Jednych zachwycają innych przerażają. Jednych przyprawiają o szybsze bicie serca innych o mdłości. Jest z nimi tak jak z gwiazdą, która dba by było o niej głośno, by o niej mówiono nieważne czy dobrze czy źle.
Komedie romantyczne, bo o nich mowa, to gatunek filmowy, który mimo wszystko wypracował sobie już pozycje w świecie filmu, a nawet urodził i wychował swoje klasyki.
I teraz powstaje pytanie "dlaczego?" Dlaczego one wciąż powstają, jest ich coraz więcej a na dodatek mają jeszcze rzesze wiernych fanów. Analizując kilka wybranych filmów postaram się na to pytanie odpowiedzieć. Niemożliwością jest jednak przytoczenie tutaj wszystkich powstałych filmów tego gatunku, dlatego wybrałam sobie kilka moim zdaniem najbardziej charakterystycznych i najbardziej oddających sens ich funkcjonowania. Z góry uprzedzam, że nie będą to analizy szczegółowe tych filmów. Chodzi mi tylko o to, aby potwierdzić ich schematyczność i jednocześnie znaleźć odpowiedź na pytanie czemu mimo tego były, są i będą. Zanim jednak do tego przejdę chciałabym wspomnieć o najważniejszym. Otóż komedia romantyczna to nic innego jak opowieść o kobiecie i mężczyźnie, ich spotkaniu i rozwijającej się przez cały film miłości z szczęśliwym do bólu zakończeniem. Każda z nich różni się tylko pozycją społeczną i wykonywanym zawodem bohaterów. Z czego dziwnym trafem zazwyczaj jest tak, że to kobieta jest w gorszej sytuacji, często bez pieniędzy, bez pracy i oczywiście tęskniąca do romantycznej miłości. A to facet jest zazwyczaj tym, który przybywa jej na ratunek i wyzwala ją z tej nędzy. Oczywiście jak wszędzie i tu są wyjątki.
Zacznijmy od bądź co bądź klasyka czyli "Pretty Woman". Mamy tu odczynienia z historią współczesnego kopciuszka, któremu szczęście dopomogło wyrwać się z brudnej rzeczywistości. Aby było bardziej współcześnie nasz kopciuszek jest prostytutką. I oczywiście podążając za schematem pojawia się on, bogaty, przystojny i po całych perypetiach zakochuje się w niej i zabiera z ulicy do lepszego świata. Czyli mamy typowy, wręcz "książkowy" model komedii romantycznej. Ale im dalej w las tym więcej eksperymentów i zbaczania minimalnego z ustalonej definicją ścieżki.
Na potwierdzenie tego, że wspomniane wyżej wyjątki się jednak zdarzają mamy "Notting Hill". Tutaj znowu to ona jest ta sławna i mająca wszystko i to ona zwraca uwagę na nic nie znaczącego faceta i oczywiście bla bla bla zakochują się i są ze sobą baaardzo szczęśliwi.
W tym momencie nie możemy jednak zapomnieć o pierwszym członie z nazwy opisywanego gatunku. Komedia - czyli ma być śmiesznie. I tu zaczyna się licytacja, co bardziej należy wyeksponować. Czy to, żeby było romantycznie czy to, żeby było śmiesznie. I boli to, że ciężko jest znaleźć film, w którym było by to wypośrodkowane tak aby miło się oglądało. Ale w takim gąszczu i zalewającej nas fali komedii romantycznych znalazłam takie cudo.
A mowa tu o filmie "Jak stracić chłopaka w 10 dni". Ten film lekko odbiega od schematu, a mianowicie zarówno ona jak i on mają swoją wypracowaną pozycję w społeczeństwie, oboje są niezależni. Dziennikarka określonym zbiegiem faktów ma za zadanie uwieść faceta a potem zrobić wszystko czego nie należy aby związek trwał i opisać to w magazynie dla kobiet. Traf albo sprytny scenarzysta chce aby tym kimś był pracownik firmy reklamowej, który założył się
że rozkocha w sobie dziewczynę w ciągu dziesięciu dni. Czyli typowa komedia sytuacyjna, z tym, że ta akurat naprawdę potrafi rozśmieszyć, nawet płeć męską co dla mnie osobiście było lekkim szokiem.
Jak to wszędzie bywa i tu zdarzają się nad wyraz udane perełki, takie które zyskują tak przychylności krytyków jak i przeciwników gatunku (o fanach nie wspomnę). Takim filmem jest "Dziewczyna z Alabamy". Świeżości do gatunku dodaje tu fakt iż ich jest dwóch a ona jedna, a na dodatek widz jest również w rozterce, gdyż obaj kandydaci są bardzo sympatyczni. Ten film jest bardzo miły do oglądania, nie ma tu żadnych mdłości, ponadto ukazane jest społeczeństwo amerykańskie z małego miasteczka, ich relacje, które w głównej mierze są bardzo przyjacielskie i powodują, że główna bohaterka, która wyrwała się z tego marazmu - wraca.
A teraz przejdźmy do filmów gwiazdy tegoż gatunku czyli Jennifer Lopez. Komedie romantyczne wykreowały sobie etatową aktorkę, której co rusz zmienia się tylko partner. Ale za to jaki partner. I tu rodzi się następne pytanie, co skłania takich aktorów jak Ralph Fiennes do zagrania w kolejnej komedii takiej jak "Pokojówka na Manhattanie". Otóż pan ten powiedział w jednym z wywiadów, że zwykła ciekawość popchnęła go do przyjęcia roli. Czyli wniosek, komedia romantyczna ma powodzenie i przyciąga, nieważne jakie pobudki kierują aktorami, ale zawsze. To tak coś na wzór "cel uświęca środki".
A wracając do J.Lo. i jej "The Wedding Planer". To typowa komedia romantyczna, niczym szczególnym nie wyróżniająca się z całego tłumu swoich sióstr. A nie, przepraszam, tutaj pojawia się ta trzecia, z którą to główny bohater ma wsiąć ślub, ale dochodzi do wniosku, że jednak nie kocha narzeczonej i woli tą nowo poznaną.
I w zasadzie można by tak opisywać bez końca. Zahaczając jeszcze o cały tłum młodzieżowych komedii w stylu "She's All That", "Coyote Ugly", "Boys and Girls", "Crossroad". Tylko czy do czegoś to prowadzi, czy poznanie już podstawowych cech komedii romantycznej i znalezienie i potwierdzenie tych cech na wybranych przykładach przybliżyło mnie choć trochę do odpowiedzi na postawione na początku pytanie? Otóż moi drodzy owszem. Ja wiem dlaczego. Ano dlatego, że jest na tym świecie wiele wrażliwych dusz, które leczą swoje zbolałe, czasami popękane serce właśnie takimi filmami. I to dla nich głównie przeznaczone są te filmy. Ale nie tylko, bo miło jest od czasu do czasu obejrzeć coś, gdzie nie chodzi o to kto kogo zabije i ile się krwi poleje. Na pewno ameryki nie odkryłam, ale warto uświadomić niektórym, że komedia romantyczna to potrzebny gatunek filmowy, że dla niektórych to naprawdę wspaniała rozrywka, że niektórzy kochają takie filmy. To też jest tak, że jak facet chce być terminatorem a nie bardzo może, to sobie chociaż film obejrzy, a jak kobieta szuka miłości i ciężko jej w życiu to chociaż zagłuszy ból pięknym, wzruszającym filmem. Dlatego komediom romantycznym zdecydowanie należy się szacunek.
Niech żyją komedie romantyczne!!
|
Autor tekstu: Kasia Kowalska - KAHA
|