Multum jest filmów o potężnych, złowrogich, metalowych cyborgach, robotach, androidach i komputerach o zamiarach przyjaznych inaczej. Skynet z "Terminatora" chciał unicestwić ludzkość, koleś z tandetnego "Ghost in the machine" przejąć kontrolę nad siecią komputerową, a Jobe z "Kosiarza umysłów" za pomocą tejże, chciał kosić umysły. Schwarzenegger w "Terminatorze" i "Terminatorze 2" strzelał do wszystkiego co się ruszało i na drzewo nie uciekało, T-1000 przelewał się z pustego w próżne, a Alex Murphy obudowany w tytanowy pancerz toczył destrukcyjny pojedynek z robotem ED-209 w filmie "Robocop" i Cane'em w "dwójce". Kobieta-Cyborg z mało znanego filmu "Cyborg", z pomocą Jeana Claude Van Damme'a próbowała ludzkość ocalić, a cyborgom z C-klasowego "Nemesis" nie wiadomo o co chodziło... Ze wszystkich wymienionych wyżej postaci emanował jednak pewien chłód; nie tylko za sprawą metalicznej budowy. Postaci te wmieszane w walkę o przetrwanie ludzkości nie miały, lub miały niewielką szansę na okazanie
"uczuć", tych ciepłych uczuć. W postapokaliptycznej scenerii Los Angeles maszyny zaprogramowane na destrukcję, walczyły z ludźmi. Na ulicach Detroit pojawił się nowy Szeryf - Robocop. Hal 9000 w wyniku awarii wykosił niemalże całą załogę Discovery a Androidy klasy Nexus-6, po krwawym buncie starały się znaleźć sposób na przedłużenie sobie życia. Wszystko to wyglądało dość ponuro, okraszone hukiem wystrzałów przyszłościowej broni i pesymistycznymi wizjami zarówno przyszłości jak i teraźniejszości, związanej z próbami stworzenia sztucznej inteligencji. Nawet Spielberg, który chciał ocieplić wizerunek "sztucznego człowieka" wyłożył się na tym temacie niczym na skórce od banana. Popadł bowiem w "A.I." w tani sentymentalizm, przedłużając lukrowany finał w nieskończoność.
Historia filmu zna zaledwie kilka "maszyn" z poczuciem humoru, między innymi nieśmiertelny duet ze "Star Wars", czyli R2D2 i C3PO... oraz Johnny'ego-5 z filmu "Krótkie spięcie 2" właśnie. Historia jego istnienia sięga oczywiście części pierwszej, gdzie Johnny-5 był jeszcze nazywany Numerem-5. Czemu właśnie "5"? Johnny był wtedy (w części pierwszej) ostatnim z piątki robotów bojowych, wyposażonych przez wojsko i na jego potrzeby w działo laserowe. Zrządzeniem losu, Numer-5 został, na wzór monstrum Frankensteina rażony piorunem i od tej pory wydawało mu się, że jest żywą istotą. Oczywiście jak każda żywa istota, potrzebował wolności. Uciekł więc w poszukiwaniu nowych danych, a wojsko urządziło na niego obławę. Fabuła części drugiej jest już o wiele mniej ...hmmm... militarno/wojenna i znacznie zabawniejsza. Johnny Five przybywa bowiem na pomoc swojemu konstruktorowi Benowi Jahrvi, który ma w ciągu kilku miesięcy zbudować 1000 zabawek - miniaturek Johnny'ego.
Wszystko poszłoby gładko, gdyby nie obowiązkowy w każdym filmie konflikt dobra ze złem. Pracownik banku Oscar Baldwin będzie próbował wykorzystać dobrodusznego i nieco naiwnego Johnny'ego-5 do kradzieży diamentów. Ale przecież Johnny "żyje" i myśli, a więc uczy się i wyciąga wnioski...
Rzadko zdarza się, abym na przestrzeni ostatnich piętnastu lat, tak często wracał do jakiegoś filmu jak wracam do "Krótkiego spięcia 2", który jest obrazem nie tylko bardzo oryginalnym i zapadającym w pamięć, ale naprawdę ciepłym, pozytywnym
i przyjemnym w odbiorze. Poza pogodną fabułą i sympatyczną ilustracją muzyczną, jest to głównie zasługą postaci robota. Johnny 5 mimo tego, że jest wykonany z metalu i porusza się na gąsienicach, a zamiast oczu ma dwa obiektywy, zaś w miejscu ust migają pomarańczowe diody - nie pozwala oderwać od siebie wzroku, nieodmiennie rozczulając i intrygując widzów. Five potrafi naprawdę nieźle wzruszyć, choćby w scenie w areszcie, gdy skuty policyjnym kajdankami powoli kartkuje powieść Mary Shelley "Frankenstein" - o takim samym odmieńcu, wygnańcu i samotniku jak on. Albo w finale filmu, gdy "pobity" przez rzezimieszków, z wyciekiem z pękniętego akumulatora ociera się o "śmierć" - co wrażliwszemu widzowi łza w oku się z pewnością zakręci. Chwilami jest z kolei tak pocieszny, zabawny i rozgadany, że na ekranie robi się wesoło jak w komedii slapstickowej. W obydwu przypadkach, jest w ukazywaniu stanów emocjonalnych tak wiarygodny, że ma się ochotę go przytulić i poklepać po metalowych plecach. Szkoda, że miniaturek Johnny'ego Five nie ma faktycznie w sprzedaży, chętnie bym sobie takiego minifive na półce postawił.
"Krótkie spięcie 2" jest filmem niewątpliwie lepszym od części pierwszej, mimo że nie występuje w nim żaden, szerzej znany aktor (przypomnę, że w części pierwszej zagrał będący wówczas na topie Steve Guttenberg). To kino dla całej rodziny, jak to się mówi: od lat pięciu do stu pięciu. Przedstawiono tu w rozrywkowej otoczce problem sztucznej inteligencji, jednak bez wymuszanego moralizatorstwa, filozofowania i nadęcia. Ta bezpretensjonalna komedia powinna oczarować każdego
i nie znudzić nikogo.
 |
Krótkie spięcie 2
USA | 1988 |
PG | 110 minut
Reżyseria: .... Kenneth Johnson
Scenariusz: .... Brent Maddock, S.S. Wilson
Muzyka: .... Charles Fox
Zdjęcia: .... John McPherson
OBSADA
Johnny 5 (głos): .... Tim Blaney
Ben Jahrvi: .... Fisher Stevens
Fred Ritter: ....Michael McKean
Sandy Banatoni: .... Cynthia Gibb
Oscar Baldwin: .... Jack Weston
Saunders: .... Dee McCafferty
|
 |
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX |
Klub Miłośników Filmu 22.07.2008 |
|