BRUCE LEE I INNI
Leksykon filmów wschodnich sztuk walki - wyniki konkursu


Zgłoszeń dostaliśmy naprawdę sporo, jednak przeważały odpowiedzi jedno-dwuzdaniowe, które niestety nie były brane pod uwagę w kwestii nagrodzenia, z uwagi na to, że były zdecydowanie za krótkie i zbyt banalne ;). Na szczęście nie zostaliśmy zasypani stosem odpowiedzi w stylu: "Chuck Norris" za co serdecznie dziękujemy. Spośród nadesłanych propozycji wybraliśmy trzy zdecydowanie najciekawsze, a przede wszystkim najobszerniej udokumentowane ;). Trzech zwycięzców dostanie w nagrodę "Leksykon filmów wschodnich sztuk walki" autorstwa Sławomira Zygmunta, wydany przez wydawnictwo MTJ.

Na początek akcent humorystyczny, który pokazuje jak nie należy pisać odpowiedzi na nasze konkursy ;). Autora nie podajemy, bo nie wiemy, czy chciałby być podany ;). Pozostawiamy oryginalną pisownię i przestrzegamy na przyszłość, przed wysyłaniem na nasze konkursy odpowiedzi napisanych w taki lub podobny sposób ;)


"Dla mnie najwieksza gwiazda jest ten aktor, który po prsotu ma najlepszy kop, dlatego jest gwiazdorem kina kpnaego, no bo kto taki moze byc, kazdy moze wysoko podniesc noge i konpac, liczy sie sila technika umysl i pomysl. dlatego kazdy jest gwiazda, jak u mnie dobrze kopac"


A teraz już poważni, nagrodzeni i wyróżnieni
uczestnicy konkursu "Bruce Lee i inni"



I MIEJSCE - ROBERT KRAWCÓW

Moja ulubiona postać kina kopanego? Trudno wybrać tylko jedną. Odkąd pamiętam lubiłem filmy karate. Po szkole chodziłem do pobliskiej wypożyczalni kaset i brałem po kolei filmy z działu "kina kopanego". Trochę się tych filmów przewinęło, a co za tym idzie również i aktorów. Wybrać tylko jednego z nich, to tak jakby zdradzić pozostałych, którymi się fascynowałem. Każdy z nich miał swój styl, każdy pokazywał coś innego. Dlatego pozwolę sobie przytoczyc tych kilku, których pamiętam. Jean-Claude Van Damme - pierwszy film z jego udziałem "Krwawy sport" oglądałem jakieś kilkadziesiąt razy, ponieważ była to jedna z niewielu kaset jakie posiadałem, a poza tym film rewelacyjny. Znałem każdą scenę. Wielu aktorów wzorowało się później na nim, naśladując sceny, które on pokazał po raz pierwszy (między innymi szpagat na krzesłach). Sceny walki starał się dopracowywać do perfekcji, bez przesadnej kopaniny, chaosu, tak aby oglądając można było się zachwycać. Wspominając jego filmy nie można zapomnieć o jego przeciwnikach, a zwłaszcza o jednym - Bolo Yeung (grał u boku Bruce`a Lee oraz jego syna Brandona). W większości filmów miał niewiele do powiedzenia, za to co by one znaczyły bez niego ;). Z reguły czarny charakter, ale mimo wszystko nie można nie wziąć go pod uwagę w tym rankingu. Steven Seagal - może tu akurat nie pasuje, bo do kopania nie za często się brał, ale nikt tak jak on nie potrafi łamać kości. Te powykręcane nogi, nadgarstki, łokcie wygięte w drugą stronę. Złamanie nosa to dla niego jeden ruch, rzadko kiedy spocił się podczas walki. Chuck Norris - obecnie na językach wielu, ale głównie w ironiczny sposób. Ale on długo pracował na swój wizerunek, i pewnie ci, którzy dziś się z niego śmieją nie widzieli go naprawdę w akcji. Gra w filmach od 1969 roku i stworzył wiele ciekawych kreacji, o których nie można zapomnieć, jak chociażby "Zaginiony w akcji", " Samotny wilk McQuade", " Zabijaka, zabijaka", "Droga smoka". Dziś ludzie kojarzą go głównie ze Strażnikeim Teksasu i na tej podstawie oceniają. To tak jakby powiedzieć dziś, że Muhammad Ali nic nie znaczy w boksie. A mimo to nadal jest szanowany. Chuck Norris jest jednym z największych i najlepszych w swojej branży i dobrze się stało, że ludzie sobie o nim przypomnieli, nawet jeżeli robią to w formie dowcipów ;). I nie podlizuję się mu tylko dlatego, że obawiam się jego kopniaka z półobrotu :). Bruce Lee - pozostawię bez komentarza. Chyba każdy wie o co chodzi. Wśrod tego grona nie może oczywiście zabraknąć przedstawicielki płci pięknej - Cynthia Rothrock. Niekwestionowana królowa kina akcji. Jak miło było popatrzeć na tych wszystkich twardzieli dostających łomot od tej niedużej blondynki.

Cięzko jest wybrać ulubionego przedstawiciela kina kopanego. Każdy miał swoje 5 minut, każdy miał w sobie to coś co przyciągało przed ekran. Nie mogę wskazac jednoznacznie palcem któregoś z nich i powiedzieć "Ciebie lubię najbardziej". Z góry przepraszam tych o których zapomniałem, z powodu czasu jaki upłynął od ostatniego momentu kiedy ich oglądałem.

