|
|
"Jak napisać scenariusz...." to Biblia dla początkujących pisarzy. Obszerna, podzielona na pięć części, a każda z części na kilka rozdziałów. Daje porady, proponuje ćwiczenia i bazuje na przykładach. Wskazuje jak sprzedać napisany skrypt, jakich błędów unikać ... co zawiera sama książka można jednak przeczytać w recenzji Duxa, zatem zamiast ponownie koncentrować się na zawartości, spójrzmy na nią od nieco innej strony. Cóż bowiem przeciętny widz zyskuje po jej przeczytaniu? Jeżeli nie mamy planów, czasu, albo po prostu talentu, aby pisać scenariusz, czy warto abyśmy po tę pozycję sięgnęli? Nawet jeżeli napiszemy scenariusz, to możemy nie mieć wystarczającej determinacji, aby utorować sobie nim drogę ku sławie. W końcu autorzy książki podkreślają ile zależy od szczęścia. Zatem - brak nam wielkiego talentu, cierpliwości, nie jesteśmy odporni na stres, więc scenariusza nie piszemy. Kochamy jednak oglądać filmy, analizować je, dokonywać interpretacji i poddawać krytyce. Czy do tego potrzebna nam jest wiedza jak napisać dobry scenariusz? Odpowiedź jest jedna - oczywiście że tak. Scenariusz to kręgosłup filmu, bez niego obrazy jakie widzimy, które podziwiamy, bądź których nienawidzimy, nigdy by nie powstały. Dlaczego tak się dzieje, że jedne dzieła są wybitne, a inne kiepskie? Zazwyczaj czujemy, który film wart jest naszego czasu, a po projekcji jakiego tracimy go bezpowrotnie. Warto jednak zrozumieć dlaczego tak się dzieje i potrafić podać argumenty na poparcie stwierdzenia: "Podobał mi się" / "To jest totalny niewypał". Znacznym ułatwieniem staje się zrozumienie, jak powinien wyglądać dobry scenariusz. Nawet najlepszy aktor i reżyser ma niewielkie szanse zbudować arcydzieło na kruchym fundamencie. Widzów powinny zainteresować więc trzy pierwsze części książki, a zatem: Podstawy (gdzie mowa o przesłaniu, bohaterze, świecie, który go otacza), Struktura (od "Poetyki" Arystotelesa, po gatunki filmowe) oraz Warsztat (od wskazówek scenicznych, poprzez dialog, po redakcję). Niekiedy trudno sobie uświadomić, ile elementów składa się na przekaz filmu, jak ważne są detale, poszczególne przedmioty, nie rzucający się w oczy plakat na ścianie, czy karteczki samoprzylepne na lodówce. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy jak wiele autorzy filmów mówią nam o danej postaci, zanim w filmie padną jakiekolwiek słowa. Nie zawsze potrafimy być w pełni świadomymi odbiorcami obrazu. Podręcznik Russina i Downsa stara się nas wyczulić i uwrażliwić na to co widzimy, sprawić, abyśmy potrafili dostrzegać wszelkie detale i z nich czerpać informacje, abyśmy zwracali uwagę na gestykulację i otoczenie. Pomijając bowiem interpretację i znaczenia, jakich dodajemy danemu dziełu, ważne jest to co otrzymujemy wprost od autora. Czasami coś nam w danym filmie nie pasuje, ale nie wiemy jak byśmy to zmodyfikowali, gdyby od nas to zależało. Poprzez szereg przykładów, fragmentów scenariuszy, ukazane zostaje, jak ta sama historia zmienia się zupełnie, gdy daną akcję przeniesiemy w miejsce, które musi pasować do dialogów oraz postaci. Autorzy uczą rozumienia, jak ważne jest dopasowanie wszelkich elementów. Książka wyjaśnia także podstawowe pojęcia. Pojęcia jak to, co to jest ujęcie, scena, sekwencja. Niby to oczywiste, ale nie zawsze pojęcia, którymi się operuje, wydają się być do końca zrozumiałe, bo czy każdy bezbłędnie potrafi wskazać rolę owych elementów, czy ujrzeć, jak poprzez określoną kolejność scen łatwo manipulować uczuciami widzów? Na przykładzie "Terminatora" chociażby, widzimy jak poprzez sekwencję zabójstw perfekcyjnie budowane jest napięcie i wydobywane z widza zaangażowanie emocjonalne. Umieszczone dalej ćwiczenia, gdzie mamy podzielić scenę na ujęcia, a sekwencjom nadać tytuły, utrwalają to co przeczytaliśmy wcześniej. Z innych podstawowych