapie, to
udawaj martwego, bo inaczej będziesz musiał smarować setki kromek
chleba :)
2. HUNTER jest mlodszy ode mnie i zajebiscie mnie to cieszy.
SHOOMIR:
Wszystkim Wam wielkie dzięki za spotkanie i chylę czoła przed
wszystkimi, jesteście naprawdę (!!!) zajebiści.
BEKON:
Słabością moją jest to, że wszędzie musi być mnie pelno :))
a to, od czasu do czasu niesie za sobą jakieś konsekwencje...
W Katowicach przy Hunter Strasse narodziła się pewna świecka tradycja; moja
osoba, ktora notabene nick swój już posiada, zyskała jakże wpadające w ucho
przezwisko: POKRAK :))
Abstrahując od etymologii tegoż charakterystycznego wyrazu, chciałbym
powiedzieć, że nasuwa on niejako pejoratywne skojarzenia jeśli połączy się
go z konkretną osobą, którą w tym przypadku jestem ja :)
"Pulp Fiction" widzieliśmy wszycy nie raz, wszyscy również pamiętamy
wspaniałą "scenę z Pokrakiem" - wiemy zatem jaką to rolę odegrał ów "Pokrak"
w nudnej egzystencji zboczonego duetu Zedda i jego kompana...
Reasumując - Pokrakiem się nie czuję!
Od Autora:
I na tym skończmy tę relację, bo wyjdzie na jaw, że mamy więcej
problemów natury emocjonalnej...
AUTOR RELACJI:
Rafał Donica - DUX