PS. Jet Li, Jackie Chan, Billy Blanks i wielu innych ;)



II MIEJSCE - DANIEL PIEKARSKI

Wielu aktorów dzięki doskonałym warunkom fizycznym, treningowi, czy po prostu talentowi zawdzięcza bądź zawdzięczało ogromną popularność i sławę w świecie filmu. W moim mniemaniu Jean Claude Van Damme jest tym człowiekiem, który posiadł wszystkie te trzy cechy i w świetny sposób potrafił sprzedać je widzom. Od filmu "Karate Tiger" gdzie potrafił w pojedynkę pokonać reprezentację Seatlle w karate (no, oprócz młodego chłoptasia któremu akurat pomagał sam Bruce Lee). Poprzez "Kickboxera" gdzie nie straszny mu był tajlandzki olbrzym, który w wolnym czasie lubił sobie powalić z kopyta w betonowy filar. Czy też "Krwawy Sport", gdzie miał przyjemność zlać Bolo Yeunga - tego samego, który dostał lanie paręnaście lat wcześniej od Bruce'a Lee. Zresztą Mr. Yeung miał na tyle wielkiego pecha, że w filmie "Podwójne uderzenie" ponownie dostał łomot od Van Damma wspomaganego przez... Van Damma. Kończąc na... no właśnie, pan Jean Claude Van Damme nie ma zamiaru kończyć swojej udanej kariery super wojownika kina kopanego mimo, że zdarza mu się występować w coraz to gorszych produkcjach. Jednak nikt tak jak on nie potrafił oczarować widowni kopnięciami z pełnego obrotu w powietrzu, zrobić szpagatu na dwóch krzesłach z wyprostowanymi stopami czy ( co nie wszystkim się udawało) rozkochać w sobie płeć piękną, która podziwia w nim doskonale umięśnione ciało i baletową umiejętność skopania czyjegoś tyłka. Van Damme nie daje się czasowi i z uporem ciągnie wózek z kinem kopanym niszcząc wszystko na swojej drodze, a my wierzmy wraz z nim, że "...cegła nie oddaje" ;).


III MIEJSCE - MICHAŁ NOWAK

Filmy "walki" oglądałem jeszcze długo przed tym, jak zacząłem interesować się kinem w ogóle. Mimo że liczę dopiero 17 lat, to zdołałem załapać się na wszelki old school w postaci kina kopanego. Najpierw było oglądanie ze starszym bratem filmów kung-fu spod znaku Shaw Brothers, na starych kasetach wideo. Potem nadszedł czas na filmy typu "Krwawy Sport" z Van Dammem czy "Wygrać ze śmiercią" z Seagalem. Ostatnim etapem mej fascynacji, były filmy z Jackie Chanem, i to właśnie On - według mnie - jest najlepszym aktorem tego typu. Moje uwielbienie dla tego chińskiego przyjemniaczka ciągnie się już od kilku dobrych lat. Cenię takie osobistości jak Jet Li, Ziyi Zhang, Bruce Lee, uwielbiam Toshiro Mifune i Takeshiego Kitano, ale nikt nigdy nie pokazał na ekranie tego, co młody Kong-sang Chan, znany później własnie jako Jackie. Jego rosnąca popularność nie zmieniła jego wizerunku sympatycznego karateki, a filmy, w których wystąpił (od "Węża w cieniu orła", po "Policyjne opowieści", aż do "Godzin szczytu") są rewelacyjne. I nawet, kiedy przytrafi mu się jakiś gniot, to przymykam na niego oko, bo nie miałbym serca źle mówić o jego dzieł(k)ach. Połączenie sprawności Bruce'a Lee i komediowego kunsztu a'la Charlie Chaplin, zrobiło z Jackiego aktora jedynego w swoim rodzaju. Ten człowiek tchnął nowe życie i przywrócił do mody gatunek filmowy, jakim jest klasyczne kino kopane. Za to należy mu się wielki szacunek i uznanie. "Najlepszy aktor wśród kaskaderów, najlepszy kaskader wśród aktorów" nie pamiętam gdzie to wyczytałem, ale podpisuję się pod tym stwierdzeniem!


WYRÓŻNIENIE DLA PAWŁA MAŃKOWSKIEGO

Za ogólne wyluzowanie i poczucie humoru :). Nagroda - kubek KMF.

Raczej, zdecydowanie oraz bezapelacyjnie Jackie Chan! A dlaczego? Raczej prosta odpowiedź. Niesamowicie zwinny i gibki. Każdą scenę walki zamienia w balet, a za śmiercionośną broń mogą posłużyć mu: krzesło, czapka, szalik, makaron świderki... no zasadniczo to zabić może wszystkim. Wielkich zdolności aktorskich raczej on nie ma, jednak każdy jego film jest po prostu przyjemny w oglądaniu (a w szczególności "Policyjna Opowieść"). I to chyba tyle o nim. Jednak rozważałem jeszcze propozycję księdza prefekta z "Plebanii", no bo przecież jeździ na motorze i zna taj czi. Na potwierdzenie, w którymś tam z kolei 666 odcinku "Plebanii", poobijał jakichś żuli pod barem ;).


Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział i zapraszamy do kolejnych konkursów KMF!
Pozdrawiamy - Klub Miłośników Filmu

POWRÓT | STRONA GŁÓWNA