prawd możemy przeczytać iż bohater filmowy nie musi być rzeczywisty, a jest metaforą, robi bowiem to, o czym marzymy. Każdego z bohaterów, odbywającego jakąś podróż można także wpisać w jeden schemat, obowiązujący od starożytności, po współczesność, sprawdzający się we wszystkich kulturach. Poza teorią, mamy jednocześnie tę zasadę omówioną na przykładzie Luka Skywalkera. Łatwo już później ową teorię Campbella zastosować do większości filmów, jakie znamy, a nad których konstrukcją i szablonowością wcześniej może w ogóle się nie zastanawialiśmy. Znacznie przyjemniejsze jest oglądanie filmu, rozumiejąc jednocześnie dlaczego akcja została poprowadzona tak, a nie inaczej, dlaczego bohater tak się zachowuje i dlaczego taki właśnie schemat jest obowiązującym dla wielu produkcji. W sposób ciekawy omówione są gatunki filmowe, poprzez to, jakie uczucia budzą, w końcu "Gatunki filmowe to klasyfikacja emocji, których szukamy". Otrzymujemy krótkie i trafne kompendium na temat zastosowania pewnego schematu w danym filmie. Na znanych przykładach autorzy pokazują jak w obrazach "strachu i przerażenia" protagonista i antagonista złączeni zostają w jednej osobie, czy też jakie "sztuczki" stosuje się w filmach spod szyldu "Żądzy wiedzy" (kryminał, thriller, thriller polityczny"), aby łączyć " ... napięcie i zaskoczenie, wiedzę i tajemnicę, tworząc świat pełen sekretów albo taki, w którym nic nie jest takie, jak się wydaje...". Można także dowiedzieć się co też mają wspólnego filmy "Odwagi" i filmy "Miłości i tęsknoty" i dlaczego też studenci scenopisarstwa tak bardzo chcą poznać tajniki poszczególnych gatunków, skoro autorzy przypominają znaną powszechnie prawdę iż "...dobry film przekracza granice gatunku". Jednym z najciekawszych dla widza rozdziałów wydaje się być ów poświęcony dialogom. Ukazuje, że choć film ma za zadanie opowiadać obrazem, to dialogi odgrywają ogromną rolę. Nie mogą zawierać zbędnych słów, wiele z nich ma ukryte znaczenie i mnóstwo podtekstów. Dowiadujemy się także dlaczego to scenarzyści odwołują się do umieszczania między dialogami głosu z offu i kiedy świadczy to o genialności, a kiedy o nieumiejętności twórców. Oczywiście wszystko mamy wsparte przykładami, bazującymi na filmach znanych, jak chociażby "Kiedy Harry poznał Sally", "Mały wielki człowiek" czy "Annie Hall". Otrzymujemy znaczne wycinki kilku scenariuszy, a na zakończenie sceny, wymagające poprawek. Po przeczytaniu dokładnie tego rozdziału, czytelnik nie powinien mieć najmniejszego problemu z poprawnym zredagowaniem fragmentu scenariusza, wymagającego korekty. A jeżeli pozostaje wciąż pytanie jak redagować - to odpowiedzi znajdziemy w kolejnym rozdziale. Część czwarta to odpowiedź na to, "Jak sprzedać scenariusz w USA". Ten problem może nas nie dotyczyć, jednak nie warto pomijać kolejnych rozdziałów. Są one napisane z humorem, odsłaniają kulisy Hollywood, podają ważne adresy, odwołują się do historii, wyjaśniają czym jest np. WGA i dlaczego jest to takie ważne ;). Część piąta, zatytułowana "Alternatywy" dotyczy pracy w telewizji, co warto przeczytać, chociażby jako ciekawostkę. Podsumowując - książka wydaje się być lekturą obowiązkową. Napisana jest niesamowicie przystępnym językiem, jednocześnie nie ucieka się do trywializacji. W szeregu książek, jakie ostatnio czytałam, niewiele było pisanych z taką, wydawałoby się, łatwością. Okazuje się, że nie siląc się na wyszukaną elokwencję można przekazać wszystko w sposób inteligentny, jednocześnie wymagając tej samej od czytelnika. "Jak napisać scenariusz filmowy" dostarcza czystej przyjemności czytania. Chociaż stanowi podręcznik dla tych, którzy chcą pisać scenariusz, lub studiują tę sztukę, jest jednocześnie wspaniałą skarbnicą wiedzy dla każdego, kto chociaż minimalnie interesuje się kinem. Iwona Kusion - ARRAKIN |